← Polska

III APa 6/14

Sygn. akt III APa 6/14 WYROK W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ Dnia 4 listopada 2014 r. Sąd Apelacyjny w Szczecinie - Wydział III Pracy i Ubezpieczeń Społecznych w składzie: Przewodniczący: SSA Roma

1 § 1 k.p. pracownikowi wykonującemu pracę w niedziele i święta, w przypadkach, o których mowa w art. 151 9a ust. 3 i art.

0 pkt. 1-9 k.p. (a zatem m.in. w przypadku wykonywania prac koniecznych ze względu na ich użyteczność społeczną i codzienne potrzeby ludności, w szczególności w zakładach świadczących usługi dla ludności i w gastronomii – art.

0 pkt. 9 ppkt. b i c k.p.), pracodawca jest obowiązany zapewnić inny dzień wolny od pracy, w zamian za pracę w niedzielę – w okresie sześciu dni kalendarzowych poprzedzających lub następujących po takiej niedzieli, natomiast w zamian za pracę w święto – w ciągu okresu rozliczeniowego). Jeśli nie jest możliwe wykorzystanie w terminie wskazanym w tym przepisie dnia wolnego od pracy w zamian za pracę w niedzielę, pracownikowi przysługuje dzień wolny od pracy do końca okresu rozliczeniowego, a w razie braku możliwości udzielenia dnia wolnego od pracy w tym terminie Kodeks pracy dopuszcza możliwość wypłacenia dodatku do wynagrodzenia w wysokości określonej w art.

§ 1pkt.

1 k.p., za każdą godzinę pracy w niedzielę (art.

1 § 2 k.p.). Sąd Okręgowy wskazał, że nie budził wątpliwości fakt, że tak powodowi, jak i powódce nie były udzielane dni wolne od pracy w zamian za pracę w niedziele, a zatem stosownie do treści przytoczonego art.

1 § 2 k.p., następowała aktualizacja prawa do dodatku w wysokości określonej w art.

§ 1pkt.

1 k.p., czyli w wysokości 100% wynagrodzenia za pracę w godzinach nadliczbowych przypadających w niedziele i święta niebędące dla pracownika dniami pracy, zgodnie z obowiązującym go rozkładem czasu pracy. Pozwana w swym piśmie procesowym z 20 kwietnia 2012 r. wskazała, że należące do niej restauracje (...) oraz (...) w S. były nieczynne w okresach Świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy w latach 2007 – 2009, w tym w szczególności w dniach 24, 25 i 26 grudnia 2007 r., 22, 23 i 24 marca 2008 r. oraz 24, 25 i 26 grudnia 2008 r. Powodowie, których pełnomocnikowi zostało doręczone pismo procesowe pozwanej z 20 kwietnia 2012 r., nie wypowiedzieli się co do zawartych w nim twierdzeń o faktach, a w szczególności nie zakwestionowali podanych w nim okoliczności że wymienione wyżej restauracje były nieczynne w okresach Świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy w latach 2007 – 2009. Stąd też, uwzględniając wyniki całej rozprawy, w tym również fakt, iż powódka podczas rozprawy 1 czerwca 2009 r. podała iż nie pracowali w Boże Narodzenie i Wielkanoc, zasadnym było - zdaniem Sądu I instancji - uznanie zawartych w w/w piśmie procesowym twierdzeń o faktach za wiarygodne. Za zasadnością takiej ich oceny oraz wprowadzeniem do podstawy faktycznej rozstrzygnięcia przemawia również fakt, że powodowie wnosząc zarzuty do opinii biegłego z zakresy wyliczania wynagrodzeń za pracę oraz do jego uzupełniającej opinii z 10 lipca 2012 r., w której zgodnie z postanowieniem dowodowym Sądu z 9 maja 2012 r., został uwzględniony fakt niewykonywania przez nich pracy w dniach 24, 25 i 26 grudnia 2007 r., 22, 23 i 24 marca 2008 r. oraz 24, 25 i 26 grudnia 2008 r., również nie zakwestionowali tychże okoliczności. Bez znaczenia dla rozstrzygnięcia przedmiotowej sprawy pozostawał natomiast fakt, że restauracje (...) oraz (...) były nieczynne także w Wielkanoc w 2009 r. (12 i 13 kwietnia), gdyż powodowie zakończyli pracę w pozwanej spółce przed tym świętem. Sąd Okręgowy wskazał dalej, że podstawę prawną żądania zapłaty wynagrodzenia za pracę w godzinach nadliczbowych stanowi przepis art. 151 § 1 k.p. w zw. z art.

§ 1i 2 k.p.

Zgodnie z art. 151 § 1 k.p. praca wykonywana ponad obowiązujące pracownika normy czasu pracy, a także praca wykonywana ponad przedłużony dobowy wymiar czasu pracy, wynikający z obowiązującego pracownika systemu i rozkładu czasu pracy, stanowi pracę w godzinach nadliczbowych. Art.

§ 1k.p.

stanowi zaś, że za pracę w godzinach nadliczbowych, oprócz normalnego wynagrodzenia, przysługuje dodatek w wysokości: 1) 100 % wynagrodzenia - za pracę w godzinach nadliczbowych przypadających:

  1. a)w nocy,
  2. b)w niedziele i święta niebędące dla pracownika dniami pracy, zgodnie z obowiązującym go rozkładem czasu pracy,
  3. c)w dniu wolnym od pracy udzielonym pracownikowi w zamian za pracę w niedzielę lub w święto, zgodnie z obowiązującym go rozkładem czasu pracy, 2) 50 % wynagrodzenia - za pracę w godzinach nadliczbowych przypadających w każdym innym dniu niż określony w pkt 1. Dodatek w wysokości określonej w § 1 pkt 1 przysługuje także za każdą godzinę pracy nadliczbowej z tytułu przekroczenia przeciętnej tygodniowej normy czasu pracy w przyjętym okresie rozliczeniowym, chyba że przekroczenie tej normy nastąpiło w wyniku pracy w godzinach nadliczbowych, za które pracownikowi przysługuje prawo do dodatku w wysokości określonej w § 1 (§ 2). Zgodnie z art.

§ 3k.p.

wynagrodzenie stanowiące podstawę obliczania dodatku, o którym mowa w § 1, obejmuje wynagrodzenie pracownika wynikające z jego osobistego zaszeregowania określonego stawką godzinową lub miesięczną, a jeżeli taki składnik wynagrodzenia nie został wyodrębniony przy określaniu warunków wynagradzania - 60 % wynagrodzenia. Jeśli chodzi natomiast o pracę Y. Y. oraz L. J. w porze nocnej, Sąd Okręgowy wskazał na treść art. 151 7 § 1 k.p., zgodnie z którym pora nocna obejmuje osiem godzin między 21.00 a 7.

