Sygn. akt XIV K 63/17 UZASADNIENIE Sąd ustalił następujący stan faktyczny: Oskarżony S. Ż. (urodzony (...)) i pokrzywdzona G. Ż.
(1)(urodzona (...)) poznali się uczęszczając na dodatkowe zajęcia korepetycyjne z matematyki, przygotowujące do matury, podczas nauki w szkole średniej. W 1993 roku wymienieni zawarli związek małżeński a następnie w roku 1995 na świat przyszedł ich syn G. Ż.
(2). Małżonkowie zaraz po ślubie zamieszkali w domu należącym do rodziców S. Ż. w G. przy ul. (...), gdzie zajmowali jedną kondygnację budynku. Na parterze mieszkali rodzice oskarżonego, zaś kolejne piętro budynku zajmowała siostra oskarżonego A. Z.. G. Ż.
(1)początkowo była aktywna zawodowo, w latach 1988-2002 pracowała w kilku firmach spedycyjnych na terenie G. jako spedytor. Po urodzeniu dziecka podjęła jeszcze na krótko w 2006 r. zatrudnienie także jako spedytor w firmie (...) S.A. Dowód: wyjaśnienia oskarżonego k. 1509, okresy zatrudnienia G. Ż.
(1)k. 1483, informacja z ZUS dot. okresów ubezpieczenia G. Ż. z tytułu zatrudnienia k. 784, zeznania świadków: E. C. k. 37-39, A. Z. k. 256-258, J. Ż.
(1)k. 216-218, wyjaśnienia oskarżonego S. Ż. k. 1509. Podczas pracy w firmie (...) w G. G. Ż.
(1)poznała A. S., zaś podczas zatrudnienia w N. w G. - R. K.. W późniejszym czasie poznała R. O., której syn był rówieśnikiem G. Ż.
(2)i uczęszczał do tej samej szkoły. Za pośrednictwem R. O., G. Ż.
(1)poznała mieszkającą w pobliżu jej miejsca zamieszkania G. B., a za jej sprawą nawiązała znajomość z W. B.. Z kolei L. R. była jej koleżanką jeszcze z czasów nauki w liceum. Z koleżankami tymi G. Ż.
(1)utrzymywała kontakty, spotykała się, L. R. i R. K. odwiedzały wraz ze swoimi mężami małżonków Ż. w ich miejscu zamieszkania w związku z organizowanymi przez nich przyjęciami towarzyskimi. Dowód: zeznania świadków: A. S. k. 46-47, 1504-1508, R. K. k. 474-476, M. K.
(1)k. 456-457, 1511-1514, W. B. k. 66-67, 1353-1375, L. R. k. 58-61, 1349v-1353, R. O. k. 52-54, 1359-1366, G. B. k. 99-102, 1578-1586. Po urodzeniu syna G. Ż.
(1)nie wróciła już na stałe do pracy zawodowej, zajęła się domem i wychowywaniem dziecka. Małżonkowie mieli plany, by w ramach działalności gospodarczej zarejestrowanej na matkę oskarżonego J. Ż.
(1), G. Ż.
(1)świadczyła usługi spedycyjne w miejscu zamieszkania, niemniej działalność w tym zakresie nie została rozwinięta. Około roku 2000 rodzice oskarżonego J. i J. Ż.
(2)sprzedali dom przy ul. (...) a za uzyskane pieniądze kupili m.in. osobne domy - dla siebie i dla syna S.. Od tego czasu S. Ż. wraz z żoną i synem zamieszkał w wolnostojącym, jednorodzinnym, podpiwniczonym, dwukondygnacyjnym domu zakupionym przez jego rodziców w R. przy ul. (...). Na nieruchomości, na której posadowiony jest dom znajduje się nadto warsztat spełniający jednocześnie funkcję garażu. Oskarżony S. Ż. dopiero w dniu 01 października 2013 roku zarejestrował działalność gospodarczą pod nazwą T.M.S. (...)-Usługi z siedzibą w G. przy ul. (...). W ramach tej działalności prowadził początkowo dwa, a następnie jeden kiosk z gazetami pod w/w adresem. Oskarżony działalność tę przejął po swojej matce J. Ż.
(1). Już wcześniej jednak, w trakcie trwania małżeństwa z G. Ż.
(1)oskarżony pracował w kioskach swojej matki, zarządzając pracą w nich, zajmując się zaopatrywaniem w towar i sprzedażą. Dowód: zeznania świadków: E. C. k. 37-39, A. Z. k. 256-258, J. Ż.
(1)k. 216-218, 1400-1401, protokół oględzin domu i dokumentacja fotograficzna z oględzin nieruchomości k. 516-520, 521-540, notatka urzędowa k. 24, wywiad środowiskowy k. 367-369. Jeszcze przed narodzinami syna, w okresie zatrudnienia G. Ż.
(1)zaczęła spotykać się po godzinach pracy ze znajomymi. Podczas tych spotkań spożywany był alkohol. Sytuacje te jednak nie były na tyle częste, by stanowiły istotny problem. Problem z nadużywaniem alkoholu przez G. Ż.
(1)pojawił się dopiero po przeprowadzce do nowego domu. Dowód: zeznania świadków: A. Z. k. 256-258, 1407-1411, J. Ż.
(1)k. 216-218, 1400-1406. Pokrzywdzona nie pracując zawodowo koncentrowała się na prowadzeniu domu, wychowywaniu syna i świadczeniu mu pomocy w nauce. W tym czasie coraz częściej zaczęła sięgać po alkohol. G. Ż.
(1)nie posiadała własnych pieniędzy i gotówkę na bieżące zakupy, jak i alkohol otrzymywała od oskarżonego. Alkohol często był obecny w ich domu, kupował go sam oskarżony, który początkowo spożywał go po pracy czy w weekendy wspólnie z pokrzywdzoną. Do około 2006 roku małżonkowie organizowali też w swoim domu przyjęcia, na które zapraszali znajomych m.in. małżonków R., małżonków K., K. B.
(1), A. B. czy P. W.
(1). G. Ż.
(1)uchodziła za dobrą kucharkę i zawsze podczas tych spotkań były przygotowane potrawy. Zawsze też gospodarz – S. Ż. stawił alkohol, przynosili go też ze sobą goście. Nigdy w towarzystwie nie był poruszany problem choroby alkoholowej G., nie było mowy o powstrzymywaniu się od jego spożywania. G. Ż.
(1)podczas tych imprez alkohol spożywała na równi z innymi, a jako, że była osobą drobną, o małej wadze, zdarzało się jej upijać jako pierwszej. Dowód: zeznania świadków: R. K. k. 474-476, 1413-1415, M. K.
(1)k. 456-457, 1511-1514, L. R. k. 58-61, 1349v-1353, P. W.
(1)k. 1675-1678, K. B.
(1)k. 1534-1535, A. B. k. 798-799, 1419-1420, W. T. k. 789-790, 1517-1519, oświadczenie G. Ż.
(1)– formularz „objawy uzależnienia od alkoholu” k. 782, wyjaśnienia oskarżonego S. Ż. k. 1341-1343. Kiedy oskarżony rano wychodził do pracy a G. Ż.
(1)wyprawiła syna do szkoły, zdarzało się jej spotykać z koleżankami – R. O. czy G. B. i wspólnie z nimi spożywać alkohol. Najczęściej jednak dzwoniła do G. B., prosząc ją, by ta przyszła do niej i to z nią najczęściej spożywała alkohol. Oskarżony co prawda miał pretensje do żony, że ta nadużywa alkoholu, niemniej on także kupował po pracy alkohol i wypijał go w domu. Zdarzało mu się stawić nieco niedysponowanym do pracy, jak i kierować samochodem pod wpływem alkoholu. Fakt ten został stwierdzony podczas kontroli drogowej i skutkował postępowaniem karnym, w wyniku którego oskarżony czasowo utracił uprawnienia do kierowania pojazdami. Przez okres około miesiąca korzystał a pomocy kierowcy J. Ś., który woził go do pracy i po towar. W tym okresie, podczas pracy oskarżony pił codziennie, około 0,5 litra rozrobionej z sokiem wódki. Dowód: zeznania świadków: G. B. k. 99-102, 1578-1586, R. O. k. 52-54, 1359-1366, J. Ś. k. 794-795, 1640-1641, A. Z. k. 256-258, 1407-1411, A. W. k. 149-151, 1370-1372, M. C. k. 203-204, 1377-1379. W listopadzie 2004 roku G. Ż.
(1)po raz pierwszy w związku z nadużywaniem alkoholu zgłosiła się do Ośrodka (...) w G., gdzie stwierdzono u niej zespół zależności alkoholowej. W związku z uzależnieniem od alkoholu G. Ż.
(1)była dwukrotnie hospitalizowana w Szpitalu dla Psychicznie i Nerwowo (...) im. S. K. w S., za pierwszym razem miało to miejsce w okresie od 08 do 22 stycznia 2007 roku, za drugim razem w okresie od 21 do 31 lipca 2008 roku. W obu przypadkach została przywieziona do szpitala przez oskarżonego i przyjęta na oddział w nagłym przypadku, z rozpoznaniem zespołu zależności alkoholowej, za drugim razem także rozpoznaniem zespołu depresyjnego. Zarówno w dniu 22 stycznia 2007 r., jak i w dniu 31 lipca 2008 r. nie potrafiąc wytrwać w leczeniu, oddział opuściła na własną prośbę. Do domu przywiózł ją oskarżony poproszony telefonicznie o zabranie jej ze szpitala. Dowód: dokumentacja lekarska G. Ż.
(1)z Ośrodka (...) w G. k. 782, dokumentacja ze Szpitala dla Psychicznie i Nerwowo (...) im. S. K. w S. k. 113-132, 1500, zeznania świadka M. R.
(1)k. 1529-1534, wyjaśnienia oskarżonego S. Ż. k. 1341-1344. Po krótkich okresach abstynencji G. Ż.
(1)wracała do nałogu. Zaniedbywała wówczas swoje obowiązki, najczęściej leżała, nie gotowała, nie sprzątała, nie zajmowała się dzieckiem, w związku z czym ciężar tych obowiązków spadał na oskarżonego. W sytuacjach trudnych, gdy nie mógł poradzić sobie z problemem, oskarżony dzwonił do swoich rodziców prosząc o pomoc, a ci po jego telefonie od razu przyjeżdżali. Czasami też dzwonił do teściów E. i K. C.
(1), niemniej ci znacznie rzadziej przyjeżdżali w takich sytuacjach. Kilka razy zdarzyło się, że oskarżony wezwał do będącej w ciągu alkoholowym żony lekarza psychiatrę M. R.
(1), a także pielęgniarkę – znajomą jego rodziców – J. S.
(1), która aplikowała G. Ż.
(1)kroplówkę na wzmocnienie. Zdarzało się także, że oskarżony na kilka dni wywoził G. Ż.
(1)do jej rodziców na tzw. „podleczenie”, przy czym z reguły pokrzywdzona po jednym dniu dzwoniła do męża, by zabrał ją do domu. Podczas ostatniego takiego pobytu u rodziców, w maju 2009 roku, znajoma E. C. – pielęgniarka M. R.
(2)zrobiła G. Ż.
(1)zastrzyk witaminowy. Dowód: wyjaśnienia oskarżonego S. Ż. k. 1344, zeznania świadków: E. C. k. 1464-1475, K. C.
(1)k. 1475-1477, J. Ż.
(1)k.216-218, 1400-1406, J. Ż.
(3)k. 1395-1399, A. Z. k. 256-258, 1407-1411, M. R.
(1)k. 1529-1534, M. R.
(2)k. 418v-420v, 1411-1413, J. S.
(1)k. 1535-1536. W dniu 13 maja 2009 roku G. Ż.
(1)udała się do Ośrodka (...) w G. (Przychodnia na ul. (...)). Przyjmujący ją lekarz wypisał jej lek o nazwie H.. W dniu 25 maja 2009 roku pokrzywdzona udała się ponownie na wizytę lekarską w tej Przychodni. W tym czasie prezentowała obniżony nastrój, była wycofana, skarżyła się na uczucie „leku wewnątrz”, była ogólnie osłabiona, nie miała apetytu, skarżyła się na poranne wymioty, zauważalne były u niej drżenia mięśniowe. Lekarz psychiatra rozpoznał u niej zespół odstawienia alkoholu i wystawił jej skierowanie do Szpitala (...) w G., ul. (...). Wśród przepisanych jej leków były: B., A., wit. B1 i B6, D. C., F., H., I.. Z przepisanych leków G. Ż.
(1)w dniu 27 maja 2009 roku wykupiła jedynie F. i D. C.. Dowód: skierowanie do szpitala k. 1500, książeczki RUM k. 1501, informacja z NFZ dotycząca świadczeń i leków refundowanych z NFZ k. 1570, 1571, zeznania świadka M. R.
(1)k. 1529-1534, dokumentacja – historia choroby z Ośrodka (...) w G. k. 782. Oskarżony nie potrafił poradzić sobie z nadużywającą alkoholu żoną. O ile sam także pił alkohol, to z uwagi na obowiązki zawodowe, kontrolował jego ilość. G. Ż.
(1)będąc w ciągu alkoholowym zaniedbywała swoje obowiązki, takie jak przygotowanie posiłku czy zadbanie o porządek w domu, o co oskarżony miał do niej pretensje. Zdarzało się, że w takich sytuacjach nie traktował jej z należytym szacunkiem, poniżał ją i wyzywał. Zdarzało się, że używał wobec niej przemocy, efektem czego były zasinienia na ciele, zwłaszcza pod oczami. Z uwagi na zaburzenia krzepliwości krwi G. Ż.
(1)miała skłonność do pojawiania się samoczynnych małych siniaczków na ciele a także z łatwością nawet po niewielkim urazie np. złapaniu za ramię, pojawiało się u niej nieproporcjonalnie duże zasinienie. G. Ż.
(1)zdarzało się także będąc pod wpływem alkoholu upaść ze schodów czy uderzyć o przedmioty, co także powodowało większe niż normalnie w takich sytuacjach zasinienia na kończynach czy tułowiu. Pod wpływem alkoholu G. Ż.
(1)zachowywała się różnie, raz była wesoła, innym razem awanturowała się, wyzywała oskarżonego. Właśnie z takiego powodu, raz podczas wizyty u nich kuzyna S. Ż., oskarżony, wezwał na interwencję Policję. G. Ż.
(1)niechętnie skarżyła się na złe traktowanie jej przez męża. Początkowo w rozmowach z matką i koleżankami siniaki na ciele tłumaczyła właśnie upadkiem ze schodów, uderzeniem się czy zachowaniem psa. Sporadycznie zwierzała się matce i koleżankom, głównie R. O., L. R., W. B., G. B., R. K., przy czym przekazywane im informacje były ogólnikowe i nie przedstawiały całego obrazu relacji panujących między małżonkami. Dowód: zeznania świadków: A. Z. k. 256-258, 1407-1411 oraz częściowo: E. C. k. 1464-1475, K. C.
(1)k. 1475-1477, J. Ż.
(1)k. 216-218, 1400-1406, J. Ż.
(3)k. 1395-1399, G. Ż.
(2)k. 1630-1640, R. O. k. 52-54, 1359-1366, G. B. k. 99-102, 1578-1586, L. R. k. 58-61, 1349-1353, R. K. k. 474-476, 1413-1415, wyniki badań krwi G. Ż.
(1)k. 1723, opinia sądowo-lekarska pisemna - k. 1826, ustna – k. 1802-1803, nagranie dźwiękowe o charakterze kłótni zarejestrowane na karcie pamięci, ujawnione przez biegłego A. Ż. k. 1042, 1047, zapis na płycie k. 1048, częściowo wyjaśnienia oskarżonego S. Ż. k. 1341-1344. W małżeństwie oskarżonego nie było miłości, a temat rozwodu z G., oskarżony poruszał kilkakrotnie w rozmowach z rodzicami i siostrą, miał pretensje do matki, że to za jej sprawą ożenił się z G.. Nigdy jednak nie uczynił niczego, by zakończyć ten związek. G. Ż.
(1)nie chciała rozwodu, nie miała wiary, że sama poradzi sobie z uwagi na swoje uzależnienie oraz brak dochodów, brak pracy. Obawy w tym zakresie wyrażała wobec L. R.. Dowód: zeznania świadków: A. Z. k. 256-258, 1407-1411, L. R. k. 58-61, 1349-1353, częściowo G. Ż.
(2)k. 1630-1640. By zmotywować G. Ż.
(1)do zaprzestania picia alkoholu oskarżony zaczął nakłaniać ją do sporządzania własnoręcznych pisemnych oświadczeń, w których zobowiązywała się do zachowania abstynencji. Oświadczeń takich G. Ż.
(1)sporządziła kilka, jednym z pierwszych było oświadczenie z 16 października 2007 roku o treści: „Ostatni raz, nie będę od dzisiaj piła i wyruszała.” Początkowo po napisaniu takiego oświadczenia pokrzywdzonej na dłużej udawało się zachować trzeźwość, wkrótce jednak wracała do nałogu. W dniach 10 i 19 marca 2009 roku oskarżony ponownie nakłonił G. Ż.
(1)do sporządzenia kolejnych dwóch oświadczeń. W pierwszym z nich ta oświadczyła, że od następnego dnia przestanie zażywać alkohol, zaznaczając, że w przeciwnym razie zgadza się na przymusowe leczenie oraz na rozwód ze S. Ż.. W kolejnym oświadczeniu wskazała, że nie dotrzymała zobowiązania z 10.03.2009 roku i teraz otrzymała ostatnią szansę, zatem jeszcze raz zobowiązuje się do zaprzestania zażywania alkoholu. Zapewniła, że od dnia 21.03.2009 roku będzie trzeźwa, a jeśli nie dotrzyma słowa, to potwierdza poprzednie zobowiązanie tj. zgadza się na przymusowe leczenie, zgadza się na rozwód z mężem oraz na wyprowadzkę od męża do swojego mieszkania przy ul. (...) w G. (oddziedziczonego po dziadkach). Z kolei mąż zgadza się na przeprowadzenie remontu i umeblowanie mieszkania. Treść tych oświadczeń została podyktowana G. Ż.
(1)przez S. Ż., który także podpisał się pod oświadczeniem z 19 marca 2009 roku. Dowód: oryginały oświadczeń G. Ż.
