← Polska

VI ACa 1209/17

Sygn. akt VI ACa 1209/17 WYROK W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ Dnia 2 stycznia 2019 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie VI Wydział Cywilny w składzie: Przewodniczący - SędziaSA Ksenia Sobolewska - Filce

oraz 43 k.c.) płynie bowiem ogólna norma, że nie należy o innych osobach mówić źle – i dotyczy to zarówno informacji o nich (faktów), jak i wyrażanych o nich opinii, i nie tylko ze względu na ewentualnie niegrzeczną formę przekazu, ale także na samą treść przekazu. Jest to norma generalna, wyraźnie zapisana w powyższych przepisach ustawy. Każde zatem naruszenie dobrego imienia i godności innej osoby – jest co do zasady zabronione. Stąd wynika ustanowione ustawą domniemanie bezprawności naruszenia dóbr osobistych. Dopiero wykazanie wskazanych w ustawie okoliczności powoduje, że wypowiedź negatywna o innej osobie może nie być bezprawna. Jest to jednak unormowane jako wyjątek od ogólnej reguły zakazu negatywnych wypowiedzi o innych. Przy rozstrzyganiu konfliktu tych wolności w przypadku materiałów prasowych – a z takie jest w niniejszej sprawie - trzeba mieć ponadto na uwadze, zdaniem Sądu, wysoko chronioną wolność prasy. Pozycja prasy, jej istotna i konieczna rola w demokratycznym społeczeństwie – są pochodną prawa społeczeństwa do informacji, bez którego nie jest możliwe wyrabianie sobie przez obywateli własnych opinii i dokonywanie przez nich świadomych wyborów. Stąd wynika konieczność przekazywania przez prasę (media) informacji prawdziwych, a opinii – opartych na faktach. Sąd orzekający w niniejszej sprawie stał przy tym na stanowisku, że owo oparcie opinii na faktach musi polegać na takim związku opinii z faktami, który nie jest jedynie luźny, daleki – ale musi to być związek konkretny, dostatecznie bliski, zrozumiały dla odbiorcy . Sąd zatem zawsze w konkretnych okolicznościach danej sprawy waży, czy negatywna o innej osobie wypowiedź: informacja albo opinia, mieści się w granicach wolności wypowiedzi, czy też ją przekracza. W szczególności Sąd bada, czy wypowiedź ta jest prawdziwa (albo – oparta na faktach), a jeżeli tak – to czy istniały dostateczne przyczyny, by ją opublikować. Także w razie konfliktu interesu publicznego w opublikowaniu negatywnej wypowiedzi o innej osobie - z prawami tej osoby, decyzja o tym, której z wartości dać pierwszeństwo, należy ostatecznie do Sądu, który podejmuje ją po rozważeniu wszystkich okoliczności sprawy. Jak ustalono, przedmiotowe artykuły zawierały przekaz niewątpliwie naruszający dobra osobiste powódki. Sąd nie znalazł jednak żadnych usprawiedliwionych powodów, by ten przekaz dostarczyć odbiorcom; by te sporne publikacje były potrzebne i usprawiedliwione prawem opinii publicznej do informacji na ten temat. Ze względu na poruszaną w artykułach tematykę, trudno tu dopatrzeć się misji społecznej, dziennikarskiej, która uzasadniałaby stwierdzenie, że przedmiot publikacji leżał w interesie społecznym. Dla wykazania braku bezprawności naruszeń pozwana musiałaby wykazać, że informacje zawarte w artykułach były prawdziwe, a oceny – opierały się na faktach; a jeśliby nawet tak nie było – to pozwana byłaby usprawiedliwiona tylko wtedy, gdyby dochowała szczególnej staranności przy przygotowywaniu, formułowaniu i publikowaniu artykułów. Należało zatem zbadać, czy przekaz płynący z artykułów był prawdziwy (oparty na faktach), a jeśli nie był – to czy przynajmniej czy dziennikarze pozwanej pozostawali w usprawiedliwionym przekonaniu, że był. Wśród przedmiotowych materiałów zawarto informacje, opinie i daleko idące sugestie. Informacjami są komunikaty, że powódka jest żoną byłego (...) – M. D.; że robiła zakupy w jednym z centrów handlowych w USA na F. wraz z M. G. (obecnie (...)); że została zatrzymana pod zarzutem kradzieży; że trafiła do aresztu i wyszła za kaucją; że toczyło się w związku z tym postępowanie karne. To były informacje prawdziwe – choć zamieszczone bez zgody powódki, a ingerujące w jej prywatność. Dla wykazania bezprawności pozwana musiałaby co do tych informacji wykazać, że za ich opublikowaniem przemawiał ważny interes publiczny. W ocenie Sądu pozwana tego nie wykazała. Ponadto w przedmiotowych materiałach znajdują się także informacje nieprawdziwe: że powódka kradła i że przedmiotem kradzieży były futra; że została przyłapana na gorącym uczynku; że jest złodziejką i oszustką; że z jej przyczyny postępowanie się przeciąga. W rzeczywistości nie było żadnej kradzieży ani jej usiłowania; nie było żadnych futer; powódka nie miała wpływu na długotrwałość postępowania karnego; postępowanie to zakończyło się zaaprobowanym przez Sąd odstąpieniem przez Prokuratora od oskarżenia („porzuceniem zarzutów”) na skutek stwierdzenia braku popełnienia czy usiłowania jakiegokolwiek przestępstwa (niewinności powódki) – po obejrzeniu nagrania z monitoringu, które pokazało, że powódka niczego nie ukradła ani nie chciała ukraść. Jeśli chodzi o opinie, to w przedmiotowych materiałach zawarte są następujące komunikaty: że powódka jest osobą pazerną, butną i bezczelną; że unikała sprawiedliwości i przeciągała proces; że chce się „wybielić” w oczach społeczeństwa po „(...)”. Pozwana nie wskazała żadnych faktów, które usprawiedliwiałyby takiej jej opinie o powódce. Przeciwnie, powódka, jak ustalono, niczego nie ukradła ani nie usiłowała ukraść; jej zachowanie w czasie procesu: to, że stawiała się na wszystkie kolejne terminy, że nie odmawiała udziału w żadnych czynnościach procesowych – świadczy o tym, że współdziałała z wymiarem sprawiedliwości i nie przewlekała procesu ani nie dążyła w naganny etycznie sposób do uniknięcia odpowiedzialności. Z kolei zawarte w materiałach sugestie: do którego więzienia może trafić powódka – co sugerowało, że trafi w ogóle do jakiegoś więzienia; które ulice może sprzątać w ramach prac społecznych – co sugerowało, że zostanie skazana; że uniknięcie skazania jest możliwe dzięki dogadaniu się zamożnej powódki z pokrzywdzonym sklepem i świadkiem oskarżenia – co sugerowało, że powódka jest winna, ale uniknie skazania dzięki wykorzystaniu pozycji majątkowej i społecznej; wreszcie, że zakończenie sprawy bez skazania nie jest jednoznaczne ze stwierdzeniem niewinności – co sugerowało, że powódka nie została oczyszczona z zarzutów - tak dalece odbiegają od realiów sprawy karnej przed władzą amerykańską, że wręcz, zdaniem Sądu, sięgają absurdu. W żaden sposób nie można ich uznać za relację z przebiegu sprawy, ani też nie można przypisać im charakteru informacyjnego. Ten przekaz zawarty w przedmiotowych materiałach to konfabulacje i pomówienia. Przedstawiają one obraz postępowania sądowego nierzeczywisty, wykreowany na potrzeby pozwanej. Wszystkie powyższe nieprawdziwe informacje oraz opinie i sugestie - stawiały powódkę w negatywnym świetle. Opinie nie były oparte na faktach, a były jedynie luźno z nimi związane. Publikacje (...) w żadnym razie nie oddawały przebiegu wydarzeń, tylko je kreowały. Taką kreacją były choćby wspomniane wyżej artykuły o więzieniu i ulicach. Zmyśleniem było to, że powódka usiłowała bez płacenia wynieść futro ze sklepu - przez co kreowano jej wizerunek jako złodziejki. Fałszywą kreacją była relacja o zakończeniu sprawy - gdzie pozwana „informowała” opinię publiczną, że „Panie nie zostały uniewinnione, tyko sprawę oddalono. Oznacza to, że strony się dogadały (…)” - w sytuacji, gdy wprost ze strony internetowej Prokuratury lub Sądu pozwana bez trudu mogła się dowiedzieć, że zarzuty były oczywiście bezzasadne i zostały za zgodą Sądu porzucone przez prokuratora. To było szczególnie nierzetelne i naganne. W niniejszym przypadku dla usprawiedliwienia opinii zawartych w oświadczeniu nie wystarcza, zdaniem Sądu, luźny związek, polegający na tym, że powódka rzeczywiście robiła zakupy z M. G. i że została w związku z tym zatrzymana w związku z podejrzeniem kradzieży (czy też próby kradzieży). Opinie pozwanego wyrażone w publikacjach od samego początku, konsekwentnie przez niemal półtora roku, oparte były na nieprawdziwych przesłankach faktycznych. Oceniać fakty można na różne sposoby – i to jest chronione wolnością posiadania i głoszenia poglądów. Natomiast negatywne ocenianie kogoś na podstawie nieprawdziwych danych – nie znajduje usprawiedliwienia i jest bezprawne (z opisanym wyżej zastrzeżeniem dochowania rzetelności usprawiedliwiającej przekonanie o ich prawdziwości). Takie okoliczności, zdaniem Sądu, zaistniały w przedmiotowej sprawie już przy okazji publikacji pierwszego artykułu, kiedy to K. G.