  1. Na podstawie zgromadzonego w niniejszej sprawie materiału procesowego Sąd I instancji ustalił, że powódka i powód świadczyli pracę na rzecz pozwanej w godzinach od 11.00 do 21.30 lub od 12.30 do 23.00, a zatem w wymiarze odpowiednio 0,5 godziny albo 2 godzin w porze nocnej. Pozwana nie kwestionowała samego faktu świadczenia przez Y. Y. oraz L. J. pracy po godzinie 21.00, a zatem w porze nocnej. Żadna ze stron niniejszego postępowania nie przedstawiła przy tym dowodów, ani okoliczności, na podstawie których można by poczynić miarodajne i precyzyjne ustalenia, w które konkretnie dni powód oraz powódka pracowali dłużej, a w które krócej w porze nocnej. Z zeznań przesłuchanych świadków oraz przesłuchania stron wynika jedynie, że osoby zatrudnione w restauracjach pozwanej (...) i (...) w S. same ustalały swój grafik pracy, a prezes zarządu pozwanej spółki (...) akceptował go. Stąd też, wobec braku podstaw do stwierdzenia, aby zarówno dobowy wymiar czasu pracy, jak i czas pracy Y. Y. i L. J. w porze nocnej, był inny aniżeli czas pracy pozostałych pracowników pozwanej, zasadnym – w ocenie Sądu Okręgowego - było przyjęcie, że powód i powódka świadczyli pracę w porze nocnej w dłuższym (2-godzinnym) oraz krótszym (0,5-godzinnym) wymiarze na przemian w okresach sześciodniowych, (tj. 6 dni pracy w porze nocnej w wymiarze 2 godzin i następnie 6 dni pracy w porze nocnej w wymiarze 0,5-godziny). Podstawę materialnoprawną żądania zapłaty dodatku za pracę w porze nocnej stanowi art. 151 8 § 1 k.p. W myśl tego przepisu, pracownikowi wykonującemu pracę w porze nocnej przysługuje dodatek do wynagrodzenia za każdą godzinę pracy w porze nocnej w wysokości 20% stawki godzinowej wynikającej z minimalnego wynagrodzenia za pracę, ustalonego na podstawie odrębnych przepisów. Dalej Sąd Okręgowy stwierdził, że zarówno powód, jak i powódka byli zatrudnieni w pozwanej spółce w pełnym wymiarze czasu pracy do końca marca 2009 r., przy czym pracę faktycznie świadczyli do 19 marca 2009 r., natomiast w okresie od 19 marca 2009 r. do 31 marca 2009 r. przebywali na urlopie wypoczynkowym. Wskazał, że okoliczności te były bezsporne w niniejszej sprawie, wynikały z twierdzeń stron o faktach zawartych w składanych przez nich - w trakcie niniejszego postępowania - pism procesowych, jak również z dowodów ze źródeł osobowych, przede wszystkim w postaci przesłuchania powoda i prezesa zarządu pozwanej spółki oraz z materiału dokumentarnego. Poza sporem pozostawał także fakt, że Y. Y. po przyjeździe po raz drugi do Polski z Chin w celach zarobkowych, rozpoczął pracę w restauracji (...) należącej do (...) Sp. z o.o. w lipcu 2007 r., zaś zawarta przez niego z pozwaną umowa o pracę była umową ustną. Jeśli chodzi natomiast o powódkę L. J., to co prawda zawarta przez nią z pozwaną spółką pisemna umowa o pracę pochodzi z 5 listopada 2007 r., jednakże analiza i ocena materiału procesowego sprawy i jej okoliczności prowadzi - zdaniem Sądu - do wniosku, że L. J. rozpoczęła pracę w pozwanej spółce wcześniej, w październiku 2007 r. W tym zakresie Sąd I instancji wskazał, że początkowo powód oraz powódka nie określili w pozwach zarówno okresów ich zatrudnienia w spółce, jak i okresów, za które domagali się zapłaty wynagrodzenia za pracę i ekwiwalentu za urlop, a jedynie wymiar ich czasu pracy i niewykorzystanego urlopu. Nie uczynili tego także w swoich pismach procesowych z 10 kwietnia 2009 r. oraz 27 kwietnia 2009 r. Podczas przesłuchania w trybie zabezpieczenia dowodu na rozprawie 1 czerwca 2009 r. L. J. podała natomiast, że do Polski przyleciała w październiku 2007 r., a od listopada 2007 r. zaczęła pracować w restauracji (...) w S.. W toku dalszego postępowania pełnomocnik procesowy powodów, precyzując w piśmie procesowym z 11 października 2010 r. ich żądania, wskazał, że powód Y. Y. dochodzi wynagrodzenia za okres 21 miesięcy, tj. od lipca 2007 r. do marca 2009 r. włącznie, wraz z odsetkami ustawowymi od dnia wymagalności wynagrodzenia za każdy miesiąc, liczonymi od
  2. dnia każdego miesiąca następującego po miesiącu świadczenia pracy, natomiast powódka L. J. dochodzi wynagrodzenia za okres 18 miesięcy, tj. od października 2007 r. do marca 2009 r. włącznie, wraz z odsetkami ustawowymi od dnia wymagalności wynagrodzenia za każdy miesiąc, liczonymi od
  3. dnia każdego miesiąca następującego po miesiącu świadczenia pracy. Mając na uwadze, że zgodnie z postanowieniami Kodeksu pracy, wynagrodzenie przysługuje za pracę rzeczywiście wykonaną oraz fakt, iż pełnomocnik procesowy powodów w powyższym piśmie procesowym domagał się zapłaty wynagrodzenia powódki za pracę również za październik 2007 r., Sąd Okręgowy uznał, że tym samym zarówno powódka, jak i jej pełnomocnik stali na stanowisku, że praca była świadczona przez powódkę również w październiku 2007 r. Twierdzenia te nie były kwestionowane przez pozwaną w toku dalszego postępowania. Podczas przesłuchania na rozprawie 29 września 2011 r., prezes zarządu pozwanej spółki (...) stwierdził zaś, że wydaje mu się, iż powódka przyjechała we wrześniu 2007 r., a umowa została zawarta od 5 listopada 2007 r., dlatego że wcześniej trzeba było załatwić badania lekarskie, szkolenie BHP. Nie wykluczył również możliwości, że L. J. faktycznie rozpoczęła pracę od października 2007 r. Dodał, że wszyscy po przyjeździe mają kilka dni na aklimatyzację. Uwzględniając całokształt przedstawionych powyżej okoliczności sprawy, fakt braku innych obiektywnych i miarodajnych dowodów, które pozwalałyby na zweryfikowanie zaistniałej rozbieżności co do rzeczywistej daty rozpoczęcia przez powódkę pracy w pozwanej spółce, jak również że druga ze wskazanych wersji wydarzeń, tj. zakładająca rozpoczęcie pracy przez powódkę w październiku 2007 r. znalazła częściowe oparcie w dowodzie z przesłuchania prezesa zarządu (...) Sp. z o.o., Sąd Okręgowy ostatecznie uznał ją za odpowiadającą rzeczywistemu przebiegowi wydarzeń. Sąd I instancji wskazał nadto, że kwestią sporną pomiędzy stronami był także rodzaj pracy faktycznie świadczonej przez L. J. na rzecz pozwanej, jak również czas pracy oraz wysokość wynagrodzenia powódki i powoda. Zarówno powód, jak i powódka twierdzili, że oboje pracowali w pozwanej spółce jako kucharze oraz że ich wynagrodzenie ustalone zostało w takiej samej wysokości 3.000 zł netto miesięcznie, przy czym miało być im ono wypłacane nie co miesiąc, lecz łącznie w całości po zakończeniu umowy we wrześniu 2009 r. Za zarobione pieniądze planowali bowiem otworzyć - wspólnie z prezesem zarządu pozwanej W. Y. - restaurację. Oprócz wynagrodzenia każdemu z nich przysługiwało świadczenie w naturze w postaci całodziennego wyżywienia. Y. Y. twierdził również, że jego żona ma certyfikat kucharza i w tym charakterze pracowała w restauracjach (...) i (...), wykonywała wszystkie prace kuchenne, robiła sajgonki i pierożki, zimne zakąski, zupy, kroiła mięso. W toku niniejszego postępowania zmienił pierwotną wersję