k.c., statuujących odpowiedzialność deliktową jednostki samorządu terytorialnego za szkodę wyrządzoną przez wydanie ostatecznej decyzji. Zgodnie z treścią przepisu art.
jeżeli szkoda została wyrządzona przez wydanie ostatecznej decyzji, jej naprawienia żądać można po stwierdzeniu we właściwym postępowaniu niezgodności z prawem tej decyzji. Przepis art.
wszedł w życie w dniu 25 września 2010 roku, ale ma zastosowanie do orzeczeń, które uprawomocniły się i decyzji ostatecznych zapadłych po 17 października 1997 roku. Przesłankami deliktowej odpowiedzialności odszkodowawczej są: - wydanie niezgodnej z prawem ostatecznej decyzji; - uzyskanie prejudykatu, to jest stwierdzenia tej niezgodności z prawem ostatecznej decyzji we właściwym postępowaniu; - szkoda (straty oraz utracone korzyści, art. 361 § 2 k.c.) -istnienie adekwatnego związku przyczynowego miedzy wydaniem niezgodnej z prawem ostatecznej decyzji a powstaniem szkody (art. 361 § 1 k.c.). W niniejszej sprawie przesłanki te nie są spełnione kumulatywnie. Zarysowuje się tu kilka problemów. Powód dysponuje prejudykatem w postaci orzeczenia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Ł. z dnia 29 lipca 2011 roku, stwierdzającego, że do wydania decyzji Prezydenta Miasta Ł. z dnia 10 grudnia 2012 roku i decyzji SKO z dnia 8 marca 2011 roku doszło z mającym wpływ na rozstrzygnięcie naruszeniem prawa procesowego polegającym na niedostatecznym ustaleniu okoliczności dla tego rozstrzygnięcia istotnych. Zauważyć jednak trzeba, że powód nie upatruje źródła szkody w decyzjach objętych prejudykatem, a w decyzji z dnia 12 maja 2010 roku, która wyeliminowana została z obrotu kasatoryjnym orzeczeniem SKO z dnia 9 lipca 2010 roku. Decyzja organu pierwszej instancji, jakim jest Prezydent Miasta Ł., nie jest decyzją ostateczną, a o takiej mowa w przepisie art.
Ostateczna była decyzja z dnia 9 lipca 2010 roku, jednakże ta, jako kasatoryjna nie wywołała żadnego skutku materialnego, a jedynie procesowy w postaci przekazania sprawy do ponownego rozstrzygnięcia. Pierwszą decyzją ostateczną, niekasatoryjną była decyzja SKO z dnia 8 marca 2011 roku utrzymująca decyzję Prezydenta z dnia 10 grudnia 2010 roku. W tym miejscu zwrócić należy uwagę, że w dacie jej wydania, to jest 8 marca 2011, ale także w dacie 10 grudnia 2010 roku, obowiązywała już uchwała wprowadzająca zespół przyrodniczo – krajobrazowy (...) i związane z nim obostrzenia dla potencjalnych inwestorów. Uchwała z dnia 7 lipca 2010 roku ogłoszona została bowiem w dniu 25 sierpnia 2010 roku z 14 dniowym vacatio legis. Stawia to pod znakiem zapytania istnienie związku przyczynowego, o którym mowa w przepisie art. 361 § 1 k.c. pomiędzy wydaniem ostatecznej, wadliwej, objętej prejudykatem decyzji administracyjnej a wskazywaną przez powoda szkodą, której powód upatruje w tym, że nie wydano mu warunków zabudowy w dniu 12 maja 2010 roku. Związek przyczynowy warunkujący odpowiedzialność deliktową to związek adekwatny – organ wydający decyzję odpowiadać może jedynie za normalne następstwa wydania błędnej decyzji - tu raczej nie wydania o czasie decyzji niewadliwej, to jest ustalającej w maju 2010 roku spełnienie warunku dobrego sąsiedztwa. Jak bowiem wywodzi powód (na pierwszy rzut oka nie bez racji), gdyby w maju 2010 roku prawidłowo oceniono warunek dobrego sąsiedztwa, nie byłoby przeszkód do wydania decyzji pozytywnej, bo nie było jeszcze wówczas obostrzeń wynikających z uchwalonej dopiero w lipcu uchwały o zespole przyrodniczo – krajobrazowym. Dla ustalenia adekwatnego związku przyczynowego nie jest jednak wystarczające zastosowanie testu sine qua non, odpowiadającego jedynie na pytanie czy gdyby nie zaszło zdarzenie A to zaszłoby zdarzenie B (przykładowo: gdybym nie spóźnił się na samolot, to nie leciałbym tym późniejszym, w którym mnie okradziono). Rozstrzygnąć zatem należy nie tylko czy fakt, że obecnie powód nadal nie dysponuje warunkami zabudowy (nie mówiąc o zezwoleniu na budowę) jest następstwem nie wydania mu prawidłowej decyzji w maju 2010 roku, ale także czy jest to normalnym, w rozumieniu przepisu art. 361 § 1 k.c., następstwem orzekania organów administracji samorządowej z naruszeniem prawa procesowego stwierdzonym przez WSA. Pominąwszy nawet kwestię, że wyrok WSA nie dotyczy decyzji z maja 2010 roku i przyjmując ogólnie, że postępowanie wszczęte przez powoda w roku 2010 doczekało się prejudykatu stwierdzającego naruszenie prawa procesowego, ale mającego wpływ na rozstrzygnięcie, stwierdzić należy, że przesłanka adekwatnego związku