(1)k. 1669-1669, częściowo wyjaśnienia oskarżonego k. 1342-1347, 1678-1682. Jedną z osób pracujących z kioskach zarządzanych przez S. Ż., od 2006 roku, była M. C., do której oskarżony miał szczególną słabość, bez wzajemności darzył ją uczuciem. G. Ż.
(1)podejrzewała męża o romans z M. C. i skarżyła się matce i koleżankom, że ją zdradza. Dowód: zeznania świadków: A. Z. k. 256-258, 1407-1411, A. W. k. 149-151, 1370-1372, M. C. k. 203-204, 1377-1379, E. C. k. 38, L. R. k. 60, 1352, G. B. k. 1579, 1580. Zważywszy, iż sporządzane przez G. Ż.
(1)oświadczenia na dłużej nie skutkowały, ta wracała do nałogu, nie miała także zamiaru zrealizować swoich zobowiązań wyprowadzenia się od męża, oskarżony powziął zamiar, aby trwale uwolnić się od niej, pozbawiając ją życia. Przed 16 czerwca 2009 roku oskarżony zaczął przeszukiwać sieć internetową poszukując informacji na temat skutecznego sposobu zabicia żony bez pozostawienia śladów. Oskarżony przeszukiwał strony polsko i obcojęzyczne, których tematem były aspekty związane między innymi ze sposobami uduszenia człowieka (w tym przy pomocy poduszki czy foliowego worka), krępowania, obezwładniania przy pomocy chloroformu, zacierania śladów zbrodni. Dowód: opinia biegłego z zakresu informatyki śledczej k. 848-1048, 1537-1541, 1608-1612, protokoły oględzin rzeczy wraz ze zdjęciami k. 1050-1146, 1147-1157, 1158-1159. W dniu 16 czerwca 2009 roku około godz. 13.00 w jednym z pokoi na piętrze budynku doszło do kłótni pomiędzy G. Ż.
(1)i S. Ż.. Oskarżony miał pretensje, że G. Ż.
(1)znowu pije alkohol. W tym czasie jej matka – E. C. po powrocie z pracy, chcąc porozmawiać z córką zadzwoniła na telefon stacjonarny. Telefon odebrał G. Ż.
(2)informując babcię, że rodzice są w pokoju na górze. Po kłótni, pomiędzy godz. 14.30 a 15.30 G. Ż.
(1)wyszła do pobliskiego sklepu położonego u zbiegu ulic (...) w R. celem zakupu alkoholu. Jeszcze przed wyjściem z domu, zawołała do przebywającego wówczas w swoim pokoju na górze syna, czy potrzebuje czegoś ze sklepu, gdyż właśnie się tam wybiera. G. Ż.
(2)zajęty grą komputerową odpowiedział mamie, że niczego nie potrzebuje. G. Ż.
(1)planując szybki powrót do domu, nie zabrała ze sobą telefonu komórkowego, który w tym czasie podłączony był do ładowarki. Po około 15-20 minutach pokrzywdzona powróciła do domu. Dowód: zeznania świadków: E. C. k. 35, 1464, K. C.
(2)k. 140-142, 1524-1528, częściowo G. Ż.
(2)k. 235, 1630, częściowo wyjaśnienia oskarżonego S. Ż. k. 1337, notatka urzędowa sierż. J. K. z KPP w R. k. 13. Oskarżony zdenerwowany sytuacją, że G. Ż.
(1)po raz kolejny nie dotrzymała obietnicy zachowania abstynencji, wykorzystując sytuację, że syn G. przebywał w swoim pokoju na górze budynku zajęty grą, przystąpił do realizacji wcześniej już podjętego zamiaru pozbawienia jej życia, dokonując w nieustalony sposób jej zabójstwa. Wieczorem zadzwonił do swoich rodziców prosząc ich o przyjazd, a gdy ci przybyli zostając w domu z G., oskarżony pod pretekstem szukania żony wyszedł z domu, po czym wykopał z tyłu ogrodu, przy ścianie garażu dół, do którego złożył zwłoki żony. Uprzednio oskarżony mechanicznie oddzielił głowę G. Ż.
(1)od reszty ciała, po czym głowę umieścił w plastikowej reklamówce zawiązując ją na dwa węzły. Dla szybszego rozkładu zwłok, przykrył je warstwą wapna, po czym przysypał ziemią, zaś na wierzch ułożył betonowe płyty. Dowód: zeznania świadków G. Ż.
(2)k. 1630-1640, J. Ż.
(3)k. 1395 (w/w co do kwestii przyjazdu J. i J. Ż.
(3)), K. K.
(2)k. 1642-1643, 1644, P. R. k. 1643-1644, J. G. k. 1674-1675, P. M. k. 1673-1674, protokół przeszukania k. 267-269, protokół oględzin miejsca ujawnienia rzeczy – szczątek zwłok ludzkich k. 270-271, protokół oględzin zewnętrznych zwłok na miejscu ich ujawnienia k. 272-276, ustna opinia biegłych z zakresu medycyny sądowej M. K.
(2), Z. J. i D. P. k. 1587-1595, opinia biegłego M. L. wraz z dokumentacją fotograficzną k. 387-405, protokół oględzin rzeczy – foliowej reklamówki k. 1656-1658, dokumentacja fotograficzna z czynności oględzin k. 1666, zapis zdjęciowy z czynności dot. ujawnienia szczątków zwłok G. Ż.
(1)k. 501 (płyta CD), film z w/w czynności k. 1237 (płyta CD), sprawozdanie z zakresu genetyki sądowej k. 349-356, opinia biegłego z zakresu badań chemicznych k. 479-
- Także wieczorem oskarżony pod pretekstem, że szuka żony dzwonił do jej koleżanek, informując je, że ta wyszła z domu i dotąd nie wróciła. Pytał je, czy nie było u nich G.. Dowód: zeznania świadków: G. B. k. 99-102, 1578-1586, R. O. k. 52-54, 1359-1366, W. B. k. 66-67, 1353-1375, L. R. k. 58-61, 1349v-
- Wcześniej, po południu, na telefon stacjonarny ponownie zadzwoniła E. C., chcąc rozmawiać z córką. Tym razem telefon znowu odebrał G. Ż.
(2), który przekazał, że mama wyszła z domu do sklepu i do koleżanki. Informację, że mama nie wróciła ze sklepu (...) otrzymał od ojca, który dodatkowo poinformował go, że mama miała także zajść do koleżanki G. B.. E. C. tego dnia dzwoniła jeszcze kilkanaście razy na telefon komórkowy córki i pisała sms-y, lecz nikt nie odbierał i nie odpisał. Wieczorem E. C. zadzwoniła ponownie na telefon stacjonarny. Tym razem telefon także odebrał G. Ż.
(2), który na pytanie babci z pewną niepewnością, zastanawiając się nad odpowiedzią, odparł, że mamy jeszcze nie ma w domu. Gdy E. C. zapytała, czy coś się stało, G. odpowiedział, że nic. E. C. wciąż dzwoniła na telefon komórkowy córki, ale nikt nie odbierał. Próby połączenia z córką E. C. kontynuowała następnego dnia, t.j. 17 czerwca 2009 roku. Wówczas uzyskała od oskarżonego informację, że G. telefon komórkowy zostawiła w domu. E. C. zaniepokojona nagłym zniknięciem córki następnego dnia zainicjowała poszukiwania, w które zaangażowała swojego męża K. C.
(1)i syna K. C.
(2), a także oskarżonego i jego rodziców. Wymienieni dzwonili po szpitalach, znajomych G., by uzyskać informację na temat jej ewentualnego miejsca pobytu, rozwieszali plakaty informujące o zaginięciu ze zdjęciem G. Ż.
(1). Przeszukiwali także okolice jej miejsca zamieszkania. K. C.
(2)udał się do pobliskiego sklepu spożywczo-monopolowego, który znajdował się w okolicy miejsca zamieszkania G. i S. Ż. – u zbiegu ulic (...) w R. i tam wraz z obsługą sklepu przejrzał monitoring, na którym rozpoznał swoją siostrę wchodzącą do sklepu i kierującą się prosto na dział monopolowy. Dowód: zeznania świadków: E. C. k. 34-39, 1464-1475, K. C.
(1)k. 78-79, 1475-1477, J. Ż.
(1)k. 216-218, 1400-1406, J. Ż.
(3)k. 212, 1395-1399, K. C.
(2)k. 140-142, 1524-1528, opinia z przeglądu zawartości telefonu komórkowego użytkowanego przez G. Ż.
(1)k. 91-93, notatka urzędowa sierż. J. K. z KPP w R. k. 13. W dniu 18 czerwca 2009 roku pod naciskiem teściowej E. C. oskarżony udał się do Komisariatu Policji w R., gdzie około godz. 16.30 zgłosił zaginięcie żony G. Ż.
(1). Oskarżony powiadomił policję o tym, że żona wyszła z domu w dniu 16 czerwca 2009 roku około godz. 15.30 i do chwili obecnej nie wróciła. Przyjmującemu zgłoszenie funkcjonariuszowi policji, sierż. J. K. podał, że G. Ż.
(1)wyszła z domu po krótkiej kłótni, która wywiązała się pomiędzy nimi na temat spożywania alkoholu po odbytym przez nią leczeniu odwykowym. Wskazał także, że żona utrzymuje bliskie kontakty z koleżanką G. B., z którą często wspólnie spożywa alkohol. Jak podał funkcjonariuszowi, kontaktował się z w/w, lecz ta nie zna miejsca pobytu G.. Wskazał ponadto, że kontaktował się z placówkami służby zdrowia, w których żona się leczyła, lecz i tam jej nie odnalazł. Podał rysopis G. Ż.
(1)i opisał jak była ubrana. Fakt zgłoszenia zaginięcia dopiero w dniu 18 czerwca S. Ż. tłumaczył tym, że w przeszłości kilka razy zdarzało się żonie wracać do domu dopiero po 24 godzinach. Zgłoszenie to zainicjowało czynności poszukiwawcze policji (numer sprawy poszukiwawczej: OP - 5/10). Funkcjonariusze Zespołu (...) Komisariatu Policji w R. rozpytali rodzinę G. Ż.
(1), jej znajomych i sąsiadów. Dowód: notatki urzędowe k. 7, 13, zeznania świadka E. C. k. 35-
- Tego samego dnia oskarżony telefonicznie zgłosił zaginięcie żony do fundacji (...), przesyłając następnie faksem w dniu 23 czerwca 2009 roku formularz zgłoszeniowy. W zgłoszeniu oskarżony wskazał, że żona wyszła do sklepu i do koleżanki. Dowód: odpowiedź z (...) – Centrum Poszukiwań (...) Zaginionych do KWP w G. k. 32-
- W związku z tym, iż dotychczasowe czynności poszukiwawcze nie przyniosły żadnych efektów, E. C. kontynuowała „na własną rękę” poszukiwania córki. Korzystała z usług jasnowidza K. J., u którego z wizytą była w dniach 30.06.2009 r., 08.07.2009 r., 17.07.2009 r., 15.10.2009 r. oraz w dniu 11.06.2013 r. Informacje, jakie uzyskiwała od jasnowidza, przekazywała Policji do prowadzonej przez nią sprawy związanej z wszczętą procedurą poszukiwawczą. Na ich podstawie 3-krotnie w asyście leśników przeszukiwano obszary leśne w okolicach R. i R., które zostały przez K. J. wskazane jako przypuszczalne miejsce, w którym znajdują się zwłoki G. Ż.
(1). W tych czynnościach poszukiwawczych 2 razy brał udział także oskarżony, który nie wziął udziału w jednym poszukiwaniu, w którym wykorzystano psa tropiącego. W lipcu 2009 r. jasnowidz poprosił E. C. o umożliwienie mu wejścia do domu zaginionej G. Ż.
(1), którą to prośbę ta przekazała zięciowi. Oskarżony kategorycznie odmówił wpuszczenia jasnowidza do domu. Następnie podczas rozpytania w dniu 09.10.2009 r. przez funkcjonariusza Policji A. R.
(1)z Komisariatu Policji w R., oznajmił, że nie wierzy w jasnowidzów, uprał już rzeczy żony i czeka na jej powrót do domu. Dodał także, że szukanie ciała żony w miejscach wskazanych przez jasnowidza było dla niego dużym stresem i nie chce tego przeżywać od początku. Pomimo zachęt ze strony funkcjonariuszki, odmówił zgody na wpuszczenie jasnowidza do domu. Jednocześnie oskarżony wypytywał policjantkę o dalszy przebieg postępowania w sprawie poszukiwania żony i dopytywał, kiedy planowany jest koniec tych czynności. Dowód: notatka służbowa k. 16, opis wizji K. J. k. 3-4, zeznania świadka E. C. k. 35-39, 1464-1475. W dniu 12 października 2009 r. funkcjonariusze Policji z KP w R. odwiedzili oskarżonego w jego miejscu zamieszkania. Ten wpuścił ich do domu, ale jedynie do pokoju zajmowanego przez żonę. Pokój ten był zamknięty na klucz Po jego otwarciu przez oskarżonego, panował w nim ogólny bałagan, porozkładana była odzież G. Ż.
(1), pościel nie była schowana, na meblach widoczna była warstwa kurzu. Oskarżony oświadczył funkcjonariuszom, że żona nadużywała alkoholu i chował go przed nim. Na poparcie swoich słów wskazał im znalezione przez siebie, mające zostać ukryte za szafką koło łóżka przez G. Ż.
(1), puszki z piwem i butelki z alkoholem. Puszki te i butelki nie nosiły jednak śladów kurzu. S. Ż. ponownie spytany o decyzję w sprawie sprowadzenia jasnowidza, stanowczo oświadczył, że nie zgadza się na taką wizytę, bo nie wierzy w pomoc z jego strony. Dodał, że rozmawiał z przedstawicielami fundacji (...) i oni też odradzili mu korzystanie z jasnowidzów. Dowód: notatka służbowa k. 20. E. C. nie ustawała w poszukiwaniach córki, rozpytywała sąsiadów i kontaktowała się z innymi jasnowidzami i bioenergoterapeutami prosząc ich o pomoc w odnalezieniu G. Ż.
(1). Jeden z nich, bioenergoterapeuta M. G.
(1)w dniu 21 czerwca 2012 r. skierował list do E. C., w którym stwierdził, że jej córka nie żyje, została zamordowana przez znajomego a zwłoki jej prawdopodobnie są zakopane na terenie posesji. Dowód: kopia listu M. G.
(1)k. 6, kopia artykułu prasowego dot. M. G. k. 5, zeznania świadka E. C. k. 35-39, 1464-1475. W dniu 25 stycznia 2016 r. E. i K. C.
(1)skierowali pismo do Komendy Wojewódzkiej Policji w G. z prośbą o pomoc w odnalezieniu ich córki z opisem podjętych dotąd czynności poszukiwawczych. Powyższe skutkowało wszczęciem w dniu 24 marca 2016 r. przez Prokuraturę Rejonową w Wejherowie śledztwa w sprawie podejrzenia pozbawienia wolności G. Ż.
(1). Prowadzenie śledztwa powierzono Wydziałowi Dochodzeniowo-Śledczemu Komendy Wojewódzkiej Policji w G.. Dowód: pismo E. i K. C.
(1)do KWP w G. k. 1-2, postanowienie o wszczęciu śledztwa k. 22. W dniu 08 września 2016 r. dokonano przeszukania nieruchomości położonej przy ul. (...) w R. zamieszkałej przez oskarżonego S. Ż. i jego syna G.. Przeszukanie dotyczyło budynku mieszkalnego i przynależnych do niego pomieszczeń, a także wolnostojącego garażu i nieruchomości gruntowej. Do czynności przeszukania powołano biegłego z zakresu weryfikacji wyznaczonego obszaru terenu działania w celu ewentualnego ustalenia miejsca ukrycia zwłok – M. L., który dysponował niezbędnym do tego sprzętem – georadarem. Przeszukując działkę, w samym rogu posesji, przy ścianie garażu, po odsunięciu drewnianej palety i wykarczowaniu wysokiej trawy, biegły przy użyciu georadaru oznaczył miejsce, które ujawniło anomalię wskazującą na wzruszenie gleby. Po odgarnięciu cienkiej warstwy ziemi ujawniono betonowe płyty, zaś pod nimi warstwę betonowej wylewki o grubości około 5 mm. Następnie pod tą warstwą znajdowała się warstwa przemieszanej ziemi i biała substancja zmieszana z ziemią przypominająca wapno. Pod warstwą tej substancji zmieszanej z ziemią, na głębokości około 20 cm ujawniono kość o długości około 30 cm. Obok ujawniono worek foliowy koloru zielono-niebieskiego, który założony był na wyczuwalną kość czaszki oraz kolejne kości. Poniżej czaszki zawiniętej w reklamówkę ujawniono nitki – lamówkę koloru żółtego w metką 100 % cotton baumwolle. Do czynności zewnętrznych oględzin zwłok na miejscu ich ujawnienia przywołano biegłego patomorfologa z Zakładu Medycyny Sądowej G. (...) Medycznego – dr M. K.
(2). Czynności te doprowadziły do ekshumacji niemal całkowitego szkieletu ludzkiego. Dowód: protokół przeszukania k. 267-269, protokół oględzin miejsca ujawnienia rzeczy – szczątek zwłok ludzkich k. 270-271, protokół oględzin zewnętrznych zwłok na miejscu ich ujawnienia k. 272-276, ustna opinia biegłego M. K.
(2)k. 1587-1591, 1593-1595, opinia biegłego M. L. wraz z dokumentacją fotograficzną k. 387-405, zeznania świadków: K. K.
(2)k. 1642-1643, 1644, P. R. k. 1643-1644, J. G. k. 1674-1675, P. M. k. 1673-1674, zapis zdjęciowy z czynności dot. ujawnienia szczątków zwłok G. Ż.
(1)k. 501 (płyta CD), film z w/w czynności k. 1237 (płyta CD). Opinia biegłego z zakresu badań chemicznych z Laboratorium Kryminalistycznego KWP w G. wykazała, że w dostarczonej do badań zbrylowanej substancji barwy białej, pokrytej substancją glebopodobną obecna jest sól wapnia w postaci węglanu. Zdaniem biegłego węglan wapnia może wchodzić w skład m.in. betonów, cementów, jak również może być używany jako nawóz wapniowy przyspieszający rozkład materiału biologicznego. Dowód: opinia biegłego z zakresu badań chemicznych k. 479-482. Z kolei opinia biegłych z zakresu biologii i genetyki wykazała, że DNA wyizolowany z badanej kości udowej ujawnionej w dniu 08 września 2016 roku na terenie posesji oskarżonego, pochodzi od kobiety. Porównanie profilu DNA w/w kości z profilem DNA E. C. i K. C.
