← Polska

I C 2234/12

S.. akt I C 2234/12 WYROK W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ Dnia 17 listopada 2017 r. Sąd Okręgowy w Toruniu Wydział I Cywilny w składzie: Przewodniczący: SSO Barbara Wiśniewska Protokolant: sekreta

tym drugim przepisem „kto na własny rachunek powierza wykonanie czynności osobie, która przy wykonywaniu tej czynności podlega jego kierownictwu i ma obowiązek stosować się do jego wskazówek, ten jest odpowiedzialny za szkodę wyrządzoną z winy tej osoby przy wykonywaniu powierzonej jej czynności”. Nie ulega wątpliwości, że za zawinione błędy personelu medycznego zatrudnionego w szpitalu odpowiedzialność cywilną ponosi zakład leczniczy. Lekarz, czy pielęgniarka, udzielający świadczeń zdrowotnych w związku z zatrudnieniem w zakładzie leczniczym nie ponosi indywidualnej odpowiedzialności za szkody wyrządzone pacjentom z winy nieumyślnej przy wykonywaniu czynności zawodowych. Odpowiedzialność w takim przypadku, jak w niniejszej sprawie, ponosi wyłącznie szpital. Zasada ta nie budzi większych wątpliwości w orzecznictwie sądowym. Sąd Najwyższy np. w wyroku z 13 grudnia 2007 r. (sygn.. I CSK 384/07, LEX nr 351187) przyjął odpowiedzialność szpitala za zawiniony błąd diagnostyczny zatrudnionego w nim lekarza i podjęciu w związku z tym błędnej decyzji co do dalszego postępowania medycznego. Na podobnym stanowisku stanął także Sąd Apelacyjny w Lublinie w wyroku z 21 lutego 2006 r. (sygn. I ACa 69/06), który uznał odpowiedzialność szpitala za „wadliwe i nieprawidłowe postępowanie lekarzy w ocenie stanu płodu i opóźnienie porodu, co spowodowało niedotlenienie dziecka, skutkujące ciężkim kalectwem i nieuleczalną chorobą” (PiM 2007/4/130). Szpital ponosi odpowiedzialność nie tylko za działanie personelu medycznego, ale także zaniechanie dokonania określonego świadczenia zdrowotnego, lub zwłokę w jego dokonaniu. Zaznaczyć przy tym trzeba, że w przypadku tzw. odpowiedzialności zastępczej szpitala za zatrudniony w nim personel medyczny, nie ma potrzeby wskazywania konkretnej osoby, której działanie, bądź zaniechanie z powodu braku należytej staranności, spowodowało powstanie szkody. Wystarczy wykazanie, że błędu, czy też niedbalstwa dopuściła się osoba wchodząca w skład zespołu pracowników szpitala (tzw. wina anonimowa, czy też bezimienna) – patrz np. wyrok Sądu Najwyższego z 21 listopada 1974 r., sygn.. II CR 638/74, OSPiKA 1975, poz. 108, wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z dnia 8 lutego 2006 r., sygn. I ACa 1131/05, LEX nr 194522, wyrok Sądu Okręgowego w Lublinie z 4 kwietnia 2002 r. , sygn. I C656/99, PiM 2004/2. Podobnie Kinga Bączyk – Rozwadowska „Odpowiedzialność cywilna za szkody wyrządzone przy leczeniu - zarys wykładu”. UMK Toruń. W uchwale z 21 listopada 1967 r. Sąd Najwyższy stwierdził, że „imienne wskazanie sprawcy nie jest konieczne. Wystarcza ustalenie, że sprawcą jest organ zakładu pracy albo którykolwiek z jego pracowników bądź osoba, za której postępowanie zakład pracy jest odpowiedzialny w myśl art. 429 i 430 k.c.” (sygn. III PZP 34/67, OSNCP 1968, z. 6, poz. 94). Dodać należy, że w tzw. procesach lekarskich nie wymaga się ustalenia związku przyczynowego w sposób absolutnie pewny. Sąd Najwyższy w wielu orzeczeniach podkreślał, że w sytuacjach w których chodzi o życie i zdrowie ludzkie nie można mówić o całkowitej pewności, lecz co najwyżej o wysokim stopniu prawdopodobieństwa faktu, że szkoda wynikła z określonego zdarzenia. Jeśli prawdopodobieństwo to zostanie wykazane, związek przyczynowy należy uznać za wykazany (patrz np. wyrok Sądu Najwyższego z 5 lipca 1967 r., I PR 74/67, OSN z 1968 r., poz. 26, wyrok Sądu Najwyższego z 13 czerwca 2000 r., V CKN 34/00, Lex nr 52689, wyrok Sądu Najwyższego z 27 lutego 1998 r., II CKN, 625/97, Lex nr 50227). W niniejszej sprawie można także mówić o winie własnej zakładu leczniczego (tzw. organizacyjnej). Szpital odpowiada bowiem m. in. za to, by zatrudniać odpowiednią liczbę personelu w stosunku do przebywających na oddziałach pacjentów, tak, by zapewnić im należytą i staranną opiekę. Należy pamiętać bowiem, że pacjenci znajdują się w zakładzie opieki zdrowotnej gdzie mogą oczekiwać na wzmożoną, np. w stosunku do warunków domowych, opiekę zdrowotną, która zapewni im polepszenie a nie pogorszenie ich stanu zdrowia, z tego tylko powodu, że poszczególne pielęgniarki mają pod opieką zbyt dużą liczbę pacjentów. Powszechnie znane są problemy polskiej służby zdrowia, nie usprawiedliwia to jednak kierownictw poszczególnych szpitali, w których zatrudnia się zbyt małą liczbę pracowników w stosunku do liczby przyjmowanych pacjentów, czy też wadliwie organizuje się ich dyżury.

