(tak uchwała 7 sędziów Sądu Najwyższego z dnia 7 listopada 2008 r., III CZP 72/08, publ. OSNC z 2009 r., z. 2, poz. 20). Wiąże się to z przyjęciem odszkodowawczego charakteru odpowiedzialności członków zarządu za zobowiązania spółki (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 23 października 2008 r., V CSK 130/08, publ. LEX nr 479334). Zgodnie z treścią wymienionego przepisu, roszczenie o naprawienie szkody wyrządzonej czynem niedozwolonym ulega przedawnieniu z upływem lat trzech od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się o szkodzie i o osobie zobowiązanej do jej naprawienia. Jednakże termin ten nie może być dłuższy niż dziesięć lat od dnia, w którym nastąpiło zdarzenie wywołujące szkodę. Zgodzić należy się z pozwanym, że zdarzeniem pierwotnym wywołującym szkodę był brak zapłaty długu przez dłużną spółkę za który to dług ma odpowiadać jej członek zarządu, a nie jak chce powód stwierdzenie bezskuteczności egzekucji po 12 latach od powstania zobowiązania będącego podstawą odpowiedzialności spółki. Z akt sprawy przed Sądem Rejonowym w Poznaniu wynika, że wydany przez ów sąd nakaz zapłaty stwierdza obowiązek zapłaty za przeterminowane i nieuregulowane zobowiązanie dłużnej spółki jeszcze z 2004 roku. Wówczas dłużnik, który wcześniej nie spełnił swojego świadczenia (nie zapłacił ceny), byłby ewentualnie bezskutecznie egzekwowalny, czego konsekwencją byłoby powstanie subsydiarnej odpowiedzialności pozwanego członka zarządu. Inne rozumienie tego przepisu byłoby niezgodne z regułami wykonywania zobowiązań, które tyczą się tak dłużnika (art. 354 § 1 k.c.) jak i wierzyciela-powoda (art. 354 § 2 k.c.). Niepowiązanie początku dziesięcioletniego terminu przedawnieni ze staraniami wierzyciela (poszkodowanego) zmierzającymi do wyegzekwowania należności wobec dłużnika pierwotnego, mogłoby pozostawiać osoby subsydiarnie odpowiedzialne (pozwany) przez dłuższy czas w niepewności. Poszkodowany wierzyciel w ten sposób mógłby manipulować terminem wystąpienia zdarzenia wywołującego szkodę, a przez to odpowiedzialność subsydiarna mogłaby nigdy nie powstać, a tym bardziej nie przedawnić się. Zatem wniesienie pozwu w dniu 10.10.2016 nastąpiło już po upływie terminu przedawnienia a tempore facti z art.
Zastosowanie w sprawie znajduje również adekwatne stanowisko Sądu Najwyższego, które ów zajął w wyroku z dnia 17 maja 2006 r., I CSK 176/05. SN stwierdził, że „... poszkodowany powinien zachować się w swoich sprawach w sposób zapobiegliwy. Jeżeli więc, po powstaniu pierwszych podejrzeń co do osoby sprawcy poszkodowany ma możliwość zdobycia dalszych informacji potwierdzających te podejrzenia, bieg 3 - letniego terminu należy liczyć od chwili, w której przy zachowaniu należytej staranności mógł był takie dalsze informacje zdobyć.”. Przeto, poszkodowany – powód winien po powstaniu stanu prawomocności tytułu egzekucyjnego (9.12.2006), a najpóźniej po powstaniu tytułu wykonawczego (15.01.2007), wszcząć przeciwko dłużnikowi egzekucję. Powiązanie początku trzyletniego terminu przedawnienia z faktyczną wiedzą poszkodowanego (wierzyciela, powoda), w oderwaniu od jego starań zmierzających do ustalenia osoby zobowiązanej do naprawienia szkody (pozwanego), mogłoby pozostawiać tę osobę przez dłuższy czas w niepewności. Powyżej zaprezentowane rozumienie terminów rozpoczęcia biegu przedawniania i powiązanie ich z aktywnością wierzyciela-poszkodowanego stanowi analogię legis do określenia początku biegu przedawniania od dnia, w którym roszczenie stało się wymagalne. Zgodnie bowiem z art. 120 § 1 zd. II k.c. jeżeli wymagalność roszczenia zależy od podjęcia określonej czynności przez uprawnionego, bieg terminu rozpoczyna się od dnia, w którym roszczenie to stałoby się wymagalne, gdyby uprawniony podjął czynność w najwcześniej możliwym terminie. Podjęciem tych czynności będzie zaś w realiach niniejszej sprawy wszczęcie egzekucji przeciwko dłużnej spółce. Z ustalonego stanu faktycznego sprawy wynika, że powód wszczął egzekucję przeciwko dłużnej spółce, lecz dopiero przeszło po 9 latach od uzyskania ww. tytułu. Zasadnie nasuwają się wątpliwości, czy wszczęcie egzekucji po tak długim okresie nie stanowiło jedynie czynności mającej zapobiec przedawnieniu roszczenia, o którym mowa w art. 125 § 1 k.c. W ocenie Sądu, gdyby wierzyciel po otrzymaniu tytułu wykonawczego w styczniu 2007 roku skierował przeciwko dłużnikowi określonemu w tym tytule egzekucję, to dowiedział by się już wówczas o ewentualnej szkodzie i osobie odpowiedzialnej do jej naprawienia. Z doświadczenia zawodowego przyjąć można, że egzekucja trwałaby najwyżej rok, jeśli miałaby się zakończyć umorzeniem wobec jej bezskuteczności (por. czas trwania egzekucji w sprawie wszczętej przez powoda w czerwcu 2016 – niecałe 3 miesiące). Z tych względów Sąd przyjął, że termin przedawnienia a tempore scientiae z art.
zaczął biec zatem najpóźniej 1 stycznia 2008 r. Tymczasem powód wniósł pozew dopiero w dniu 10 października 2016 roku, a więc po upływie trzech lat od dnia, w którym poszkodowany dowiedział by się o szkodzie i osobie obowiązanej do jej naprawienia, gdyby podjął czynności egzekucyjne przeciwko spółce we właściwym czasie. Zatem mimo braku powołania się przez pozwanego na przyczyny uchylające jego odpowiedzialność z art. 299 §2 k.s.h. Sąd oddalił powództwo w całości na koszt powoda jako obejmujące przedawnione roszczenia. SSO Katarzyna Krzymkowska
Wyjaśnienie AI na podstawie urzędowego tekstu ustawy. Orientacyjne, nie zastępuje porady prawnej.