(1)oparł się na raporcie, którego po prostu nie umiał przeczytać ze zrozumieniem. Raport ten bowiem, wbrew interpretacji dziennikarza, nie przedstawiał stanu faktycznego ustalonego przez policję, a jedynie wersję zdarzeń przedstawioną policji przez pracownika sklepu. Co więcej – nawet z samej treści raportu nie wynikało, że przedmiotem kradzieży były futra. A ostatecznie - wszelkie, istotne dla odpowiedzialności powódki, informacje zawarte w raporcie, okazały się nieprawdziwe. Te same uwagi dotyczą przebiegu procesu, gdyż z ustalonego stanu faktycznego sprawy wynika, że powódka nie miała żadnego interesu w przewlekaniu postępowania. Wręcz przeciwnie – od początku traktowała tę sprawę jako niefortunną pomyłkę i dążyła do jej jak najszybszego załatwienia, uzależniając nawet od tego swój powrót do kraju. Przewlekłość postępowania wynikała zaś z opieszałości sklepu, który zwlekał z przedstawieniem inwentaryzacji oraz nagrań video ze zdarzenia, jak też z tego, że B. R. (która miała przyłapać powódkę „na gorącym uczynku”) nie stawiała się na posiedzenia, uniemożliwiając dalsze procedowanie. Wobec powyższego, oceniając przekaz, wymowę cyklu artykułów prasowych jako całości, stwierdzić zdaniem Sądu, należało, że zawarte tam informacje nie były prawdziwe, a negatywne sugestie oraz opinie o powódce bądź o jej zachowaniu – nie miały oparcia w rzeczywistości. Jednak nawet pomimo tego, przekaz ten nie byłby bezprawny – gdyby pozwana opublikowała go w dobrej wierze, w interesie społecznym i w usprawiedliwionym przekonaniu, że jest to przekaz prawdziwy (oparty na faktach). Sąd orzekający w niniejszej sprawie podzielił pogląd wyrażony w uchwale 7 sędziów Sądu Najwyższego z 18 lutego 2005 r., III CZP 53/2004, iż „wykazanie przez dziennikarza, że przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych działał w obronie społecznie uzasadnionego interesu oraz wypełnił obowiązek zachowania szczególnej staranności i rzetelności, uchyla bezprawność działania dziennikarza. Jeżeli zarzut okaże się nieprawdziwy, dziennikarz zobowiązany jest do jego odwołania”. Od dziennikarzy czy każdego innego uczestnika debaty publicznej nie można bowiem żądać dowodu prawdy – ponieważ nie dysponują oni w docieraniu do prawdy takimi środkami, jakimi dysponuje aparat państwowy (służby mundurowe, prokuratura, sądy). Wymagać trzeba jednak przynajmniej rzetelności: w zbieraniu materiałów, w ich opracowaniu oraz w formułowaniu publikacji. Zwłaszcza na tym ostatnim etapie autor wypowiedzi powinien dbać o dobra osobiste osób, o których się wypowiada. Zgodnie bowiem z przepisem art. 12 ust. 1 pkt 1 prawa prasowego, rzetelne i w dobrej wierze oraz w słusznym celu działanie dziennikarza uchyla bezprawność nieprawdziwej informacji naruszającej cudze dobro osobiste choćby tzw. dowód prawdy odnośnie do faktów objętych informacją nie został przeprowadzony. Powyższe oznacza, że autorzy publikacji winni byli dochować szczególnej staranności dziennikarskiej na każdym etapie publikacji. Podstawą rzetelnego warsztatu dziennikarza jest bowiem zweryfikowanie pozyskanych informacji, a w tym – poznanie stanowiska obu stron konfliktu. Tymczasem żaden z dziennikarzy pozwanej staranności tej nie dochował. W szczególności uwaga ta dotyczy K. G.