art. 4 ustawy „o zawodach lekarza i lekarza dentysty” z 5 grudnia 1996 r. lekarz ma obowiązek wykonywać zawód,

e wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej, dostępnymi mu metodami i środkami zapobiegania, rozpoznawania i leczenia chorób,

zasadami etyki zawodowej oraz z należytą starannością. Z opisanym obowiązkiem lekarza skorelowane jest prawo pacjenta do uzyskania świadczeń zdrowotnych odpowiadających wymaganiom wiedzy medycznej (art. 19 ustawy z dnia 30 sierpnia 1991 r. o zakładach opieki zdrowotnej, tekst jedn. Dz. U. z 2007 r. Nr 14, poz. 89 z późn. zm.). Od lekarzy wymaga się staranności wyższej niż przeciętna, z uwagi na przedmiot ich działań, którym jest człowiek a skutki ewentualnego błędu mogą być nieodwracalne (patrz. np. Małgorzata Serwach. „Odpowiedzialność cywilna zakładów opieki zdrowotnej na tle planowanej komercjalizacji”. Łódzki Uniwersytet Medyczny, wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu z dnia 11 października 2013 r., sygn. akt I ACa 898/13, biuletyn Orzeczeń SA we Wrocławiu, LEX nr 1416532 ,wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z dnia 9 marca 2001 r. I ACa 124/01, LEX nr 55262). „Należyta staranność w stosunku do lekarzy powinna być rozumiana jako obiektywnie istniejący wzorzec postępowania obowiązujący każdego lekarza w tym samym stopniu. W literaturze, na podstawie analizy orzecznictwa sądowego, twierdzi się, że musi to być jednak staranność wysokiego stopnia, oznaczająca, że powstanie wypadku czy innego ujemnego dla pacjenta zdarzenia wyrządzającego mu szkodę było nie do uniknięcia nawet przez najbardziej przezornego, starannego i kwalifikowanego lekarza (wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi z dnia 12 kwietnia 2017 r., sygn. akt I ACa 1327/16, Biuletyn Orzeczeń SA w Łodzi). Wymaga się od lekarza staranności wyższej niż przeciętna, określana jako „staranność znawców"(patrz - glosa do wyroku SN z dnia 10 lutego 2010 r., V CSK 287/09 [w:] M. Nesterowicz, Prawo medyczne. Komentarze i glosy do orzeczeń sądowych, WK 2017). „Od lekarza oczekuje się zachowania staranności, ocenianej pod kątem określonego wzorca, standardu postępowania, przy przyjęciu kryterium wysokiego poziomu przeciętnej staranności każdego lekarza, jako jego staranności zawodowej. Przy ocenie postępowania lekarza należy też mieć na względzie uzasadnione oczekiwanie nie narażenia pacjenta na pogorszenie stanu zdrowia, przydatny może być również test oparty na pytaniu, czy niekorzystnego skutku można było uniknąć oraz czy lekarz w danym przypadku powinien był i mógł zrobić więcej (lepiej)” –wyrok Sądu Najwyższego z dnia 18 stycznia 2013 r., IV CSK 431/12, LEX nr 1275006. Chodzi tu o wysoki poziom przeciętnej staranności każdego lekarza jako staranności zawodowej (art. 355 § 2 k.c.) i według tej przeciętnej ocenianie konkretnego zachowania (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 10 lutego 2010 r., V CSK 287/09, LEX nr 786561). Podobne oczekiwania dotyczą pielęgniarek.

art. 18 ówcześnie obowiązującej ustawy. z dnia 5 lipca 1996 r. „o zawodach pielęgniarki i położnej” pielęgniarka, położna wykonuje zawód

aktualną wiedzą medyczną, dostępnymi jej metodami i środkami,

zasadami etyki zawodowej oraz ze szczególną starannością. W ocenie sądu orzekającego w niniejszej sprawie owej należytej, czy też szczególnej staranności zabrakło. Już przy samym przyjęciu do szpitala jej badanie miało charakter powierzchowny. Wbrew twierdzeniom przyjmującego ją lekarza J. J.