dotyczącą wysokości wynagrodzenia podając, że wraz z małżonką mieli zarabiać po 1.000 dolarów amerykańskich. W ocenie Sądu Okręgowego, nie wyjaśnił jednakże w sposób logiczny zaistniałej rozbieżności. W ocenie Sądu I instancji, zarówno twierdzenia powoda, jak i powódki znalazły potwierdzenie jedynie w niewielkim zakresie w zgromadzonym w niniejszej sprawie materiale dowodowym. Odnosząc się natomiast do wersji prezentowanej przez pozwaną, Sąd ten uznał, że chociaż twierdzenia prezesa jej zarządu W. Y. były obarczone pewnymi rozbieżnościami (stanowiącymi - w ocenie Sądu Okręgowego - konsekwencję m.in. upływu czasu oraz przemieszania się i zatarcia w jego pamięci różnych okoliczności), to jednak ostatecznie dały podstawę w kontekście całokształtu okoliczności sprawy do uznania ich za wiarygodne i poczynienia na ich podstawie ustaleń faktycznych. Wskazał, że nie budził wątpliwości fakt, iż powód Y. Y. zarówno w trakcie pierwszego pobytu w Polsce od 2004 r. do 2006 r., jak i podczas drugiego pobytu od lipca 2007 r. do końca okresu zatrudnienia w (...) Sp. z o.o., tj. do końca marca 2009 r., faktycznie pracował w restauracji (...) na stanowisku kucharza. Jeśli chodzi natomiast o powódkę L. J., to - co prawda - w zawartej pomiędzy nią a pozwaną spółką pisemnej umowie o pracę z 5 listopada 2007 r. wskazano, że zostaje zatrudniona na stanowisku kucharza, a jej miesięczne wynagrodzenie będzie wynosiło 936 zł brutto, jednak – zdaniem Sądu I instancji - analiza i ocena całokształtu zgromadzonego w niniejszej sprawie materiału dowodowego, przede wszystkim w postaci zeznań świadków i przesłuchania W. Y., prowadzi do wniosku, że faktycznie przez cały okres zatrudnienia w pozwanej spółce, powódka pracowała jako pomoc kuchenna. Inna była także wysokość jej wynagrodzenia. W tym kontekście zaznaczył, że przedmiotowa umowa o pracę jest dokumentem prywatnym (art. 245 k.p.c.), wydawanym dla celów dowodowych, a zawarte w nim informacje dotyczące warunków zatrudnienia podlegają weryfikacji w postępowaniu sądowym. Określenie przez strony stosunku pracy stanowiska pracy w pisemnej umowie o pracę nie wiąże zatem sądu, który na podstawie całego zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego ocenia, w jakim charakterze i na jakim stanowisku pracował faktycznie pracownik. Uwagi te dotyczą również określonej w umowie wysokości wynagrodzenia. Sąd Okręgowy stwierdził, że zarówno z przesłuchania powoda, jak i W. Y. wynika, że oboje uzgodnili warunki pracy L. J. jeszcze przed jej przyjazdem do Polski. Warunki te, jak można zasadnie sądzić, zostały przez nią w pełni zaakceptowane i w konsekwencji objęte zostały treścią stosunku pracy nawiązanego pomiędzy nią a pozwaną spółką, skoro żadna ze stron niniejszego postępowania nie wskazywała, aby po przyjeździe L. J. do Polski, była uzgadniana na nowo całość, czy chociażby część warunków jej umowy o pracę. Przesłuchiwany na rozprawie 29 września 2011 r. prezes zarządu pozwanej, W. Y., podał, że L. J. w Chinach była kelnerką „wiejską”, nosiła talerze. Powód nie mówił mu, że będzie gotowała, gdyż posiada takie umiejętności. Jak stwierdził „powódka miała pracować na zmywaku i to było od razu ustalone”. Na zwróconą mu przez powoda uwagę, że jego żona ma certyfikat kucharza odparł, że wie o tym, jednak certyfikat ten jest bez wartości, gdyż „takie rzeczy się kupuje”. Przyznał także, że we wszystkich dokumentach dotyczących procedury załatwiania pozwoleń na pracę powódki wpisywał inny zawód, tj. zawód kucharza, gdyż w innym przypadku jako pomoc kuchenna, czy kelnerka, nie uzyskałaby takiego pozwolenia. W ocenie Sądu Okręgowego, wypowiedzi prezesa zarządu pozwanej są logiczne i szczere; za ich wiarygodnością przemawia fakt, że znajdują one oparcie w zeznaniach przesłuchanych w niniejszej sprawie świadków, w tym B. L., M. J., W. C., K. K., I. S., A. M., M. P., A. P., M. W., którzy zgodnie wskazywali że L. J. faktycznie pracowała jako pomoc kuchenna. Sąd Okręgowy wskazał, że zeznania wymienionych świadków korespondują również z dowodem z przesłuchania prezesa zarządu pozwanej w zakresie dotyczącym sposobu realizacji przez L. J. powierzonych jej obowiązków pracowniczych. W sposób jednoznaczny wynika z nich, że na początku powódka nie potrafiła wykonać wielu, nawet prostych czynności w kuchni, w tym związanych z utrzymaniem czystości i porządku. Dopiero po kilku miesiącach przyuczyła się do powierzonych jej obowiązków. Sąd Okręgowy uznał, że okoliczności te w sposób pośredni, również potwierdzają dokonaną ocenę materiału dowodowego i poczynione na tej podstawie ustalenia faktyczne, iż L. J. pracowała nie na stanowisku kucharza, a pomocy kuchennej. Mając na uwadze powyższe rozważania, Sąd I instancji jako całkowicie niewiarygodne ocenił twierdzenia powoda oraz powódki, jakoby pracowali w pozwanej spółce na takim samym stanowisku i mieli ustalone wynagrodzenie w takiej samej wysokości. Konsekwencją takiej ich oceny, przy uwzględnieniu także przedstawionych poniżej okoliczności i argumentów, jest również odmowa wiarygodności twierdzeniom powoda i powódki odnośnie wysokości ich wynagrodzeń. W tym zakresie Sąd Okręgowy oparł się na dowodzie z przesłuchania prezesa zarządu pozwanej, W. Y., przy uwzględnieniu zeznań świadków, które –zdaniem Sądu I instancji - pozwoliły na obiektywną weryfikację przesłuchania W. Y. jako dowodu zasługującego na wiarę. Co prawda, podawane przez W. Y. okoliczności dotyczące wysokości wynagrodzenia Y. Y. oraz L. J. były częściowo rozbieżne, niemniej jednak zważywszy na upływ czasu od momentu ustania zatrudnienia powoda oraz powódki, zmianę wysokości ich wynagrodzeń w okresie trwania zatrudnienia, jak również wielości spraw, w tym dotyczących innych pracowników, którymi W. Y. jako prezes zarządu pozwanej spółki niewątpliwie musi się zajmować i o których musi pamiętać, nie są to, zdaniem Sądu Okręgowego, rozbieżności tego rodzaju, które mogłyby prowadzić do ujemnej oceny dowodu z jego przesłuchania z punktu widzenia wiarygodności. W tym przedmiocie, jeśli chodzi o wysokość wynagrodzenia powoda, Sąd Okręgowy, jako najbardziej zbliżone do rzeczywistości, uznał jego przesłuchanie na rozprawie 25 czerwca 2009 r., podczas której podał, iż powód do grudnia 2007 r. zarabiał 900 dolarów amerykańskich, a od początku 2008 r. aż do końca okresu zatrudnienia 2.500 zł miesięcznie. Wysokość tychże zarobków koresponduje z wcześniejszym okresem zatrudnienia Y. Y. w (...) Sp. z o.o. od 2004 do 2006 r., kiedy to – jak wynika z jego przesłuchania oraz przesłuchania W. Y., jak również z zeznań świadka S. X., który także wówczas przyjechał do Polski z powodem i pracował w restauracji (...) jako kucharz, uzyskując zarobki w tej samej wysokości – w pierwszym roku pracy powoda jego wynagrodzenie wynosiło 600 dolarów amerykańskich, natomiast w drugim od października 2005 r. - 700 dolarów amerykańskich. Wynagrodzenie to miało wzrosnąć również w kolejnym roku pracy Y. Y. o 100 