Warszawa, dnia 26 maja 2017 r. Sygn. akt VI Ka 1170/16 WYROK W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ Sąd Okręgowy Warszawa-Praga w Warszawie VI Wydział Karny Odwoławczy w składzie : Przewodniczący: SSO Beata Tymoszów protokolant: protokolant sądowy Monika Oleksy przy udziale prokuratora - Jerzego Kopeć po rozpoznaniu dnia 26 maja 2017 r. w Warszawie sprawy K. G. córki L. i H. ur. (...) w N. oskarżonej o przestępstwo z art. 207 § 1 k.k. na skutek apelacji wniesionej przez obrońcę od wyroku Sądu Rejonowego w Legionowie z dnia 27 czerwca 2016 r. sygn. akt II K 146/15 zaskarżony wyrok uchyla i przyjmując, że zachowanie oskarżonej K. G., w ramach zarzucanego jej czynu, polegało na tym, że w dniu 30 października 2014r. w miejscowości W. przy ulicy (...) m. (...) naruszyła nietykalność małoletniej córki M. G. w ten sposób, że szarpała ją za ucho i tym samym wyczerpała znamiona występku z art. 217 § 1 kk, na podstawie art. 66 § 1 i 2 kk postępowanie karne wobec K. G. warunkowo umarza na okres próby jednego roku; zasądza od oskarżonej na rzecz Skarbu Państwa kwotę 100 zł tytułem opłaty za obie instancje i obciąża ją wydatkami postępowania w sprawie; zasądza od Skarbu Państwa na rzecz adw. A. B. kwotę 516,60 zł tytułem wynagrodzenia za pomoc prawną udzieloną z urzędu małoletniej pokrzywdzonej M. G. – w instancji odwoławczej. Uzasadnienie wyroku Sądu Okręgowego Warszawa – Praga w Warszawie w sprawie o sygnaturze VI Ka 1170/16 Wyrokiem z dnia 27 czerwca 2016r. Sąd Rejonowy w Legionowie uznał K. G. za winną tego, że w okresie od kwietnia 2012 roku do 30 października 2014r. w miejscowości W. ul. (...) m. (...) znęcała się psychicznie i fizycznie nad swoją małoletnią córką M. G. w ten sposób, że wyzywała ją słowami wulgarnymi oraz używała wobec niej przemocy fizycznej w postaci szarpania, popychania oraz ciągnięcia za włosy i uszy, to jest popełnienia występku z art. 207 § 1 k.k. i na tej podstawie skazał ją na karę 5 miesięcy pozbawienia wolności, której wykonanie, na podstawie art. 69 § 1 i 2 k.k., art. 70 § 2 k.k. warunkowo zawiesił na okres próby lat 2 ( dwóch), jednocześnie oddając ja w tym czasie pod dozór kuratora sądowego. Wyrok ten został w całości zaskarżony przez obrońcę oskarżonej, który stawiając zarzuty obrazy prawa procesowego – sprowadzającej się do niewłaściwej oceny zebranego materiału dowodowego, a także obrazy prawa materialnego – to jest art. 207 § 1 k.k. i art. 115 § 2 k.k. w zw. z art. 1 § 2 k.k. – sprowadzającej się do ustalenia, że jednostkowe zdarzenie z dnia 30 października 2014r. stanowiło przestępstwo znęcania i charakteryzowało się stopniem szkodliwości społecznej przekraczającym znikomość – - w konkluzji domagał się zmiany wyroku poprzez uniewinnienie K. G. od popełnienia zarzucanego jej czynu. Sąd Okręgowy zważył, co następuje: Choć konstrukcja omawianego środka odwoławczego była wadliwa, zaś końcowy jego wniosek był nieadekwatny do podniesionych zarzutów – wielu argumentom w nim zawartym nie sposób odmówić słuszności, a ich uwzględnienie doprowadziło do wydania przez sąd odwoławczy orzeczenia o charakterze reformatoryjnym. Pozostawiając obecnie na boku kwestię należytej oceny materiału dowodowego oraz wnioskowania na tej podstawie o