{"html": "<div class=\"lf-doc\"><p class=\"lf-p\">Nawet zatem gdyby przyjąć, że H. O. z racji wieloletniej pracy w gospodarstwie rolnym do 1960 roku nabyła umiejętności praktyczne do prowadzenia gospodarstwa rolnego, to nie byłoby to wystarczające do spełnienia przez nią któregokolwiek warunku dziedziczenia przedmiotowego gospodarstwa rolnego.</p>\n<p class=\"lf-p\">Argumentacja J. O. (1) koncentruje się na prowadzeniu przez jego matkę spadkowego gospodarstwa rolnego wiele lat przed wyjazdem na stałe do (...), na późniejszym kierowaniu tym gospodarstwem mimo tego wyjazdu, interesowaniu się tym co jest uprawiane, czy ziemia jest odpowiednio zadbana. Nawet gdyby przyjąć, że H. O. była „kierownicą” spadkowego gospodarstwa rolnego w dacie śmierci matki (na co jednak nie ma wystarczających dowodów), to i tak byłoby to bez znaczenia dla wyniku sprawy. Przepis art. 1059 § 1 pkt 1 k.c. w brzmieniu mającym zastosowanie do przedmiotowego spadku przewidywał bowiem, że dzieci spadkodawcy dziedziczyły z ustawy gospodarstwo rolne jeżeli bezpośrednio przed otwarciem spadku pracowały w tym gospodarstwie (w pierwotnym brzmieniu było też dodane „nieprzerwanie co najmniej od roku”). Kluczowe jest przy tym słowo „bezpośrednio”, które oznacza, że chodzi o takie osoby, które nie kiedykolwiek w przeszłości pracowały w spadkowym gospodarstwie, tylko pracowały w nim w okresie bezpośrednio poprzedzającym śmierć spadkodawcy (nie musiał już to być okres co najmniej roczny, jak w pierwotnym brzmieniu). Utrwalona wykładnia tej regulacji prowadzi do wniosku, że chodzi o takie osoby, które w tym okresie miały rzeczywisty i faktyczny związek z takim gospodarstwem, wykonywały w nim niezbędne prace rolnicze. Chodzi o wykładnię ukształtowaną już na gruncie art. 1059 § 1 pkt 1 k.c. w pierwotnym brzmieniu i następnie kontynuowaną (zmiana z 1971 roku nie dotyczyła bowiem samego pojęcia „bezpośrednio przed otwarciem spadku pracowały w tym gospodarstwie”, tylko eliminacji minimalnego okresu tej pracy).</p>\n<p class=\"lf-p\">Wymóg bezpośredniego związku z gospodarstwem, pracy w spadkowym gospodarstwie w okresie poprzedzającym otwarcie spadku potwierdzają także przepisy rozporządzenia z 28 listopada 1964 roku, wedle których spadkobierca był uważany za osobę wykonującą pracę nieprzerwanie co najmniej od roku (zatem w nawiązaniu do art. 1059 § 1 pkt (...) k.c.) jeżeli w tym czasie zamieszkiwał w gospodarstwie i wykonywał w nim stale niezbędne prace (por. § 13 rozporządzenia w brzmieniu do 9 października 1970 roku, następnie § 15 rozporządzenia w brzmieniu do 7 sierpnia 1972 roku, wreszcie znowu § 13 w brzmieniu do 7 grudnia 1982 roku). Nie można zatem przyjąć, że osoba, która z tego gospodarstwa spadkowego wyprowadziła się na stałe 10 lat przed otwarciem spadku i -co niesporne- nie wykonywała w nim od tej pory do daty śmierci J.</p>\n<p class=\"lf-p\">R. (1) żadnych prac, mogła być uznana za pracującą w tym gospodarstwie bezpośrednio przed otwarciem spadku. Przesłanka ta w żadnej mierze nie nawiązuje do samego prowadzenia takiego gospodarstwa spadkowego, zarządzania nim, ale bez wykonywania niezbędnych prac. Bez znaczenia zatem są podkreślane przez J. O. (1), a kwestionowane przez wnioskodawczynię, czynności zarządcze jakie miała wykonywać H. O. w odniesieniu do spadkowego gospodarstwa rolnego. Zresztą uczestnik J. O. (1) w istocie przyznał, że jego matka nie zarządzała na bieżąco gospodarstwem rolnym. Tak bowiem należy rozumieć stwierdzenia z apelacji, że H. O. wydała „pewne dyspozycje” co do gospodarstwa oraz, że nie było potrzeby jakiś szczegółowych zarządzeń, bo to były inne czasy.</p>\n<p class=\"lf-p\">Rzeczywiście czasy były inne, w szczególności inaczej wyglądały możliwości porozumienia się na odległość pomiędzy (...) a Polską, stąd tym mniej wiarygodnie brzmią stwierdzenia o utrzymywaniu stałego kontaktu listownego i telefonicznego z rodziną uczestnika A. O.. Przywołać zresztą należy w tym miejscu zeznania świadka A. O., na potwierdzenie tego, że w rzeczywistości H. O. nie prowadziła gospodarstwa rolnego poprzez zarządzanie z (...), nie sprawowała kontroli nad nim, nie wydawała wiążących poleceń. Zeznał, że interesowanie się polem przez H. O. było listowne, była ciekawa co się uprawia, czy zaorane, ale nie wie czy dawała rozkazy. Stwierdził, że nie wie czy H. O. decydowała o sposobie upraw, przyznając, że tego w listach nie widział.