dolarów amerykańskich. W. Y., pomimo iż uważał, że powód ma trudny charakter (w tym zakresie podawane przez niego okoliczności również pokrywają się z zeznaniami świadków), był zadowolony z jego pracy i w razie przedłużenia umowy oferował mu w trzecim roku pracy wynagrodzenie w wysokości 800 dolarów amerykańskich. Powód zaś domagał się wyższego wynagrodzenia w wysokości 1.000 dolarów amerykańskich miesięcznie, na co z kolei nie zgadzał się prezes zarządu pozwanej. Ostatecznie, Y. Y. m.in. ze względu na problemy rodzinne, zdecydował się w 2006 r. na powrót do Chin. Wcześniej jednakże prezes zarządu pozwanej spółki sporządził projekt umowy o pracę, w którym wysokość wynagrodzenia Y. Y. ustalona została na kwotę 900 dolarów amerykańskich, a który to projekt powód zachował. Zdaniem Sądu Okręgowego, projekt tejże umowy w powiązaniu z przedstawionymi powyżej ustaleniami dotyczącymi wzrostu wynagrodzeń pracowników pozwanej spółki o 100 dolarów w kolejnych latach, jednoznacznie przemawia za wiarygodnością wersji W. Y., że wysokość miesięcznego wynagrodzenia powoda miała wynosić 900, a nie – jak twierdzi powód – 1.000 dolarów miesięcznie. Jako niewiarygodne Sąd I instancji uznał przy tym podawane przez Y. Y. okoliczności dotyczące spotkania z W. Y. w Chinach w 2007 r., w tym zwłaszcza jakoby to prezes zarządu pozwanej zainicjował to spotkanie, jak również dotyczące wysokości zarobków i pracy w Chinach. Podczas przesłuchania na rozprawie 15 lipca 2011 r. powód podał bowiem, że w Chinach zarabiał 4.500 juanów, czyli około 700 dolarów amerykańskich. Twierdził także, że w Chinach jest bardzo łatwo o pracę, w 2004 r. można było zarobić 3.000-4000 juanów, czyli około 300-400 dolarów amerykańskich, natomiast do 2007 r. zarobki te wzrosły do 700 dolarów amerykańskich. Ostatnie zarobki jego małżonki w Chinach, która – jak twierdzi – zarabiała trochę mniej od niego, wynosiły 200-300 dolarów amerykańskich miesięcznie. Sąd Okręgowy uznał, że okoliczności te nie znajdują potwierdzenia w pozostałym materiale dowodowym sprawy, w tym zeznaniach świadków L. Y., W. Z., M. P., M. W. oraz S. X., którzy wskazywali na znacznie niższe zarobki w branży gastronomicznej w Chinach. Z treści ich wypowiedzi wynika także, że zarobki w Polsce są wyższe oraz że powódka była zadowolona z przyjazdu do Polski, gdyż w jej ojczystym kraju w rejonie, w którym mieszka (jeden z najbiedniejszych), nie miałaby możliwości zarobienia takich pieniędzy. Ponadto wskazał na rozbieżność w samych twierdzeniach Y. Y., który na rozprawie 1 czerwca 2009 r. podawał znacznie niższą wysokość swoich zarobków w Chinach, aniżeli na rozprawie 15 lipca 2011 r., gdyż wynoszącą 2.500-3.000 juanów. Wskazał także na zbliżoną wysokość zarobków jego małżonki, jednakże - uwzględniając wcześniejsze rozważania - które poddają w uzasadnioną wątpliwości prezentowaną przez powodów wersję, jakoby L. J. pracowała w Chinach jako kucharz, jak również, że z okoliczności niniejszej sprawy jednocześnie wynika, iż po urodzeniu w 2003 r. nie pracowała w branży gastronomicznej, Sąd Okręgowy ocenił jego twierdzenia również i w tym zakresie jako niewiarygodne. Sąd I instancji ocenił w taki sam sposób dowód z przesłuchania L. J. w analizowanym zakresie. Dodał, że poddając ocenie dowód z przesłuchania powoda, miał również na uwadze jego sprzeczność z zeznaniami świadka L. Y., z których wynika, że Y. Y. nie pracował w Chinach jako kucharz, a pomagał swojemu wujowi prowadzić sklep oraz że w rozmowie z nim dowiedział się, że jego dochody są niskie i chciałby wrócić do Polski. Do spotkania z prezesem zarządu pozwanej spółki doszło z inicjatywy powoda, po tym jak dowiedział się od L. Y., że jest on w Chinach na targach. Również świadek B. L.zeznał, że Y. Y. wrócił do Polski, bo w Chinach nie miał pracy. Zdaniem Sądu Okręgowego, uwzględniając fakt, że zeznania tych świadków korespondowały ze sobą i z innymi dowodami i jednocześnie w toku całego niniejszego postępowania nie ujawniły się żadne okoliczności, które mogłyby prowadzić do wniosku, że mogli być oni zainteresowani złożeniem dla powoda lub powodów niekorzystnych zeznań (jak np. sytuacja konfliktowa), należało dać im w pełni wiarę. Sąd Okręgowy wskazał ponadto, że jeśli chodzi o wysokość wynagrodzenia powódki w początkowym okresie zatrudnienia w pozwanej spółce, tj. do końca grudnia 2007 r., to W. Y. podawał ich wysokość w różnych kwotach, początkowo na rozprawie 25 czerwca 2009 r. 300 dolarów miesięcznie, natomiast w toku dalszego postępowania na rozprawie 29 września 2011 r. w kwocie 400 dolarów amerykańskich miesięcznie przez pierwsze trzy miesiące, a później 500 dolarów amerykańskich miesięcznie. Prostując swą wcześniejszą wypowiedź, na tej samej rozprawie podał także, że wynagrodzenie L. J. do końca 2007 r. wynosiło połowę wynagrodzenia jej męża, tj. 450 dolarów amerykańskich miesięcznie. Zdaniem Sądu I instancji, uwzględniając fakt, że powódka była zatrudniona w (...) Sp. z o.o. nie na stanowisku kucharza, a na stanowisku pomocy kuchennej, był to jej pierwszy rok pracy w pozwanej spółce, jak również że wynagrodzenie powoda w pierwszym roku pracy na stanowisku kucharza wynosiło 600 dolarów amerykańskich miesięcznie, tą ostatnią kwotę tj. 450 dolarów amerykańskich miesięcznie, uznać należy za najbardziej zbliżoną do rzeczywistości. Odnosząc się natomiast do wysokości miesięcznego wynagrodzenia powoda oraz powódki od stycznia 2008 r. do końca okresu ich zatrudnienia w pozwanej spółce, tj. do końca marca 2009 r., Sąd Okręgowy wskazał, że podczas przesłuchania na rozprawie 25 czerwca 2009 r., W. Y. określił je odpowiednio na kwoty 2.500 oraz 1.500 zł miesięcznie. Stwierdził również, że było to stałe wynagrodzenie. W toku zaś dalszego postępowania na rozprawie 29 września 2011 r., jeśli chodzi o wysokość wynagrodzenia, początkowo określił je na kwotę 2.000 zł netto miesięcznie, jednakże zaznaczył, że dokładnie nie pamięta. Po uwzględnieniu zarobków Y. Y. do grudnia 2007 r. oraz kursu dolara amerykańskiego, stwierdził jednak w sposób stanowczy że powód w styczniu 2008 r. zarabiał u niego 2.500 zł netto miesięcznie i takie wynagrodzenie pozostało do końca. W. Y. nie był natomiast pewien wysokości zarobków L. J. od stycznia 2008 r. po przeliczeniu ich na złote polskie. Wskazał, że wynosiło ono chyba 1.200 zł miesięcznie i po około pół roku czasu wzrosło do 1.500 zł miesięcznie. W tej wysokości pozostało też do końca okresu jej zatrudnienia w (...) Sp. z o.o. W ocenie Sądu I instancji, uwzględniając całokształt powyższych okoliczności sprawy, a zwłaszcza fakt że pierwsze przesłuchanie prezesa zarządu pozwanej spółki na rozprawie 25 czerwca 2009 r. było w analizowanym zakresie zdecydowanie bardziej stanowcze i pewne, a nadto podane przez niego okoliczności korespondowały z jego późniejszym przesłuchaniem na rozprawie 29 września 2011 r., należało ostatecznie przyjąć, że zarówno wysokość miesięcznego wynagrodzenia powoda, jak i