(1)nie obejrzał on nawet okolic odbytu pacjentki a przecież ten fragment ciała miał być operowany. Fakt taki nie został odnotowany w dokumentacji. Sama powódka zaprzeczyła temu a przecież nie miała problemu, by przyznać w identycznej sytuacji (także przy braku wzmianki w dokumentacji lekarskiej), że była badana per rectum przez lekarza kierującego ją do szpitala. Nie została też poinformowana o konieczności wykonania lewatywy, ani zapytana, czy kiedykolwiek miała wykonywaną lewatywę. Lekarz wydał jedynie pisemne zalecenie przygotowania pacjentki do operacji rektoskopii. Należy zwrócić uwagę, że w skierowaniu mowa była o krwawiących żylakach. Jak wyjaśnił to biegły jest to szerokie pojęcie i może obejmować kolejno: plamienie, oddawanie stolca z krwią, w skrajnych przypadkach krwotok, który powoduje konieczność natychmiastowej interwencji. Lekarz przyjmujący nie ustalił nawet, z którym stopniem ma do czynienia. Także pielęgniarka, która wykonywała lewatywę nie zapytała pacjentki czy miała wcześniej wykonywaną lewatywę, czy nie wykonała jej np. samodzielnie w domu, czy wcześniej coś jadła, ewentualnie kiedy ostatni raz coś jadła i kiedy się ostatnio wypróżniała. Nikt też nie rozważył możliwości zastosowania innego, mniej inwazyjnego sposobu przeczyszczenia jelit, o którym wspomniał biegły Ź. tj. poprzez podanie odpowiedniego płynu do wypicia, mimo, że jak wynika z ustaleń sądu stosowne preparaty znajdowały się na Oddziałe . Po dokonaniu wlewu pielęgniarka pozostawiła pacjentkę samą, bez opieki, w toalecie. Jak zostało to ustalone w toku postępowania nie ma szpitalu praktyki, by pielęgniarka czuwała przy pacjencie po wykonaniu lewatywy (jak stwierdził biegły, nie jest to możliwe w realiach polskich szpitali, gdy pielęgniarka ma pod opieką kilkudziesięciu pacjentów). Nie wzięła jednak pod uwagę pielęgniarka K. W., że ma do czynienia z pacjentką 73 – letnią, która została przyjęta na oddział bez żadnych badań specjalistycznych .Co więcej udzieliła jej niewłaściwej wskazówki, że ma oddać stolec dopiero wówczas, gdy będzie odczuwać silne parcie. Powstrzymywanie wypróżnienia prowadzi bowiem do zwiększenia ciśnienia w odbytnicy , co w tym przypadku zdaniem biegłego najprawdopodobniej spowodowało jej pękniecie. Należy także zauważyć, że już po opuszczeniu łazienki nie zaopiekowano się powódką we właściwy sposób. Sama powódka twierdziła, że wówczas zemdlała i dalej już nic nie pamięta z tego i następnego dnia. Całkowita utrata świadomości wydaje się wątpliwa, ze względu na fakt, że jeszcze tego samego dnia zgłosiła pielęgniarce dolegliwości a następnego podpisała zgodę na operację i rozmawiała ze swoją córką, ale niewątpliwie zasłabnięcie musiało mieć miejsce. Po pierwsze powódka nie mogła samodzielnie opuścić łazienki. Jej złe samopoczucie zgłosił pielęgniarkom inny pacjent. Na koniec wreszcie, jak przyznała sama K. W., w postępowaniu przed Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej, pacjentka została przeniesiona przez nią i dwie inne pielęgniarki z łazienki do sali chorych. Musiało się zatem w łazience wydarzyć omdlenie , skoro osoba sprawna i na tyle dobrze się czująca, że pielęgniarka nie zawahała się pozostawić jej samej po wykonanym zabiegu, po kilkunastu minutach nie była w stanie o własnych siłach opuścić pomieszczenia. Nikt nie zainteresował się tym nagłym zasłabnięciem pacjentki, ani nie zawiadomił lekarza. Jak zeznała K. W., lewatywa była wykonywana krótko po rozpoczęciu przez nią dyżuru (godz. 18 00). Tymczasem lekarz został zawiadomiony o złym samopoczuciu pacjentki o godzinie 21 00, gdy zaczęła się uskarżać na drętwienie rąk, sztywność rąk i drętwienie twarzy. W trakcie badania per rectum w dniu 5 kwietnia 2009 r. po godzinie 21 stwierdzono obrzęk w okolicy odbytu i wypływającą treść. Pod wpisem widnieje pieczątka i podpis Z-cy Ordynatora Oddziału Chirurgii Ogólnej i Naczyń lek. med. P. H.. Z wpisów do karty obserwacji wynika, że lekarz sądził, że ma do czynienia z objawami tężyczki (do których należą m. in. drętwienie i mrowienie). Mimo stwierdzenia obrzęku okolicy odbytu nie podjął żadnych kroków w celu ustalenia przyczyn jego powstania. Widząc wypływającą treść nie mógł tego nie skojarzyć z efektem lewatywy. Najprawdopodobniej nikt mu nie powiedział o tym, że po wykonaniu lewatywy pacjentka nie mogła wyjść o własnych siłach z toalety (fakt ten nie został odnotowany w Karcie Indywidualnej Pielęgnacji). W takim przypadku mamy do czynienia z brakiem właściwej komunikacji między członkami personelu medycznego. Jeśli natomiast lekarz miał taką informacje i zignorował ją, to dalsze pozostawienie pacjentki w takim stanie, po zaaplikowaniu jej wyłącznie wapna i relanium było jego zawinionym błędem. Trudno w tych okolicznościach zgodzić się z twierdzeniem biegłego Ź., że „czas reakcji zespołu był dobry”. W tym przecież czasie tj. między godziną 19 00 5 kwietnia 2009 r. a godziną 16 00 dnia następnego, kiedy to rozpoczęto pierwszą operację powstał krwiak wymagający operacyjnego nacięcia. Doszło do rozwoju miejscowego zakażenia tkanek około - odbytniczych i martwicy samej odbytnicy, co z kolei wymagało przeprowadzenia dwóch kolejnych operacji w dniach 7 i 9 kwietnia 2009 r. Czas reakcji można by określić mianem dobrego, gdyby liczyć go od momentu stwierdzenia istnienia krwiaka około - odbytniczego, co miało miejsce w dniu 6 kwietnia 2009 r. Nie ulega jednak wątpliwości, że personel szpitala miał informacje o tym, że tuż po wykonaniu lewatywy pacjentka się źle poczuła (nie mogła poruszać się o własnych siłach), oraz, że po lewatywie pojawił się obrzęk okolicy odbytu. Okoliczności te nie spowodowały jednak żadnej reakcji przez 15 kolejnych godzin.