winie oskarżonej ( co zostanie omówione w dalszej kolejności), zauważyć należy, że nie przystający do kształtu zaskarżonego wyroku był zarzut obrazy prawa materialnego, to jest art. 207 § 1 k.k.. Skoro bowiem Sąd Rejonowy ustalił, że zabronione prawem i zawinione zachowanie K. G. miało miejsce w okresie od kwietnia 2012r. do 30 października 2014r., to właśnie owo, rozciągnięte w czasie, zachowanie było przedmiotem analizy pod kątem znamion art. 207 § 1 k.k. Nie można więc stawiać zarzutu błędnej oceny zdarzenia z dnia 30 października 2014r. poprzez ustalenie, że samo w sobie stanowi ono przestępstwo znęcania, jeżeli kwestionowane orzeczenie opiera się na całkowicie odmiennych ustaleniach faktycznych, dalece wykraczających poza to jednostkowe zajście. O ile autor apelacji uważał, że naganne postępowanie K. G. mogło mieć miejsce tylko jednego dnia i tylko zachowanie w dniu 30 października 2014r. mogło stać się przedmiotem prawnokarnej oceny sądu, powinien był za podstawę zarzutu nie wskazywać art. 438 pkt. 1 k.p.k., lecz stawiać zarzut błędu w ustaleniach faktycznych stanowiących podstawę wyroku. Podobnie – kwestionowanie oceny stopnia szkodliwości społecznej odbywać się może w aspekcie wadliwości faktycznych podstaw orzeczenia, a nie naruszenia prawa materialnego. Abstrahując bowiem od tego ( co wcześniej sygnalizowano), że sąd orzekający nie analizował, pod kątem formalnych i materialnych znamion czynu, zabronionego zachowania K. G. wyłącznie w dniu 30 października 2014r., lecz w znacznie dłuższym, dwuletnim okresie, prawidłowe ustalenie stopnia szkodliwości społecznej nie odbywa się w płaszczyźnie ocen prawnych, lecz faktycznych podstaw rozstrzygnięcia. Właściwe ustalenie przesłanek określonych w art. 115 § 2 k.k. wymaga bowiem odtworzenia elementów rzeczywistości ( stopnia winy, rozmiaru i rodzaju szkody, motywacji działania sprawcy), nie zaś analizy prawnej. Niezależnie od wskazanych mankamentów środka odwoławczego rację przyznać trzeba jego autorowi, że wyrok poddany kontroli instancyjnej jest efektem takiej oceny dowodów, która nie w pełni czyni zadość kryteriom określonym w art. 7 k.p.k. Na wstępie wypada zaznaczyć, że z zebranych dowodów w istocie tylko jeden - zeznania małoletniej M. G. - wprost obciążał oskarżoną. Pozostałe osoby, których wypowiedzi przemawiały na niekorzyść K. G., wiedzę swą czerpały nie z bezpośrednich obserwacji kontaktów matki i córki, lecz relacji samej pokrzywdzonej. Już choćby ten fakt, w powiązaniu z kształtem pozostałych dowodów, nakazywał niezwykle ostrożną ocenę zeznań małoletniej zwłaszcza gdy zważyć, że słuchana na etapie postępowania pozostawała pod znacznym wpływem ojca, niewątpliwie jawnie skonfliktowanego z oskarżoną. Nie był to jednak jedyny powód dla konieczności sumiennej i rozważnej analizy zeznań M. G.. Nie sposób przecież zapominać, że w okresie opisanym aktem oskarżenia dziewczynka znajdowała się w okresie dorastania, co częstokroć wiąże się z różnymi formami buntu wobec rodziców, pierwszymi próbami usamodzielnienia, w tym – wzrastająca potrzebą kontaktów z rówieśnikami, którzy przejmują rolę najważniejszego autorytetu. Kontakty z rówieśnikami odbywają się przy tym nie tylko bezpośrednio, ale też w znacznej mierze za pomocą