(1)wskazało z bardzo wysokim prawdopodobieństwem, niemal stuprocentowym, że E. i K. C.
(1)są rodzicami tej kobiety. Dowód: opinia biegłych z zakresu genetyki k. 349-
- W toku śledztwa pojawiły się wątpliwości co do stanu zdrowia psychicznego oskarżonego, w związku z czym został on poddany jednorazowemu badaniu przez biegłych lekarzy psychiatrów, którzy wskazali, że oskarżony nie cierpi na chorobę psychiczną ani innego rodzaju zakłócenia czynności psychicznych. Zdaniem biegłych, w czasie popełnienia zarzuconego mu czynu zabronionego miał on zachowaną zdolność rozpoznania znaczenia tego czynu i pokierowania swoim postępowaniem, nie zachodzą wobec niego warunki określone w art. 31 § 1 lub 2 k.k. Biegli stwierdzili także, że poczytalność oskarżonego, zarówno w trakcie popełnienia zarzuconego mu przestępstwa, jaki i podczas badania oraz postępowania nie budzi wątpliwości. Dowód: opinia sądowo-psychiatryczna k. 603-
- Oskarżonego na skutek sugestii biegłych lekarzy psychiatrów w toku postępowania poddano także badaniu sądowo-psychologicznemu. Biegła psycholog po przeprowadzonych badaniach oskarżonego, analizie dokumentacji, wywiadu oraz obserwacji oskarżonego stwierdziła, że jego możliwości intelektualne pozostają w normie. Biegła nie stwierdziła u oskarżonego znaczących trudności w zakresie funkcji poznawczych, które mogłyby wskazywać na istotne dysfunkcje w obrębie ośrodkowego układu nerwowego. Zdaniem biegłej oskarżony posiada osobowość zwartą, z zaznaczoną potrzebą aprobaty społecznej, z możliwą tendencją do przedstawienia się w lepszym świetle. Wskazała, że podczas badania nie ujawniły się zaburzenia psychotyczne w postaci omamów, urojeń ani zakłóceń czynności psychicznych. Dowód: opinia sądowo-psychologiczna k. 715-
- W toku postępowania przygotowawczego oskarżony S. Ż. był 5-krotnie przesłuchiwany. Po raz pierwszy w dniu 09 września 2016 roku został przesłuchany po przedstawieniu mu zarzutu popełnienia występku z art. 207 § 1 k.k. w zb. z art. 155 k.k. w zw. z art. 11 § 2 k.k. Oskarżony nie przyznał się wówczas do popełnienia zarzuconego mu przestępstwa i odmówił składania wyjaśnień. Także w toku posiedzenia w przedmiocie zastosowania tymczasowego aresztowania oskarżony nie przyznał się i odmówił składania wyjaśnień. Dowód: wyjaśnienia oskarżonego k. 298,
- Po przedstawieniu oskarżonemu zmienionego zarzutu popełnienia zbrodni z art. 207 § 1 k.k. w zb. z art. 148 § 1 k.k. w zw. z art. 11 § 2 k.k., oskarżony w dalszym ciągu nie przyznał się do popełnienia zarzuconego mu czynu i odmówił złożenia wyjaśnień. Dowód: wyjaśnienia oskarżonego k.
- Zważywszy na treść opinii biegłego z zakresu broni i balistyki, w dniu 18 stycznia 2017 roku wydano postanowienie o uzupełnieniu postanowienia o przedstawieniu zarzutów, zarzucając dodatkowo S. Ż. popełnienie czynu z art. 263 § 2 k.k. Oskarżony przyznał się do posiadania bez wymaganego zezwolenia amunicji wskazując, że są to stare naboje, jeszcze z czasów, kiedy jego ojciec „pływał” i naboje te posiada od 30 lat. Przyznał, że naboje te należały do niego i że nie posiada zezwolenia na ich posiadanie. Przechowywał je jako kolekcję, nie ukrywał ich, leżały na wierzchu, w szafce razem z innymi militarnymi pamiątkami. Wyjaśnił dodatkowo, że naboje te nie pasowały do broni pneumatycznej, którą także zabezpieczono w jego domu. Jak podał, nie wiedział, że na posiadanie takich naboi wymagane jest zezwolenie, gdyż nie są to naboje ostre, tylko gazowe. Jednocześnie oskarżony odmówił złożenia wyjaśnień na okoliczność zarzuconego mu przestępstwa znęcania się i zabójstwa żony. Oświadczył, że wyjaśnienia w tym zakresie złoży po przeanalizowaniu całości akt sprawy i po konsultacji ze swoim obrońcą. Dowód: wyjaśnienia oskarżonego k.
- Po raz ostatni w toku śledztwa oskarżony został przesłuchany w dniu 02 marca 2017 roku. Wówczas także nie przyznał się do zarzuconego mu przestępstwa znęcania się nad żoną i jej zabójstwa i ponownie skorzystał z prawa do odmowy złożenia wyjaśnień. Przyznał się natomiast do zarzuconego mu występku posiadania bez wymaganego zezwolenia amunicji w postaci 7 sztuk naboi i w tym zakresie podtrzymał uprzednio złożone wyjaśnienia. Dowód: wyjaśnienia oskarżonego k.
- Na rozprawach przed Sądem Okręgowym w Gdańsku oskarżony był bardzo aktywny, składał kilkakrotnie, często obszerne wyjaśnienia, w których ustosunkowywał się do postawionych mu zarzutów a także do poszczególnych dowodów. Na rozprawie w dniu 1 czerwca 2017 roku oskarżony S. Ż. podtrzymał swoje dotychczasowe stanowisko w kwestii przyznania się, nie przyznając się nadal do zarzuconej mu zbrodni zabójstwa i znęcania nad żoną i przyznając się do posiadania bez wymaganego zezwolenia 7 sztuk naboi. Oskarżony ze szczegółami przedstawił przebieg zdarzenia, jakie miało miejsce wieczorem i w godzinach nocnych 16 czerwca 2009 roku a także opisał towarzyszące mu wówczas emocje. Podał, że wieczorem, około godziny 17.00-18.00 żona powiedziała, że chce wyjść jeszcze do sklepu, bo zapomniała coś kupić, po czym wyszła z domu. W tym czasie oskarżony siedział na dole w salonie i oglądał telewizję. Domyślał się, że poszła do najbliższego sklepu. Jak podał, gdzieś po 15-20 minutach żona wróciła ze sklepu i od razu poszła na górę. Zdziwiło go to, bo żona zawsze gdy wracała ze sklepu, to wchodziła do kuchni i rozpakowywała zakupy, a wtedy od razu poszła na górę. Po upływie 30-40 minut zaciekawiło go, dlaczego nie schodzi na dół. Poszedł na górę zobaczyć, co się dzieje. Żona była w sypialni, siedziała i oglądała telewizję. Zapytał ją, czemu nie schodzi na dół i co porabia. Opowiedziała, że ogląda telewizję. Zobaczył na stole szklankę od drinków, która była pusta, ale na ściankach był osad po soku, który stał na stole. Powiedział do żony, że znowu pije alkohol, lecz ta zaprzeczyła. Powiedział, że wyczuwa od niej alkohol i dlaczego znowu pije, obiecała, że nie będzie piła, tym bardziej, że bierze te lekarstwo, po którym nie może pić. Żona nadal zaprzeczyła, by piła alkohol. Chciał sprawdzić, bo był pewny, że gdzieś ma schowaną butelkę z alkoholem. Chciał się nachylić, spojrzeć pod łóżko, ale żona zastąpiła mu drogę i zaczęła go odpychać. Mówiła „wyjdź stąd, wyjdź, tu nic nie ma”, odpychając go w stronę drzwi od sypialni. Odwrócił się do niej i odepchnął ją od siebie. Żonie zaplątały się nogi, tak jakoś dziwnie się zatoczyła i „klapnęła” na stół. Po chwili podniosła się ze stołu i trzymając się za brzuch mówiła „ała, ała”. Usiadła na tapczanie, trzymała się za brzuch i mówiła nadal „wyjdź stąd, chcę być sama” oraz „ała”. Sytuacja nie wyglądała groźnie, pomyślał, że nie będzie się kłócił, ani spierał i po prostu wyszedł. Z. na dół, do salonu i zaczął oglądać telewizję. Po jakimś czasie oglądając telewizję przysnął. Obudził się gdzieś między 01:00 a 02:00 w nocy. Ponieważ zrobiło mu się zimno, poszedł na górę, aby wziąć sobie koc, aby się położyć normalnie na łóżku. Jak wszedł do sypialni, to telewizor działał, a żona leżała na łóżku, nie miała założonej piżamy, leżała w ubraniach. Wziął ją za ramię i powiedział „Grażynka obudź się, ubierz się w piżamę, połóż się”. Jak złapał ją za ramię, to wydawało mu się dziwnie chłodne. Żona nie reagowała. Wziął ją za obydwa ramiona i zaczął potrząsać mówiąc „Grażynka, co Ci jest, Grażynka”. Ona nic nie reagowała, była dziwnie luźna, ręce jej się majtały, głowa się majtała, nie chciała się ocknąć, nie reagowała. Przestraszył się wtedy, nachylił się nad nią, aby posłuchać, czy serce jej bije, czy oddycha i gdy się nachylił, to nie czuł ani bicia serca ani pulsu, ani oddechu. Szybko zatkał jej nos i otworzył jej buzię, zaczął wpompowywać jej powietrze, robiąc ucisk na klatkę piersiową, ale nadal nie było żadnej reakcji. Znowu zaczął ją potrząsać mówiąc: „Grażynka ocknij się, ocknij się”, ale bezskutecznie. Wpadł w panikę, zaczął chodzić po sypialni, zszedł na dół do salonu, zaczął chodzić po salonie, nie wiedział co ma robić, co się stało, był przerażony, oszołomiony. Wrócił z powrotem do sypialni, wziął z kosmetyczki lusterko i przyłożył jej do nosa i ust, aby sprawdzić, czy oddycha, ale nie oddychała. Znowu zaczął chodzić, zszedł na dół, wziął latarkę i poszedł z powrotem na górę, otworzył jej oczy, zaświecił latarką, sprawdzał, czy jest reakcja źrenic. Nie było żadnej reakcji, miała nieobecny wzrok, patrzyła prosto w sufit, na wprost. Wtedy wpadł całkowicie w panikę, zaczął sobie zdawać sprawę, że ona nie żyje. Zaczął nią znowu potrząsać, mówiąc: „Grażynka, ocknij się, ocknij się, co się stało, Grażynka”. Usiadł obok niej, zaczęło mu wszystko wirować w głowie, serce zaczęło mu bić, tak jakby miało zaraz wyskoczyć, czuł jak ciśnienie mu idzie do głowy, miał szum w głowie. Był w szoku, ręce zaczęły mu drgać, było mu raz gorąco, a raz zimno. Nie wiedział, co się dzieje. Miał chaos, mętlik w głowie, siedział i przytulał ją do siebie, głaskał po głowie, całował, mówił: „Grażynka nie zostawiaj nas, Grażynka co będzie z G.”, „jemu serce pęknie, jak usłyszy co się stało, nie zostawiaj nas, nie chcę być sam, zostań z nami”. Nie wie ile czasu siedział tak obok niej. W głowie przez cały czas miał chaos, w jakimś momencie zaczął myśleć o synu, o G., nie wiedząc, jak przeżyje to. On jest delikatnym chłopcem, bardzo uczuciowym, bardzo kochał mamę, bał się, że mu serce pęknie. Wtedy w tym myśleniu, w tym mętliku przyszła mu do głowy myśl: „nie oddam Ciebie, zostaniemy razem, G. się nie dowie, zostaniemy razem”. Po chwili pomyślał, że pochowa żonę w ogrodzie, aby syn się nie dowiedział i żeby w jakiś sposób nadal byli razem. Zaczął ją znowu przytulać i mówił, że „nie oddam Ciebie, nie oddam Ciebie, będziemy razem w jakiś sposób będziemy razem”. Nie wie, jak długo tak siedział z nią, później ją trzymał za rękę, nadal mu szumiało w głowie, źle się czuł, ciśnienie rosło i rozsadzało mu głowę, serce nadal mu biło. Wreszcie wstał, zszedł na dół i poszedł na ogród, wybrał miejsce takie najmniej uczęszczane, tam gdzie się najmniej chodzi, przy murze. Poszedł do garażu, wziął szpadel i zaczął kopać. Po jakimś czasie zobaczył, że chyba już wystarczy. Odłożył szpadel i poszedł z powrotem na górę do sypialni. Wziął żonę tak delikatnie pod pachę i delikatnie, powolutku wyniósł na ogród. Ułożył ją w tym grobie, przykucnął, ukląkł, trzymał ją nadal za rękę i płakał. Mówił do niej, że w jakiś sposób będą razem, że nie chce zostać sam. Nie wie, jak długo tak trzymał ją za rękę i klęczał. Po pewnym czasie wstał, ale nie mógł na nią zsypać ziemi, musiał ją czymś przykryć. Poszedł do garażu, gdzie szukał deseczek, listewek, żeby ją w jakiś sposób przykryć, żeby zrobić jej taką prowizoryczną trumienkę, ale nic nie mógł znaleźć, co by mogło pasować. Zaczął zatem okrywać ją papierowym ręcznikiem, zawijać w ten ręcznik. Skończył mu się on na wysokości ramion, na głowę mu już nie starczyło. Cofnął się do garażu i szukał czegoś, czym mógłby przykryć głowę. Zauważył, że na stole była siateczka nieużywana, więc wziął ją, założył jej na głowę, zawiązał, aby się nie zsuwała w kokardkę, czy supełek. Poszedł ponownie do garażu, gdzie były resztki kleju do styropianu, cementu, wapna, kleju do kafelek, takie końcówki, które pozostały po remoncie. Pomyślał, żeby zrobić coś w rodzaju takiej pieczary, aby ta ziemia nie docierała do niej, żeby zrobić coś w rodzaju takiej osłony. Wziął ten cement, klej i to co było w tych workach i zaczął wysypywać na ten ręcznik papierowy. Chciał, aby powstała taka komora, aby ziemia i jakieś żyjątka nie miały do niej dostępu. Chciał, aby ona została w takim stanie, w jakim ją zostawił. Następnie zaczął zsuwać ziemię, to co zostało na wierzchu tej ziemi, to rozgrabił, schował szpadel do garażu i wrócił do domu. Usiadł w salonie, było już rano. Był tak jakby w amoku. W głowie nadal miał szum. Siedział i obciążał siebie, że wczoraj mógł po jakimś czasie, wrócić z powrotem do niej na górę, aby spojrzeć, czy wszystko jest w porządku, czy dobrze się czuje, czy nic się jej nie stało. Po prostu głupio obraził się na nią. Może, jakby poszedł na górę, nie zawziął się, to może by jakoś pomógł żonie. Tak się obwiniał. Gdy następnie wstał syn i zapytał, gdzie jest mama, bo jest głodny, to tak na szybkiego powiedział mu, że „mama, jak wczoraj poszła do sklepu, to jeszcze nie wróciła, że może poszła do jakiejś koleżanki, zagadały się i wróci później”. Zrobił synowi śniadanie, a gdy koło południa przyszedł do niego i powiedział „tata, może podzwonimy”, zaczęli dzwonić po znajomych z pytaniem, czy G. nie była u nich. Oskarżony dodał, że nie znęcał się nigdy nad żoną, kochał ją i szanował. Żona nic nigdy nie zrobiła mu złego, aby w jakiś sposób się nad nią pastwił, czy się znęcał, robił krzywdę. Kochał żonę i w jakiś sposób nadal ją kocha. Odnośnie zarzutu z pkt. II oskarżony podał, że jest militarystą i zbiera różnego rodzaju wiatrówki, militaria, bagnety. Co do nabojów 8mm, to kiedyś ojciec dawno temu, jak był mały, to miał taki mały pistolet gazowy i ten pistolet się popsuł, rozleciał, chyba został wyrzucony i po nim zostały te naboje i on sobie je wziął na pamiątkę. Ten nabój 9mm, to tak jak na giełdzie samochodowej kupował kamizelkę operacyjną, to targował się i dostał ten nabój gratis do tej kamizelki. Są to naboje gazowe, nie posiadł do nich ani pistoletu, ani rewolweru. Nie były nigdzie schowane, ani nie były nigdzie ukryte, były na półce poustawiane, na wierzchu z innymi militariami. Nie wiedział, że jest potrzebne na samą amunicję zezwolenie. Nie ukrywał jej, nie zamierzał jej w żaden sposób używać. Tego typu amunicję reklamują w gazetach militaria.pl, jako że można kupić pistolet i amunicję bez zezwolenia i nie zdawał sobie sprawy, że na taką amunicję trzeba mieć zezwolenie. Odpowiadając na pytania swojego obrońcy wskazał, że nigdy nie uderzył żony. Mogło się zdarzyć, że jak była mocno pijana i nie chciała wyjść z łóżka, chciała spać przez cały dzień, sprowadzał ją na dół. Brał ją za rękę i pomagał zejść na dół. Kochał i nadal kocha żonę, szanował ją i dobrze im się żyło. Nie miał powodów, aby ją bić. Absolutnie nie przywiązywał żony do kaloryfera, ponadto byłoby to niemożliwe, bo ma kaloryfery kasetonowe, bez żeberek. Nie poił swojej żony alkoholem, starał się ją ratować, aby jak najmniej piła, aby dochodziła do siebie. To była choroba, żona była dobrą kobietą, miała dobre serce, ale męczyła ją ta choroba. Ona ostatnio coraz częściej nie mogła się powstrzymać, kusiło ją dzień w dzień. Robił, co mógł, chował alkohol, aby go nie było w domu. Jak miał chęć na wypicie piwa, czy drinka, to chował to w garażu, aby tego nie było w domu. Starał się unikać imprez, aby nie chodzić z nią, aby ją nie kusiło. Jak żona zaczęła się gorzej czuć psychicznie i fizycznie, traciła apetyt, wymiotowała, to wzywał lekarza do domu. On przyjeżdżał do niej na prywatne wizyty, bo ona się krępowała, aby iść do przychodni. Po pewnym czasie on ją przekonał, aby sama zgłosiła się na leczenie w S. G.. Jeździł do niej do szpitala co 2 dni, co 3 dni, czasami dzwonił. Przywoził jej to, o co prosiła. Po dwóch tygodniach jej się dłużyło i zadzwoniła do niego, że chce wracać, że wszystko już jest w porządku, już nie będzie piła. Zgodził się przywieźć ją do domu, gdyż wypisała się na własną prośbę. Przez pewien czas powstrzymywała się od picia, ale później znowu koleżanki przychodziły, zabierały na imprezy, kusiły ją. Ona