przyczynowego nie została w niniejszej sprawie spełniona. Jak już zasygnalizowano, oceniając związek przyczynowy przez pryzmat adekwatności następstw danego zdarzenia, odpowiedzieć sobie należało w tej sprawie na pytanie czy normalnym następstwem wydania odmownej decyzji w toku instancji (postępowanie administracyjne jako całość nadal się toczy i jest na etapie oczekiwania na rozpoznanie skargi kasacyjnej do NSA), w czasie sprzed podjęcia uchwały wprowadzającej obszar przyrodniczo – krajobrazowy, jest to, że potem inwestycja okazała się niemożliwa z powodu wejścia w życie nowych przepisów prawa lokalnego, ograniczających ingerencję na danym obszarze ponad to, co rozstrzygnięto już dla powoda pozytywnie, to jest dobre sąsiedztwo. Podkreślić tu należy dodatkowo, że wynik postępowania co do tego czy rzeczywiście obszar przyrodniczo krajobrazowy uniemożliwi powodowi inwestycję jest nadal, do czasu rozpoznania skargi do NSA, nieprzesądzony. W przekonaniu Sądu normalnym następstwem błędnego oceniania w roku 2010 i 2011 przez Prezydenta Miasta Ł. i SKO zagadnienia dobrego sąsiedztwa może być to, że inwestycja się opóźniła, przesunęła w czasie, nie mogła być realizowana w jakimś momencie. Nie jest natomiast normalnym następstwem tego opóźnienia zamknięcie drogi do realizacji budowy z powodu zapadnięcia uchwały zmieniającej zasady eksploatowania danego terenu. Pozwany odpowiadać może bowiem jedynie za normalne następstwa opóźnienia i to nawet wówczas, gdyby ostatecznie okazało się, że inwestycja w ogóle nie jest dopuszczalna, ale nie za to, że na skutek zupełnie nowych, niezależnych zdarzeń, okazała się niedopuszczalna. Prawo polskie nie uznaje tzw. przyczynowości wypierającej, to jest nie zdejmuje odpowiedzialności ze sprawcy danej szkody w sytuacji, gdy po jej wyrządzeniu zajdzie inne zdarzenie ( nie spowodowane przez pierwszego sprawcę) skutkujące taką samą lub większą szkodą, np. utratą dobra, w którym wyrządzono pierwotnie szkodę. Nie oznacza to jednak, że pierwotnemu sprawcy przypisać można zawsze odpowiedzialność za tą dalej idącą szkodę, tylko dlatego, że nie nastąpiłaby gdyby nie zdarzenie pierwsze. W literaturze dobrze ilustruje to przykład, w którym sprawca uszkodzenia narządu ciała u poszkodowanego odpowiada za to uszkodzenie i jego skutki (np. ograniczenie zdolności do pracy) także wówczas, gdy poszkodowanemu źle udzielono pomocy medycznej, w efekcie czego stracił w ogóle narząd, ale z drugiej strony nie odpowiada za stratę narządu, która nie nastąpiłaby bez błędu medycznego, na skutek samego tylko uszkodzenia, mimo, iż nie byłoby oczywiście konieczności leczenia i błędu lekarza bez pierwotnego zdarzenia. Szkoda dalej idąca nie pochłonie odpowiedzialności sprawcy szkody mniejszej, ale sprawca tej mniejszej nie ponosi odpowiedzialności za dalszy, niepomyślny skutek, o ile nie pozostaje on w normalnym związku z jego działaniem. O ile normalnym następstwem uszkodzeni organu jest leczenie, także powikłane, jeśli wiąże się z ryzykiem powikłań, o tyle nie jest normalnym następstwem urazu i związanej z tym konieczności leczenie popełnienie zawinionego przez lekarza błędu skutkującego utratą uszkodzonej części ciała. Przenosząc ten obrazowy przykład na grunt niniejszej sprawy, stwierdzić należy, że o ile rozważać można by odpowiedzialność strony pozwanej za skutki przesunięcia czasowego, to z pewnością nie za skutki uchwalenia, w toku postępowania administracyjnego, prawa miejscowego wprowadzającego obszar przyrodniczo – krajobrazowy. Powód dochodzi natomiast naprawienia szkody wynikającej z tego, że nie może realizować inwestycji, co jak wskazano powyżej, nie jest jeszcze nawet ostatecznie przesądzone. Na przeszkodzie uwzględnieniu roszczenia stoi także zasadnie podniesiony przez stronę pozwaną zarzut przedawnienia roszczenia powoda. Zgodnie z obowiązującym od dnia 10 sierpnia 2007 r. art. 442 1 § 1 k.c., roszczenie o naprawienie szkody wyrządzonej czynem niedozwolonym ulega przedawnieniu z upływem lat trzech od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się o szkodzie i osobie obowiązanej do jej naprawienia, a w każdym przypadku z upływem lat dziesięciu od dnia, w którym nastąpiło zdarzenie wywołujące szkodę. Wyrządzenie szkody niezgodnym z prawem orzeczeniem czy ostateczną decyzją administracyjną jest, jak już wskazano, deliktem prawa cywilnego, którego źródłem jest ustawa. Stosunek obligacyjny powstaje w tym przypadku w momencie wydania decyzji ostatecznej, niezgodnej z prawem, ale naprawienia szkody żądać można, jak to wynika z art.