powódki w całym omawianym okresie tj. od początku stycznia 2008 r. do końca marca 2009 r., była niezmienna i wynosiła odpowiednio 2.500 zł oraz 1.500 zł. Zdaniem Sądu Okręgowego, istotny jest również fakt, że W. Y. podał logiczne uzasadnienie przyczyn, dla których zdecydował się na przeliczenie wynagrodzeń powoda i powódki na walutę polską. Z treści jego przesłuchania na rozprawie 25 czerwca 2009 r. oraz 29 września 2011 r. wynika, że uczynił to na prośbę Y. Y., który był niezadowolony z niekorzystnego kursu dolara. Sąd I instancji wskazał, że jego wypowiedź w tym zakresie znajduje potwierdzenie w zeznaniach świadków, w tym B. L., w których z kolei mowa jest o tym, że powód narzekał na kurs dolara, chciał aby jego wynagrodzenie było wyższe. Sąd I instancji podkreślił nadto, że prezes zarządu pozwanej spółki zgadzając się na przeliczenie wynagrodzenia na walutę polską jednocześnie zastrzegł, że pozostanie ono w tej samej wysokości, nawet gdy kurs dolara się zmieni na korzystny, na co Y. Y. oraz L. J. przystali. Sąd Okręgowy uznał, że ta ostatnia okoliczność potwierdza wcześniejsze ustalenia odnośnie niezmienności wynagrodzenia powoda i powódki od początku stycznia 2008 r. do końca marca 2009 r. Dodał, że za przyjęciem wysokości wynagrodzenia L. J. na poziomie 1.500 zł netto miesięcznie, przemawiała także wysokość wynagrodzenia małżonki S. X., również zatrudnionej na stanowisku pomocy kuchennej, która – jak wynika z jego zeznań na rozprawie 8 marca 2011 r. – przez pierwsze trzy miesiące zatrudnienia wynosiła 1.200 zł, a później 1.500 zł netto miesięcznie. Przechodząc w dalszej kolejności do omówienia faktycznego czasu pracy powoda oraz powódki, Sąd Okręgowy wskazał, że w niniejszej sprawie bezsporny był w zasadzie wyłącznie fakt, że oboje - zgodnie z wiążącymi ich z pozwaną spółką umowami o pracę - pracowali przez sześć dni w tygodniu, natomiast cztery dni w miesiącu mieli wolne. Kwestię sporną stanowił natomiast ich dobowy wymiar czasu pracy. Y. Y. oraz L. J. konsekwentnie stali na stanowisku, że wymiar ten wynosił 10,5 godziny dziennie. Pozwana zaś twierdziła że zgodnie z treścią umów o pracę, zobowiązani byli świadczyć pracę przez 10 godzin dziennie. Spór dotyczył zatem w zasadzie jedynie 0,5 godziny dobowego wymiaru czasu pracy. Fakt nieprowadzenia przez pozwaną ewidencji czasu pracy, nie przesądzał przy tym „automatycznie” słuszności twierdzeń którejkolwiek ze stron niniejszego postępowania, a jedynie powodował, że w takim przypadku każda z nich obowiązana była wykazać je przy pomocy innych środków dowodowych, jak np. dowody osobowe posiadające nota bene mniejszą moc dowodową aniżeli dokumenty dotyczące czasu pracy. Analiza pod tym kątem treści zeznań przesłuchanych w przedmiotowej sprawie świadków, zdaniem Sądu I instancji, nie daje prostej jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ zatrudnieni w restauracjach pozwanej spółki w S. świadkowie (B. L. M. J., W. C., I. O., L. G., L. Y., A. M., M. P., A. P., M. W., S. X., W. L., zwykle wskazywali na krótszy dobowy wymiar czasy pracy, tj. 8-9 godzin dziennie. Wynika z nich także, że kucharze oraz osoby zatrudnione jako pomoce kuchenne, sami ustalali swoje grafiki pracy, które W. Y. akceptował. Restauracja (...) oraz – jak można zasadnie sądzić na podstawie całokształtu okoliczności niniejszej sprawy – również restauracja (...), były otwarte dla klientów od godziny 12.00 do godziny 23.
  4. Każdego dnia w restauracjach tych pracowało dwóch albo trzech kucharzy, przy czym pierwszy z nich przychodził wcześniej, około godziny 11.00 i wówczas kończył pracę odpowiednio wcześniej, natomiast drugi przychodził około godziny albo dwóch później i o tyle też czasu zwykle kończył pracę później od pierwszego kucharza, przy czym praca była świadczona tak długo, jak byli klienci. W ocenie Sądu Okręgowego, zeznania wyżej wymienionych świadków zasługują co do zasady na wiarę, gdyż są spójne, logiczne i korespondują ze sobą, a po części także i z przesłuchaniem powoda oraz prezesa zarządu pozwanej spółki. Co prawda, zachodzą pomiędzy nimi pewne rozbieżności, jednak, w ocenie tego Sądu, nie są one tego rodzaju, aby mogły prowadzić do ich ujemnej oceny z punktu widzenia wiarygodności, Rozbieżności o jakich mowa, dotyczą bowiem przede wszystkim godzin pracy i – jak można zasadnie sądzić – wynikają one m.in. z faktu, że grafiki pracy były ruchome, a nie „sztywno” ustalone. Dodatkowo Sąd Okręgowy uwzględnił również zeznania innych pracowników pozwanej, zatrudnionych wyłącznie w Ś. oraz w K. (M. H., K. K.), co do których uznał brak podstaw do ich zakwestionowania. Sąd Okręgowy miał jednak na uwadze fakt, że pomimo podobnego wymiaru czasu pracy i organizacji pracy w punktach gastronomicznych pozwanej w tych miastach, ich wartość dowodowa była mniejsza aniżeli pracowników pozwanej zatrudnionych w restauracjach w S., za czym przemawiał chociażby fakt, że nie mieli okazji obserwować na co dzień systemu pracy powoda i powódki. Sąd I instancji podkreślił nadto, że choć wymienieni powyżej świadkowie będący pracownikami pozwanej wskazywali z reguły na krótszy dobowy wymiar czasu pracy aniżeli podawany przez strony, to jednak zestawienie wynikających z nich godzin rozpoczęcia i kończenia pracy, przy jednoczesnym uwzględnieniu faktu że restauracje pozwanej w S. były otwarte dla klientów do godziny 23.00, prowadzi do wniosku, że praca była świadczona przez kucharzy oraz osoby zatrudnione jako pomoc kuchenna, w wymiarze często przekraczającym 10 godzin dziennie, choć ze względu na „ruchomy” grafik pracy mogły się także zdarzać dni, że praca była świadczona krócej. W tym kontekście Sąd I instancji zwrócił uwagę, że przesłuchiwany na rozprawie 18 maja 2011 r. powód podał, że w restauracji (...) pracował z nim równocześnie jeden kucharz, który przygotowywał sushi. Na początku obaj pracowali od godziny 11.00 do godziny 23.00, później natomiast po rozmowie z W. Y., któremu powiedzieli, że są zbyt zmęczeni, to się zmieniło. Jeden z nich pracował od godziny 11.00 do 21.30 bądź 22.00, natomiast drugi od godziny 12.00 do 23.