znowu zaczęła cierpieć i znowu popadła w to uzależnienie i za jakiś czas znowu, lekarz przyjechał na prywatną wizytę i znowu ją namówił na powrót do S.. Ona miała być tam miesiąc, ale nie wytrzymała i po dwóch, czy trzech tygodniach przedzwoniła do niego, że chce wracać, więc pojechał i zabrał ją. Robił, co mógł, prosił ją, tłumaczył, aby tylko ją przekonać, aby nie piła. Nie podduszał swojej żony, nie zakładał worka na jej głowę. Nie robił jej w żaden sposób krzywdy, było im dobrze, kochał ją. Żona napisała oświadczenie, że wyprowadzi się z domu, przy ulicy (...) w zamian za wyremontowanie jej mieszkania, to był jeden z jego pomysłów, aby zmusić żonę do tego, aby przestała pić. Jak po pewnym okresie znowu zaczął wyczuwać od niej alkohol, to wówczas mówił jej, że musi wybrać albo alkohol albo rodzina, tak dalej być nie może, tyle razy ją prosił, a ona tyle razy obiecywała, że się opanuje i przestanie pić. Powiedział jej, że jak chce nadal pić, to ma się spakować i wyprowadzić się, a jak nie chce pić, to zostanie i wszystko będzie dobrze. Ona powiedziała, że nie będzie pić, więc zaproponował, żeby napisała oświadczenie, że jak zacznie pić, to się wyprowadzi do mieszkania w G. i tam będzie mieszkać i faktycznie napisała takie oświadczenie. Nie ukrywał tego oświadczenia i pokazał je nawet matce żony. Po napisaniu tego oświadczenia był jakiś okres, gdy żona się przejęła, nie piła alkoholu albo się ograniczała. Później znowu zaczęło ją ciągnąć i zaczęła nadużywać alkoholu. Gdy zapytał ją co z tym oświadczeniem, ona powiedziała, że się zapomniała i że napisze jeszcze jedno oświadczenie, że nie będzie piła. Znowu był jakiś czas, kiedy żona nie piła, z czego się bardzo cieszył i uważał, to w pewien sposób za sukces. Po pewnym czasie te oświadczenia wrzucił do szafki i już nie wracał do tego. Dodał, że nie musiał prosić żony by napisała te oświadczenia. Żona miała swoje mieszkanie, w którym mogła w każdej chwili zamieszkać. Nie musiał się posuwać do żadnych sposobów, aby się jej wyzbyć z domu. Dobrze im się żyło i był zadowolony. Żona, kiedy piła, to zdarzało się jej, że po południu zataczała się na nogach, z trudnością chodziła, podtrzymywała się poręczy. Nie raz zdarzało się, że musiał ją zaprowadzać do sypialni, bo miała problemy z wejściem po schodach, albo ją asekurował, aby nie spadła. Nie raz się zdarzyło, że sobie przywaliła w kuchni szafką. Z raz, czy dwa razy spadła ze schodów. Wskazał, że gdy w nocy wracali z zakrapianego alkoholem przyjęcia u znajomych R., to żona nagle przechyliła się do tyłu i upadła, uderzając głową o ławkę. On i R. stali i patrzyli, byli w szoku. Żadne z nich nie zdążyło jej złapać, bo to było nienaturalne. Żona różnie reagowała pod wpływem alkoholu, zależało od dnia. Czasami jak wypiła alkohol, to miała humor, śmiała się, była wesoła, a czasami była po alkoholu nerwowa, opryskliwa, podnosiła głos, krzyczała. Żona najczęściej spożywała alkohol jak gdzieś szli do znajomych, rodziny, jak były jakieś imprezy. Czasami też się zdarzyło, że w domu spożywali alkohol w sobotę, czy w tygodniu po południu, wieczorem. To było na początku, tak od czasu do czasu. Później jak poznała w szkole u syna nowe koleżanki, to zaczęły one do nich przychodzić. Na początku było normalnie, lubił je. Później zaczęły przynosić alkohol i żona zaczęła je częstować alkoholem, o czym powiedział mu sąsiad. Jak wracał z pracy o godzinie 14:00 lub 15:00, to żona była ostro wstawiona. Ona spożywała alkohol przede wszystkim z panią B. i czasami z panią O.. Zdarzyło się raz, czy dwa, że żona nie wróciła do domu na noc. Miała iść do koleżanki czy na zakupy i nie wróciła. Wydzwaniał do niej z rana, a ona mówiła, że zagadała się i została. Słyszał po głosie, że język jej się plątał. Były takie sytuacje, że odwoził żonę do jej rodziców, jak była pod wpływem alkoholu. Było tak, że jak się jej skończył alkohol, to krzyczała, że chce iść do sklepu i aby dać jej pieniądze. To, co było w domu, to schował do barku, aby nie miała dostępu do alkoholu. Któregoś dnia miała brak tego alkoholu, była agresywna, wyzywała, kłóciła się. Wtedy się wkurzył, wziął za rękę na siłę, zapakował do samochodu i zawiózł do rodziców. Chciał, aby została tam ze dwa dni, oni są w domu i mogą ją pilnować, aby nie kupiła alkoholu. Na następny dzień zadzwoniła z rana, że się dobrze czuje, żeby po nią przyjechać, bo nie będzie piła. Pojechał po nią, zabrał do domu. Raz wezwał policję, gdy żona była pod wpływem alkoholu. Był wówczas u nich jego kuzyn z K. w odwiedzinach. Wieczorem siedzieli, rozmawiali i pili piwo. Żona wcześniej musiała coś wypić, ale wyraźnie skończył się jej alkohol i chciała, aby też ją poczęstowali. Kiedy odmówił, zdenerwowała się, zaczęła na nich krzyczeć, obrażać. Wtedy zadzwonił po policję. Poprosił by policjanci porozmawiali z żoną. Chciał, aby przemyślała, jak się zachowuje i że robi źle. Żona zażywała lekarstwo, którego nie zna nazwy, a które działało podobnie jak E.. Już nie pamięta, czy żonie to podawał codziennie, czy co drugi dzień. Ona zażywała to lekarstwo wtedy, gdy starała się nie pić. Odnośnie przeglądania stron internetowych związanych z duszeniem, to przeglądał takie strony, z tym, że to było w 2012-2013 roku. Nie było tak, że się przygotowywał do tego, aby skrzywdzić żonę. Przeglądał to, ikonki mu się zmieniały. Najpierw wszedł w hasło odnośnie chloroformu, bo znajomy powiedział, że jak się to powącha, to się błogo czuje. Chciał przeczytać, czy to prawda. Później zaczęły wchodzić w inne ikonki i on to przeglądał. Jest samotnym mężczyzną, szukał zdjęć roznegliżowanych pań. Jak przeglądał informacje o chloroformie, to zaczęły wchodzić filmiki odnośnie tego chloroformu. Później też wchodziły filmiki odnośnie duszenia, uprowadzenia, bijatyk. Część z tych filmików oglądał, część nie, bo one przelatywały. Patrzył, czy nie ma tam zdjęć jakiś ładnych pań. Bardzo brakowało mu żony, tęsknił za żoną. Pomimo tego, że było tak ciężko, a później jak stracił drugi kiosk i musiał sam dzień w dzień pracować, to było o wiele ciężej, ale starał się dawać sobie radę sam. Minęło osiem lat od tego nieszczęścia. Nadal jest sam, tęskni za żoną. Dowód: wyjaśnienia oskarżonego k. 1337-
- Na rozprawie w dniu 25 września 2017 roku oskarżony podał, że do samego końca podawał żonie lek anticol, który żona miała przepisywany na receptę, przy czym nie wie czy lek ten przepisywał mu lekarz z przychodni na ul. (...) w G.. Dowód: wyjaśnienia oskarżonego k.
- Na rozprawie w dniu 26 października 2017 roku oskarżony kategorycznie zaprzeczył, by oddzielał mechanicznie głowę G. Ż.
(1)od reszty tułowia. Wyjaśnił, że normalnie założył jej worek na głowie po jej śmierci i ułożył ją w tym grobie, zawiązując ten worek na jeden supełek, czy też jak następnie podał, na kokardkę. Worek założył dlatego, bo nie chciał sypać na twarz żony kleju, cementu a zabrakło mu już papierowego ręcznika. Dowód: wyjaśnienia oskarżonego k. 1591. Na tej samej rozprawie dodał, że w czerwcu żona przyjmowała różne lekarstwa, ale tylko anticol przyjmowała przy nim, pozostałe zażywała sama. A. raz on wykupował w aptece, raz żona, w zależności kto wychodził na zakupy i kiedy te leki były potrzebne. Wszystkie lekarstwa zażywane przez żonę były na receptę i były przepisywane bądź przez dr M. R.
(1)lub przez lekarzy z przychodni na ul. (...). W czerwcu 2009 roku, gdy żona przyjmowała anticol, to nie spożywała alkoholu. Nie pamięta czy w ogóle w 2009 roku spożywała alkohol. Wiadomo było, że biorąc to lekarstwo nie powinna pić alkoholu. W dniu, w którym żona zmarła, wyczuł od niej alkohol, nie pamięta czy wcześniej spożywała alkohol. Dowód: wyjaśnienia oskarżonego k. 1595-
- Na rozprawie w dniu 21 grudnia 2017 roku oskarżony wyjaśnił, że zawiązał reklamówkę na szyi żony, by nie sypać piachu na jej twarz, następnie została przysypana ziemią i pochowana. Z upływem czasu, kiedy ciało ulegało rozkładowi, pod naporem ciężaru ziemi, doszło do zaciśnięcia otworu w reklamówce na szyi. Jak ubywało szyi na skutek procesów rozkładu, ziemia samoczynnie osuwała się, otaczała i zaciskała ten otwór na tym, co tam zostawało i na samym końcu została sama kość kręgowa i reklamówka zacisnęła się na tej kości kręgowej. Jednocześnie oświadczył, że nie sądzi by na skutek usunięcia tej ziemi przy wydobyciu szczątków doszło do procesu odwrotnego tj. rozprężenia tego worka. Jego zdaniem ziemia zaprasowała, zgniotła ten węzeł na wysokości kręgów kręgosłupa, które pozostały, bo sama szyja się rozłożyła. Otwór w reklamówce akurat odpowiada średnicy kręgu, gdyż na tym ten proces się zatrzymał. Dowód: wyjaśnienia oskarżonego k.
- Na tej samej rozprawie oskarżony złożył dalsze obszerne wyjaśnienia ustosunkowując się do przeprowadzonych dowodów. Odnośnie zapisu obrazu i dźwięku z czynności związanych z ujawnieniem szczątków zwłok G. Ż.
(1)oskarżony wyjaśnił, że głowa musiała być w jakiś sposób zasklepiona z kręgosłupem, skoro panowie przed wyciągnięciem tej reklamówki powiedzieli jeden do drugiego „najpierw wyciągniemy głowę, aby uwolnić kręgosłup”. Z kolei co do oświadczeń pisanych przez G. Ż.
(1), to ich treść była różna, ale w każdym oświadczeniu był ten sam motyw przewodni, dla tych oświadczeń, że żona przestanie pić alkohol. Wymyślał różne teksty, aby to wyglądało jak najbardziej poważnie, aby się przejęła tymi oświadczeniami i tak było. W tych oświadczeniach chodziło tylko o to, aby żona przestała pić alkohol. Te oświadczenia wcale nie świadczą o tym, że chciał pozbyć się żony. Gdyby chciał się jej pozbyć, to wykorzystałby te oświadczenia, zaniósł do sądu i wszczął procedurę rozwodową lub separacyjną, ale nic takiego nie miało miejsca, nie miał takich planów. Nie zmuszał żony do pisania tych oświadczeń, przy pierwszym oświadczeniu powiedział jej, że musi wybrać, albo rodzina albo alkohol. Ona wybrała i powiedziała, że rodzina. Wtedy napisała to pierwsze oświadczenie. Dalej już sama właściwie pisała te oświadczenia. Byłoby bez sensu ją zmuszać, do pisania tylu oświadczeń, jak wystarczyłoby jedno, gdyby chciał, żeby odeszła. Nie ukrywał tych oświadczeń. Wiedzieli o nich jego rodzice i rodzice żony. Tych oświadczeń było 4-5 lub więcej, sam jedno, czy dwa podarł i wyrzucił. Było ich tyle, bo skutkowały i zawsze po tym, jak żona napisała takie oświadczenie był okres abstynencji, raz dłuższy, raz krótszy. Zdarzało się, że był to tydzień, czy miesiąc, dwa lub dłużej. Całą intencją tych oświadczeń było to, by żona faktycznie przestawała pić i dlatego jak zdarzyło jej się, że z powrotem zaczynała pić, to pisała sama to oświadczenie mówiła, że wie, że to kolejny raz, ale tym razem będzie starać się dotrzymać słowa. Dodał, że kochał żonę i kocha ją nadal. Choć do zatrzymania minęło 7 lat, to przez ten czas był sam, chociaż nie jest impotentem i nie ma problemów z nawiązywaniem znajomości, to w sercu cały czas gościło uczucie do żony i nie mógł być z kimś innym. Doskwierała mu samotność, że nie mógł szczerze porozmawiać, pozwierzać się. Nie miał komu, ale uczucie cały czas było i nie pozwalało. Wszystkie rzeczy żony są na swoim miejscu, tak jak zostawiła je tego strasznego dnia. Gdyby chciał się jej pozbyć i jej nie kochał, to na pewno nie trzymałby rzeczy, które by mu ją przypominały. Chciał czuć jej obecność i nie czuł się sam, czuł się raźniej. Zawsze miał postawione zdjęcie żony. To, że pochował żonę na ich posesji, w ogródku, wynikało z tego, że nie myślał wtedy rozsądnie, rozumem, myślał uczuciami. Gdyby chciał się jej pozbyć, to na pewno nie pochowałby jej w ogródku, ale wywiózłby ją na pewno jak najdalej. Miał czas, dwa samochody do dyspozycji, zna lasy, zbiorniki wodne, dużo miejsc, gdzie mógł ukryć zwłoki. Jednak pochował ją w domu, bo myślał uczuciami, nie rozumem. Nie chciał jej oddać, chciał, aby była z nimi i był przekonany, że jak zostanie pochowana w taki sposób, to w jakiś sposób będzie z nimi. Będzie czuwać nad nimi i im pomagać. Musi być jakiś motyw, aby kogoś nienawidzić i się go pozbyć, a on go nie miał. To, co „zyskał” po śmierci żony, to tyle, że został sam, wszystkie obowiązki spadły na niego. Jak jej zabrakło, to wszystko zaczęło gorzej prosperować i było gorzej, niż poprzednio. Nie ma się komu wyspowiadać. Z synem rozmawia, ale krępuje się mu powiedzieć o wszystkim. Nie ma się, do kogo przytulić. Nie próbował sobie po śmierci żony ułożyć życia z inną kobietą. Po trzech, czterech latach syn zaczął mu podpowiadać, aby znalazł jakąś połówkę, związał się z kimś, bo siedzi tylko w domu i ciągle się zamartwia. Poznał niechcący jedną panią w sklepie, sprzedawczynię. Nazywała się M.. Tam spotkali się dwa, trzy razy i na tym się skończyło, bo on do tych spraw podchodzi poważnie i jeśli nie ma zamiaru z kimś stworzyć związku, to po prostu odpuszcza. Z obcych osób, które poznał po śmierci żony, to nie próbował sobie z nimi ułożyć życia. Odnośnie J. S.
(2), to jest to konkubina jego nieżyjącego kuzyna, którą poznał dopiero po śmierci kuzyna. Wzajemnie się wspierali dzwoniąc do siebie. Nie łączyła go żadna intymna relacja z J. S.
(2). Z M. C. łączyła go praca i przyjaźń. Nie zabiegał o względy M. C.. Żartował tylko, że może gdzieś pojadą albo pójdą na kolację ze śniadaniem, ale to były żarty. Odnośnie treści sms-ów – korespondencji z osobą nazywaną (...) zabezpieczonych w jego telefonie, oskarżony wyjaśnił, że zwroty, które tam się znajdują wynikają z przyjaźni, droczenia się. Te propozycje dotyczące kolacji ze śniadaniem wobec M. C. były dla żartu. Spotkał się z nią parę razy i ona była u niego dwa, trzy razy w domu, dwa - trzy razy zjedli obiad na mieście i to wszystko. Traktuje związki poważnie, M. C. nie miała wobec niego planów, ani on wobec niej. Nadal razem pracują i się przyjaźnią. Dodał, że zaczął się z nią przyjaźnić 3-4 lata po śmierci żony. Odnośnie stron internetowych związanych z chloroformem, to usłyszał od znajomego, że małolaci nie wąchają koki, bo jest za droga, tylko na wacik biorą kilka kropel chloroformu, wąchają i mają odloty. Znajomy mówił, że może w internecie to zobaczyć, są też babki, które się rozbierają. Siedząc w domu, z głupoty, nudów, zaczął szukać tych stron. Zainteresował się tym, chociaż sam nie próbował i nie używał tego chloroformu. Faktycznie były filmiki, że ktoś na kogoś napadał, że tym chloroformem usypiał i między innymi były filmy, gdzie panie występowały roznegliżowane i można było popatrzeć na piękno kobiecego ciała. Nie zna angielskiego, nie znał tytułów tych filmików, same zaczęły mu wchodzić w komputerze. Przelatywał te filmiki, głównie je przewijał, aż w końcu natrafił na jakąś ładną panią. Obejrzał i przewijał dalej. Te filmiki wyszukiwał w roku 2012/2013, jakieś cztery lata po śmierci żony. Nie może powiedzieć, czy otwierał strony z tematyką duszenia, bo nie znał tytułów po angielsku. Nie pamięta, czy po polsku wpisywał „duszenie żony”, mógł to przelatywać na przyspieszeniu. Nie interesowała go ta tematyka i czekał, aż otworzy się kolejna. Dodał, że żona potrzebowała wytrzeźwieć, aby móc następnego dnia zacząć brać lekarstwa, bo bała się, aby nie było konfliktu alkoholu i leków. Jak piła, to nie brała lekarstwa. Dowód: wyjaśnienia oskarżonego k. 1678-1682. Na rozprawie w dniu 15 lutego 2018 roku oskarżony złożył kolejne wyjaśnienia ustosunkowując się do zgromadzonego materiału dowodowego. Odnośnie wapna, którym przykrył zwłoki G. Ż.