art. 30 ustawy „o zawodach lekarzy i lekarza dentysty ” lekarz ma obowiązek udzielać pomocy lekarskiej w każdym przypadku, gdy zwłoka w jej udzieleniu mogłaby spowodować niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia oraz w innych przypadkach niecierpiących zwłoki. Sam biegły zresztą w dalszej części uzupełniającej opinii ustnej stwierdził, że czas reakcji lekarzy „ nie był mocno spóźniony”, co jednak trudno utożsamiać z czasem „dobrym”. Sąd dał wiarę temu, że kolejne operacje, którym była poddana powódka należały do bardzo ciężkich i wymagających wiedzy, umiejętności i doświadczenia zawodowego. Nie ma także sporu co do tego, że należały do operacji ratujących życie. Do sytuacji takiej nie doszłoby jednak , gdyby pacjentka została należycie poinstruowana przez lekarza albo pielęgniarkę przed lewatywą , gdyby znajdowała się pod właściwą opieka medyczną niezwłocznie po zasłabnięciu , gdyby została niezwłocznie zdiagnozowana i udzielono by jej, również bez zwłoki, należytej pomocy lekarskiej. Przecież zakażenie nie powstało automatycznie, tylko z powodu samego pęknięcia odbytnicy. Biegły Ź. pisał o nim jako o rozwijającym się (k. 446) a zatem był to proces postępujący. Nawet, gdyby nie udało się go w ogóle uniknąć, to z pewnością można by ograniczyć jego zasięg a tym samym i powstanie martwicy odbytnicy o takich rozmiarach, że konieczne było wycięcie jej w całości wraz z odbytem. Mogło by też to pozwolić na uniknięcie dalszych powikłań septycznych (sepsy) a tym samym i skutków o charakterze neurologicznym (niedowładu kończyn dolnych). „Do obowiązków lekarzy oraz personelu medycznego należy podjęcie takiego sposobu postępowania (leczenia), które gwarantować powinno, przy zachowaniu aktualnego stanu wiedzy i zasad staranności, przewidywalny efekt w postaci wyleczenia, a przede wszystkim nie narażenie pacjentów na pogorszenie stanu zdrowia” (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 10 lutego 2010 r., V CSK 287/09, LEX nr 786561) Reasumując, stwierdzić należy, że powódka zgłosiła się do Oddziału Chirurgii Ogólnej, Onkologicznej i Naczyń (...) Szpitala (...) w T. w dobrym stanie zdrowia (pomijając przyczynę dla której tam się stawiła). W wyniku przeprowadzonego w zakładzie opieki zdrowotnej zabiegu lewatywy doszło do zakażenia tkanek około – odbytniczych i martwicy samej odbytnicy, co z kolei doprowadziło do amputacji odbytnicy wraz z odbytem oraz założenia stomii. Dodatkowo doszło do powikłań w postaci zapalenia płuc i sepsy, co w dalszej kolejności spowodowało następstwa o charakterze neurologicznym (w postaci niedowładu nóg), co zostało potwierdzone przez biegłych lekarzy neurologa i neurochirurga. Jak już wcześniej wspomniano, nie ma konieczności wskazywania w niniejszej sprawie konkretnej osoby, której można by przypisać winę w rozumieniu art. 415 kc. Można by w tym przypadku mówić np. o winie lekarza przyjmującego, który sam nie wykonał, ani nie zlecił wykonania żadnych badań, mimo informacji o krwawiących żylakach. Jak stwierdził biegły Ź., nie skierowałby do szpitala ponad 70 – letniej pacjentki z żylakami odbytu bez badania endoskopowego (ze względu na wiek), chyba że zachodziłaby „nagłość”. Jest to zarzut oczywiście wobec lekarza kierującego, ale w takim samym stopniu odnosi się do lekarza przyjmującego, który nie zainteresował się tym w jakim stanie znajdują się żylaki , z powodu których pacjentka znalazła się w szpitalu a przyjmując pacjentkę nie posiadał żadnych wyników badań. Wysoce prawdopodobne jest , że winę ponosi pielęgniarka K. W., która udzieliła powódce pouczenia( o wstrzymywaniu wypróżnienia i czekaniu na silne parcie), którego wykonanie doprowadziło, najprawdopodobniej , do pęknięcia odbytnicy, pozostawiając przy tym pacjentkę w podeszłym wieku samą w łazience. Jak wynika z zeznań biegłego R. Z. w zbiorniku odbytnicy dochodzi po lewatywie do wzmożonego ciśnienia . U ludzi starszych zwieracz odbytu jest słabszy. Wobec tego oddanie stolca ,po lewatywie , u ludzi starszych jest szybsze. ( k523- 523v transkrypcja) Doświadczona pielęgniarka powinna o tym wiedzieć i nie powinna udzielać 73 letniej pacjentce informacji aby wstrzymywała oddanie stolca. Pielęgniarka ta nie wyciągnęła też żadnych wniosków z faktu, że musiała wraz z koleżankami wynieść pacjentkę z łazienki i zanieść ją na salę chorych. Nie dociekała przyczyn jej stanu, nie odnotowała tego w dokumentacji i prawdopodobnie nie wspomniała o tym dyżurującemu lekarzowi. Nie można jednak wykluczyć również winy tego ostatniego. Nawet jeśli nie wiedział o zdarzeniu w łazience, to powinien zainteresować się przyczynami powstania obrzęku w okolicy odbytu, zwłaszcza po przeprowadzeniu lewatywy (o czym świadczyła wypływająca treść), w kontekście tego, że pacjentka miała być poddana zabiegowi usunięcia żylaków odbytu. Wreszcie nie sposób nie wspomnieć o ewentualnej winie organizacyjnej samego szpitala. Pielęgniarka K. W. w swoich zeznaniach podała, że pozostawiła powódkę w łazience, gdyż musiała iść wykonywać inne czynności a poza tym nie ma potrzeby pozostawania z pacjentem po tak rutynowym zabiegu, jak lewatywa. Poniekąd przyznał jej rację biegły Ź., twierdząc, że w realiach polskich szpitali, gdy 3 pielęgniarki mają pod opieką 40 – 60 pacjentów, zapewnienie dokładnej opieki każdemu z nich nie jest możliwe. Zapewne stąd mogą brać się niedokładności, błędy, czy też, tak jak np. w niniejszej sprawie, brak właściwej komunikacji między członkami zespołu medycznego. W tym przypadku chodzi o winę organizacyjną szpitala. Nie może bowiem obciążać pacjenta, niezależnie od sytuacji finansowej szpitala, jego poziomu (a w tym przypadku mowa jest jednak o szpitalu specjalistycznym), ilości zatrudnionych w nim osób i ustalonego systemu dyżurów, ryzyko braku właściwej opieki medycznej i pielęgniarskiej. Jeżeli podmiot opieki zdrowotnej podejmuje się wobec określonego pacjenta przeprowadzenia konkretnej operacji, to winien mu zapewnić takie warunki pobytu, leczenia i opieki, by nie narażać jego zdrowia na szwank. Innymi słowy, jeśli pielęgniarski z powodu zbyt małej ich liczby nie są w stanie sprostać wymogom sprawowania należytej opieki nad pacjentami, to jest to wina o