  5. Również jego małżonka pracowała w restauracji (...) oraz (...) powyżej 10 godzin dziennie. W sporządzonym w 2006 r. przez prezesa zarządu pozwanej spółki projekcie umowy o pracę Y. Y., niepodpisanym przez niego ostatecznie, wskazano zaś, że wymiar czasu pracy powoda nie będzie przekraczał 11 godzin na dobę, natomiast w popisanej przez niego umowie o pracę z 1 kwietnia 2005 r., dobowy wymiar czasu pracy został oznaczony na nie więcej niż 10 godzin. W ocenie Sądu Okręgowego, okoliczności te korespondują z wersją powoda oraz powódki i w powiązaniu z wcześniejszymi rozważaniami dają podstawę do przyjęcia za wiarygodną ich wersję dotyczącą dobowego wymiaru czasu pracy, tj. 10,5 godziny. Sąd I instancji uznał ponadto, że przy obowiązującym powodów podstawowym systemie czasu pracy, praca w powyższym wymiarze i godzinach przez sześć dni w tygodniu i jednym dniu wolnym od pracy, który zwykle przypadał w poniedziałek albo w środę, świadczona była ponad obowiązującą ich normę czasu pracy, w nadgodzinach, a także po godzinie 21.00 w porze nocnej. Co do zasady przysługiwało im zatem z tego tytułu wynagrodzenie i dodatki przewidziane w Kodeksie pracy. Wskazał, że z okoliczności niniejszej sprawy wynika jednak, że zgodnie z treścią umów o pracę zawartych przez Y. Y. oraz L. J. z pozwaną spółką, ustalone przez strony wynagrodzenie powoda oraz powódki w spornych okresach w wysokości odpowiednio do końca 2007 r. 900 oraz 450 dolarów amerykańskich netto, a od stycznia 2008 r. do końca marca 2009 r. 2.500 zł oraz 1.500 zł netto, obejmowało już także owo wynagrodzenie i dodatki. Sąd I instancji stanął na stanowisku, że autonomia woli stron stosunku pracy przemawia za dopuszczalnością określenia wysokości wynagrodzenia w powyższy, zryczałtowany sposób i nie powoduje nieważności umowy o pracę. Nie wyłącza również dopuszczalności korekty w sytuacji, gdyby było ono rażąco nieadekwatne do rzeczywiście wykonanej pracy, a w szczególności gdyby wysokość tego wynagrodzenia była niższa od obowiązującego najniższego wynagrodzenia za pracę, obliczonego wraz z wynagrodzeniem i dodatkami za pracę w godzinach nadliczbowych i w porze nocnej, za czym przemawia chociażby treść art. 18 § 1 k.p., który stanowi, że postanowienia umów o pracę oraz innych aktów, na podstawie których powstaje stosunek pracy, nie mogą być mniej korzystne dla pracownika niż przepisy prawa pracy. Jeśli chodzi o wysokość wynagrodzenia Y. Y., to w ocenie Sądu Okregowego, w niniejszej sprawie nie zachodziła żadna z sytuacji, która przemawiałaby za jego korektą. Zaakcentował, że z zestawienia wyliczonego przez biegłego, „ubruttowionego” wynagrodzenia za pracę Y. Y., tj. po uwzględnieniu składek na ubezpieczenie społeczne, składki zdrowotnej i zaliczki na podatek dochodowy z wynagrodzeniem obliczonym przy założeniu, że miesięczne wynagrodzenie powoda stanowiło obowiązującą w okresie obliczeniowym kwotę minimalnego wynagrodzenia za pracę wynika, że to pierwsze jest zdecydowanie wyższe. Sąd I instancji podkreślił, że zlecając biegłemu z zakresu wyliczania wynagrodzeń sporządzenie opinii w niniejszej sprawie, błędnie wskazał w tezie dowodowej, że wynagrodzenie Y. Y. w okresie od lipca do końca grudnia 2007 r. wynosiło 600, a nie 900 dolarów amerykańskich, co w konsekwencji skutkowało także wyliczeniem przez biegłego „ubruttowionego” wynagrodzenia od innej kwoty, aniżeli faktycznie ustalonej przez strony. Niemniej jednak, nawet przy tak przyjętym wynagrodzeniu, wynagrodzenie brutto, poza lipcem 2007 r., okazało się wyższe od wynagrodzenia obliczonego od najniższego wynagrodzenia za pracę. Tym samym, zasadny jest zatem wniosek, że tym bardziej byłoby ono wyższe, gdyby za podstawę wyliczenia przyjęta została właściwa kwota, tj. 900 dolarów amerykańskich. Przechodząc natomiast do rozważań w przedmiocie wysokości wynagrodzenia L. J. Sąd Okręgowy wskazał, że zestawienie wyliczonego przez biegłego „ubruttowionego” jej wynagrodzenia w wysokości 450 dolarów amerykańskich od października 2007 r. do końca grudnia 2007 r. oraz 1.500 zł od początku stycznia 2008 r. do końca marca 2009 r. z wynagrodzeniem obliczonym przy założeniu, że miesięczne wynagrodzenie powódki stanowiło obowiązującą w okresie obliczeniowym kwotę minimalnego wynagrodzenia wskazuje, że to ostatnie jest nieco wyższe. Sąd I instancji, uwzględniając zarzuty pozwanej zawarte w jej piśmie procesowym z 20 kwietnia 2012 r. do pierwszej opinii biegłego, że w latach 2007-2009 restauracje (...) i (...) w okresach Świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy, a w szczególności w dniach 24, 25 i 26 grudnia 2007 r., 22, 23 i 24 marca 2008 r. oraz 24, 25 i 26 grudnia 2008 r. były nieczynne, a w konsekwencji praca przez powodów nie była wówczas świadczona, dopuścił dowód z uzupełniającej opinii biegłego, który przy tym ostatnim dodatkowym założeniu, wyliczył na nowo wysokość wynagrodzenia Y. Y. oraz L. J. za grudzień 2007 r., marzec 2008 r. oraz grudzień 2008 r. przy założeniu, że ich miesięczne wynagrodzenia w tym czasie stanowiły obowiązującą wówczas kwotę minimalnego wynagrodzenia. Wyliczenia te Sąd Okręgowy uwzględnił także dokonując ustaleń faktycznych w przedmiotowej sprawie oraz zestawień wynagrodzeń, o jakich była wcześniej mowa. Sąd I instancji wskazał, że jeśli chodzi o wynagrodzenie powódki, to różnice pomiędzy wyliczonym przez biegłego „ubruttowionym” wynagrodzeniem faktycznie przez nią otrzymywanym, a wynagrodzeniem obliczonym od kwoty najniższego wynagrodzenia za pracę, wynosiły w następujących miesiącach: w październiku 2007 r. 123,66 zł (1.916,66 zł – 1.793 zł), w listopadzie 2007 r. 125,41 zł (2.072,41 zł – 1.947 zł), w grudniu 2007 r. 373,41 zł (2.246,41 zł – 1.873 zł), w styczniu 2008 r. 371,52 zł (2.249,52 zł – 2.078 zł), w lutym 2008 r. 264,72 zł (2.342,72 zł – 2.078 zł), w marcu 2008 r. 434,70 zł (2.512,70 zł – 2.078 zł), w kwietniu 2008 r. 249,92 zł (2.327,92 zł – 2.078 zł), w maju 2008 r. 960,53 zł (3.038,53 zł – 2.078 zł), w czerwcu 2008 r. 408,10 zł (2.486,10 zł – 2.078 zł), w lipcu 2008 r. 208,21 zł (2.286,21 zł – 2.078 zł), w sierpniu 2008 r. 733,46 zł (2.811,46 zł – 2.078 zł), we wrześniu 2008 r. 249,92 zł (2.327,92 zł – 2.078 zł), w październiku 2008 r. 226,71 zł (2.304,71 zł – 2.078 zł), w listopadzie 2008 r. 1.022,80 zł (3.100,80 zł – 2.078 zł), w grudniu 2008 r. 250,65 zł (2.328,65 zł – 2.078 zł), w styczniu 2009 r. 909,78 zł (2.966,78 zł – 2.057 zł), a w lutym 2009 r. 633,55 zł (2.690,55 zł – 2.057 zł). Sąd Okręgowy stwierdził, że kwoty te należało zasądzić na rzecz powódki w celu „wyrównania” jej faktycznego wynagrodzenia za pracę do poziomu wynagrodzenia, jakie przy uwzględnieniu wynagrodzenia i dodatków za pracę w godzinach nadliczbowych oraz w porze nocnej otrzymywałaby, gdyby jego podstawę stanowiło minimalne wynagrodzenie za pracę. Przemawia za tym przywołany już wcześniej art. 18 § 1 k.p. oraz treść art. 10 § 2 k.p. i art. 13 k.p., które gwarantują pracownikowi minimalne wynagrodzenie za pracę. Sąd I instancji podkreślił nadto, że brak było podstaw, aby kwestionować wiarygodność opinii biegłego z zakresu wyliczania wynagrodzeń za pracę, w tym w szczególności prawidłowość dokonanych przez niego wyliczeń. Żadna ze stron niniejszego postępowania nie wskazała na konkretne uchybienia, których ich zdaniem mógł się dopuścić biegły i które mogłyby rzutować na prawidłowość zawartych w opiniach wyliczeń. Stwierdził, że nie sposób natomiast uznać za takie uchybienia przyjęcia przez biegłego jako jednej z podstaw wyliczeń dobowego czasu pracy powoda oraz powódki w wymiarze 10,5 godziny oraz wysokości wynagrodzenia Y. Y. od lipca 2007 r. do końca grudnia 2007 r. w kwocie 600 dolarów amerykańskich, skoro są to założenia poczynione przez sąd, które biegły zgodnie z treścią postanowienia dowodowego