(1), który służył potem „pomocą” swoim redakcyjnym kolegom w tworzeniu kolejnych materiałów, a który „domyślił się”, że chodzi o futra. Co więcej, K. G.
(1), który w oczach niektórych świadków jawił się wręcz jako specjalista w tej sprawie, nie zapoznał się nawet z procedurą przed władzą amerykańską, zgodnie z którą protokół policyjny mógł zawierać (i w rzeczywistości zawierał) wersję zdarzeń przedstawioną wyłącznie przez pracownika ochrony sklepu. Zdaniem Sądu dalece niewystarczające było tu sięgnięcie do protokołu policyjnego oraz próby nawiązania kontaktu z powódką. K. G.
(1)(ani żaden świadek pozwanej) nie był w stanie powiedzieć, dlaczego nie wysłano do powódki choćby wiadomości sms lub mailowej z prośbą o kontakt. Z ustalonego stanu faktycznego wynika, że dziennikarz dodzwonił się do powódki jeden raz i usłyszał, że zatrzymanie w feralnym sklepie rzeczywiście miało miejsce. Bazując na treści raportu policyjnego, który nie zawierał opisu stanu faktycznego (gdyż ten miał być dopiero przedmiotem postępowania), tylko – jak się potem okazało – fałszywe oskarżenie pracownicy sklepu, (...) opublikował informację, z której jednoznacznie wynika, że powódka uczestniczyła w zdarzeniu opisywanym jako „kradzież futer”, a w toku sprawy reporterzy (...) nie przedstawiali jego rzeczywistego przebiegu, mimo że delegowali tam swoich pracowników. Co więcej – odbiorcy dziennika i portalu nie zostali nigdy poinformowani o bezpodstawności zarzutów i o tym, że zdarzenie w ogóle nie miało miejsca. Przeciwnie – (...) i portal pozostawali przy „swojej” prawdzie, kreując taki obraz sytuacji, z którego wynikało, że powódce udało się „uciec” od wymierzenia jej sprawiedliwości. Sąd wskazał, iż gros dziennikarzy pozwanej nie posiadało wykształcenia dziennikarskiego, a mimo to pozwana nie zapewniła im żadnego przeszkolenia z prawa prasowego ani z zasad etyki dziennikarskiej . Sąd podkreślił też , że pozwana niewątpliwie miała obowiązek przynajmniej spróbować zweryfikować uzyskane informacje. W realiach niniejszej sprawy nie zmienia tego okoliczność, że publikowane prawdziwe informacje pochodziły z wiarygodnego źródła, tj. ze strony internetowej władz amerykańskich. Nie ma racji pozwana, gdy powołuje się na to, iż informacje powzięła od władz – i że to jakoby wystarczało, aby je podać, nie pytając o wersję opisywanej osoby. Żeby zachować rzetelność, pozwana musiałaby podać informacje dostępne od władz w sposób pełny – a podawała je wybiórczo. Mimo, że miała dostęp przez internet do zamieszczanych na bieżąco na stronie sądu wszystkich dowodów w sprawie – powiadomiła czytelników o zatrzymaniu powódki, ale już nie powiadomiła ich o podstawowych dowodach niewinności powódki, w szczególności o nagraniu z monitoringu. O niektórych zaś dowodach korzystnych dla powódki, jak wycofanie się B. R. z oskarżeń – pozwana informowała wprawdzie, ale jednoznacznie sugerując, że zostały one kupione przez bogatego męża powódki. To absolutnie nie była rzetelna informacja pozyskana z oficjalnych państwowych źródeł – i na pewno nie może usprawiedliwić braku weryfikacji tych informacji w innych źródłach, w szczególności u samej powódki. W niniejszej sprawie żadna weryfikacja nie miała miejsca. Co więcej, przed publikacją kolejnych artykułów prasowych nie podejmowano żadnych prób kontaktu z powódką, a skontaktowanie się z nią jedynie przy okazji pierwszej publikacji ocenić należy jako dalece niewystarczające (wszak cykl artykułów publikowano przez prawie półtora roku). Ponadto pozwana oparła pierwsze publikacje na raporcie policyjnym, opisując go nie jako wersję zdarzeń forsowaną przez B. R., ale faktyczny przebieg zdarzeń, co doprowadziło do szybkiego „osądzenia” powódki w opinii publicznej oraz wśród znajomych powódki. Informacje z raportu były też silnie nadinterpretowane, by nie powiedzieć wprost – zmyślone przez dziennikarza, który nie potrafił ze zrozumieniem przeczytać prostego formularza w języku angielskim. Np. z zaznaczonej rubryki odzież/futra K. G.