</p>\n<p class=\"lf-p\">Nie wiedział czy jego mama C. od 1960 do 1970 roku uzgadniała z H. O. co ma być uprawiane, nie wiedział czy mama płaciła H. za użytkowanie. Przyznał, że przed wyjazdem H. O. do (...) było tylko uzgodnione, że mają używać pole żeby nie zostało zaniedbane, nie było żadnej umowy, dzierżawy, płacenia czynszu. Świadek stwierdził, że odkąd on przejął pole w 1970 roku, to on decydował co uprawia, tylko o tym informował H., nie wie jak było za ojca, kto wtedy decydował o rodzaju upraw. Iluzoryczność prowadzenia gospodarstwa rolnego w Ł. przy stałym pobycie w (...) doskonale oddają stwierdzenia tego świadka „jak ktoś kto mieszka w (...) może decydować o uprawie pola w Ł.?”. Podsumowując, zeznania świadka A.</p>\n<p class=\"lf-p\">O. z pewnością nie pozwalają na ustalenie, że H. O. przebywając w (...) na stałe od 1960 roku zarządzała gospodarstwem rolnym w Ł., w jakiejkolwiek części, aby je prowadziła. Z kolei zeznania świadka A. G., w których wskazywał, że H. O. powierzyła gospodarstwo rolne bratu J., który uprawiał je jako zarządca, dotyczą okresu po śmierci J. R. (1). Skoro świadek wiedzę na temat interesowania się przez H. O. ziemią czerpał z bezpośrednich rozmów z nią w czasie przywożenia jej z lotniska do Ł., a H. O. po raz pierwszy do Ł. przyjechała dopiero na pogrzeb matki, to zrozumiałym jest, że te osobiste rozmowy musiały dotyczyć dopiero okresu po otwarciu spadku. Zresztą znamienne jest, że na pytanie czy H.</p>\n<p class=\"lf-p\">O. zarządzała działkami, decydowała o ich użytkowaniu, świadek G. odpowiedział, że przesyłała pieniądze na podatki. Dodać także należy, że nieprawdziwe okazały się początkowe tłumaczenia rzekomo dość częstych wizyt H. O. w Polsce do śmierci matki, tym, że miała tanie bilety dzięki pracy jej syna J. w liniach lotniczych. Dokładne przesłuchanie uczestnika na tę okoliczność wykazało, że pracę w liniach lotniczych rozpoczął dopiero w 1972 roku.</p>\n<p class=\"lf-p\">Nie znajduje potwierdzenia w materiale dowodowym twierdzenie skarżącego, że to H. O. z mężem była ujawniona w ewidencji gruntów jako posiadaczka tego gospodarstwa spadkowego już w dacie śmierci matki i znacznie wcześniej. Z informacji ze Starostwa Powiatowego w S. wynika bowiem, że to J. R. (3) została ujawniona jako posiadaczka działki nr (...) w dniu 18 grudnia 1961 roku w protokole ustalenia stanu władania gruntami na obszarze wsi Ł., zaś H. O. z mężem T. została ujawniona w rejestrach ewidencji gruntów w zakresie tej działki jako osoba władająca dopiero w 1971 roku, czyli po śmierci matki (por. pismo ze Starostwa k. 836-837, protokół z 18 grudnia 1961 roku k. 871 oraz rejestr gruntów z 1971 roku k. 873-877v).</p>\n<p class=\"lf-p\">Do pojęcia prowadzenia gospodarstwa rolnego nawiązywał natomiast art. 1059 § (...) pkt 3 k.c., ale nie chodziło w nim o gospodarstwo spadkowe, tylko o inne indywidualne gospodarstwo rolne. Problematyka ta została należycie rozważona przez Sąd Rejonowy, który trafnie przyjął, że H. O. nie prowadziła innego indywidualnego gospodarstwa rolnego. Sam fakt pozostawania właścicielem działek położonych w Ł. oznaczonych numerami(...)i (...) nie oznacza prowadzenia innego indywidualnego gospodarstwa rolnego w rozumieniu art. 1059 § 1 pkt 3 k.c. Jak wyżej wskazano, nieprawdziwe okazały się twierdzenia J. O. (1), że te dwie działki położone na „zaprzyrowiu” były wówczas uprawiane przez A. O. i to w ścisłym porozumieniu z H.</p>\n<p class=\"lf-p\">O.. A. O. zdecydowanie temu zaprzeczył, a jego zeznania nie są kwestionowane w apelacji uczestnika. Skoro tak, to podawane przez J. O. (1) sposoby kontaktu telefonicznego czy listownego z rodziną A. O., nie mogły dotyczyć tych działek na „zaprzyrowiu”, nie znajdujących się nigdy w posiadaniu ani A. O., ani jego rodziców. Dodać należy, że uczestnik nie powoływał się na utrzymywanie przez jego matkę tego rodzaju kontaktu telefonicznego czy listowego z kimkolwiek innym w okresie do śmierci J. R. (1). H. O. przebywając od 10 lat nieprzerwanie w (...) niewątpliwie nie zarządzała tymi działkami w sposób, który uzasadniałby wniosek o prowadzeniu innego gospodarstwa rolnego. Ogólna jej dyspozycja z 1960 roku w odniesieniu do całego gospodarstwa była jedynie taka, aby działki nie stały odłogiem.