charakterze organizacyjnym leżąca po stronie podmiotu wykonującego świadczenia lecznicze. W tym zakresie Sąd Okręgowy nie może zgodzić się z tezą przyjęta we wspomnianej opinii, jakoby brak należytej opieki pielęgniarskiej był w tym przypadku usprawiedliwiony „Wszelkiego rodzaju zaniedbania organizacyjne, techniczne i inne, niewchodzące ściśle w zakres sztuki lekarskiej (np. dotyczące niezapewnienia pacjentowi bezpieczeństwa pobytu w zakładzie leczniczym, zwłoki w udzieleniu zabiegu, pozostawienia ciała obcego w polu operacyjnym, podjęcia się zabiegu, do którego lekarz nie był kwalifikowany, dokonania zabiegu bez zgody pacjenta albo gdy zgoda była wadliwa, niepoinformowania pacjenta o diagnozie, konieczności odpowiednich badań, o ryzyku i skutkach zabiegu, o stosowaniu zapisanych leków czy postępowaniu po zabiegu, odmowy przyjęcia chorego w ciężkim stanie do szpitala), sąd może ocenić samodzielnie, bez potrzeby powoływania biegłych albo nawet wbrew opinii biegłych, które mogą nie być wiarygodne” (Glosa do wyroku SN z dnia 10 lutego 2010 r., V CSK 287/09 [w:] M. Nesterowicz, Prawo medyczne. Komentarze i glosy do orzeczeń sądowych, WK 2017). Jak już wspomniano, niezależnie od tego, kto ponosi winę za rozstrój zdrowia powódki, to odpowiedzialność za jego spowodowanie spoczywa na szpitalu. Podstawę stanowić tu będzie przepis art. 415 kc, bez względy na to czy będzie stanowił on podstawę samodzielną, czy też występował w zw. z przepisem art.430 kc. Konstrukcja odpowiedzialności deliktowej opiera się na trzech przesłankach: - zawinionym działaniu (lub zaniechaniu) wyrządzającym szkodę; - powstaniem owej szkody; - związku przyczynowym między działaniem (lub zaniechaniem), a powstałą szkodą. O zawinionym działaniu (zaniechaniu) po stronie (...) Szpitala (...) w T. była mowa wyżej. W niniejszej sprawie nie ulega wątpliwości, że u powódki wystąpiła szkoda w postaci znacznego uszczerbku na jej zdrowiu w postaci: - amputacji odbytnicy i odbytu i wprowadzeniu tzw. sztucznego odbytu (stomii) z koniecznością wypróżniania się do worków stomijnych; - zapalenia płuc i powikłań septycznych (sepsy), które spowodowały niedowład obu kończyn dolnych (polineuropatii) – obecnie w wyniku rehabilitacji ograniczony do nieznacznego osłabienia zginania grzbietowego (do góry) obu stóp, wyraźniej prawej, oraz zaburzenie czuciowe w postaci przeczulicy. Ponadto poniosła szkodę w postaci konieczności prawie 4- miesięcznego pobytu w szpitalu, w tym przez wiele dni w stanie ciężkim, zagrażającym życiu i w śpiączce farmakologicznej. Obecnie z powodu korzystania ze stomii nie może pozostawać pod opieką swojej córki w jej mieszkaniu, jak również udzielać się w jakikolwiek sposób towarzysko (musi mieć zapewniony stały dostęp do toalety, co jest niedogodne i krępujące). W ocenie sądu orzekającego wątpliwości nie budzi też ustalenie związku przyczynowego między działaniami (zaniechaniami) personelu medycznego szpitala a wystąpieniem szkody po stronie powódki. Pierwotną przyczyną dalszych powikłań stanu zdrowia pacjentki było pękniecie odbytnicy pod wpływem narastającego w niej ciśnienia wywołanego zabiegiem lewatywy. Jest to ,jak wskazywali biegli, rzadki i trudny do przewidzenia skutek wspomnianego zabiegu. Mogło jednak do niego nie dojść, gdyby pacjentka została prawidłowo poinstruowana co do dalszego zachowania po przeprowadzeniu zabiegu. Skoro jednak już do tego doszło, wymagana była niezwłoczna interwencja lekarska. Nie doszło jednak do niej, z powodu, opisanych wcześniej, zaniechań personelu medycznego, w przeciągu kilkunastu kolejnych godzin. Skutkiem tego było wystąpienie miejscowego zakażenia tkanek około – odbytniczych i stanu martwicy odbytnicy. Jak słusznie wskazano w uzasadnieniu postanowienia o umorzeniu postępowania wyjaśniającego Okręgowego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej z 25 maja 2011 r. (k. 105) - „istnieje bezpośredni związek czasowy wystąpienia objawów niepożądanych z wykonaniem lewatywy u pacjentki przygotowanej do planowanej operacji żylaków odbytu. Konieczność odstąpienia od zaplanowanego zabiegu operacyjnego i wykonania dwóch operacji ze wskazań życiowych była następstwem powikłań po lewatywie”. Dodać należy, że niewłaściwie zdiagnozowanych i co do których nie podjęto niezwłocznej interwencji. W trakcie tychże operacji dokonano wycięcia odbytnicy wraz z odbytem, i założenia stomii. Doszło jednak do powikłań w postaci zapalenia płuc i sepsy. Ich skutkiem było z kolei wystąpienie u powódki niedowładu kończyn dolnych. Istnieje zatem ewidentny związek przyczynowo - skutkowy między zachowaniem (zaniechaniem) personelu medycznego szpitala a uszczerbkiem na zdrowiu Z. T.. „Związek przyczynowy jest kategorią obiektywną i należy go pojmować jako obiektywne powiązanie ze sobą zjawiska nazwanego "przyczyną" ze zjawiskiem określonym jako "skutek". Ustawodawca wprowadzając w art. 361 § 1 k.c. dla potrzeb odpowiedzialności cywilnej ograniczenie odpowiedzialności tylko za normalne (typowe, występujące zazwyczaj) następstwa działania lub zaniechania, z których szkoda wynikła, nie wprowadza pojęcia związku przyczynowego w rozumieniu prawnym, odmiennego od istniejącego w rzeczywistości. Ogranicza tylko odpowiedzialność do wskazanych w przepisie normalnych (adekwatnych) następstw. Istnienie związku przyczynowego jako zjawiska obiektywnego jest determinowane określonymi okolicznościami faktycznymi konkretnej sprawy i dlatego istnienie związku przyczynowego bada się w okolicznościach faktycznych określonej sprawy” (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 8 grudnia 2005 r. III CK 298/05 , LEX nr 172174). Wystąpienie zakażenia i martwicy odbytnicy w wyniku jej pęknięcia i braku niezwłocznej interwencji jest naturalnym skutkiem tego stanu rzeczy. Podobnie niczym nienaturalnym, ani szczególnie zaskakującym nie jest wystąpienie powikłań septycznych po ciężkich operacjach, zwłaszcza u osoby w podeszłym wieku. Również wystąpienie skutków o charakterze neurologicznym w wyniku powikłań septycznych jest zjawiskiem naturalnym i adekwatnym w stosunku do przyczyny, co wynika z opinii neurologa i neurochirurga. Reasumując, sąd doszedł do wniosku, że (...) Szpital (...) w T. ponosi odpowiedzialność za uszczerbek na zdrowiu, który poniosła powódka w związku z pobytem w tymże Szpitalu i związane z tym cierpienia o charakterze fizycznym i psychicznym Przepis art. 445 § 1 k.c. w nawiązaniu do art. 444 k.c. stanowi, że sąd może przyznać poszkodowanemu w razie uszkodzenia ciała lub wywołania rozstroju zdrowia odpowiednią sumę tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę. Chodzi tu o krzywdę (szkodę niemajątkową) ujmowaną jako cierpienie fizyczne, a więc ból i inne dolegliwości oraz cierpienia psychiczne, to jest ujemne uczucia przeżywane w związku z cierpieniami fizycznymi. Zadośćuczynienie ma na celu przede wszystkim złagodzenie tych cierpień, ale jego wysokość nie może być dowolna, ściśle musi uwzględniać stopień doznanej krzywdy. Dlatego też ustawodawca wyraźnie zastrzegł, że ma to być odpowiednia suma tytułem zadośćuczynienia. Jest to rekompensata za całą krzywdę i przyznaje się ją jednorazowo. „W przypadku naruszenia zdrowia, obok życia najcenniejszego dobra osobistego człowieka, zadośćuczynienie powinno być ustalone w takiej wysokości, aby nie doszło do deprecjacji tego dobra, a umożliwiło ono poszkodowanemu złagodzenie doznanej krzywdy” (wyrok Sądu Apelacyjnego w Szczecinie z dnia 25 maja 2017 r., I ACa 70/17, LEX nr 2352746) . Powódka przed pobytem w szpitalu była osobą w zasadzie zdrową, samodzielną i aktywną życiowo, mimo podeszłego wieku. Odniesiony przez nią uszczerbek na zdrowiu ma charakter trwały i nieodwracalny. Do końca życia będzie zmuszona do korzystania z tzw. sztucznego odbytu, co związane jest z licznymi niedogodnościami i ograniczeniami (dla niej i osób najbliższych), pomijając, że jest to dla niej sytuacja wysoce krępująca. Nie może np. korzystać ze stałej opieki swojej córki, mieszkając z nią w tym samym mieszkaniu, gdyż musi mieć nieograniczony dostęp do oddzielnej toalety. Wymaga to dojazdów ze strony córki ewentualnie zatrudnienia opiekunki, co wiązać się będzie z dodatkowymi kosztami (przy ograniczonych dochodach powódki). Z. T. musiała też zrezygnować z tego samego powodu z życia towarzyskiego. Nie odwiedza nikogo, ani nie zaprasza gości. Ma trudności w poruszaniu się ze względu na przebyty niedowład nóg (obecnie ograniczony). Musiał się poddawać się rehabilitacji. Przez wiele miesięcy chodziła o kuli a wcześniej przy balkoniku Na wysokość świadczenia przyznanego przez sąd wpływ miał również zakres doznanej krzywdy fizycznej i psychicznej związany z pobytem w szpitalu. Trwał on prawie 4 miesiące. W tym czasie przez wiele dni pacjentka znajdowała się w stanie ciężkim, zagrażającym życiu. Była wprowadzona w stan śpiączki farmakologicznej. Przebyła sepsę i zapalenie płuc. Nie można tracić z pola widzenia, że jest ona osobą starszą a zatem znoszącą z większym trudem tego rodzaju cierpienia. „O wysokości zadośćuczynienia powinien decydować rozmiar cierpień jakich doznał pokrzywdzony - tak fizycznych, jak i psychicznych. Rozmiar ten należy każdorazowo określić na podstawie zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego. Przyznana suma pieniężna zadośćuczynienia ma stanowić ekwiwalent poniesionej szkody niemajątkowej wynagradzający doznane cierpienia oraz mający ułatwić przezwyciężenie ujemnych przeżyć, aby w ten sposób przynajmniej częściowo przywrócona została równowaga zachwiana na skutek doznanego wypadku. Oceniając rozmiar doznanej krzywdy, trzeba zatem wziąć pod uwagę całokształt okoliczności, a więc nie tylko procent uszczerbku, lecz także intensywność cierpień i czas ich trwania oraz nieodwracalność następstw wypadku, konieczność korzystania z pomocy innych osób oraz inne czynniki podobnej natury”(wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z dnia 28 marca 2017 r., I ACa 1481/16, LEX nr 2306324 ) „Zadośćuczynienie to suma pieniężna, która ma naprawić krzywdę wyrządzoną powodowi. Ustawodawca nigdzie nie sprecyzował sposobu ustalenia wysokości zadośćuczynienia, odwołując się do sędziowskiego uznania, opartego na całokształcie okoliczności sprawy. Decydującym kryterium jest rozmiar krzywdy, cierpienia fizyczne w postaci bólu i innych dolegliwości oraz cierpienia psychiczne polegające na ujemnych doznaniach przeżywanych w związku z cierpieniami i następstwami, zwłaszcza trwałymi lub nieodwracalnym, uszkodzeniem ciała lub rozstrojem zdrowia. Przy czym w pojęciu krzywdy mieszczą się nie tylko cierpienia fizyczne i psychiczne już doznane, ale również te, które mogą powstać w przyszłości Zadośćuczynienie jest bowiem świadczeniem jednorazowym i ma naprawić całą wyrządzoną krzywdę (wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi z dnia 21 marca 2017 r., I ACa 1437/14, LEX nr 2282412).” Zasądzona kwota zadośćuczynienia nie może być symboliczna. Musi mieć charakter kompensacyjny (…). Suma ta powinna być bowiem odpowiednia a jej określenie musi uwzględniać wszystkie okoliczności sprawy, co nie zmienia faktu, że zależy od swobodnego uznania sędziowskiego” (wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi, z dnia 22 marca 2017 r., I ACa 1183/16, LEX nr 2282410). Mając na względzie wszystkie wskazane wyżej okoliczności i podzielając poglądy wyrażone w cytowanych orzeczeniach Sąd Okręgowy uznał, że adekwatną kwotę w stosunku do nieodwracalnego charakteru uszczerbku na zdrowiu i rozmiaru fizycznych i psychicznych cierpień powódki stanowić będzie suma 150.000,-,zł. Przypomnieć należy, że takiej właśnie pierwotnie kwoty w postępowaniu likwidacyjnym (ubezpieczeniowym) domagała się Z. T.. Zdaniem Sądu wówczas potrafiła obiektywnie oszacować zakres swojej krzywdy. W ocenie sądu było to rozsądne i niewygórowane żądanie. Dlatego też orzeczono jak w punkcie pierwszym, oddalając powództwo w pozostałej części (punkt trzeci wyroku). Odpowiedzialność pozwanego Zakładu ustalono w oparciu o zawartą na podstawie Rozporządzenia Ministra Finansów z 28 grudnia 2007 r. „w sprawie obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej świadczeniodawcy udzielającego świadczeń opieki zdrowotnej” umowę odpowiedzialności cywilnej (Dz. U. nr 3, poz. 10 z 2008 r. z późn. zm.), tj. umowę między (...) Szpitalem (...) w T. a (...) S. A. z siedzibą w W. (polisa nr (...)).