(1)samodzielnie domyślił się, że chodzi o kradzież futer i to w sytuacji, gdy sklep ten w ogóle nie prowadził sprzedaży futer. Co więcej – odzież, która miała być przedmiotem kradzieży, również nie znajdowała się w asortymencie sklepu, a zdjęcie zabezpieczeń z odzieży było niemożliwe bez specjalistycznych narzędzi. W żadnym z artykułów nie ma o tych faktach mowy; jak też o porzuceniu zarzutów z powodu ich oczywistej bezzasadności. W postępowaniu amerykańskim powódka wręcz udowodniła swoją niewinność, a w sprawie nie zgromadzono ani jednego dowodu przeciwko powódce. Dziennik (...) nie poinformował o tym swoich czytelników, co daje asumpt do stwierdzenia, że dziennikarze wykazali się tu skrajną, jaskrawą nierzetelnością w opisie zdarzeń, a nasilenie złej woli pozwanej wobec powódki jest tu, zdaniem Sądu, nad wyraz widoczne. Co więcej, dziennikarze nie powzięli podstawowych czynności prowadzących do ustalenia faktów, np. nawet nie próbowali skontaktować się z właścicielem feralnego sklepu, z funkcjonariuszem ochrony (B. R.), czy innymi pracownikami sklepu, choć redakcja (...) miała w USA swojego wysłannika, który w praktyce dostarczał jedynie nowe zdjęcia powódki, publikowane potem w gazecie oraz portalu internetowym pozwanej. Nie sposób nawet przyjąć, zdaniem Sądu, że dziennikarze próbowali relacjonować przebieg procesu, gdyż nawet tu nie zawarto podstawowych informacji, np. o odroczeniu sprawy z powodu absencji B. R. i nie poinformowano o ostatecznym rozstrzygnięciu w sposób zgodny z rzeczywistością. Tymczasem informacje o bezzasadności zarzutów posiadali nawet niektórzy internauci, którzy w komentarzach pod opublikowanymi na stronie (...) zamieszczali wypowiedzi, z których jednoznacznie wynikało, że sprawa jest zakończona dlatego, że zdarzenie nie miało miejsca. Pozwana, mając dostęp do postanowienia kończącego postępowanie, wymyśliła swoją wersję zdarzeń, w ogóle niezwiązaną z procedurą przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości (co miałoby przynajmniej jakiś walor edukacyjny), a konsekwentnie stała na stanowisku, że do kradzieży doszło, tylko powódce i jej koleżance „się upiekło”. Takie zachowanie świadczy jednoznacznie nie tylko o niezachowaniu rzetelności dziennikarskiej na żadnym z etapów publikacji, ale także o jaskrawym nasileniu złej woli, która w ogóle nie miała nic wspólnego z dziennikarstwem. Co istotne, artykuły te pisano – jak wynika z zeznań ich autorów – na żądanie redakcji pozwanej, dla podtrzymania zainteresowania czytelników „aferą”, nawet gdy nie było żadnych „newsów” – a trzeba było to zainteresowanie podtrzymywać minimum jednym artykułem tygodniowo. Te pobudki publikowania przedmiotowych materiałów Sąd uznał za odrażające, gdy się uwzględni cele i zadania wolnej prasy. Sąd stwierdził, że przedmiotowe publikacje – to nie było żadne informowanie o faktach i ich komentowanie – ale wymyślenie, wykreowanie i potem podtrzymywanie „afery” w celu jedynie utrzymania czytelnictwa i – w konsekwencji – dochodów pozwanej. Takie prowadzenie tej sprawy nie ma nic wspólnego z dziennikarstwem. Przeciwnie: jest to godne najwyższego potępienia, wypływające z niskich, merkantylnych pobudek, sprzeniewierzenie się dziennikarstwu. Ocena ta, jakkolwiek bardzo ostra i kategoryczna, jest w ocenie Sądu w pełni uzasadniona – tym bardziej, że okazało się, iż pozwana, wymyślając i podtrzymując „(...)”, publikując serię oszczerczych, nierzetelnych materiałów na temat powódki - z góry uwzględniła 50-ciotysięczne zadośćuczynienie (z jakim się liczyła, prognozując wyrok) wliczając je w