</p>\n<p class=\"lf-p\">Zresztą należy tu bardziej mówić o jej życzeniu niż o wyraźniej dyspozycji. Nie ma żadnych dowodów na to, aby H. O. w dacie śmierci matki na bieżąco zarządzała tymi działkami, decydowała o ich przeznaczeniu, o tym co jest uprawiane. Skoro nie udało się nawet ustalić, aby działki te uprawiała którakolwiek z osób, którym T. O. wyjeżdżając w 1961 roku udostępnił grunty do uprawy, to w konsekwencji nie da się też przyjąć, że korzystający z tych działek czynił to w ścisłym porozumieniu z H. O., na tyle aby mówić, że to ona prowadzi na nich gospodarstwo rolne. Choć działki te spełniały minimalną normę obszarową gospodarstwa rolnego, to z prawidłowych ustaleń Sądu Rejonowego wynika, że nie stanowiły wówczas gospodarstwa rolnego odrębnego od gospodarstwa spadkowego, nie stawiły takiego odrębnego gospodarstwa także wcześniej do wyjazdu małżonków O. do (...).</p>\n<p class=\"lf-p\">Były funkcjonalnie powiązane z gospodarstwem stanowiącym własność J. R. (1), w ten sposób, że w praktyce stanowiły jedno gospodarstwo rolne (tak nawet J. O. (1)), przy czym oczywistym jest, że rola tych działek była uboczna, znikoma. Do tego wniosku uprawnia zarówno ich niewielka powierzchnia w relacji do powierzchni gospodarstwa spadkowego, jak i to, że to na działce numer (...) znajdowało się siedlisko tego gospodarstwa, zabudowania i na niej koncentrowało się prowadzenie gospodarstwa rolnego. Nawet świadek A. O. wskazywał na niewielką atrakcyjność działek na „zaprzyrowiu” zeznając, że tam było mokro, nie dało się przejechać a ziemia była ilasta. Już tylko na marginesie wskazać należy, że J.</p>\n<p class=\"lf-p\">O. (1) uznawał gospodarstwo rolne stanowiące własność S. O. (2) za „malutkie”, mimo że miało powierzchnię ponad trzykrotnie większą niż te dwie działki na „zaprzyrowiu” oraz obejmowało także siedlisko z zabudowaniami. Jak zatem, kierując się optyką patrzenia uczestnika, nazwać działki o łącznej powierzchni zaledwie 0,53 ha, niezabudowane, niezbyt atrakcyjne rolniczo? Przepis art. 1059 § 1 pkt 3 k.c. nie posługiwał się wprost pojęciem pracy w innym indywidualnym gospodarstwie (zbliżonym do wymogu art. 1059 § 1 pkt 1 k.c.), tylko określeniem „prowadzą inne indywidualne gospodarstwo rolne”. Przeważający kierunek wykładni pojęcia „prowadzenia” wiązał je jednak z faktycznym wykonywaniem czynności rolniczych w takim gospodarstwie, z pracą na roli i w obejściu (por. np. postanowienia Sądu Najwyższego z 8 stycznia 1974 roku, III CRN 155/73; z 4 lipca 1980 roku, II CRN 105/80 oraz z 16 grudnia 1998 roku, III CKN 86/98).</p>\n<p class=\"lf-p\">W uzasadnieniu postanowienia Sądu Okręgowego w Kielcach z dnia 18 września 2020 roku, wydanego w sprawie II Ca 1574/19, uchylającego i przekazującego sprawę do ponownego rozpoznania, wskazano, że nie można a limine wykluczyć szerszej wykładni. Określenie „prowadzić” nie zawsze musi bowiem oznaczać wykonywanie prac rolniczych, mieści się w nim także kierowanie, zarządzanie, decydowanie, choć oczywiście zależy to od konkretnego przypadku oraz od charakteru tych czynności zarządczych. W uchwale Sądu Najwyższego 7 sędziów-zasadzie prawnej z 30 maja 1988 roku, III UZP 8/88, OSNC 1988/12/166, analizując pojęcie „prowadzenie gospodarstwa rolnego” i zestawiając je z emerytem lub rencistą, który z uwagi na całkowitą niezdolność do pracy w gospodarstwie rolnym nie współuczestniczył z małżonkiem w prowadzeniu gospodarstwa rolnego wskazano, że pojęcie to nie zostało dotychczas prawnie zdefiniowane, ale uwzględniając dorobek judykatury stwierdzić należy, że prowadzi gospodarstwo rolne ten, kto władając nim w sensie prawnym jak właściciel, użytkownik, posiadacz samoistny lub zależny, wykonuje czynności natury funkcjonalnej, niezbędne dla racjonalnej gospodarki w konkretnym gospodarstwie rolnym.</p>\n<p class=\"lf-p\">Z uwagi na różnorodną specyfikę gospodarstw rolnych zakres i rodzaj wykonywanych czynności może być różny, jednakże w każdym przypadku chodzi o takie czynności, bez których funkcja gospodarstwa nie mogłaby być zrealizowana. Dlatego decydujące znaczenie ma całokształt okoliczności występujących w konkretnej sprawie. Pojęcie „prowadzenie gospodarstwa rolnego\" mieści w sobie cały zespół czynności. Słowo „prowadzenie” w języku polskim oznacza bowiem sprawowanie nad czymś nadzoru, zarządzanie, kierowanie czymś, zajmowanie się czymś, trudnienie się czymś, realizowanie jakiegoś celu. Prowadzenie gospodarstwa rolnego zatem może przykładowo polegać tylko na zarządzaniu nim (tak w uzasadnieniu tej uchwały).