(1)wskazał, że są dwa rodzaje wapna, jedno jest szkodliwe, które może działać na skórę i ciało w sposób żrący, a drugie jest dostarczane do składów budowlanych i jest wapnem gaszonym, lasowanym i ono nazywa się hydratyzowane i nie jest szkodliwe dla ciała i skóry. To wapno, które użył było substancją neutralną i nieinwazyjną o właściwościach izolacyjnych. To wapno nie jest szkodliwe dla ciała i organizmu. Nie wyżera, nie szczypie. To wapno nie weszło w reakcję chemiczną, a stworzyło warstwę ochronną dookoła zwłok. Na głowie był założony woreczek, a reszta ciała była przykryta ręcznikiem papierowym. Sama czaszka z woreczka była w tym samym stanie rozkładu i kolorze, co reszta ciała. Biegły nie stwierdził różnicy pomiędzy czaszką, a resztą kości, jeżeli chodzi o stopień rozkładu. Tym samym, jeśli wapno miałoby mieć szkodliwy wpływ, to kości by były bardziej rozłożone niż czaszka, która była zasłonięta od wapna poprzez woreczek i nie dochodziło do niej to wapno. Wapno i inne środki, w postaci końcówek zapraw sprawdziły się, bo odizolowały ciało od gleby, od drobnoustrojów, żyjątek, gryzoni. Cały rozkład był samoczynny i nie był spowodowany substancjami zewnętrznymi. Miejsce wybrał przy murze po to, aby było najmniej uczęszczane, aby nikt po tym grobie nie deptał, nie chodził. Tam była tylko jedna paleta, nie jakieś śmieci, która nie była na samym grobie, a z boku grobu, który był zabezpieczony płytami betonowymi, aby żadne zwierzę nie rozkopało tego grobu. Gdyby przysypując wapnem chciał przyspieszyć proces rozkładu ciała, to nie nakładałby worka na głowę i zdjął ubrania. Odnośnie kontaktów z J. S.
(2)dodał, że oboje wówczas byli w żałobie i wzajemnie się wspierali. Odnośnie zwrotów do niej: „słoneczko”, to był on używany grzecznościowo a nie z miłości. Takim zwrotem posługuje się również zwracając do innych pań, do niego także czasami klientki tak mówią. Są to wg. niego ogólnodostępne zwroty, niezobowiązujące. Dodał, że jest katolikiem. Żałoba trwa w kościele rok czasu, a faktycznie u niego trwa już 8 lat. W tym czasie z żadną z pań nie spał, nie spędził nocy i nadal jest samotną osobą. Odnośnie filmików na komputerze, to najczęściej oglądał je na przewijaniu, nie były one w żaden sposób instruktażowe. Tytuły po przetłumaczeniu, bo nie zna angielskiego, brzmiały „pan zabija panią”, a nie „jak zabić panią”, „jak szybko zabić panią” „jak zabić panią i nie zostawić śladów”. Były to fragmenty, wycinki kilkunastosekundowe z filmów sensacyjnych lub kryminalnych, co udało mi się wychwycić np. K., Brudny H., H. P., czyli ogólnie dostępne filmy puszczane w telewizji. Żaden z tych filmików nie był ściągany, ani nagrywany. Nie wchodził na żadne specjalistyczne strony, tylko była to Wirtualna Polska, youtube. Żaden z tych filmików nie był przez niego szukany po tytule, czy osobiście wyszukiwany, tylko wszystkie zostały mu przedstawione przez wyszukiwarkę lub przeglądarkę. Filmiki były przeglądane 3-4 lata po śmierci żony. Nie wie, jak można się przygotowywać po śmierci żony do popełnienia przestępstwa. Nic przy tym komputerze nie było grzebane. Tym samym daty przeglądania tych filmików: 2012 i 2013 są jedynymi i niepodważalnymi datami. Dodał, że zetknął się z artykułem w tygodniku Agora, w którym autor wskazał, że szukając na Allegro możliwości kupienia popiersia Hitlera i sprawdzenia ile ono kosztuje, przeglądarka zaczęła traktować go jako osobę zainteresowaną nazizmem, a podczas odwiedzin innych portali nadal wyświetlała reklamy z kolejnymi przedmiotami związanymi z nazizmem. Dowód: wyjaśnienia oskarżonego k. 1730-1732. Na rozprawie w dniu 17 maja 2018 roku oskarżony dodał, że w jakiś sposób nieświadomie, nieumyślnie mógł się przyczynić do zgonu żony poprzez zaniechanie. Mógł nie wychodzić z pokoju żony lub wrócić do niego po krótkim czasie, wtedy mógłby jej pomóc. Zarzuca sobie, że wychodząc z pokoju odepchnął ją a ona „nadziała się” na stół, gdyż wtedy mogło się coś stać, gdyż bolał ją brzuch. Stwierdził, że może jego zachowanie jest śmieszne lub żałosne, ale nie jest mordercą. Dowód: wyjaśnienia oskarżonego k. 1840. Sąd zważył, co następuje: W odniesieniu do zarzutu z pkt. I oskarżenia zgromadzony w sprawie materiał dowodowy pozwolił na uznanie oskarżonego S. Ż. za winnego tego, że w dniu 16 czerwca 2009 roku w R. działając z zamiarem bezpośrednim, pozbawił życia swoją żonę G. Ż.
(1). Nie zdołano jednak ustalić w jaki sposób oskarżony dokonał tego zabójstwa. Jednocześnie nie zdołano ustalić ponad wszelką wątpliwość, iż oskarżony znęcał się fizycznie i psychicznie nad żoną w rozumieniu art. 209 § 1 k.k. co spowodowało, iż niedające się usunąć w tym zakresie wątpliwości, zgodnie z dyspozycją art. 5 § 2 k.p.k. rozstrzygnięto na korzyść oskarżonego. Na wstępie wskazać należy, iż wobec braku świadków zabójstwa G. Ż.
(1), nie przyznania się oskarżonego do popełnienia zarzuconej mu zbrodni i odnalezienia szczątków zwłok pokrzywdzonej na terenie posesji należącej do oskarżonego dopiero po przeszło 7 latach od śmierci, proces zmierzający do udowodnienia winy oskarżonego miał charakter poszlakowy. Sąd doskonale zdaje sobie sprawę, iż w takim procesie łańcuch wiążących się ze sobą poszlak można uznać za zamknięty tylko wówczas, gdy każda z poszlak będąca ogniwem tego łańcucha, ustalona zostanie w sposób niebudzący wątpliwości i uniemożliwiający jakiekolwiek inne rozważania. Dlatego też Sąd zobowiązany był rozważyć wszystkie okoliczności mogące mieć znaczenie dla rozstrzygnięcia o winie oskarżonego. Analiza zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego doprowadziła Sąd do przekonania co do winy oskarżonego w zakresie przypisanej mu zbrodni. Zdaniem Sądu, wyjaśnienia oskarżonego nie przyznającego się do zarzuconego mu w pkt. I aktu oskarżenia zabójstwa żony G. Ż.
(1)nie zasługują na wiarę i są przejawem przyjętej przez niego linii obrony zmierzającej do uwolnienia się od grożącej mu niewątpliwie surowej kary pozbawienia wolności. Choć prawo do składania wyjaśnień leży w kategoriach uprawnień oskarżonego, który ma możliwość złożenia ich na każdym etapie postępowania aż do wydania wyroku, to sąd ma także prawo, ale i obowiązek dokonać oceny tych wyjaśnień, skoro oskarżony zdecydował się już je złożyć. Oskarżony będąc pięciokrotnie przesłuchiwany w toku śledztwa nie przyznając się konsekwentnie do popełnienia zarzuconej mu zbrodni, korzystał z przysługującego mu prawa do odmowy złożenia wyjaśnień. W końcowej fazie śledztwa zapoznał się z całością zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego (k.1206) i na rozprawie przed Sądem Okręgowym w Gdańsku w dniu 1 czerwca 2017 roku zdecydował się po raz pierwszy złożyć obszerne wyjaśnienia przedstawiając m.in. przebieg zdarzeń z dnia 16 czerwca 2009 roku a także towarzyszące mu wówczas emocje i uczucia. Tłumaczył swoje zachowania próbując je przedstawić w sposób jak najbardziej racjonalny. Na kolejnych rozprawach oskarżony jeszcze kilkakrotnie składał wyjaśnienia, w których także tłumaczył swoje wypowiedzi i zachowania, próbując nadać im walor powszechności, zwyczajności, naturalności, bagatelizował je. Ustosunkowywał się także do przeprowadzanych dowodów, interpretując je w korzystny dla siebie sposób. Treść wyjaśnień, jakie oskarżony złożył przed Sądem dowodzi, że skrzętnie budował on własną linię obrony, rozwijał ją, uzupełniał, poszerzał w toku kolejnych rozpraw. Zwrócić w tym miejscu należy uwagę na treść opinii biegłej psycholog, która stwierdziła, że oskarżony posiada osobowość zwartą, z zaznaczoną potrzebą aprobaty społecznej, z możliwą tendencją do przedstawienia się w lepszym świetle – pomniejszania swoich niedociągnięć i wad. (k. 715-718) Z wnioskami tejże opinii w pełni należy się zgodzić analizując całokształt wyjaśnień oskarżonego. Tenże bowiem próbował przekonać jak bardzo kochał (i nadal kocha) żonę, jak bardzo troszczył się o nią, dbał, martwił o jej stan zdrowia, a w swoich bardzo obszernych wyjaśnieniach złożonych w dniu 1 czerwca 2017 roku przedstawił jakie emocje nim targały gdy w dniu 16 czerwca 2009 roku po przybyciu do pokoju żony na piętrze budynku stwierdził, że nie żyje, jak bardzo był przerażony, oszołomiony, jaki czuł żal i ból, jak spanikował i jakie reakcje także fizyczne wówczas mu towarzyszyły. Tłumaczył, dlaczego zdecydował się „pochować” żonę w ogródku, z jakich względów wybrał miejsce przy ścianie garażu, dlaczego nałożył na jej głowę plastikową reklamówkę, z jakich względów przysypał jej ciało wapnem, położył betonowe płyty a następnie drewnianą paletę. By ocieplić swój wizerunek, pozytywnie wpłynąć na odbiór jego osoby, składając wyjaśnienia wielokrotnie używał zwrotów zdrobniałych typu: „siateczka” (nieużywana), „woreczek”, „trumienka”, „supełek”, „kokardka”, „żyjątka”. Odnośnie zakopania zwłok żony używał sformułowań takich jak: „grób”, „ułożenie w grobie”, „zrobienie pieczary”, „osłony”. Co prawda składając te wyjaśnienia oskarżony szlochał, lecz jednocześnie nie ronił przy tym łez. Prezentowane zachowania w powiązaniu z treścią składanych wówczas wyjaśnień, zdaniem Sądu, świadczą o ich nieszczerości i wyreżyserowaniu. Oczywistym jest, iż oskarżonemu było przykro, lecz nie dlatego, że stracił ukochaną żonę, lecz z powodu sytuacji, w której sam się znalazł. Zgromadzony w sprawie materiał dowodowy w postaci protokołów przeszukania posesji przy ul. (...) w R. należącej do oskarżonego, protokół oględzin miejsca ujawnienia szczątków zwłok, protokół zewnętrznych oględzin zwłok na miejscu ich ujawnienia, protokół oględzin rzeczy ujawnionych w toku przeszukania nieruchomości wraz z materiałem poglądowym, dokumentacja fotograficzna z oględzin przedmiotowej nieruchomości, opinia biegłego z zakresu chemii, opinia biegłego obsługującego georadar, oględziny reklamówki foliowej, w której znajdowała się czaszka i dokumentacja fotograficzna tejże reklamówki, zapisy na płytach CD – zdjęciowy z czynności związanych z ujawnieniem szczątków zwłok G. Ż.
(1)i w postaci filmu z tych czynności a także zeznań świadków – funkcjonariuszy policji uczestniczących w czynnościach związanych z ujawnieniem szczątków zwłok G. Ż.
(1)i ich wydobyciem: K. K.
(2), P. R., P. M., J. G. oraz M. L. a także oświadczenia biegłego M. K.
(2), który uczestniczył w zewnętrznych oględzinach zwłok na miejscu ich odnalezienia wskazuje, że zwłoki G. Ż.
(1)zostały zakopane na tyłach posesji, w miejscu niewidocznym dla sąsiadów, przy ścianie garażu. Miejsce to przykryte było betonowymi płytami, na których znajdowała się drewniana paleta, zaś wokół niego rosła wysoka trawa. Pod płytami znajdowała się cienka warstwa wylewki o grubości około 5 mm, zaś niżej warstwa przemieszanego z ziemią wapna. Ciało, łącznie z głową pochowane było płytko, w przechyleniu – na lewym boku, gdyż na wysokości około 20 cm. jako pierwsze ujawniono prawą kość ramienia oraz dwie kości przedramienia, a następnie czaszkę. Jak wskazał M. L., reklamówka, w której znajdowała się głowa była ułożona wyżej w stosunku do reszty ciała. Otwór wyglądał jakby nie został do końca zrobiony na wymiar, lekko wypłycał się w kierunku głowy. M. L. wskazał też, że przy wyjmowaniu czaszki był opór, ale wynikał z oblepienia reklamówki glebą, nie było też takiej sytuacji, by krąg szyjny wypadł z reklamówki, gdyż okoliczność ta z pełnością zostałaby zauważona. Nie było również tak, że głowa była połączona z kręgami szyjnymi, chociaż poniżej reklamówki znajdowały się kręgi szyjne kręgosłupa, co świadczy jedynie o tym, że głowa znajdowała się w naturalnym jej miejscu. Wskazać też należy, że w tym czasie żadna z uczestniczących w tej czynności osób, w tym obecny prokurator, nie zwróciła uwagi czy w reklamówce znajduje się otwór na szyję, niemniej na rozprawie K. K.
(2), P. R., J. G. stwierdzili, że takiego otworu nie było, gdyż zwróciliby na to uwagę dokumentując czynność. Także M. L. wskazał, że nie pamięta jakiegoś dużego i widocznego otworu w miejscu, w którym winna znajdować się szyja. Brak otworu na szyję stanowczo podkreślał na rozprawie również biegły M. K.
(2). Zeznaniom wskazanych wyżej funkcjonariuszy Policji jak i przesłuchanego w charakterze świadka M. L. (na okoliczności związane z ujawnieniem szczątków zwłok) Sąd dał wiarę, gdyż są one generalnie zbieżne a co istotne, znajdują potwierdzenie w dokumentacji w postaci sporządzonych protokołów, zdjęć i filmu z tej czynności. Wskazać przy tym należy, iż niczego do sprawy nie wniosły zeznania policjanta T. S., albowiem ten na miejsce ujawnienia szczątków zwłok przybył już po ich wydobyciu z ziemi. Jak wykazała opinia biegłego z zakresu chemii, ciało przysypane było substancją zawierającą węglan wapnia, którego właściwością jest to, że wpływa na rozkład materiału biologicznego. Foliowa reklamówka, w której znajdowała się czaszka, związana była ściśle na dwa węzły, z których biegłemu M. K.
(2)udało się rozwiązać jedynie jeden, co widać na filmie z czynności wydobycia szczątków zwłok i co wynika z zeznań uczestniczących w tej czynności policjantów – zwłaszcza K. K.
(2)i oświadczenia biegłego. Drugi supeł był na tyle ścisły, że nie udało się go rozwiązać, co skutkowało rozcięciem reklamówki przez funkcjonariusza P. R. przy pomocy metalowej szpachelki, celem wyjęcia czaszki. Wskazać należy, że sam oskarżony opisując swoją żałobę wskazał, że jest katolikiem. O tym, że G. Ż.
(1)była wychowana w tej wierze świadczą zeznania chociażby jej matki E. C.. Także inni świadkowie wskazywali na udział w poszczególnych ceremoniach odbywanych w obrządku chrześcijańskim, takich jak ślub G. i S. Ż. czy komunia ich syna. Zgodnie z założeniami tej wiary wyznawanej przez oskarżonego, jak i standardami obowiązującymi w polskiej kulturze a także wymogami natury prawnej podyktowanymi względami sanitarnymi i humanitarnymi, pochówek osoby zmarłej odbywa się w miejscu specjalnie do tego wyznaczonym, tj. na cmentarzu. Jest to miejsce ogólnie dostępne, także dla innych osób mogących kultywować pamięć zmarłego, w szczególności rodziny czy znajomych. Nie sposób uznać, że miłość oskarżonego do żony była tak duża (o czym szerzej w dalszej części uzasadnienia przy okazji omawiania zeznań świadków na okoliczność zarzutu znęcania się oskarżonego nad żoną) a jego ból i cierpienie tak głębokie, że postanowił sprawić żonie pochówek na swojej posesji w ogrodzie, by czuć bliskość zmarłej żony i zachować ją dla siebie. W tym miejscu zaznaczyć jedynie należy, że małżeństwo S. i G. Ż.
(1)wcale nie było takie szczęśliwe i kochające się, jak starał się to wykazać oskarżony. Płytkie ułożenie ciała, w przechyleniu – na boku świadczy o pośpiechu oskarżonego. Gdyby oskarżony nie działał pod presją czasu i w obawie przed ujawnieniem jego czynu i faktycznie tyle czasu spędził nad „grobem” żony, jak podał podczas przesłuchania w dniu 1 czerwca 2017 r, to z pewnością wykop byłby głębszy a ciało złożone prosto, równomiernie. Choć nie sposób zweryfikować prawdziwości twierdzeń oskarżonego o owinięciu tułowia papierowym ręcznikiem, gdyż po upływie 7 lat nie mogły pozostać jakiekolwiek ślady papieru (o czym oskarżony doskonale zdaje sobie sprawę), to z całą pewnością nie złożył ciała żony w trumnie. Naiwnie brzmią twierdzenia oskarżonego jakoby przysypanie zwłok G. Ż.