§ 2

ust.1wymienionego rozporządzenia ubezpieczeniem OC jest objęta odpowiedzialność cywilna świadczeniodawcy udzielającego świadczeń opieki zdrowotnej, za szkody wyrządzone w następstwie działania lub zaniechania ubezpieczonego, w okresie trwania ochrony ubezpieczeniowej, podczas udzielania świadczeń opieki zdrowotnej wykonywanych na podstawie umowy o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej. Z kolej w myśl art. 9 ust. 1 Ustawy z dnia 22 maja 2003 r. „O ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (Dz. U. nr 124,poz. 1152 z 2003 r. z późn. zm.) umowa ubezpieczenia obowiązkowego odpowiedzialności cywilnej obejmuje odpowiedzialność cywilną podmiotu objętego obowiązkiem ubezpieczenia za szkody wyrządzone czynem niedozwolonym (…).

art. 14 wskazanej ustawy:

  1. Zakład ubezpieczeń wypłaca odszkodowanie w terminie 30 dni licząc od dnia złożenia przez poszkodowanego lub uprawnionego zawiadomienia o szkodzie.
  2. W przypadku gdyby wyjaśnienie w terminie, o którym mowa w ust. 1, okoliczności niezbędnych do ustalenia odpowiedzialności zakładu ubezpieczeń albo wysokości odszkodowania okazało się niemożliwe, odszkodowanie wypłaca się w terminie 14 dni od dnia, w którym przy zachowaniu należytej staranności wyjaśnienie tych okoliczności było możliwe, nie później jednak niż w terminie 90 dni od dnia złożenia zawiadomienia o szkodzie, chyba że ustalenie odpowiedzialności zakładu ubezpieczeń albo wysokości odszkodowania zależy od toczącego się postępowania karnego lub cywilnego. W terminie, o którym mowa w ust. 1, zakład ubezpieczeń zawiadamia na piśmie uprawnionego o przyczynach niemożności zaspokojenia jego roszczeń w całości lub w części, jak również o przypuszczalnym terminie zajęcia ostatecznego stanowiska względem roszczeń uprawnionego, a także wypłaca bezsporną część odszkodowania.
  3. Jeżeli odszkodowanie nie przysługuje lub przysługuje w innej wysokości niż określona w zgłoszonym roszczeniu, zakład ubezpieczeń informuje o tym na piśmie osobę występującą z roszczeniem w terminie, o którym mowa w ust. 1 albo 2, wskazując na okoliczności oraz podstawę prawną uzasadniającą całkowitą lub częściową odmowę wypłaty odszkodowania, jak również na przyczyny, dla których odmówił wiarygodności okolicznościom dowodowym podniesionym przez osobę zgłaszającą roszczenie. Pismo zakładu ubezpieczeń powinno zawierać pouczenie o możliwości dochodzenia roszczeń na drodze sądowej. Powódka po raz pierwszy zwróciła się o wypłatę odszkodowania na podstawie art. 445 § 1 kc , za pośrednictwem fundacji (...) pismem z 18 września 2011 r. adresowanym do (...) Szpitala (...) w T.. Ten przekazał pismo pozwanemu nie później niż w dniu 23 września 2011 r.. Wniosek ten winien być rozpatrzony nie później niż w ciągu 90 dni (w sprawie nie toczyło się postępowanie cywilne, ani karne). Ostatecznie pozwany Zakład poinformował powódkę o całkowitej odmowie wypłaty odszkodowania pismem z dnia 5 kwietnia 2012 r. a zatem ze znacznym przekroczeniem wspomnianego terminu. Niezależnie od tego strona powodowa domaga się zsadzenia odsetek właśnie od tej daty.

art. 455 świadczenie powinno być spełnione niezwłocznie po wezwaniu dłużnika do wykonania. W tym przypadku mamy do czynienia jeszcze z ustawowym wydłużeniem tego terminu. Sąd nie mógł wykroczyć poza żądanie powoda i przyjąć wcześniejszą datę powinności spełnienia żądania, dlatego też przyjął datę wskazaną w pozwie. Od niej też zasądził na rzecz powódki odsetki ustawowe od zasądzonej kwoty a od 1 stycznia 2016 r. odsetki ustawowe za opóźnienie. Sąd Okręgowy ponadto ustalił w oparciu o przepis art. 189 kpc i odpowiedzialność cywilną pozwanego za przyszłe ewentualne skutki zdarzenia z 5 kwietnia 2009 r. Podzielił przy tym powszechnie przyjęty w orzecznictwie pogląd, że pod rządem art. 442 1 § 3 k.p.c. (a zatem także po 10 sierpnia 2007 r.) powód dochodzący roszczenia o naprawienie szkody na osobie może mieć interes prawny w ustaleniu odpowiedzialności pozwanego za szkody mogące powstać w przyszłości (wyrok Sądu Najwyższego z 11 marca 2010 r., IV CSK 410/09, LEX nr 678021, uchwała Sądu Najwyższego z dnia 24 lutego 2009 r., III CZP 2/09, OSNC 2009, nr 12, poz. 168, wyrok Sądu Najwyższego z 8 sierpnia 2012 r ., I CSK 40/12 LEX Nr 1228579, wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z 26 listopada 2014 r., V ACa 494/14, LEX nr 1651853). Przesądzenie w sentencji wyroku zasądzającego świadczenie odszkodowawcze o odpowiedzialności pozwanego za szkody mogące powstać w przyszłości zwalnia poszkodowanego z obowiązku udowodnienia istnienia wszystkich przesłanek odpowiedzialności podmiotu, na którym odpowiedzialność taka już ciąży. W niniejszej sprawie nie da się wykluczyć zaistnienia w przyszłości dalszych, negatywnych dla powódki, skutków przedmiotowego zdarzenia. Ze względu na rozmiar i charakter poniesionego już do chwili obecnej uszczerbku na zdrowiu, możliwe jest zarówno wystąpienie komplikacji związanych z korzystaniem ze stomii, jak i pogłębienie dolegliwości o charakterze neurologicznym. Dlatego też orzeczono jak w punkcie drugim. W punkcie czwartym i piątym wyroku sąd odniósł się do kwestii kosztów. Żądanie dotyczyło kwoty 200.000-, zł , zatem opłata stosunkowa od pozwu winna wynieść 10.000-, zł (art. 13 ust 1 ustawy „o kosztach sądowych w sprawach cywilnych” z 28 lipca 2005 r., poz. 1025 z późn. zm.). Powódka została zwolniona od ponoszenia kosztów sądowych w całości a zatem i od opłaty, która nie została dotychczas uiszczona.