koszty pozyskania czytelników i tym samym zwiększenia swoich dochodów. Powyższe rozważania prowadziły Sąd do wniosku, iż pozwana nie zachowała wymogów szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych, o których mowa w art. 12 ust. 1 Prawa prasowego. Pozwana wywodziła, że publikacja spornych artykułów poparta była ważnym interesem publicznym. W interesie publicznym leży niewątpliwie, aby prasa miała możliwość publikacji materiałów zawierających informacje i opinie na temat osób publicznych i spraw budzących zainteresowanie ogółu obywateli. Jednak pozwana w żaden sposób nie wykazała, by publikacja artykułów o treści nieprawdziwej, zawierających informacje gromadzone nierzetelnie, dotyczące osoby prywatnej - leżała w interesie opinii publicznej. Zdaniem Sądu, interes publiczny pozwana mogłaby wykazać jedynie w sytuacji, gdyby materiały prasowe dotyczyły osoby publicznej, ewentualnie gdyby przypadki kradzieży dokonywanej przez Polaków za granicą, niewątpliwie szkodliwe dla wizerunku Polski, pozwana podała – w odniesieniu do osób prywatnych – w formie uniemożliwiającej ich identyfikację. Jak przedstawiono wyżej – powódka z pewnością nie jest osobą publiczną, i jest w pełni identyfikowalna w przedmiotowych publikacjach. Nie sposób zatem doszukać się w nich jakichkolwiek wartości (waga sprawy, charakter moralizatorski, edukacyjny, informacyjny), które usprawiedliwiały tezę o interesie opinii publicznej do uzyskania informacji związanych z „(...)”. Wobec tego Sąd uznał, iż pozwana nie obaliła domniemania bezprawności naruszenia dóbr osobistych powódki. Uwzględniając roszczenie dotyczące przeprosin Sąd wskazał, iż treść spornych artykułów oraz długi czas ich ciągłego wydawania - odbiły się szerokim echem i były komentowane w mediach, w tym w internecie, oraz w środowisku powódki. Powyższe okoliczności czynią żądanie przeprosin w pełni uzasadnionym – na podstawie art. 24 § 1 zd. trzecie k.c. W ocenie Sądu sprecyzowana treść przeprosin jest adekwatna do zamierzonego celu, tj. usunięcia skutków naruszeń. Treść przeprosin została przez Sąd ograniczona w stosunku do tekstu wskazanego w pozwie. Sąd uznał bowiem, że treść tych oświadczeń była nadmiernie rozbudowana. Oświadczenie powinno być możliwie zwięzłe, a w przypadku ogłoszeń publikowanych w Internecie - nie może zapełniać całego ekranu standardowego monitora komputera. Dlatego też Sąd zmodyfikował treść przeprosin, skracając je tak, aby nie zmienić ich sensu, ale wyeliminować z nich powtórzenia czy przesadne wyrazy ubolewania. Zbędne było również – zdaniem Sądu – dokładne przytaczanie nieprawdziwych informacji (np. jakoby kradła futra), gdyż mogłoby to prowadzić do wtórnej stygmatyzacji powódki i przez to przynieść efekt odwrotny do zamierzonego. Ponadto, by przeprosiny odniosły zamierzony skutek w postaci naprawy wizerunku powódki, Sąd, mając na względzie przeciętny a powszechnie wiadomy profil czytelnika przedmiotowego dziennika i portalu, i poruszając się w granicach żądania pozwu, nakazał zamieszczenie dużego, pogrubionego tytułu przeprosin, a także wyeksponował dane powódki oraz przekaz dotyczący tego, że podane przez dziennik (...) informacje nie były prawdziwe. Z komunikatu tego, sformułowanego zwięźle i w sposób nieskomplikowany, jasno, zdaniem Sądu, wynika, że powódka nie kradła futer w USA, nie unikała odpowiedzialności karnej poprzez przeciąganie procesu, nie miała trafić do amerykańskiego więzienia, a także że nie jest złodziejką. Tak sformułowany komunikat realizuje zdaniem Sądu wszystkie cele, jakie pragnęła osiągnąć powódka w niniejszej