(1)resztkami materiałów budowlanych miało stanowić osłonę, pieczarę przed gryzoniami czy innymi „żyjątkami”. Powszechnie wiadomym jest, że wapno przyspiesza rozkład materiału biologicznego, stąd używane jest m.in. w rolnictwie. Nie sposób uznać, że okoliczność ta nie była znana oskarżonemu. Co więcej, gdyby faktycznie chciał godnie „pochować” żonę, w jakiś sposób ochronić jej ciało, nie sypać na nie ziemi bezpośrednio, to najprostszym sposobem było owinięcie ciała w koc czy kapę. Tymczasem głowa zawinięta była w foliową reklamówkę, tak jak pakuje się rzecz. Nie był to zatem wyraz szacunku a uprzedmiotowienie. Z całą także pewnością reklamówka nie była zawiązana lekko na kokardkę, jak wskazał oskarżony, a wręcz przeciwnie na dwa supły, z których pierwszego na miejscu ujawnienia szczątków nie udało się rozwiązać. Co więcej, przeprowadzone przez Sąd oględziny niebiesko-zielonej reklamówki wykazały, że przy suple znajdował się otwór o średnicy zaledwie 3 cm. Abstrahując od faktu, że cała ta reklamówka była już mocno zniszczona, posiadała kilka małych otworków będących efektem przebiegającego procesu rozkładu, została także mechanicznie uszkodzona przez funkcjonariusza policji P. R. celem wyjęcia z niej czaszki, to znaczenie dla oceny czy została ona założona na szyję G. Ż.
(1)czy też po mechanicznym oddzieleniu głowy od reszty tułowia, może mieć jedynie wygląd tej reklamówki przy miejscu, w którym jej uszy zostały zawiązane. Nawet przy uwzględnieniu faktu, że G. Ż.
(1)była drobną kobietą i obwód jej szyi z pewnością był mniejszy od przeciętnego obwodu szyi kobiety, to jej szyja nie mogła zmieścić się w 3 cm. średnicy otworze, jaki został ujawniony podczas oględzin tejże reklamówki. Jak celnie zauważył biegły M. K., brzegi tego otworu nie są postrzępione, nie mógł zatem powstać on na skutek uszkodzenia mechanicznego. Wygląd tego otworu dowodzi, że powstał na skutek niedociągnięcia do końca uszu reklamówki. Jak także wskazali na rozprawie biegli z zakresu medycyny Z. J. i D. P. duże rozcięcie w reklamówce zlokalizowane było prawdopodobnie na sklepieniu czaszki, gdyż na zdjęciach (k. 501) widoczne są włosy i pozostałości tkanki miękkiej. Nie ma zatem, zdaniem Sądu, innej możliwości zapakowania głowy G. Ż.
(1)do foliowej reklamówki, jak tylko po jej mechanicznym jej oddzieleniu od reszty ciała. Co prawda przeprowadzone przez biegłych z zakresu medycyny z G. (...) oględziny szczątków zwłok nie ujawniły śladów mogących wskazywać na mechaniczne oddzielenie głowy od tułowia, niemniej zauważyć należy, że pomimo, iż na miejscu wykonywano dokładne poszukiwania szczątków, ziemia była przez funkcjonariuszy i biegłego M. K. przesiewana w palcach, to nie udało się odnaleźć niektórych elementów szkieletu, w szczególności drugiego kręgu szyjnego oraz kości gnykowej. Jak zgodnie wskazali na rozprawie biegli M. K.
(2), Z. J. i D. P., po tak długim okresie przebywania ciała w ziemi mogło dojść do samoczynnego oddzielenia głowy od reszty ciała, albowiem zbudowane z tkanki łącznej prążki międzykręgowe uległy rozkładowi. Na rozprawie biegły M. K.
(2)wyraził jednak przekonanie, że doszło do mechanicznego oddzielenia głowy od tułowia, na co jego zdaniem wskazuje brak drugiego kręgu szyjnego, kości gnykowej i brak w reklamówce, w której znajdowała się czaszka otworu odpowiadającego obwodowi szyi. Biegły ten zauważył, że pierwszy krąg szyjny, nawet w czasie preparatki sekcyjnej trudno jest oddzielić od podstawy czaszki. Natomiast na miejscu ujawnienia szczątków zwłok, nie ujawniono drugiego kręgu szyjnego, co może wskazywać o tym, że krąg ten pozostał w miejscu, w którym doszło do oddzielenia głowy, bądź też uległ rozpadowi wskutek mechanicznego uderzenia. Jest to na tyle duży element kostny, że w przeciwnym wypadku winien znajdować się w miejscu, gdzie ujawniono czaszkę i pozostałe kręgi. Podobnie - kość gnykowa, której także nie odnaleziono. Wskazać należy, że biegli M. K.
(2)i Z. J. przyznali że, kości te mogły rozpaść się na skutek mechanicznego uderzenia w nie, co faktycznie nie pozostawiłoby śladów na kręgu I i III kręgosłupa. Pozostałe nie ujawnione elementy kostne w postaci 11 kości paliczków rąk, 2 kości nadgarstka i wyrostka mieczykowatego mostka czy chrząstki tarczowatej były na tyle małymi, delikatnymi, wrażliwymi na działanie czynników zewnętrznych elementami, że mogły ulec częściowemu rozkładowi, co uniemożliwiło ich odnalezienie. Absurdalnie brzmią wyjaśnienia oskarżonego starającego się wytłumaczyć, że pod wpływem procesów gnilnych przebiegających na szyi i naporu ziemi, węzeł przy uszach reklamówki zaciskał się i powodował zmniejszenie otworu do wielkości kręgu szyjnego. Co istotne, taki proces rozumowania oskarżonego miał tylko jeden kierunek, gdyż oskarżony przyznał, że nie sądzi by na skutek usunięcia tej ziemi przy wydobyciu szczątków doszło do procesu odwrotnego tj. rozprężenia tego worka. Z takim nielogicznym rozumowaniem nie sposób się zgodzić, gdyż węzeł zawiązany był ściśle, trwale i nie mógł samoczynnie się zaciskać czy rozluźniać. Zdaniem Sądu nie może być zatem wątpliwości, iż założenie plastikowego worka na głowę G. Ż.
(1)nastąpiło po jej śmierci, po mechanicznym oddzieleniu głowy od reszty ciała, zatem nie mogło być przyczyną jej zgonu. Jak wskazali biegli z zakresu medycyny sądowej Z. J. i D. P. jednoznaczne i pewne ustalenie przyczyny i mechanizmu śmierci G. Ż.
(1)nie jest możliwe, bowiem po wydobyciu szczątków zwłok, biegli dysponowali tylko elementami szkieletu kostnego, natomiast tkanki miękkie tj. powłoki ciała i narządy wewnętrzne uległy całkowitemu zniszczeniu wskutek przemian pośmiertnych zachodzących w zwłokach w czasie długotrwałego przebywania ciała w ziemi. W przypadkach, w których specjalista medycyny sądowej dysponuje szczątkami szkieletu ustalenie przyczyn śmierci jest możliwe z dużym prawdopodobieństwem jedynie wówczas, gdy w czasie badania pośmiertnego szczątków kostnych zostaną zauważone zmiany urazowe w postaci charakterystycznych uszkodzeń postrzałowych w czaszce, złamania kości mózgo- lub twarzoczaszki, złamań w odcinku szyjnym kręgosłupa. Taka sytuacja w niniejszej sprawie nie miała miejsca, zatem skoro czaszka (wcześniej głowa) była w worku foliowym, to nasuwa to zasadny wniosek, że przyczyną śmierci mogło być uduszenie wskutek zatkania otworów oddechowych (nozdrza i usta) przez materiał worka i niedobór tlenu w worku w związku z jego zużyciem w czasie oddychania bezpośrednio przed zgonem. To stwierdzenie biegłych stało się podstawą ustaleń prokuratorskich, iż przyczyną zgonu G. Ż.
(1)było uduszenie poprzez założenie na jej głowę foliowego worka. Prokurator przeoczył jednak dowód w postaci owej plastikowej reklamówki, której oględziny wykonał dopiero Sąd, a których wynik podważył tezę o takim sposobie pozbawienia życia G. Ż.
(1). Nie można wykluczyć, że śmierć nastąpiła w takim mechanizmie, ale nie ma na to dowodów. Wskazać także należy, że miejsce, w którym oskarżony zakopał ciało G. Ż.
(1), przykrył następnie betonowymi płytami by, jak sam wskazał, zwłoki te nie zostały odkopane przez żadne zwierzę. O ile jednak w interpretacji oskarżonego miał to być wyraz szacunku dla zwłok, to w przekonaniu Sądu był to przemyślany zabieg mający na celu zapobieżenie przypadkowemu ujawnieniu zwłok poprzez wykopanie ich szczątków np. przez psa, co niewątpliwie doprowadziłoby do ujawnienia: po pierwsze faktu, że G. Ż.
(1)wcale nie zaginęła, jak to przez cały czas utrzymywał oskarżony, a faktycznie nie żyje, po drugie zaś, że została pozbawiona życia w wyniku przestępstwa. Idąc dalej tym tokiem rozumowania, gdyby oskarżony tak bardzo kochał żonę, że zdecydował się „pochować” ją w ogródku, by mieć ją wyłącznie dla siebie, by czuć jej bliskość, to zadbałby o wygląd tego miejsca i w jakiś specjalny sposób je wyróżnił, w pozytywnym tego znaczeniu. Tymczasem w miejscu tym stała drewniana paleta a obok rosła wysoka trawa. Nie sposób także uznać, że oskarżony zdecydował się na „pochowanie” żony w ogródku ze wskazanych przez niego względów, gdyż miał czas i możliwości (samochody) by wywieźć i ukryć jej zwłoki. Jak wynika z dokumentacji fotograficznej posesji oskarżonego, protokołów oględzin oraz zeznań funkcjonariuszy policji, miejsce ukrycia zwłok było niewidoczne dla sąsiadów i relatywnie bezpieczne pod względem możliwości ujawienia zarówno samego faktu ich zakopania jak i ewentualnego późniejszego ich odnalezienia. Należy zwrócić uwagę, iż oskarżony po śmierci żony wiódł żywot samotnika, nie utrzymywał szerokich kontaktów towarzyskich (co wynika z zeznań G. Ż.
(2)), jak wskazali świadkowie (np. W. Ł.) jeszcze za życia G. Ż.
(1)w ich oknach często były opuszczone rolety, Ż. mało korzystali z ogrodu, który był zapuszczony. Oskarżony pilnował swojej prywatności i bronił posesji przed dostępem obcych, na co uwagę zwrócili sąsiedzi, zwłaszcza A. R.
(2), którego oskarżony dopytywał, dlaczego jego pies nie szczekał, w związku z tym, że ktoś miał chodzić po posesji oskarżonego. Natomiast sąsiadka H. K. wprost wskazała, że z tymi ludźmi nikt z sąsiadów nie utrzymywał kontaktu. Oskarżony także jako osoba dorosła, zdrowa psychicznie, musiał zdawać sobie sprawę z ryzyka związanego z ewentualnym ujawnieniem zwłok żony „pochowanej” na jego posesji, a tym samym być świadomy, że odnalezienie ciała będzie stawiało go w negatywnym świetle, rzucało podejrzenie, że w sposób przestępczy pozbawił jej życia, z czego będzie musiał się tłumaczyć. Już chociażby ta okoliczność winna przesądzić za powiadomieniem przez niego odpowiednich służb o śmierci żony, gdyby faktycznie nie pozbawił jej życia. Reasumując, osoba nie mająca nic do ukrycia nie zachowuje się tak, jak zachował się oskarżony. Wskazać w tym miejscu należy na zeznania funkcjonariuszki Policji O. W. z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w G., która wraz z innymi funkcjonariuszami w dniu 08 września 2016 roku uczestniczyła w czynnościach na terenie posesji oskarżonego. Opisała ona zachowanie oskarżonego i towarzyszące mu emocje w związku z kolejnymi czynnościami jakie podejmowali Policjanci a zmierzającymi do ujawnienia tajemnicy, jaką skrywał oskarżony. Jak zeznała świadek, na początku oskarżony zachowywał się normalnie, nie wykazywał oznak niepokoju. Gdy zaczęło się przeszukanie, wyraźnie źle się poczuł, usiadł na kanapie, wydawał się nieobecny, jakby nie docierało do niego to, co się dzieje, nie odpowiadał na pytania. Podobne zdenerwowanie oskarżony okazywał, gdy przeszukanie z udziałem georadaru przeniosło się do ogrodu. Oskarżony „osłupiał”, był jakby nieobecny. Po ujawnieniu szczątków zwłok i podjęciu przez prokuratora decyzji o jego zatrzymaniu, wyraźnie się zdenerwował, wymiotował. Zeznania świadka jako spójne, logiczne i konsekwentne Sąd uznał za wiarygodne. Jak wynika z zeznań E. C., R. O., L. R., W. B., G. B., G. Ż.
(2)czy też wyjaśnień samego oskarżonego, ten po dokonaniu zbrodni, by uwiarygodnić zaginięcie żony dzwonił do jej koleżanek i wspólnych znajomych pozorując, że ją szuka. Podobnie pod naciskiem teściowej, dwa dni po rzekomym zaginięciu zawiadomił o tym fakcie Policję a następnie fundację (...), choć doskonale wiedział, że G. Ż.
(1)nie żyje. By ukryć swoją zbrodnię utrzymywał opinię publiczną, rodzinę, w tym swojego małoletniego syna, znajomych i sąsiadów w błędnym przekonaniu, że G. Ż.
(1)wyszła z domu do sklepu lub koleżanki i nie wróciła. By uprawdopodobnić tę wersję brał także udział w jej poszukiwaniach polegających na penetracji pobliskich lasów, ale jedynie tych, które nie mogły doprowadzić do ujawnienia jego zbrodni. Stąd też nie wziął udziału w jednej z takich czynności, w której wykorzystano psa tropiącego. Stanowczo nie pozwolił na wejdzie jasnowidza J. na teren swojego domu i posesji, o co był proszony przez E. C. i do czego nakłaniany przez zaangażowaną w sprawę poszukiwania G. Ż.
(1)funkcjonariuszkę z KPP w R. A. R.
(1). Co prawda wpuścił funkcjonariuszy do swojego domu, ale zaprowadził ich tylko do pokoju żony i to tylko w tym celu by wykazać, że ta nadużywała alkoholu i chowała go przed nim. Oskarżony zdawał sobie sprawę, że o ile ma wpływ na to, kto i kiedy wejdzie na jego posesję, to nie będzie miał żadnej kontroli nad zwłokami G. Ż.
(1)o ile ukryje je w innym miejscu, gdyż mogą zostać ujawnione w każdym czasie i w różnych okolicznościach, nad czym nie może zapanować. Nadto samo wywiezienie zwłok i ich ukrycie wiązało się z ryzykiem ujawnienia zbrodni. Z zeznań E. C. wynika, że 16 czerwca 2009 roku była końcówka roku szkolnego (ówcześnie była dyrektorem Gimnazjum nr 123 w G.) i do domu wróciła około godz. 13.00. W zwyczaju miała dzwonić nawet kilka razy do córki, by sprawdzić, w jakim jest stanie fizycznym i psychicznym. Należy mieć na uwadze, że jeszcze na początku maja G. Ż.
(1)była w ciągu alkoholowym i po raz kolejny na kilka dni została zawieziona przez oskarżonego do rodziców na tzw. podleczenie. Jak wynika z wpisów w dokumentacji medycznej G. Ż.
(1)z Ośrodka (...) w G. (ul. (...)) oraz informacji z NFZ, w II połowie maja G. Ż.
(1)próbowała już zachować trzeźwość, zgłosiła się do lekarza psychiatry i wykupiła część z przepisanych jej leków. Otrzymała wówczas także skierowanie do Szpitala (...) w G.. Na wiarę zasługują zeznania E. C., w których wskazała, że po powrocie z pracy, właśnie około godz. 13.00 chcąc porozmawiać z córką zadzwoniła na telefon stacjonarny. Telefon odebrał wnuk, który poinformował ją, że rodzice są w pokoju na górze. E. C., jak zeznała zadzwoniła ponownie po około 1,5 godzinie. Wówczas G. Ż.
(2)przekazał, że mama wyszła z domu do sklepu i do koleżanki. E. C. tego dnia dzwoniła jeszcze kilkanaście razy na telefon komórkowy córki i pisała sms-y, lecz nikt nie odbierał i nie odpisał. Wieczorem E. C. zadzwoniła ponownie na telefon stacjonarny. Tym razem telefon także odebrał G. Ż.
(2), który na pytanie babci z pewną niepewnością, zastanawiając się nad odpowiedzią, odparł, że mamy jeszcze nie ma w domu. Zeznania E. C. korespondują z opinią biegłych z zakresu analizy telefonów komórkowych i oprogramowania komputerowego J. Z. i A. Ż.
(2), których przedmiotem badania był m.in. telefon G. N. 3110 clasic o nr (...). Dokonali oni odczytania i zabezpieczenia zawartości pamięci tego telefonu oraz karty pamięci i karty sim O. znajdującej się w tym telefonie. Na tej podstawie udało się jedynie odczytać przychodzące i wychodzące wiadomości sms. W dniu 16 czerwca 2009 roku G. B., zapisana w pamięci telefonu G. Ż.
(1)jako (...) (przyznał to oskarżony na rozprawie), korzystająca z numeru 602 845 425 o godz. 11:29:08 napisała G. Ż.
(1): „jestem w domu”, zaś o godz. 11:32:17: „Ok, czekam”. Z tego dnia, z godz. 21:34:32 pochodzi także sms wysłany przez E. C. korzystającą z numeru 48 604 055 518 o treści: „Gdzie jesteś? odezwij się”. Z następnego dnia, 17 czerwca 2009 roku pochodzą sms-y od (...), o godz. 07:47:33o treści: „Z. się” i od „mamy” o godz. 08:24:05 o treści: „Jak się nie odezwiesz dzwonie na policje” . W telefonie tym biegłym nie udało się odczytać połączeń przychodzących i nieodebranych. Wskazać należy, iż jak wynika z wyjaśnień oskarżonego, a także zeznań E. C., telefon G. Ż.