</p>\n<p class=\"lf-p\">Orzeczenie to zapadło jednak na gruncie wykładni przepisów emerytalnych a nie art. 1059 § 1 pkt 3 k.c. Nie stanowi zatem polemiki z dominującym stanowiskiem orzecznictwa obowiązującym przy wykładni przepisów o dziedziczeniu gospodarstw rolnych, wskazującym na silniejszy niż tylko samo zarządzanie związek z gospodarstwem rolnym. Zresztą w tym wypadku żadnych czynności typowo zarządczych w odniesieniu do działek na „zaprzyrowiu” H. O. w rzeczywistości nie wykonywała. Aby mówić o zarządzaniu gospodarstwem rolnym konieczne jest nie ogólne zadysponowanie sprzed 10 lat, aby działki nie stały odłogiem, tylko coroczne decydowanie o sposobie ich wykorzystywania, o rodzaju upraw, o przeznaczeniu plonów, czerpanie z tego pożytków.</p>\n<p class=\"lf-p\">W sytuacji gdy oddaje się grunty do korzystania innej osobie, zachowując status ich właściciela i ta osoba uprawia je dla siebie, czerpiąc z tego pożytki, to tę osobę a nie właściciela uznaje się za prowadzącego gospodarstwo rolne. Tak jest np. w przypadku oddania gruntów w dzierżawę. Co do skutków dzierżawy w judykaturze przyjęto, że prowadzącym gospodarstwo rolne jest w takim wypadku dzierżawca a nie jego właściciel. Wynika to z ogólnego założenia, że „prowadzenie” jest oderwane od stanu prawnego gospodarstwa (por. np. postanowienia Sądu Najwyższego z 6 lipca 1970 roku, III CRN 157/70; z 4 lipca 1980 roku, II CRN 105/80).</p>\n<p class=\"lf-p\">Podsumowując, H. O. nie spełniała żadnego z warunków dziedziczenia spadkowego gospodarstwa rolnego (ani z ustawy, ani na podstawie testamentu), a tym samym nie mogła być spadkobiercą przedmiotowego gospodarstwa rolnego (ani testamentowym, ani ustawowym). Dziedziczyłaby to gospodarstwo mimo braku kwalifikacji jedynie w przypadku gdyby żaden ze spadkobierców należących do kręgu spadkobierców ustawowych nie spełniał warunków do dziedziczenia przedmiotowego gospodarstwa rolnego. Zastosowanie miałby wówczas przepis art. 1063 k.c. (por. uchwałę Sądu Najwyższego z 15 września 1988 roku, III CZP 74/88, OSNC 1989/11/183), z tym zastrzeżeniem, że nie doszłoby do dziedziczenia tego gospodarstwa przez Skarb Państwa, bowiem przepis ten, w zakresie przewidującym dziedziczenie przez Skarb Państwa został uznany przez Trybunał Konstytucyjny za niezgodny z Konstytucją od początku i bez ograniczenia czasowego.</p>\n<p class=\"lf-p\">Oceniając czy pozostałe osoby należące do kręgu spadkobierców ustawowych J. R. (1) spełniały którykolwiek z warunków dziedziczenia przedmiotowego gospodarstwa rolnego Sąd Rejonowy skupił uwagę na jej dzieciach S. J. (1), zmarłej 6 października 2004 roku, W. R. (1), zmarłym 9 maja 2009 roku i J. R. (2) zmarłym 1 października 2014 roku. Oczywistym bowiem jest, że wnuki spadkodawczyni (dzieci H. Z. O., J. O. (1) i A. K. (1), bowiem pozostałe dzieci J. R. (1) nie pozostawiły zstępnych) nie spełniały warunków do dziedziczenia w świetle art. 1060 § 2 k.c. Przepis ten przewidywał dziedziczenie wnuków spadkodawcy, gdy ich wstępni nie mogli dziedziczyć gospodarstwa rolnego, ale podstawy dziedziczenia określał bardzo wąsko. Chodziło o osoby, które w chwili śmierci spadkodawcy pracowały w spadkowym gospodarstwie rolnym i dla których praca ta stanowiła główne źródło utrzymania. Wszystkie dzieci H. O. w dacie śmierci J. R. (1) zamieszkiwały na stałe w (...), stąd oczywistym jest, że nie pracowały w spadkowym gospodarstwie rolnym i nie utrzymywały się z tej pracy.</p>\n<p class=\"lf-p\">Prawidłowo Sąd Rejonowy ustalił, że S. J. (1) nie spełniała żadnego z warunków dziedziczenia gospodarstwa rolnego z ustawy. Sąd Okręgowy w całości podziela ustalenia faktyczne i ocenę prawną Sądu Rejonowego w tym zakresie, bez potrzeby ich szerszego przytaczania w tym miejscu. Dodajmy, że ustalenia te i ocena prawna nie zostały zakwestionowane w żadnej z apelacji, które to apelacje nie zmierzały do uczynienia S. J. (1) spadkobiercą gospodarstwa rolnego po matce.</p>\n<p class=\"lf-p\">Prawidłowo także Sąd Rejonowy ustalił, że syn spadkodawczyni J. R. (2) spełniał warunek dziedziczenia spadkowego gospodarstwa rolnego określony w art. 1059 § 1 pkt 3 k.c. Zarzuty J. O. (1) dotyczące uprawnienia J. R. (2) do dziedziczenia spadkowego gospodarstwa rolnego nie są trafne. Jak wyżej wskazano, J. R. (2) pracował w gospodarstwie rolnym żony o powierzchni 1,72 ha. Bagatelizowanie tej pracy, twierdzenie, że gospodarstwo to było „malutkie”, nie przekonuje. Małżonkowie J. i S. R. posiadali zabudowania gospodarcze, inwentarz żywy, niezbędne sprzęty do uprawy (część zakupiona na współwłasność z rodziną R., co w ówczesnych latach było praktykowane). Co istotne, nie mieli dzieci, zatem musieli samodzielnie zajmować się prowadzeniem tego gospodarstwa, przy czym J.