elektronicznych komunikatorów czy telefonów. Powszechnie wiadomym jest (choćby z coraz częstszych doniesień medialnych), że znajdujące się w tym wieku dzieci potrafią opatrznie rozumieć sytuacje w jakich się znalazły, wyolbrzymiać problemy, niezwykle emocjonalnie reagować na zachowanie otoczenia ( krytyczna uwaga na temat stroju, niedobra ocena w szkole itp.). Zawsze więc oceniając wypowiedzi małoletnich tyczące osób sprawujących nad nimi faktyczną pieczę, a więc pośrednio – ograniczających ich swobodę, trzeba mieć na względzie powyższe uwarunkowania. W realiach sprawy nie można także pominąć, że w czasie ponad dwóch lat pokrzywdzona nie tylko miała kontakt z ojcem i jego rodziną, ale przede wszystkim oprócz matki mieszkali z nią dziadkowie – H. i L. M.. Nie ma żadnych dowodów podających w wątpliwość prawidłowość funkcjonowania rodziny macierzystej M. G. i jej kontaktów z dziadkami. Trudno więc uwierzyć, że osoby te przez tak długi czas nie zareagowałyby w żaden sposób, gdyby istotnie pokrzywdzona była przez matkę bita, szarpana za włosy czy wyzywana. O słuszności tego wniosku paradoksalnie przekonują zeznania pracowników szkoły, do której uczęszczała dziewczynka. I. S., wychowawczyni klasy stwierdziła, że skontaktowała dziewczynkę z psychologiem i pedagogiem szkolnym, gdyż w dniu 30 października 2014r. jej zachowanie było dziwne, odbiegało od normy, przez co zwróciło jej uwagę (k. 28v.) Nigdy wcześniej M. G. nie skarżyła się na złe traktowanie przez kogokolwiek, nie zachowywała niepokojąco, przeciwnie – była grzeczna, zadbana, dobrze się uczyła. Z zeznań tych wynika zatem, że świadek była uważnym obserwatorem wychowanków, nauczycielem wrażliwym na ich potrzeby, a skoro tak logicznym jest, że gdyby wcześniej małoletnią spotykała krzywda ze strony matki, zostałoby to dostrzeżone przez nauczyciela. Trudno też zakładać, że zachowania matki przed dniem 30 października 2014r. opisane aktem oskarżenia nie wywołałyby żadnej emocjonalnej reakcji dziewczynki. Odsunięcie jej od komputera, szarpnięcie za ucho i posłanie na lekcje, doprowadziło następnie do płaczu w szkole. Wyzywanie czy szarpanie za włosy jest przecież postępowaniem podobnie krzywdzącym i przykrym, jeśli więc miało by miejsce kilkakrotnie wcześniej, musiałoby zostać w jakiś sposób uzewnętrznione przez pokrzywdzoną. Nawet gdyby zakładać, że przez długi czas tłamsiła ona swoje emocje i dopiero 30 października 2014r. potrafiła się „otworzyć” przed nauczycielem, nie sposób nie dostrzec, że w rozmowie z wychowawczynią, pedagogiem czy psychologiem ani słowem nie wspomniała o wcześniejszych przykrych dla niej sytuacjach, jakie miały mieć miejsce z udziałem K. G.. Do czasu kontaktu z ojcem, który zobowiązał się zawieźć dziecko do domu, czego wbrew orzeczeniu sądowemu i woli matki nie uczynił, pokrzywdzona w istocie nikomu nie przekazała informacji o tym, co rzekomo miało się dziać w domu przez okres dwóch lat. W ocenie sądu odwoławczego dobitnie dowodzi to, że zajście po którym znalazła się na stałe w domu ojca było zdarzeniem odosobnionym, jednorazowym. Do takiego wniosku skłania również szczegółowa analiza zeznań K. R.
Wyjaśnienie AI na podstawie urzędowego tekstu ustawy. Orientacyjne, nie zastępuje porady prawnej.