(1)został w dniu 30 czerwca 2009 roku przekazany przez oskarżonego E. C.. Ta składając zeznania w dniu 27.04.2016 r. wskazała, że syn K. C.
(2)próbował z niego coś odczytać, ale za wiele w nim nie było. Co prawda przesłuchany w charakterze świadka K. C.
(2)nie potwierdził tego, by przeglądał zawartość tego telefonu, lecz nie można wykluczyć, że z uwagi na upływ czasu nie pamiętał już tej okoliczności. Niemniej, zważywszy na ustną opinię biegłego A. Ż.
(2), nie sposób uznać, by to oskarżony przed przekazaniem telefonu teściowej usunął niemal całą zawartość karty SIM oraz pamięci telefonu użytkowanego przez G. Ż.
(1). Oskarżony zaprzeczył tej okoliczności a co więcej, nie sposób doszukać się racjonalnych powodów takiego jego działania, zwłaszcza, że nie zostały usunięte wiadomości sms. Na rozprawie biegły wytłumaczył, że w przypadku telefonów opartych na prostym systemie operacyjnym S., jak w przypadku telefonu N. (...), wyjęcie baterii i karty SIM przez dokonującego oględzin telefonu funkcjonariusza, może doprowadzić do zresetowania całości bądź fragmentów listy połączeń. Z. karty pamięci może także nastąpić w wyniku doprowadzenia do całkowitego rozładowania telefonu i nieużytkowania go przez dłuższy czas. Wówczas przestają działać elementy podtrzymujące zegar systemowy telefonu oraz podstawowe zawarte w nim informacje. Dodał, że telefon N. (...) potrafił gromadzić bardzo małe ilości informacji ze względu na ograniczoną pamięć. Zatem pusty rejestr połączeń przychodzących i nieodebranych nie musi wcale świadczyć o celowym usunięciu. Jednocześnie biegły stwierdził, że wyjęcie z telefonu baterii nie doprowadzi do usunięcia/skasowania wiadomości tekstowych. Wskazać należy, iż Sąd nie miał podstaw do kwestionowania opinii biegłych, opinie pisemne, jak i ustna są spójne, logiczne i wyczerpujące. Zeznania E. C. korespondują także z treścią dokumentacji z akt sprawy poszukiwawczej prowadzonej przez funkcjonariuszy z Komisariatu Policji w R., a w szczególności treścią notatki urzędowej sporządzonej przez sierż. J. K.. Oskarżony w dniu 18 czerwca 2009 roku powiadomił policję o tym, że żona wyszła z domu w dniu 16 czerwca 2009 roku około godz. 15.30 i do chwili obecnej nie wróciła. Przyjmującemu zgłoszenie funkcjonariuszowi policji oskarżony podał, że G. Ż.
(1)wyszła z domu po krótkiej kłótni, która wywiązała się pomiędzy nimi na temat spożywania alkoholu po odbytym przez nią leczeniu odwykowym (k. 13). W tych okolicznościach nie zasługują na wiarę wyjaśnienia oskarżonego opisującego przebieg zdarzeń mających miejsce w dniu 16 czerwca 2009 roku. W szczególności wyjście G. Ż.
(1)do pobliskiego sklepu nie mogło mieć miejsca, jak wyjaśnił oskarżony wieczorem, około 17.00-18.00, a wcześniej, tj. około 14.30, tj. wówczas, gdy dzwoniła E. C. lub jak podał oskarżony sierż. J. K. – około 15.30. Wprawdzie także G. Ż.
(2)wskazał, że wyjście mamy do sklepu miało miejsce w godzinach 17.00-18.00, lecz nastąpiło to dopiero na rozprawie. Podczas przesłuchania w toku śledztwa świadek nie podał godziny. Treść zeznań G. Ż.
(2)złożonych przed Sądem świadczy, że nie wynikają one z jego osobistej wiedzy i przeżyć a zostały mu zasugerowane przez J. i J. Ż.
(1)(o czym szerzej w dalszej części uzasadnienia). Oskarżony zataił przy tym, że bezpośrednio przed wyjściem żony do sklepu, w pokoju na górze miała miejsce kłótnia pomiędzy nim a żoną, której powodem miało być ponowne spożywanie przez G. Ż.
(1)alkoholu. Gdyby oskarżony wspomniał o tym fakcie, to niekorzystnie rzutowałoby to na jego linię obrony, w kontekście okoliczności, iż kilka godzin później zakopał w ogródku zwłoki żony. Stąd, zdaniem Sądu, zabieg ten był w pełni przemyślany. Oskarżony miał pełną świadomość, że żona znowu pije alkohol i było to niewątpliwie powodem jego zdenerwowania. Okoliczność, iż w dniu 16 czerwca 2009 roku G. Ż.
(1)spożywała alkohol poza treścią wspomnianej notatki służbowej z dnia 18 czerwca 2009 roku (wystąpił błąd w dacie, gdyż w bazie (...) odnotowano, że zgłoszenie zaginięcia G. Ż. miało miejsce w dniu 18.06.2009 r. - k. 7 i 13) a także wyjaśnień oskarżonego złożonych w niniejszej sprawie, została potwierdzona zeznaniami K. C.
(2), który szukając siostry, był w pobliskim sklepie i oglądał zapis monitoringu z dnia 16 czerwca 2009 r, na którym widział G. Ż.
(1)udającą się w kierunku działu monopolowego. Zgodzić należy się z oskarżonym, iż G. Ż.
(1)po 15-20 minutach wróciła ze sklepu do domu. W tych okolicznościach, do jej śmierci mogło dojść najwcześniej o godz. 14.45. Choć ustalenie dalszego przebiegu zdarzeń, w szczególności okoliczności poprzedzających pozbawienie G. Ż.
(1)życia, okoliczności i sposobu, w jaki to nastąpiło, nie jest możliwe, gdyż z zeznań G. Ż.
(2)wynika, że siedział w swoim pokoju zajęty grą na komputerze, a wyjaśnienia oskarżonego stanowiące wyraz przyjętej przez niego linii obrony, nie mogą zostać uznane za prawdziwe, to z dużym prawdopodobieństwem, opierając się na zasadach logiki i doświadczenia życiowego, można przyjąć, że po powrocie ze sklepu (...) pomiędzy nią a oskarżonym doszło do kolejnej kłótni, której efektem było pozbawienie G. Ż.
(1)życia. Niewątpliwie oskarżony musiał być zdenerwowany faktem, iż żona po okresie abstynencyjnym, co wynika z jego wyjaśnień, zeznań M. R.
(1)oraz dokumentacji medycznej z maja 2009 roku, pomimo obietnic i zapewnień, że przestanie pić alkohol, wróciła do nałogu, przynosząc do domu zakupiony w sklepie alkohol. O ile zatem za prawdziwe uznać należy wyjaśnienia oskarżonego, iż w krótkim czasie po powrocie żony ze sklepu poszedł do pokoju, w którym przebywała, to nie sposób już uznać, że zostawił ją samą, wrócił do salonu, przysnął i dopiero w nocy, gdy ponownie udał się do jej pokoju stwierdził, że nie żyje. Kluczowe są tu zeznania E. C. i G. Ż.
(2). Wieczorem E. C., jak zeznała, zadzwoniła ponownie na telefon stacjonarny. Telefon odebrał G. Ż.
(2), który na pytanie babci z pewną niepewnością, zastanawiając się nad odpowiedzią, odparł, że mamy jeszcze nie ma w domu. G. Ż.
(2)z kolei zeznał, że wieczorem i w nocy w dniu 16 czerwca 2009 roku, wówczas gdy tata miał szukać mamy, pozostawał pod opieką babci – J. Ż.
(1). Zwrócić należy uwagę, iż G. Ż.
(2)był wówczas uczniem Gimnazjum nr 2 w R. (k. 82), chłopcem 14-letnim, niemniej jak zeznała jego ciotka A. Z., bardzo skrytym, małomównym, zamkniętym w sobie, na ów czas mentalnie 10-letnim. Nie sposób uznać by był on świadkiem zdarzenia, jakie rozegrało się wówczas lub w by został wtajemniczony przez ojca w to, co faktycznie się wydarzyło. Stąd informacja przekazana przez G. Ż.
(2)babci E. C. wieczorem, iż matka nie wróciła ze sklepu i od koleżanki, z całą pewnością musiała pochodzić od oskarżonego. O ile, jak zeznał G. Ż.
(2), matka miała go przed wyjściem do sklepu (wołając z dołu i nie zaglądając do jego pokoju) pytać, czy coś chce ze sklepu i z tego faktu G. miał wiedzę, że wychodzi właśnie do sklepu, to informacja przekazana E. C. przez telefon, że mama miała wyjść także do koleżanki, musiała pochodzić od oskarżonego, skoro takiej treści informacja pojawiła się także w dokonanym przez oskarżonego w dniu 18 czerwca 2009 roku zgłoszeniu zaginięcia do fundacji (...) (k. 32). Nie mogą być prawdziwe twierdzenia oskarżonego, że dopiero w nocy po przyjściu do pokoju, w którym przebywała żona stwierdził, że nie żyje, skoro już wieczorem, gdy dzwoniła E. C., syn G. miał informację od ojca, że matki nie ma, a wkrótce pojawiła się babcia J. Ż.
(1), która pilnowała G. w czasie, gdy tata miał szukać mamy. Nie sposób także uznać, że oskarżony podejmował jakikolwiek czynności reanimacyjne. Opisywane przez niego zachowania, jakie miał podejmować wobec G. Ż.
(1)są w pełni irracjonalne. Gdyby bowiem G. Ż.
(1)zmarła w sposób naturalny, na skutek zatrucia lekami i alkoholem, to naturalną reakcją byłoby wezwanie karetki pogotowia. Nic nie stało na przeszkodzie, by wykonać taki telefon, zwłaszcza, że w domu był telefon stacjonarny i zarówno oskarżony jak i G. Ż.
(1)posiadali telefony komórkowe. Choroba alkoholowa G. Ż.
(1)była faktem powszechnym, udokumentowanym medycznie. Gdyby zatem jej śmierć nastąpiła bez jakiegokolwiek zawinienia oskarżonego, jak starał się to wykazać zarówno oskarżony, jak i jego obrońca w toku procesu, to oskarżony nie miałby żadnych obaw przed grożącą mu z tego tytułu odpowiedzialnością. Rodzina i znajomi zaakceptowaliby śmierć G. Ż.
(1)będącą efektem obiektywnego zdarzenia. Przy przyjęciu za prawdziwą wersji oskarżonego racjonalne, w pełni bezpieczne dla oskarżonego było wezwanie karetki pogotowia. Lekarz stwierdziłby zgon z nieznanej przyczyny i powiadomił Policję, zaś prokurator zarządziłby wykonanie badania pośmiertnego oraz koniecznych badań uzupełniających. Oględziny i otwarcie zwłok G. Ż.
(1)pozwoliłyby na ustalenie przyczyny jej zgonu. Badanie histopatologiczne pozwoliłoby na ustalenie ewentualnych zmian chorobowych, jako przyczyny zgonu lub predysponujące do zgonu. Badanie chemiczno-toksykologiczne na obecność alkoholu we krwi i w moczu zmarłej umożliwiłyby ustalenie ewentualnego stanu i stopnia jej nietrzeźwości w chwili śmierci, a także odpowiedź na pytanie, czy alkohol mógł mieć wpływ na jej zgon. Natomiast wielokierunkowe badanie chemiczno-toksykologiczne krwi i moczu oraz fragmentów narządów wewnętrznych, pozwoliłoby wykryć ewentualne zatrucie lekami lub innymi substancjami. Na powyższe okoliczności celnie uwagę zwrócili biegli w opinii pisemnej z 12.02.2018 roku. Fakt nie wezwania przez oskarżonego karetki pogotowia i brak z jego strony racjonalnego wyjaśnienia tej okoliczności stanowi jeden z kolejnych obciążających oskarżonego dowodów w sprawie przemawiających za zabójstwem G. Ż.
(1). Gdyby także oskarżony w jakikolwiek sposób, nieumyślnie przyczynił się do śmierci żony, to racjonalnym jest, że w obliczu grożącej mu kary za zabójstwo, w toku procesu, ujawniłby te okoliczności. Tymczasem zachowanie oskarżonego polegające na ukryciu zwłok żony poprzez zakopanie ich w ogródku, w miejscu najdalej położonym, mało dostępnym, w płytkim, pospiesznie wykopanym dole, ułożenie ich niedbale, bokiem, oddzielenie mechaniczne głowy G. Ż.
(1)od reszty ciała i włożenie jej do plastikowej reklamówki, szczelnie zaciśniętej na dwa węzły, przysypanie zwłok wapnem celem przyspieszenia ich rozkładu, a następnie ułożenie płyt betonowych na powierzchni tego miejsca i przykrycie drewnianą paletą, ewidentnie świadczą o tym, że śmierć G. Ż.
(1)nie nastąpiła w sposób naturalny, lecz została ona przez oskarżonego pozbawiona życia. O tym, że nie był to nieszczęśliwy wypadek, a zaplanowane działanie oskarżonego świadczą także kolejne dowody, które zostaną przedstawione w dalszej części. Wykluczają one możliwość przyjęcia nieumyślnego spowodowania śmierci przez oskarżonego czy też nawet jego umyślnego działania, lecz z zamiarem ewentualnym pozbawienia życia G. Ż.
(1). Budując linię obrony oskarżony, choć nie przyznał tego wprost odmawiając na rozprawie odpowiedzi na pytanie, jaka była przyczyna śmierci żony, usiłował przekonać, że było to efektem zatrucia spowodowanego połączeniem leku o nazwie A. z alkoholem. Taka też była linia obrony prezentowana w toku procesu przez jego obrońcę. Tymczasem wskazać należy, że oprócz mało konsekwentnych wyjaśnień oskarżonego w tym względzie, nie ma żadnych dowód na to, że G. Ż.
(1)w dniu 16 czerwca 2009 roku zażyła lek o nazwie A.. Na rozprawie w dniu 1 czerwca 2017 roku oskarżony wskazał, że żona zażywała lekarstwo, którego nie zna nazwy, a które działało podobnie jak E., co do którego oboje mieli świadomość, że nie można łączyć go z alkoholem. Dodał przy tym, że już nie pamięta, czy żonie to podawał codziennie, czy co drugi dzień, przy czym żona zażywała to lekarstwo wtedy, gdy starała się nie pić (k. 1344). Oskarżony zatem nawet nie wskazał wprost, że G. Ż.
(1)tego dnia faktycznie zażyła A. i to bezpośrednio przed rozpoczęciem spożywania alkoholu. Na kolejnej rozprawie, w dniu 25 września 2017 roku wyjaśnił, że do samego końca podawał żonie lek A., który żona miała przepisywany na receptę, przy czym nie wie, czy lek ten przepisywał mu lekarz z przychodni na ul. (...) w G. (k. 1531). Następnie 26 października 2017 roku wyjaśnił, że tylko A. żona przyjmowała przy nim, zaś resztę leków zażywała samodzielnie. Lek ten był przepisywany na receptę przez dr M. R. lub lekarzy z Przychodni przy ul. (...) w G.. Dodał też, że w czerwcu 2009 roku, gdy żona przyjmowała A. to nie spożywała alkoholu, niemniej tego dnia wyczuł od niej alkohol. (k. 1595-1596) Kolejne wyjaśnienia na ten temat oskarżony złożył na rozprawie w dniu 21 grudnia 2017 roku. Wskazał wówczas, że zona potrzebowała wytrzeźwieć, aby móc następnego dnia zacząć brać lekarstwa, bo bała się, aby nie było konfliktu alkoholu i leków. Jak piła, to nie brała lekarstwa (k. 1682). Wyjaśnienia te o ile wskazują, że G. Ż.
(1)tego dnia spożyła jakąś ilość alkoholu, przy czym nie mogła to być duża ilość, skoro jak podał oskarżony, jedynie wyczuł woń alkoholu z jej ust, to nie dowodzą wprost, że G. Ż.
(1)bezpośrednio przed rozpoczęciem spożywania alkoholu zażyła A.. Oprócz twierdzeń oskarżonego o zażywaniu przez G. Ż.
(1)w czerwcu 2009 roku tego leku, nie ma żadnych innych potwierdzających to dowodów, a ten który został zgromadzony wręcz zaprzecza wyjaśnieniom oskarżonego. Ani z zeznań świadka M. R.
(1)(k. 1529-1534), ani z dokumentacji lekarskiej – historii choroby G. Ż.
(1)z Ośrodka (...) w G. (k. 782, 1500), receptariuszy (k. 1501) ani też informacji pozyskanej z NFZ (k. 1570, 1571) nie wynika, by w 2009 roku G. Ż.
(1)miała przepisany A., by został on wykupiony, a co więcej zażyty przez nią w dniu 16 czerwca 2009 roku. Jedyna informacja, jaka pojawiła się w dokumentacji G. Ż.
(1)na temat leku A. dotyczy okresu sprzed przyjęcia jej do Szpitala (...) w S. tj. przed 8 stycznia 2007 roku. G. Ż.
(1)lek ten miała przyjmować w poprzednim okresie abstynencji (k. 116). Z opinii zespołu biegłych z G. (...) specjalisty medycyny sądowej i patomorfologii – Z. J., specjalisty laboratoryjnej toksykologii medycznej i laboratoryjnej toksykologii sądowej – E. T., specjalisty psychiatry – Z. A. wyraźnie wynika, że w niniejszej sprawie brak jest podstaw do rozważania nawet teoretycznego możliwości ostrego zatrucia lekami, jako przyczyny śmierci G. Ż.
(1), a także wystąpienia zagrażających życiu sporadycznie opisanych nagłych zgonów od ewentualnych ubocznych ich skutków, jako przyczyny śmierci. Jak wskazali biegli, z przedstawionej im dokumentacji medycznej G. Ż.