</p>\n<p class=\"lf-p\">R. (2) wykonywał w nim prace typowo męskie, także z powodu słabego zdrowia żony. Musiał godzić prowadzenie tego gospodarstwa rolnego z pracą w melioracji, co nie było niemożliwe. Na większe prace rolnicze brał urlopy. W tamtych latach dość powszechne było godzenie pracy na roli z pracą zawodową poza rolnictwem (z uwagi na stosunkowo niewielkie powierzchnie indywidualnych gospodarstw rolnych, a tym samym i ich małą dochodowość). Wykształciło się nawet pojęcie chłopa-robotnika, a takie osoby orzecznictwo konsekwentnie uznawało za prowadzące gospodarstwo rolne, czy też pracujące w gospodarstwie rolnym rodziców lub małżonka. Orzecznictwo już od początku obowiązywania kodeksu cywilnego przyjmowało, że fakt pracy poza rolnictwem spadkobiercy, odpowiadającego przesłankom przewidzianym w art. 1059 k.c., nie pozbawia go prawa dziedziczenia gospodarstwa rolnego. Już w postanowieniu z dnia 25 marca 1965 roku, II CR 120/65 Sąd Najwyższy przyjął, że w świetle art. 1059 § 1 pkt 3 i art. 1060 § 1 k.c. fakt, że spadkobierca odpowiadający przewidzianym w przepisach przesłankom pracuje poza rolnictwem, nie pozbawia go prawa dziedziczenia gospodarstwa rolnego. Sprawa dotyczyła dziedziczenia gospodarstwa rolnego przez spadkobierców, którzy od wielu lat pracowali jako robotnicy a dodatkowo wykonywali prace w gospodarstwie rolnym. Sąd Najwyższy nie podzielił wówczas stanowiska sądu powiatowego co do wyłączenia spadkobierców od spadkobrania gospodarstwa rolnego z tej przyczyny, że pracowali poza tym jako robotnicy. Argumentował, że taki pogląd nie jest uzasadniony, w świetle bowiem wymienionych przepisów fakt, że spadkobierca odpowiadający przewidzianym w nich przesłankom pracuje ponadto poza rolnictwem, nie pozbawia go prawa dziedziczenia gospodarstwa rolnego. Inaczej jest tylko wtedy, gdy chodzi o spadkobierców, którzy jako na przesłankę dziedziczenia gospodarstwa rolnego powołują się na swą trwałą niezdolność do pracy ( art. 1059 § 1 pkt 5 k.c.) lub na nieprzerwaną pracę w ciągu ostatniego roku przed otwarciem spadku w gospodarstwie spadkowym ( art. 1059 § 1 pkt 1 k.c.), ale tylko dlatego, że co do tych spadkobierców tak wyraźnie stanowi § 14 i 13 rozporządzenia wykonawczego z dnia 20 listopada 1964 roku (tak w uzasadnieniu tego postanowienia). Analogiczne stanowisko zajął Sąd Najwyższy w uchwale z dnia 31 sierpnia 1965 roku, III CO 37/65, wskazując w niej, że powołany do spadku, który w chwili otwarcia spadku prowadzi indywidualne gospodarstwo rolne (art. 1059 § 1 pkt 3 k.c.), dziedziczy należące do spadku gospodarstwo rolne także w tym wypadku, gdy zarazem jest on zatrudniony gdzie indziej na podstawie umowy o pracę. Argumentował, że odmienny pogląd pozbawiłby dziedziczenia na podstawie</p>\n<p class=\"lf-p\">art. 1059 § 1 pkt 3 k.c. tak zwanych chłopów-robotników i chłopów-rzemieślników, co z punktu widzenia rzeczywistych stosunków istniejących w rolnictwie przyniosłoby więcej szkody niż korzyści (w kwestii tej por. też postanowienie Sądu Najwyższego z 1 października 1965 roku, II CR 197/65, w którym dodatkowo wskazano, że ta praca praca w gospodarstwie rolnym powinna mieć charakter stały, a nie dorywczy). W sprawie możliwości łączenia pracy w gospodarstwie rolnym z inną pracą Sąd Najwyższy w ten właśnie sposób wypowiadał się wielokrotnie, na gruncie stanów prawnych wynikających z kolejnych nowelizacji przepisów o dziedziczeniu gospodarstw rolnych (por. np. postanowienia Sądu Najwyższego z 23 czerwca 1971 roku, III CRN 132/71, OSNC 1972/1/15, z 18 listopada 1997 roku, II CKN 307/97, z 6 kwietnia 2000 roku, II CKN 969/00, z 12 maja 2004 roku, III CK 10/03, z 6 sierpnia 2014 roku, I CSK 579/13, a także uzasadnienie uchwały składu siedmiu sędziów Sądu Najwyższego z dnia 9 marca 1970 roku, III CZP 123/68, OSNCP 1971, Nr 4, poz. 60). Stanowisko uczestnika J. O. (1) wykluczające możliwość dziedziczenia gospodarstwa rolnego przez osobę wykonującą także inną pracę na pełen etat, jest zatem sprzeczne z tym utrwalonym dorobkiem judykatury. Niewątpliwie praca J. R. (2) w gospodarstwie rolnym żony nie miała charakteru dorywczego, skoro zamieszkiwał on w tym gospodarstwie rolnym i to od wielu lat, wspólnie z żoną wykonywał w nim wszystkie niezbędne prace rolnicze, bo nie było innych osób poza nimi, które mogłyby te prace wykonywać w sposób stały (poza doraźną i wzajemną pomocą sąsiedzką czy pomocą rodziny żony). Dodać należy, że nie są trafne zarzuty uczestnika J. O. (1), że przyjęcie uprawnienia J.