obowiązany był wziąć pod uwagę. Zdaniem Sądu Okręgowego, przyjęty przez sąd dobowy wymiar czasu pracy Y. Y. oraz L. J., znajduje oparcie w materiale dowodowym sprawy. Jeśli chodzi natomiast o wysokość wynagrodzenia powoda we wskazanym okresie, to kwota 600 dolarów amerykańskich okazała się faktycznie błędna, jednak – jak już to zostało wykazane – nie miało to ostatecznie żadnego wpływu na prawidłowość ustaleń w niniejszej sprawie. Sąd I instancji, uwzględniając zarzuty powodów przedstawione w ich piśmie procesowym z 17 września 2012 r. do przedmiotowej opinii biegłego z zakresu wyliczania wynagrodzeń za pracę, dopuścił dowód z uzupełniającej opinii tego biegłego przy przyjęciu założenia że wysokość ich wynagrodzenia za pracę wynosiła 3.000 zł netto miesięcznie. Sąd Okręgowy uznał, że wobec faktu, że Y. Y. oraz L. J. nie udowodnili jednakże swoich twierdzeń w tym zakresie, dowodów ten ostatecznie okazał się nieprzydatny. Sąd Okręgowy wskazał ponadto, że powód oraz powódka nie wykazali także prawdziwości swych twierdzeń, jakoby za okres ich pracy od lipca 2007 r. w przypadku powoda, a od października 2007 r. w przypadku powódki do końca marca 2009 r., nie otrzymywali wynagrodzenia od pozwanej, które miało być im wypłacone w całości po zakończeniu pracy we wrześniu 2009 r. oraz przeznaczone na otworzenie wspólnie z prezesem zarządu pozwanej spółki (...) restauracji w S.. Sąd I instancji stwierdził, że nie dość, że nie przedstawili na powyższe okoliczności żadnych dowodów, to jeszcze ich twierdzenia okazały się sprzeczne z zeznaniami przesłuchanych w niniejszej sprawie świadków, będących pracownikami pozwanej spółki, tj. M. H. B. L. M. J., W. C., K. K., I. S., L. G., L. Y., W. Z., A. M., M. P., B. P., A. P., M. W., S. X. oraz W. L., a także z dowodem z przesłuchania prezesa zarządu pozwanej spółki (...). W ocenie Sądu I instancji, zeznania wymienionych świadków we wskazanym zakresie dotyczącym wypłaty wynagrodzeń w pozwanej spółce, a nadto sytuacji materialno-finansowej Y. Y. oraz L. J. w okresie ich pobytu w Polsce, w pełni zasługiwały na wiarę. Zdaniem tego Sądu, za taką ich oceną przemawia w głównej mierze fakt, że są one logiczne, spójne oraz korespondują ze sobą i z innymi dowodami, jak np. załączoną do akt sprawy historią rachunków bankowych powodów, nagraniem wraz z tłumaczeniem nagrania dźwiękowego na płycie CD z rozmowy z 29 marca 2009 r. Z zeznań tych oraz z przesłuchania prezesa zarządu pozwanej spółki, W. Y. wynika, iż w pozwanej spółce nie była prowadzona lista płac. Pracownicy nie potwierdzali także w żaden inny sposób w formie pisemnej otrzymania wynagrodzenia. Wypłata wynagrodzeń odbywała się na zasadzie zaufania, które w Chinach ma zasadnicze znaczenie przy zawieraniu i realizacji umów. Wynagrodzenia były wypłacane przez W. Y. regularnie, do 10-go dnia kolejnego miesiąca, bez zaległości i opóźnień. Najczęściej odbywało się to jednego dnia w miejscu pracy, czyli w restauracji. Każdy z pracowników wchodził osobno po odbiór wynagrodzenia, a następnie po wyjściu przekazywał kolejnemu pracownikowi, że teraz on ma iść do szefa. Wśród pracowników, którzy w dniu wypłaty byli proszeni po odbiór wynagrodzenia, znajdowali się także powód i powódka. Choć poszczególni pracownicy pozwanej zazwyczaj nie widzieli bezpośrednio, jak W. Y. wypłaca wynagrodzenia innym pracownikom, to jednak żaden z nich nie miał wątpliwości, że jeżeli dana osoba została poproszona przez prezesa zarządu pozwanej, to otrzymała wynagrodzenie. Zdarzało się, że inni pracownicy pozwanej widzieli jak Y. Y. oraz L. J. trzymają w rękach pieniądze po wyjściu od szefa (m.in. W. C.), bądź też wypłacane jest im wynagrodzenie (m.in. A. P.. M. W., W. L.). Ponadto, powodowie sami czasami mówili innym pracownikom pozwanej spółki, że otrzymali wynagrodzenie. Nigdy nie zdarzyło się, aby Y. Y. lub L. J. skarżyli się innym pracownikom na brak wypłaty wynagrodzenia. Miały natomiast miejsce sytuacje, że powód narzekał na wysokość wynagrodzenia. Sąd Okręgowy wskazał ponadto, że fakt otrzymywania przez Y. Y. oraz L. J. wynagrodzenia potwierdza załączona do akt niniejszej sprawy historia ich trzech rachunków bankowych, jednego prowadzonego w walucie polskiej oraz dwóch pozostałych dewizowych, tj. w euro oraz w dolarach amerykańskich. Z historii rachunku bankowego prowadzonego w dolarach amerykańskich wynika, że odnotowana została na nim jedna wpłata 11 grudnia 2007 r. w kwocie 2.565 dolarów, oraz dwie wypłaty, pierwsza 13 grudnia 2007 r. w kwocie 2.500 dolarów, natomiast druga w kwocie 65 dolarów. Kolejne wpłaty, począwszy od lutego 2008 r. do listopada 2008 r. w kwotach od 3.000 do 6.000 zł dokonywane były natomiast na rachunku w walucie polskiej. Na tym też rachunku od maja 2008 r. do grudnia 2008 r. odnotowano pięć wypłat w różnych wysokościach, w tym 15 maja 2008 r. w kwocie 14.000 zł, a 11 grudniu 2008 r. 16.044 zł. Łączna kwota wpłat wynosiła 37.000 zł, natomiast łączna kwota wypłat 36.044 zł. Jeśli chodzi natomiast o rachunek bankowy prowadzony w euro, to dokonane zostały na nim trzy wpłaty oraz trzy wypłaty, w tym wpłata 15 maja 2008 r. 3.900 oraz 200 euro, a także 20 października 2008 r. 1.000 euro. Jednocześnie, w tych samych dniach odnotowano na tym samym rachunku wypłaty w kwotach odpowiednio 3.900 i 1.000 euro. Fakt, że również na rachunku bankowym prowadzonym w walucie polskiej dokonana została wypłata 15 maja 2008 r. w kwocie 14.000 zł, potwierdza - zdaniem Sądu I instancji - po części wersję prezesa zarządu pozwanej spółki, że Y. Y. oraz L. J. zarobione w Polsce pieniądze wysyłali do Chin na pokrycie kosztów utrzymania rodziny, tak jak to czynił powód podczas pierwszego swojego pobytu w Polsce. Ponadto, fakt że po grudniu 2007 r. nie były już dokonywane wpłaty na rachunku prowadzonym w dolarach amerykańskich oraz że wpłaty na rachunku w walucie polskiej miały miejsce w 2008 r., koresponduje – zdaniem Sądu Okręgowego - z wcześniejszymi ustaleniami, że do końca 2007 r. wynagrodzenie powodom było wypłacane w dolarach amerykańskich, a od stycznia 2008 r. do końca ich zatrudnienia w (...) Sp. z o.o. w złotych polskich. Mając na uwadze przedstawione powyżej okoliczności i argumenty, w tym zwłaszcza fakt że zgromadzony w niniejszej sprawie materiał dowodowy w postaci zeznań świadków i przesłuchania prezesa zarządu pozwanej spółki dał podstawę do poczynienia ustaleń, iż wynagrodzenie powódce oraz powodowi było regularnie wypłacane, uwzględniając systematyczność oraz wysokość wpłat i wypłat na wymienionych wyżej rachunkach bankowych, Sąd I instancji jako całkowicie niewiarygodne ocenił twierdzenia Y. Y., że wpłaty te dokonywane były ze środków przywiezionych przez niego z Chin w kwocie 4.200 euro oraz przez jego małżonkę w kwocie 3.000 euro (które to twierdzenia były zresztą rozbieżne, albowiem powód wskazywał także, że L. J. przywiozła do Polski z Chin kwotę 2.500-2.600 euro). Za taką oceną zeznań powoda przemawiają