(1)wynika, że ta zażywała leki zlecone i zapisywane na receptach przez leczącego ją lekarza psychiatrę w dawkach terapeutycznych. Jeżeli stosowała się do zaleceń lekarskich (a brak jest podstaw do uznania, że przekraczała zalecane dawki, gdyż nie wspomina o tym nawet oskarżony), leki te nie mogły spowodować zatrucia i w konsekwencji zgonu, nawet w przypadku gdyby w trakcie leczenia spożywała alkohol w umiarkowanych ilościach. Jak zauważyli biegli, zasadniczym problemem związanym ze spożywaniem napojów alkoholowych w czasie przyjmowania leków jest fakt, że zarówno alkohol, jak i większa część leków, uszkadzają wątrobę. Przy jednoczesnym spożywaniu leków i alkoholu ich działanie toksyczne na wątrobę sumuje się. Jak zauważyli też biegli, w dniu 18 stycznia 2007 roku u G. Ż.
(1)podczas jej pobytu w Szpitalu dla Psychicznie i Nerwowo (...) w S. (k. 117) na podstawie jednorazowego badania USG jamy brzusznej rozpoznano marskość wątroby. Niemniej biegli kategorycznie stwierdzili, iż dokonany przez radiologa opis wątroby, jak i 3 zdjęcia wątroby z tego badania (k. 1837), nie dają podstaw do rozpoznania marskości wątroby. Dokonany przez radiologa K. Z. opis „… wątroba powiększona o jednorodnej wzmożonej echogeniczności z nieregularnym rysunkiem naczyniowym…” odpowiada stłuszczeniu wątroby, bardzo często występującemu u osób przewlekle nadużywających alkoholu. Są to zmiany chorobowe polegające na nadmiernym gromadzeniu tłuszczów w komórkach wątroby. Jest to zmiana odwracalna, ustępująca u osób, w okresie abstynencji. Biegli zauważyli, że gdyby G. Ż.
(1)już w 2007 roku chorowała na marskość wątroby, wówczas towarzyszące tej chorobie objawy kliniczne zmusiłyby ją do skorzystania z pomocy lekarza internisty lub gastroenterologa i hepatologa, którzy jednoznacznie taką marskość by rozpoznali. Podstawę do takiego rozpoznania stanowi biopsja wątroby i badanie histopatologiczne. Zespół w/w biegłych powiększony o specjalistę radiologa – J. D., swoją opinię w tym zakresie podtrzymał po dokonaniu oględzin oryginału zdjęcia USG z tego badania, zarówno w opinii pisemnej (k. 1863-1864), jak i ustnej na rozprawie w dniu 19 lipca 2018 roku (k. 1867-1872). Na rozprawie biegły radiolog zwrócił uwagę, że zasadą w badaniu USG jest fotografowanie i dokumentowanie zmian, czyli patologii. Wykonane zdjęcia USG wątroby świadczą jedynie o stłuszczeniu wątroby, natomiast radiolog rozpoznaje marskość wątroby w momencie, kiedy na skutek zmian niszczących w wątrobie rośnie opór naczyniowy, czyli gdy zmniejsza się przepływ przez wątrobę krwi. Wówczas powstaje krążenie oboczne, które jest widoczne w badaniu USG, gdyż ulega wówczas powiększeniu śledziona i następuje opływ krwi przez żyły żołądkowe, które prowadzą do powstania żylaków. Na zdjęciach USG takich symptomów nie ma i skoro robiący to badanie lekarz ich nie sfotografował, to z pewnością także ich nie widział. Co prawda biegły przyznał, że lepszy pogląd miał prowadzący to badanie radiolog, wykonane przez niego zdjęcia USG są sentencją jego odczuć z całości podglądu danego organu, niemniej ani dokonany przez niego opis, ani też wykonane zdjęcia z tego badania nie potwierdzają dokonanego przez niego rozpoznania. Jak dodał biegły Z. J. marskość wątroby rozwija się stopniowo i jest to proces, który obejmuje całą wątrobę. Marskość z reguły manifestuje się albo niewydolnością wątroby ze śpiączką albo krwawieniem z żylaków przełyku, które mogą być niebezpieczne dla życia. U osób z marskością wątroby przyczyną nagłego zgonu może być krwotok do przewodu pokarmowego z żylaków przełyku, będących następstwem nadciśnienia w układzie żyły wrotnej. Krwotok z żylaków przełyku cechuje obfite krwawienie ciemną krwią z jamy ustnej. Zaznaczyć należy, iż przesłuchany w charakterze świadka lekarz przeprowadzający to badanie USG w dniu 18 stycznia 2007 roku K. Z., na podstawie okazanej mu, sporządzonej przez niego dokumentacji, potwierdził zawarte tam rozpoznanie, choć samego badania z uwagi na upływ czasu, nie pamiętał. Wskazał, że podczas badania na bieżąco ocenia pewne cechy wskazujące na rozpoznanie, na monitorze jest w stanie zobaczyć więcej niż później na zdjęciu, przy czym nie potrafił odnieść się do tego badania i wskazać co takiego zadecydowało o rozpoznaniu u G. Ż.
(1)marskości wątroby, nie potrafił także wskazać czy dysponował dokumentacją medyczną pacjentki, gdyż, jak podał, w szpitalu psychiatrycznym nie zawsze jest czas by studiować, analizować taką dokumentację. Dodał, że z reguły w szpitalu psychiatrycznym nie ma szans na sensowny wywiad od pacjenta, jeżeli jest w kontakcie słownym, to z reguły ogranicza się to do zdawkowych komentarzy. Po okazaniu zdjęć USG wskazał, że nie widzi na nich krążenia obocznego, gdyby ono było, to znalazłoby się w opisie tego badania. Zeznania świadka niewiele zatem wniosły do sprawy, zważywszy, iż nie pamiętał on przebiegu badania, co oczywiście jest zupełnie naturalne. Świadek mógł się jedynie odnieść do sporządzonej przez siebie dokumentacji, stąd nie dziwi, że podtrzymał rozpoznanie, jakie tam zawarł. W przekonaniu jednak Sądu, pomimo, że jako lekarz przeprowadzający badanie USG jamy brzusznej miał najlepszy pogląd na stan wątroby G. Ż.
(1), dokonane przez niego rozpoznanie nie było prawidłowe. Lekarz miał obowiązek udokumentować, zarówno wykonując zdjęcia jak i dokonując opisu – zmiany świadczące o marskości wątroby, natomiast opisał i sfotografował zmiany świadczące o stłuszczeniu wątroby. Zwrócić nadto należy uwagę, iż gdyby G. Ż.
(1)już w styczniu 2007 roku cierpiała na marskość wątroby, to zważywszy, iż w dalszym ciągu nadużywała alkoholu, o czym świadczy znajdująca się w aktach dokumentacja medyczna, jej objawy w postaci chociażby krwawienia z żylaków przełyku, widoczne byłyby dla oskarżonego i świadków. Tymczasem z materiału dowodowego nie wynika, by G. Ż.
(1)prezentowała którykolwiek z objawów marskości wątroby. Gdyby skutkiem marskości wątroby w dniu 16 czerwca 2009 roku miała być śpiączka wątrobowa, to oskarżony zastając żonę w takim stanie w pokoju na górze, łatwo by ją rozpoznał. Jak wskazał biegły Z. J., taki pacjent zasypia i nie reaguje na bodźce bólowe. Tymczasem oskarżony, jak wskazał, badał tętno żony, sprawdzał jej oddech za pomocą lusterka, oglądał latarką reakcję źrenic, stwierdzając, że nie żyje. Nadto śpiączce bardzo często towarzyszy żółtaczka, o czym oskarżony nie wspominał w swoich wyjaśnieniach, podobnie jak i o tym, że G. Ż.
(1)krwawiła z ust i nosa. Nie ma zatem jakichkolwiek podstaw by twierdzić, że G. Ż.
(1)chorowała na marskość wątroby i by mogła ona być przyczyną jej zgonu. Jak wskazali biegli, u G. Ż.
(1), podczas jej pobytu w szpitalu psychiatrycznym podejrzewano polineuropatię alkoholową tj. zwyrodnienie nerwów obwodowych oraz miopatię alkoholową, tj. zwyrodnienie mięśni szkieletowych. Żadna z tych chorób nie prowadzi jednak do zgonu, w tym nagłego. Także przewlekłe zapalenie trzustki stwierdzone w badaniu USG w styczniu 2007 roku, nawet przy spożywaniu alkoholu nie prowadzi do śmierci, ma jedynie wpływ na złe wchłanianie pokarmów (co koresponduje z wpisami w dokumentacji medycznej z maja 2009 roku dot. porannych wymiotów i braku apetytu). W trakcie przewlekłego zapalenia trzustki i nadużywania alkoholu może dojść do ostrego zapalenia trzustki. Zdarza się to u ludzi nadużywających alkoholu, zwłaszcza otyłych z zaburzeniami gospodarki wapniowej i tłuszczowej, wówczas w organizmie może dojść do ostrego, krwotocznego zapalenia trzustki, tj. martwicy krwotocznej trzustki. Nie skutkuje ona jednak śmiercią nagłą, tylko występują ciężkie objawy kliniczne, zwłaszcza bardzo silne bóle brzucha, przy czym nie jednorazowe, a rozciągnięte w czasie, które skutkują, że chory szuka pomocy medycznej, trafia na chirurgię, gdzie jest leczony. Co prawda, jak zauważyli biegli, ostre krwotoczne zapalenie trzustki jest stanem zagrażającym życiu, niemniej nie sposób uznać, by miało ono miejsce w przypadku G. Ż.
(1). Ani z zeznań świadków mających kontakt z G. Ż.
(1)w okresie poprzedzającym jej zgon, ani też wyjaśnień oskarżonego, ani też dokumentacji medycznej G. Ż.
(1)z Ośrodka (...) w G. nie wynika, by G. Ż.
(1)uskarżała się na bóle brzucha. Co prawda oskarżony na rozprawie w dniu 1 czerwca 2017 roku wyjaśnił, że żona, gdy poszedł do niej na górę by zobaczyć, co porabia, stwierdził, że w pewnym momencie „dziwnie się zatoczyła i klapnęła na stół”, po czym trzymając się za brzuch powiedziała „ała” (k. 1338), to jednak na tej podstawie nie można uznać, że G. doskwierały silne bóle brzucha wskazujące na martwicę krwotoczną trzustki. Dolegliwości bólowe musiałyby utrzymywać się dłuższy czas, co z całą pewnością skłoniłoby G. Ż.
(1)do szukania pomocy medycznej. Wskazać także trzeba, że G. Ż.
(1)nie była osobą otyłą a drobną kobietą o wadze 47 kg przy wzroście 158 cm. (k. 115v). Jak dalej wskazali biegli, podczas stosowania prawie wszystkich leków należy liczyć się z możliwością wystąpienia działań niepożądanych, występujących obok efektów terapeutycznych. Wymienione przez producenta leku powikłania leczenia najczęściej nie zagrażają życiu, a jeśli tak, to zagrożenia te występują bardzo rzadko, ponieważ dla każdego leku określa się stosunek ryzyka związanego z chorobą do ryzyka związanego z leczeniem, czyli ocenia się stosunek korzyść/ryzyko. Zatem częste występowanie powikłań leczenia/ciężkich działań niepożądanych dyskwalifikowałoby lek z zastosowania terapeutycznego. Efekt niepożądanego działania leku na organizm o różnym stopniu nasilenia jest niemal nieodłącznym skutkiem jego zażywania. Biegli zauważyli przy tym, że G. Ż.
(1)miała zalecone stosowanie kilku leków jednocześnie, co wymaga znajomości przez lekarza mechanizmów działania leków, ich farmakokinetyki i interakcji pomiędzy nimi. Jeśli więc pokrzywdzona przyjmowała leki zgodnie z zaleceniami lekarskimi i przyjętym przez lekarza prowadzącego schematem terapii, ryzyko wystąpienia szkodliwych działań niepożądanych politerapii było przez niego ograniczone do minimum i w takich przypadkach najczęściej nie występuje. Jak dodatkowo wskazali biegli na rozprawie w dniu 5 kwietnia 2018 roku, producent leku jest zobowiązany do ujawnienia w ulotce wszelkich działań niepożądanych, które wystąpiły w poszczególnych etapach badania klinicznego leku. O ile zatem producent leku D. C. wskazał na możliwe następstwo w postaci śpiączki, to w 40-letniej praktyce zawodowej biegły psychiatra Z. A. lecząc pacjentów tym lekiem nie spotkał się przypadkiem śpiączki. Wskazać przy tym należy, że osoba będąca w śpiączce jest osobą żyjącą, oddycha, bije jej serce, jest wyczuwalny oddech. Zatem w kontekście wyjaśnień oskarżonego S. Ż. złożonych na rozprawie w dniu 1 czerwca 2017 roku rozważanie śpiączki u G. Ż.
(1)jest bezprzedmiotowe. Wskazać także należy, że biegli odnieśli się do wszelkich możliwych, znanych im niepożądanych skutków przyjmowania poszczególnych leków, wyczerpująco wytłumaczyli także dlaczego producent leku informuje o wszystkich możliwych niepożądanych następstwach, stąd zdaniem Sądu, nie sposób opierać się przy dokonywaniu ustaleń faktycznych w niniejszej sprawie na przedłożonych przez obrońcę oskarżonego ulotkach leków oraz pozyskanych przez niego danych internetowych (k. 1522, 1935-1937). Gdyby ustawodawca pozwolił na czynienie ustaleń faktycznych odnoszących się do specjalistycznej wiedzy na podstawie danych dostępnych w internecie, to nie przewidziałby w art. 193 k.p.k. możliwość dopuszczenia dowodu z opinii biegłego, celem zasięgnięcia wiadomości specjalnej. Jak zaznaczono wyżej, biegli w sposób wyczerpujący wskazali, jakie skutki uboczne mogą wiązać się z przyjmowaniem poszczególnych leków zapisywanych G. Ż.
(1). Wskazali m.in., że F. może wydłużyć odstęp QT w elektrokardiogramie jako skutek zwolnienia przewodzenia pobudzenia elektrycznego w mięśniu serca, niemniej zaznaczyli, że na takie uboczne działania F. narażone są osoby z niewydolnością krążenia z różnych chorobowych przyczyn kardiologicznych. W przypadku G. Ż.
(1)brak jest jednak podstaw do przyjęcia, że chorowała ona na choroby kardiologiczne. Jak dalej wskazali biegli, przeciwskazanie do leczenia F. stanowi także niewydolność wątroby, co w opiniowanym przypadku biegli także wykluczyli. Podkreślili, że niewydolność wątroby cechuje żółtaczka, śpiączka wątrobowa, skaza krwotoczna i nie jest ona przyczyną nagłej, niespodziewanej śmierci. Wystąpienie żółtaczki u ludzi budzi podejrzenie wirusowego zapalenia wątroby spowodowanego zakażeniem wirusami hepatotropowymi, co powoduje, że pacjent szuka pomocy medycznej udając się najczęściej do szpitala zakaźnego. Wskazali, że lek o nazwie A. stosowany jest w procesie odtruwania – detoksykacji. W przypadku jednoczesnego zażywania tego leku i spożycia etanolu następuje znaczny wzrost stężenia aldehydu octowego w organizmie i występują objawy zatrucia tym związkiem, do których należą: nudności, wymioty, tachykardia, obniżenie ciśnienia tętniczego, zawroty głowy, uczucie rozbicia, lęk. W ciężkich przypadkach może nastąpić niewydolność oddechowa, zaburzenia rytmu serca, niewydolność krążenia. Przeciwskazaniem specjalnym do stosowania A. jest m.in. niewydolność wątroby i układu krążenia, czy zaburzenia psychiczne. Jak na rozprawie rozwinął biegły Z. A., w wypadku spożywania A. i alkoholu jednocześnie, pacjent na pewno nie umrze ani nagle, ani przewlekle, ale pojawią się wskazane wyżej objawy zatrucia aldehydem octowym tj. nudności z wymiotami, wzmożone pocenie, przyspieszony oddech, drżenie mięśniowe tj. objawy zatrucia, które mijają po godzinie/dwóch w sposób samoczynny. Wskazać w tym miejscu zależy, że z wyjaśnień oskarżonego wynika, że G. Ż.
(1)miała świadomość niemożności łączenia tego leku z alkoholem. Nawet zatem gdyby założyć, że przyjęła A., nieprawdopodobnym jest, by bezpośrednio po zażyciu tego leku zdecydowała się wypić alkohol. Wprost takie przekonanie wyraził biegły Z. A. wskazując, że osoba, która sprawdzi jak działa A. w połączeniu z alkoholem, będzie unikała spożycia alkoholu, aby przez następną godzinę – do trzech godzin nie mieć takich objawów. Odnośnie niewydolności krążenia jako możliwego skutku przyjęcia tego leku łącznie z alkoholem, biegły Z. J. wyjaśnił, że może ona manifestować się dusznością, spadkiem ciśnienia tętniczego krwi. Zapaść krążeniowa może być stanem zagrażającym życiu, jeśli obniżenie ciśnienia tętniczego krwi jest bardzo duże a przyczyną jej jest krwotok lub odwodnienie. Jak rozwinęła jednak biegła E. T., do niewydolności krążenia może dojść przy jednoczesnym zażyciu dużej ilości alkoholu i spożyciu A., zatem im dłuższy odstęp pomiędzy zażyciem A. a spożyciem alkoholu, tym działanie tego leku jest słabsze. Oczywiście rozważania te są czysto hipotetyczne, wyłącznie na użytek oceny linii obrony oskarżonego, gdyż jak wskazano wyżej, brak jest poza wyjaśnieniami oskarżonego dowodu, że G. Ż.
(1)w dniu 16 czerwca 2009 roku zażyła ten lek, nadto, że bezpośrednio po jego przyjęciu przestąpiła do spożywania alkoholu, nadto, że alkohol ten spożyła w dużych ilościach. Co prawda, jak ustalono powyżej, pokrzywdzona tego dnia spożywała alkohol, lecz nawet z wyjaśnień oskarżonego nie wynika, by były to duże ilości. Na uwagę zasługuje także fakt, co podniósł biegły Z. A., osoba, która pije alkohol długo ma zwiększoną tolerancję na alkohol i dlatego skutki uboczne tego leku w połączeniu z alkoholem mogą być u takiej osoby znacznie łagodniejsze niż u innych osób. Zwrócił także uwagę, że skoro pokrzywdzona