</p>\n<p class=\"lf-p\">R. (2) do dziedziczenia przedmiotowego gospodarstwa rolnego jest wykluczone z tego powodu, że to praca w melioracji stanowiła dla niego główne źródło utrzymania. Przepis art. 1059 § 1 pkt 3 nie formułował warunku, aby praca w gospodarstwie rolnym małżonka stanowiła główne źródło utrzymania, a pamiętać należy, że jeśli ustawodawca chciał uzależnić dziedziczenie gospodarstwa rolnego od tego czy praca spadkobiercy w nim stanowiła główne źródło utrzymania, to o tym wyraźnie stanowił. Taki wyraźny warunek znalazł się w art. 1060 § 2 k.c. w odniesieniu do wnuków spadkodawcy. Zakładając racjonalność ustawodawcy przyjąć należy, że gdyby i w przypadku osób, o których mowa w art. 1059 § 1 pkt 3 k.c. chciał ograniczyć ich uprawnienia do dziedziczenia gospodarstwa rolnego do przypadków, gdy praca w takim gospodarstwie stanowiła ich główne źródło utrzymania, to taki warunek zawarłby wyraźnie w tym przepisie.</p>\n<p class=\"lf-p\">Przepisów ograniczających prawo do dziedziczenia, jako wyjątku od zasady, nie można wykładać rozszerzająco i formułować przy ich wykładni dalej idących ograniczeń, wprost w tych przepisach nie wyrażonych.</p>\n<p class=\"lf-p\">Sąd Rejonowy przyjął, że uprawnienia do dziedziczenia spadkowego gospodarstwa rolnego posiadał także syn J. R. (1) W. R. (1), z tego powodu, że prowadził inne indywidualne gospodarstwo rolne (art. 1059 § 1 pkt 3 k.c.). Osoba W. R. (1) została w istocie pominięta przez Sąd Rejonowy przy pierwszym rozpoznaniu sprawy, co podkreślił Sąd Okręgowy w Kielcach w uzasadnieniu postanowienia uchylającego. W ówczesnym materiale dowodowym pojawiły się szczątkowe informacje na temat prowadzenia przez W. R. (1) jako proboszcza gospodarstwa rolnego, które wymagały uzupełnienia, uściślenia przy ponownym rozpoznaniu sprawy, przy czym Sąd Okręgowy nie wykluczył wówczas możliwości zastosowania szerszej wykładni pojęcia „prowadzenia innego indywidualnego gospodarstwa rolnego” wskazując, że nie chodzi tu o tytuł prawny zbliżony do właścicielskiego, tylko o zarządzanie takim gospodarstwem, z reguły powiązane z wykonywaniem w nim pracy, a praktyce także proboszcz w ówczesnych latach był takim kierownikiem, organizatorem, z reguły nie uchylając się także od osobistego świadczenia pracy w takim gospodarstwie.</p>\n<p class=\"lf-p\">Trafnie wnioskodawczyni zarzuciła we własnej apelacji, że ustalenia Sądu Rejonowego co do prowadzenia przez W. R. (1) gospodarstwa rolnego (...) w G. nie mają wystarczającego oparcia w materiale dowodowym. Jak wyżej wskazano, z informacji z właściwych K., Archiwum Diecezjalnego oraz z Parafii w G. nie wynika aby w 1970 roku ksiądz W. R. (1) prowadził gospodarstwo rolne (chodzi o gospodarstwo rolne tej Parafii), aby wykonywał w nim prace, aby nim zarządzał. Z kolei wynika podkreślenie statusu księdza W. jako „tylko” proboszcza oraz statusu gospodarstwa parafii jako stanowiącego własność parafii. Aktualne pozostają uwagi, że nie mogły być miarodajne dla dokonania ustaleń w tym względzie zeznania uczestników J.</p>\n<p class=\"lf-p\">O. (1) i A. K. (1), bowiem od 1961 roku do śmierci J. R. (1) przebywali oni nieprzerwanie w (...). Żaden z przesłuchanych świadków nie miał osobistych spostrzeżeń dotyczących gospodarstwa rolnego tej Parafii, tego czy w 1970 roku było faktycznie prowadzone, opierając się wyłącznie na informacjach ze słyszenia. (...) wiedzy o tym, że ksiądz W. prowadził w G. gospodarstwo rolne i był dobrym gospodarzem, przeczą stwierdzenia świadka A. O., że z księdzem W. nie poruszali tematu gospodarstwa w G., bo był osobą skrytą. Z kolei zeznania świadka G. G., że ksiądz W. miał dużą gospodarkę rolną, hodował krowy, dotyczyły nie gospodarstwa rolnego w G. tylko gospodarstwa rolnego w C. pod R., a na tę parafię W.</p>\n<p class=\"lf-p\">R. (1) trafił dopiero pod koniec 1971 roku, zatem już po śmierci matki. Zresztą jak wyżej wskazano zeznania te budzą wątpliwości wobec informacji z tej Parafii, że gospodarstwo rolne zostało zlikwidowane w 1966 roku. Nie bez znaczenia jest i to, że w 1970 roku ksiądz W. nosił się już z zamiarem przeniesienia do innej parafii, do której trafił ostatecznie w 1971 roku, stąd tym bardziej nie musiał być zaangażowany w prowadzenie gospodarstwa rolnego w G.. Zresztą już w piśmie z dnia 16 lipca 1962 roku skierowanym do K. Biskupiej w P. W. R. (1) prosił o przeniesienie do innej parafii pisząc, że po 13 latach pobytu i administracji w G. uważa, że z większą korzyścią mógłby pracować na nowej placówce, na której czułby się odświeżony i pobudzony do większej energii w pracy, podczas gdy na miejscu mógłby ulec stagnacji (k. 1419).