także wcześniejsze rozważania dotyczące sytuacji zawodowej oraz wysokości zarobków Y. Y. i L. J. w Chinach, które zdaniem Sądu Okręgowego, sprzeciwiają się przyjęciu za wiarygodną wersji, iż byli oni w stanie poczynić oszczędności w tej wysokości, zwłaszcza że powódka po urodzeniu drugiego dziecka od 2003 r. nie pracowała, a zarobki Y. Y. były znacznie niższe niż w Polsce. Faktem natomiast jest, że powód wcześniej przez dwa lata pracował w Polsce od 2004 do 2006 r., jednakże zarobione pieniądze przeznaczał na utrzymanie rodziny w Chinach, czemu nota bene nie przeczył. Jako wątpliwe z punktu widzenia wiarygodności, zdaniem Sądu I instancji, należało uznać także twierdzenia Y. Y. dotyczące przywiezienia przez niego i jego małżonkę do Polski wyrobów rzemiosła artystycznego i ich sprzedaży, zwłaszcza że okoliczności te zostały podniesione przez niego po raz pierwszy dopiero na rozprawie 15 lipca 2011 r., a zatem po ponad dwóch latach od wszczęcia niniejszego postępowania oraz że żaden ze świadków, zwłaszcza z tych, którzy mieszkali razem z powodami w jednym mieszkaniu nie zeznał, aby widział u nich takie wyroby oraz aby zajmowali się ich sprzedażą. Zdaniem Sądu Okręgowego, okoliczności te nie odpowiadają rzeczywistemu przebiegowi wydarzeń i zostały podniesione wyłącznie na użytek niniejszego postępowania w celu potwierdzenia wersji powodów, że kwoty wpłacane na rachunkach bankowych pochodzą z innych źródeł, aniżeli z wynagrodzenia za pracę. Sąd I instancji dodał, że nie znalazła także potwierdzenia w materiale dowodowym niniejszej sprawy wersja Y. Y. i L. J., jakoby mieli zamiar przeznaczyć zarobione w Polsce pieniądze na otworzenie własnej restauracji. Wszyscy przesłuchani w niniejszej sprawie świadkowie, którzy pracowali w pozwanej spółce i mieli styczność z powodem oraz powódką, byli zgodni co do tego, że nie słyszeli o takich ich planach. Jednocześnie, z treści ich wypowiedzi wynika, że Y. Y. i L. J. przeznaczali przynajmniej część zarobionych pieniędzy na konsumpcję, robili zakupy, kupili komputer przenośny typu laptop za kwotę około 2 tysięcy zł oraz aparat cyfrowy za kwotę około jednego tysiąca zł. Informowali także o planach kupna mieszkania w Chinach. Sąd Okręgowy wskazał nadto, że jakkolwiek zgromadzony w niniejszej sprawie materiał dowodowy nie dał ostatecznie wystarczających podstaw do przyjęcia, że mieszkanie to faktycznie udało im się kupić, to jednak fakt, że mieli takie plany w powiązaniu z powyższymi okolicznościami sprawy, daje wystarczające podstawy, aby sądzić, że zarabiane przez nich w Polsce pieniądze były właśnie gromadzone przede wszystkim na ten cel. W ocenie Sądu Okręgowego, dotychczasowe ustalenia i rozważania sprzeciwiają się również ocenie jako wiarygodnych twierdzeń powoda, iż żądana przez niego i jego małżonkę oraz brata Y. Y. od prezesa zarządu pozwanej kwota 28.000 dolarów amerykańskich obejmowała faktycznie przede wszystkim jego wynagrodzenie oraz wynagrodzenie powódki od początku ich zatrudnienia w pozwanej spółce w 2007 r. Również dowód z nagrania na płycie CD wraz z tłumaczeniem rozmowy z 29 marca 2009 r. przemawia, zdaniem Sądu I instancji, za taką oceną twierdzeń powoda w analizowanym zakresie. Nagranie to dokonane zostało przez prezesa zarządu pozwanej spółki „podstępnie”, bez uzyskania wcześniej zgody rozmówców oraz bez poinformowania ich nawet wcześniej o nagrywaniu rozmowy; fakt ten nie sprzeciwiał się jednak dopuszczeniu tego dowodu oraz dowodu z jego tłumaczenia oraz poddaniu go ocenie tak z osobna, jak i w powiązaniu z innymi dowodami, w tym również w celu weryfikacji ich wiarygodności, a następnie wprowadzeniu tego dowodu do podstawy faktycznej rozstrzygnięcia. Sąd I instancji podzielił pogląd wyrażony przez Sąd Apelacyjny w Poznaniu w uzasadnieniu wyroku z 23 stycznia 2013 r. (I ACa 1142/12, LEX nr 1271921), że nie ma zasadniczych powodów do dyskwalifikacji dowodu z nagrań rozmów, nawet jeżeli nagrań tych dokonano bez wiedzy jednego z rozmówców. Kodeks postępowania cywilnego nie przewiduje zakazu wprowadzania do procesu materiału dowodowego pochodzącego z utrwalonych pomiędzy stronami rozmów. Możliwość przeprowadzenia dowodów z nagrań magnetofonowych, płyt statuuje art. 308 k.p.c. i art. 309 k.p.c. ( ibidem). Sąd Okręgowy podkreślił, że pełnomocnik powodów, który był obecny na rozprawie 8 marca 2011 r. oraz na rozprawie 18 maja 2011 r., na której sąd dopuścił dowód z tłumaczenia nagrania dźwiękowego, nie zwrócił w trybie art. 162 k.p.c. uwagi sądowi na uchybienie przepisom postępowania i nie wniósł o wpisanie zastrzeżenia do protokołu. Co prawda, na poprzedniej rozprawie 8 marca 2011 r. oświadczył do protokołu, że sprzeciwia się dopuszczeniu dowodu z nagrania z przedmiotowej rozmowy, jednakże – jak wynika z zapisu w protokole rozprawy – ze względu na fakt, że dowód ten w jego ocenie nie ma znaczenia dla rozstrzygnięcia niniejszej sprawy. Nie zgłosił natomiast zastrzeżenia odnośnie istnienia formalnych, procesowych przeszkód dopuszczalności tego dowodu. Zastrzeżeń takich nie zgłosił także powód, który był obecny na rozprawie 18 maja 2011 r. Z tych względów, mając na uwadze treść art. 162 k.p.c., który stanowi że strony mogą w toku posiedzenia, jeżeli nie były obecne, na najbliższym posiedzeniu zwrócić uwagę sądu na uchybienia przepisom postępowania, wnosząc o wpisanie zastrzeżenia do protokołu oraz że stronie, która zastrzeżenia nie zgłosiła, nie przysługuje prawo powoływania się na takie uchybienia w dalszym toku postępowania, chyba że chodzi o przepisy postępowania, których naruszenie sąd powinien wziąć pod uwagę z urzędu, albo że strona uprawdopodobni, iż nie zgłosiła zastrzeżeń bez swojej winy – Sąd I instancji stwierdził, że powód utracił prawo powoływania się w toku dalszego postępowania na istnienia procesowych przeszkód przeprowadzenia dowodu z przedmiotowego nagrania i jego tłumaczenia. Wskazał, że pełnomocnik procesowy powodów w swym piśmie procesowym z 23 czerwca 2009 r. wyraził obawę, że treść nagrania została przerobiona. Stwierdził również, że w wielu momentach jest niespójna i nielogiczna, tak jakby była wyrwana z kontekstu oraz że stanowi jedynie wycinek prowadzonej rozmowy. Nie przedstawił jednakże żadnych konkretnych okoliczności, istotnych dla rozstrzygnięcia niniejszej sprawy fragmentów rozmowy, których jego zdaniem nagranie to nie obejmuje, a jedynie własną jego interpretację i wersję przebiegu wydarzeń. Treść tego nagrania i utrwalone w nim wypowiedzi Y. Y. dotyczące zarówno żądanej od prezesa zarządu pozwanej spółki kwoty 28.000 dolarów amerykańskich, jak i poszczególnych miesięcy, za które nie zostało rozliczone wynagrodzenie jego i jego małżonki, zostały wprowadzone przez Sąd Okręgowy do dowodu z przesłuchania powoda, który potwierdził jego autentyczność. W szczególności powód potwierdził, że

🔗 Do źródła urzędowego

Wyjaśnienie AI na podstawie urzędowego tekstu ustawy. Orientacyjne, nie zastępuje porady prawnej.