k.c., dopiero po stwierdzeniu we właściwym postępowaniu jej niezgodności z prawem. Wymagalność roszczenia odszkodowawczego wiązać zatem należy z wydaniem stosownego prejudykatu, którym jest w sprawie niniejszej orzeczenie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego uchylającego decyzje Prezydenta Miasta i SKO przy stwierdzeniu, że do ich wydania doszło z naruszeniem przepisów postępowania mających wpływ na rozstrzygnięcie. Wyrok - prejudykat nosi w niniejszej sprawie datę 29 lipca 2011 roku, podczas gdy pozew wniesiono dopiero 20 marca 2015 roku. O „dowiedzeniu się o szkodzie" można mówić wtedy, gdy poszkodowany „zdaje sobie sprawę z ujemnych następstw zdarzenia wskazujących na fakt powstania szkody"; a zatem gdy ma „świadomość doznanej szkody". Powód zaprzecza, że takową świadomość szkody miał już w dacie wydania wyroku WSA w Łodzi uchylającego decyzje (tj. w dniu 29 lipca 2011 r.), twierdząc, iż dopiero po wydaniu decyzji Prezydenta Miasta Ł. z dnia 21 marca 2013 r., pozytywnie rozstrzygającej po ponownym rozpoznaniu o spełnieniu warunku „dobrego sąsiedztwa”, dowiedział się, że została mu wyrządzona szkoda. Argumentacja ta abstrahuje od uzyskania prejudykatu jako warunku niezbędnego do dochodzenia roszczenia, ale także pomija fakt, że już w dacie wydania wyroku przez WSA powód wiedział tak o stwierdzonym naruszeniu prawa procesowego przez organy administracyjne jak i o ustanowieniu zespołu przyrodniczo – krajobrazowego i zaostrzeniu warunków podejmowania inwestycji. Podążając zatem ni mniej ni więcej, jak tokiem rozumowania powoda, stwierdzić należy, że już wówczas miał pełną wiedzę o tym, co przedstawia na uzasadnieni swego roszczenia – o tym, że pojawiły się nowe zakazy i o tym, że oceniając warunek dobrego sąsiedztwa po raz pierwszy, w czasie, gdy tych zakazów jeszcze nie było, dopuszczono się naruszenia prawa proceduralnego wpływającego na rozstrzygnięcie. Wreszcie nie może umykać okoliczność, że jeśli opierać się na okolicznościach dotyczących postępowania po wyroku WSA z 29 lipca 2011 roku, to postępowanie to nadal nie jest zakończone i nie jest wykluczone, że zakończy się dla powoda pozytywnie. Jeśli zaś postrzegać to postępowanie etapowo, to jest rozważać etap do uzyskania prejudykatu jako zamykającego pewien etap i otwierającego drogę do dochodzenia roszczeń, to nie sposób liczyć okresu przedawnienia od daty późniejszej niż tenże prejudykat. Mając na uwadze powyższe Sąd nie prowadził postępowania mającego na celu ustalenie czy istotnie powód doznał utraty spodziewanej korzyści w postaci zysku ze sprzedaży nieruchomości po ich zabudowaniu, Sąd nie badał także z jakim prawdopodobieństwem korzyść ta mogła powstać (rację ma strona pozwana, że uzyskanie decyzji o warunkach zabudowy nie jest jednoznaczne z uzyskaniem pozwolenia na budowę i realizacji inwestycji), ani w jakiej wysokości. O kosztach postępowania Sąd orzekł na podstawie przepisu art. 98 k.p.c. kierując się zasadą odpowiedzialności za jego wynik. Skro stron pozwana proces wygrywa, powód winien zwrócić jej koszty zastępstwa procesowego.
Wyjaśnienie AI na podstawie urzędowego tekstu ustawy. Orientacyjne, nie zastępuje porady prawnej.