</p>\n<p class=\"lf-p\">Już z tych przyczyn brak było podstaw do przyjęcia, że W. R. (1) spełniał kwalifikacje określone w art. 1059 § 1 pkt 3 k.c. Co do zaś wykładni pojęcia „prowadzenia innego indywidualnego gospodarstwa rolnego”, to zdaniem Sądu Okręgowego w tym składzie, zgodzić się należało z zarzutami wnioskodawczyni, że prowadzenie gospodarstwa rolnego nie we własnym imieniu i nie na swoją rzecz, nie mieści się w tym przepisie. Orzecznictwo Sądu Najwyższego z tamtego okresu jest dość bogate i jednolite (w znacznej części zostało przywołane w uzasadnieniu apelacji wnioskodawczyni). W uchwale z dnia 15 kwietnia 1967 roku, III CZP 19/67, Sąd Najwyższy przyjął, że pracownik państwowego nadleśnictwa, który prowadzi gospodarstwo rolne na przydzielonych mu - w związku z łączącym go z nadleśnictwem stosunkiem pracy (stosunkiem służbowym) - gruntach deputatowych, nie jest prowadzącym inne indywidualne gospodarstwo rolne w rozumieniu art. 1059 § 1 pkt 3 k.c.</p>\n<p class=\"lf-p\">Stanowisko to podtrzymał w uchwale7 sędziów - zasadzie prawnej z dnia 9 marca 1970 roku, III CZP 123/68, OSNC 1971/4/60. W uzasadnieniu tej uchwały przedstawiono kilka argumentów, w tym, że przydzielenie pracownikowi na podstawie określonego stosunku pracy (służbowego) nieruchomości rolnej do prowadzenia gospodarstwa rolnego na okres trwania tego stosunku pozbawia \"prowadzenie\" gospodarstwa rolnego samoistnego - w rozumieniu art. 1059 § 1 pkt 3 k.c. - bytu, skoro w istocie swej jest to tylko forma wynagrodzenia za pracę, a zatem świadczenie objęte treścią stosunku pracy i od tego stosunku zależne. Wskazano także, że z chwilą ustania stosunku służbowego (pracy) deputat wygasa, a z chwilą śmierci uprawnionego uprawnienia z tytułu korzystania nie przechodzą na spadkobierców.</p>\n<p class=\"lf-p\">W ten nurt orzecznictwa wpisuje się postanowienie Sądu Najwyższego z 5 października 1971 roku, III CRN 278/71, w którym wykluczono „podciągnięcie” pod art. 1059 § 1 pkt 3 k.c. prowadzenie gospodarstwa na placu szkolnym przez osobę zatrudnioną na stanowisku kierownika i nauczyciela miejscowej szkoły. Sąd Najwyższy zajął się statusem gospodarstwa proboszczowskiego w postanowieniu z dnia 15 października 1968 roku, III CRN 215/68, przyjmując, że prowadzenie takiego gospodarstwa nie stanowi „prowadzenia innego indywidualnego gospodarstwa rolnego” w rozumieniu art. 1059 § 1 pkt 3 k.c. Argumentował, że proboszcz ma wprawdzie do swej dyspozycji grunty stanowiące gospodarstwo rolne, lecz gospodarstwo to jest gospodarstwem proboszczowskim, które prowadzi z racji swej pracy w danej parafii na tym stanowisku, podzielając wcześniejsze stanowiska Sądu Najwyższego, w tym to wyrażone w uchwale z 15 kwietnia 1967 roku, III CZP 19/67.</p>\n<p class=\"lf-p\">Wskazał, że prawo prowadzenia tego gospodarstwa wynika z pełnienia obowiązków proboszcza, nie jest więc związane z osobą spadkobiercy, lecz z jego stanowiskiem i pełnioną funkcją. Przywołać także należy postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 4 lipca 1980 roku, I CR 300/80, w którym wskazano, że stosownie do przepisu art. 1059 § 1 pkt 3 k.c. prawo dziedziczenia gospodarstwa rolnego przysługuje dziecku spadkodawcy, które prowadzi inne indywidualne gospodarstwo rolne, to znaczy decyduje samodzielnie o kierunku jego rozwoju jako warsztatu pracy rolnika. Oznacza to, że spadkobiercą prowadzącym inne indywidualne gospodarstwo rolne jest tylko spadkobierca, który tym gospodarstwem samodzielnie w imieniu własnym kieruje i zarządza, jak własnym warsztatem produkcyjnym. Przekrój tego orzecznictwa wskazuje, że nie było ono ukierunkowane na określoną grupę zawodową (w szczególności na księży), tylko na charakter prowadzonego gospodarstwa, związanego z pełnioną funkcją, z zajmowanym stanowiskiem (pracownik nadleśnictwa, nauczyciel czy proboszcz). W rzeczywistości w przypadku proboszcza argumentów jest nawet więcej niż w przypadku pracownika nadleśnictwa czy nauczyciela. O ile pracownik nadleśnictwa czy nauczyciel prowadzili gospodarstwo rolne na cudzych gruntach w praktyce we własnym mieniu i na swoją