sprawie, a które w ocenie Sądu nie mogłyby zostać zrealizowane, gdyby przeciętny czytelnik tabloidu musiał przebrnąć przez tekst przeprosin w wersji wskazanej w pozwie. Z treści przeprosin wynika również, że pozwana wykorzystała wizerunek powódki bez jej zgody. Publikacja przeprosin w takiej formie da, zdaniem Sądu, powódce oczekiwaną satysfakcję – do odbiorców dotrze bowiem komunikat - wzmocniony tym, że publikacja następuje w wyniku procesu sądowego - że negatywny przekaz o powódce - był całkowicie bezpodstawnym pomówieniem. Publikacja przeprosin nastąpi na głównej stronie Gazety, co zapewni dostęp do przeprosin szerokiemu gronu czytelników. Jest to również uzasadnione tym, że wizerunek powódki wielokrotnie i przez długi czas „widniał” na stronie tytułowej dziennika pozwanej. Informacje tam zawarte były zatem widoczne dla szerszego grona odbiorców – nie tylko czytelników (...). Jako że gazety zwyczajowo zamieszcza się w witrynach kiosków czy sklepów i umieszcza na półkach w taki sposób, że pierwsza strona (bądź jej znaczna część) jest widoczna dla wszystkich, to z treścią teaserów (zapowiedzi artykułów) i wizerunkiem powódki mógł zapoznać się w praktyce każdy. Dlatego też żądanie pozwu w zakresie umieszczenia przeprosin na pierwszej stronie dziennika Sąd uznał za usprawiedliwione. Zasadne też było żądanie, by przeprosiny ukazywały się kolejno przez 15 dni. Pozwana naruszyła bowiem dobra osobiste powódki ponad trzydziestokrotnie, a cykl artykułów ukazywał się przez około 14 miesięcy. Oznacza to, że zakres naruszeń był bardzo szeroki, a w świadomości odbiorców konsekwentnie budowano zakłamany negatywny obraz powódki i jej sprawy karnej. Z tych względów Sąd doszedł do przekonania, że wskazany w pozwie okres czasu, przez który mają ukazywać się przeprosiny, z pewnością nie jest zbyt długi. W okolicznościach niniejszej sprawy nieprzydatna jest ogólna reguła, że przeprosić należy raz. W tym przypadku, gdy publikacje pozwanej nie są zwykłymi pojedynczymi artykułami, ale przybrały postać niespotykanej w swej skali zmasowanej akcji medialnej – dla faktycznego odwrócenia skutków naruszenia, czyli dla zmiany sposobu postrzegania powódki w oczach społeczeństwa, konieczna jest szeroka kampania informacyjna skierowana do stałych i sporadycznych czytelników pozwanej oraz osób stykających się niekiedy z dziennikiem (jego pierwszą stroną) w punktach sprzedaży. Te funkcję spełni w ocenie Sądu oświadczenie pozwanej publikowane dzień po dniu przez wskazany czas 15 dni. Te same uwagi dotyczą publikacji zamieszczonych w sieci Internet, mimo że pozwana już je ze swojego portalu usunęła. Internauci muszą bowiem poznać przyczyny, które legły u podstaw decyzji pozwanej, stąd też treść przeprosin w papierowym i elektronicznym wydaniu gazety jest identyczna. Również z uwagi na rozmiar naruszeń, publikacja przeprosin w sieci internet nastąpi na portalu głównym pozwanej, mimo że artykuły w internecie publikowane były z reguły na jednej z podstron. Jednak w okolicznościach faktycznych niniejszej sprawy, proste odwzorowanie przy nakazaniu publikacji przeprosin miejsca publikacji materiału prasowego, którym naruszono dobra osobiste – nie byłoby odpowiednie w rozumieniu przepisu art. 24 k.c. Podstawową rzeczą przy nakazaniu przeprosin jest oczywiście to, by dotarły one do wiadomości tych osób, które uprzednio zapoznały się z materiałem naruszającym dobra osobiste. Zdaniem Sądu drugą i nie mniej ważną przesłanką jest to, aby opublikowanie przeprosin (stosownego oświadczenia) było wykonalne – tak z punktu widzenia technicznej