art. 108 § 1 kpc sąd zobowiązany jest do rozstrzygnięcia o kosztach w każdym orzeczeniu kończącym sprawę w danej instancji. Zasadą jest, że strona przegrywająca sprawę ponosi koszty postępowania, zaś w razie częściowego uwzględnienia roszczenia koszty są rozdzielane proporcjonalnie (art. 98 i 100 kpc). Powódka domagała się zasądzenia na jej rzecz kwoty 200.000-, zł. W wyroku zasądzono na jej rzecz kwotę 150.000-, zł. Wygrała zatem sprawę w 75%. Sąd zobligował ją zatem do uiszczenia kwoty 2.500-,zł tytułem opłaty sądowej, zobowiązując do tego samego pozwanego, z tym, że co do kwoty 7.500-, zł (jako przegrywającego sprawę w ¾) Podobną metodę rozdziału kosztów zastosował też sąd w odniesieniu do kosztów biegłych, które dotychczas ponoszone były przez Skarb Państw. Wyniosły one w sumie 6747,97-,zł., w tym; -biegły Ź. – 3.015,10-,zł; -biegły B. – 610,52-,zł; - biegła F. – P. – 392,39-,zł; -biegły M. – 2.729,96-,zł. Łącznie 6747,97zł. 75% od tej łącznej kwoty 6747,97 wynosi 5.060, 97-,zł, zaś 25% - 1.687,00-,zł i tak też, w myśl wskazanych przepisów zasądził sąd od stron postępowania zwrot tymczasowo poniesionych przez Skarb Państwa w toku postępowania wydatków. Ponieważ powódka w niniejszej sprawie zwolniona była od ponoszenia kosztów sądowych, zaś wszelkie wydatki zostały poniesione przez Skarb Państwa, sąd obciążył nimi obie strony we wskazanym wyżej stosunku (art. 113 ust. 1i ust. 2 Ustawy z 28 lipca 2005 r, „o kosztach sądowych w sprawach cywilnych” – tj. Dz. U. z 2014 r., poz. 1025 z późn. zm.), przy czym wobec powódki nakazał ich ściągnięcie z zasądzonego roszczenia. Mając na względzie powyższą zasadę podziału kosztów sąd orzekł też o zwrocie wzajemnych kosztów poniesionych przez strony w toku postępowania. Obie strony poniosły koszty występowania w ich imieniu przez pełnomocników – radców prawnych.

§ 6pkt 6.

rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 28 września 2002 r. „w sprawie opłat za czynności radców prawnych oraz ponoszenia przez Skarb Państwa kosztów pomocy prawnej udzielonej przez radcę prawnego ustanowionego z urzędu” (Dz.U.2002.163.1349 z dnia 2002.10.03 z późn. zm., w wersji obowiązującej od 25 lutego 2012 r. do 13 lutego 2013 r. stawki minimalne radcy prawnego przy wartości przedmiotu sporu do 200.000-, zł wynosiły 3.600-,zł.

§ 2

wskazanego rozporządzenia, zasądzając opłatę za czynności radcy prawnego z tytułu zastępstwa prawnego, sąd bierze pod uwagę niezbędny nakład pracy pełnomocnika, a także charakter sprawy i wkład pracy pełnomocnika w przyczynienie się do jej wyjaśnienia i rozstrzygnięcia. Podstawę zasądzenia opłaty, stanowią stawki minimalne określone w rozdziałach, przy czym opłata ta nie może być wyższa niż sześciokrotna stawka minimalna ani przekraczać wartości przedmiotu sprawy. W ocenie sądu nieporównywalny w niniejszej sprawie jest wkład pracy obu pełnomocników. O ile pełnomocnik strony powodowej wykazywał pełną aktywność w toku postępowania (sporządzenie pozwu, uczestniczenie we wszystkich terminach rozprawy, formułowanie pism procesowych, szczegółowe odnoszenie się do opinii biegłych, składanie zastrzeżeń do opinii i zadawanie biegłym pytań, zarówno w formie pisemnej, jak i ustnej) o tyle aktywność pełnomocnika strony przeciwnej sprowadziła się do napisania odpowiedzi na pozew i udzielenia informacji o odmowie rozważenia możliwości zawarcia ugody. Dlatego też Sąd Okręgowy uznał, doceniając wkład pracy pełnomocnika strony powodowej do wyjaśnienia i rozstrzygnięcia sprawy, że właściwym będzie ustalenie w jego przypadku dwukrotności minimalnego wynagrodzenia tj. kwoty 7.200-,zł. Nie znalazł natomiast podstaw, by podwyższyć stawkę minimalną w odniesieniu do pełnomocnika strony pozwanej. Koszty związane z udziałem pełnomocnika strony powodowej wyniosły łącznie 7.282,80-,zł (7.200-, zł + 17 zł za opłatę od pełnomocnictwa i 65,80-,zł kosztów przesyłek poleconych wysłanych do strony przeciwnej). 75% tej kwoty wynosi 5.462,10-,zł. Taką więc sumę winna zapłacić pozwana powódce. Z kolei koszty udziału pełnomocnika pozwanej wyniosły łącznie z opłatą od pełnomocnictwa 3.617-,zł. 25% od tej kwoty stanowi sumę 904, 25-, zł, którą to z kolei winna zwrócić powódka pozwanej. Po skompensowaniu tych kwot,

art. 100 kpc, pozwana winna zwrócić powódce kwotę 4.557,85-,zł (5.462,10 – 904,25). Tak też orzeczono w punkcie szóstym.

🔗 Do źródła urzędowego

Wyjaśnienie AI na podstawie urzędowego tekstu ustawy. Orientacyjne, nie zastępuje porady prawnej.