rzecz (czerpiąc z niego dla siebie pożytki), o tyle proboszcz prowadził takie gospodarstwo nie w imieniu własnym tylko parafii, nie na swoją rzecz tylko parafii, rozliczając się z efektów jego prowadzenia z jednostką nadrzędną, nie decydując samodzielnie o tym prowadzeniu. Nie było to zatem indywidualne gospodarstwo rolne proboszcza, tylko gospodarstwo rolne innego podmiotu (kościelnej osoby prawnej), a praca w cudzym gospodarstwie dawała uprawnienie z art. 1059 § 1 pkt 3 k.c. tylko wtedy gdy było to gospodarstwo rodziców, małżonka lub rodziców małżonka, a nie jakiekolwiek cudze gospodarstwo. Z tych wszystkich przyczyn Sąd Okręgowy przyjął, że W. R. (1) nie posiadał uprawnienia do dziedziczenia gospodarstwa rolnego wchodzącego w skład spadku po matce.</p>\n<p class=\"lf-p\">Kwestia obywatelstwa nie miała kluczowego znaczenia dla wyniku sprawy. Nawet gdyby dzieci i wnuki J. R. (1) nie miały obywatelstwa polskiego, to i tak z tego powodu nie mogły być traktowane korzystniej w zakresie samego uprawnienia do dziedziczenia gospodarstwa rolnego. Brak obywatelstwa polskiego mógłby mieć znaczenie w świetle art. XXIII przepisów wprowadzających Kodeks cywilny, co zostało wyjaśnione w postanowieniu uchylającym. Kwestia ta została wówczas zasygnalizowana przez Sąd Okręgowy jako nie pozbawiona znaczenia dla wykładni prokonstytucyjnej przepisów spadkowych, do której nawiązał Sąd Rejonowy z argumentacją, że nieco inaczej należy patrzeć na kwestię konstytucyjności przepisów w sytuacji, w której całkowicie eliminują daną osobę z możliwości nabycia spadku, od tej gdy brak możliwości nabycia spadku w naturze zostaje zrekompensowany przez możliwość uzyskania jego równowartości pieniężnej. Z ustaleń Sądu Rejonowego, nie kwestionowanych w żadnej apelacji wynika, że wszystkie dzieci J. R. (1) miały obywatelstwo polskie (niektóre z nich łączyły je z obywatelstwem amerykańskim, bowiem urodziły się w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej).</p>\n<p class=\"lf-p\">Z tych przyczyn Sąd Okręgowy przyjął, że jedyną osobą, która spełniała warunki do dziedziczenia spadkowego gospodarstwa rolnego był syn spadkodawczyni J. R. (2). Doprowadziło to do zmiany zaskarżonego postanowienia na podstawie art. 386 § 1 k.p.c. w zw. z art. 13 § 2 k.p.c. w sposób określony w punkcie I sentencji.</p>\n<p class=\"lf-p\">Nie było podstaw do zmiany rozstrzygnięcia kosztach postępowania, wydanego przez Sąd Rejonowy. Zastosowanie przepisu art. 520 § 1 k.p.c. nie było błędem, bowiem zasadą jest, że w postępowaniu nieprocesowym wnioskodawca i uczestnicy ponoszą koszty związane ze swoim udziałem w sprawie. Nawet w przypadku przyjęcia, że interesy są sprzeczne, dalej obowiązuje ta zasada, z możliwością odstępstwa od niej, gdy sąd uzna je za uzasadnione. Przedmiotem niniejszego postępowania nie była kwestia ważności testamentu J. R. (1), a to ta kwestia najczęściej jest przedmiotem sporu i przyczyną polaryzacji stanowisk (co dostrzegł także prawodawca, przewidując znacznie wyższe wynagrodzenie profesjonalnego pełnomocnika w sprawie o stwierdzenie nabycia spadku, której przedmiotem jest ważność testamentu).</p>\n<p class=\"lf-p\">Przeciwko odstąpieniu od zasady orzekania o kosztach wynikającej z art. 520 § 1 k.p.c. przemawia także szczególnie skomplikowany charakter tej sprawy, trudności w dotarciu do informacji sprzed ponad 50 lat, istotnych dla dziedziczenia gospodarstwa rolnego. Nie można było z góry uznać stanowiska uczestnika J. O. (1) za pozbawione jakichkolwiek podstaw faktycznych i prawnych. Dopiero przeprowadzone postępowanie dowodowe, długotrwałe i skomplikowane, doprowadziło do końcowej oceny o niezasadności tego stanowiska (o braku podstaw do dziedziczenia przedmiotowego gospodarstwa rolnego przez H. O.). Z tego powodu apelacja wnioskodawczyni w części dotyczącej rozstrzygnięć kosztowych podlegała oddaleniu na podstawie art. 385 k.p.c. w zw. z art. 13 § 2 k.p.c.</p>\n<p class=\"lf-p\">Z powyższych względów Sąd Okręgowy w całości oddalił apelację uczestnika J. O. (1) na podstawie art. 385 k.p.c. w zw. z art. 13 § 2 k.p.c.</p>\n<p class=\"lf-p\">Orzeczenie o kosztach postępowania apelacyjnego oparto na regulacji art. 520 § 1 k.p.c. w zw. z art. 391 § 1 k.p.c. Pozostają tu aktualne wszystkie uwagi poczynione na gruncie rozstrzygnięcia o kosztach postępowania pierwszoinstancyjnego.</p>\n<p class=\"lf-p\">SSO Hubert Wicik ZARZĄDZENIE (...) (...) (...) (...) (...)</p></div>", "next": 0}