możliwości, jak i okoliczności finansowych. Dlatego np. nakazane przeprosiny nie powinny być aż tak kosztowne, żeby stwarzać ryzyko wyzucia publikującego z całego majątku czy – w przypadku osób prawnych – nawet likwidacji takiej osoby, a w przypadku prasy (mediów) – nie może uniemożliwiać wykonywania przez nie ich podstawowych zadań, tzn. funkcji informacyjnej i kontrolnej w społeczeństwie. Funkcję taką niewątpliwie pełnią w Polsce nie tylko gazety o poważniejszej linii, ale także tabloidy, do których zalicza się dziennik wydawany przez pozwaną. Paradoksalnie nawet – z uwagi na krępujący gorset czy to poprawności politycznej, czy sympatii politycznych tzw. poważnych dzienników, niejednokrotnie to właśnie dzięki tabloidom urzeczywistniana była rzeczywista funkcja kontrolna prasy, i to dzięki nim opinia publiczna dowiadywała się o faktach istotnych dla dokonywania wyborów przez demokratyczne społeczeństwo. Te względy sprawiają, że nie jest zdaniem Sądu w ogóle możliwe w demokratycznym społeczeństwie tak ogromna ingerencja w wolność prasy, jakiej domaga się powódka żądając publikowania przez pozwaną przeprosin na całej pierwszej stronie dziennika, tym bardziej przez kilkanaście dni z rzędu. Dziennik musi mieć możliwość informowania na pierwszej – najważniejszej - stronie o ważnych wydarzeniach w państwie. Wyważając argumenty obu stron Sąd uznał za właściwe zobowiązanie pozwanej do publikowania przeprosin w taki sposób, by zajmowały one górną część pierwszej strony dziennika, nie wkraczając w pole zazwyczaj zastrzeżone dla tytułu i stopki wydawniczej gazety. Umożliwi to, zdaniem Sądu, zapoznanie się z tekstem przeprosin także odbiorcom nie kupującym dziennika, a czytającym teksty na pierwszej stronie gdy gazeta leży wyłożona w punkcie sprzedaży. Zarazem taki sposób publikacji zdaniem Sądu nie ograniczy nadmiernie przynależnej pozwanej swobody przekazu. Ewentualne wątpliwości, czy taka forma nie jest dla pozwanej zbyt dotkliwa, nikną, gdy się wspomni na skalę i nasilenie złej woli oraz skutki publikacji dla powódki, a także rozmiar działań potrzebnych dla odwrócenia skutków naruszenia, powszechnego i utrwalonego w opinii publicznej. Wreszcie – miejsce i forma publikacji powinny być tak określone, żeby przez cały czas, w jakim możliwe jest wykonanie wyroku (czyli 10 lat), istniała fizyczna możliwość jego wykonania. Kierując się tymi przesłankami Sąd uznał, że żądane w pozwie miejsce publikacji przeprosin na głównej stronie portalu jest odpowiednie i wychodzi naprzeciw ewentualnym zmianom w strukturze portalu internetowego pozwanej (np. zmiana zakładek). Nie można bowiem takich zmian wykluczyć na przyszłość, a z uwagi na zakaz innej niż literalna wykładni wyroku w postępowaniu egzekucyjnym – każda zmiana struktury strony internetowej portalu pozwanej skutkowałaby siłą rzeczy niewykonalnością wyroku. Aby tego uniknąć, Sąd uznał za konieczne nakazanie publikacji oświadczenia na głównej stronie portalu pozwanej – jakkolwiek by ona w przyszłości nie była zbudowana. Dlatego też, jak i z uwagi na długotrwałość stanu naruszeń, za właściwe miejsce publikacji Sąd uznał główną stronę. Treść tych przeprosin dotrze na pewno do wiadomości tych czytelników, którzy wchodzą na tę stronę i którzy czytali przedtem przedmiotowe artykuły (albo też same tylko ich zapowiedzi, które miały wprowadzające w błąd tytuły, kreujące już same przez się pejoratywny obraz powódki, co wystarczająco stygmatyzowało powódkę w świadomości tych odbiorców). W pozostałej części (tekstu oświadczeń przekraczającego jego brzmienie po modyfikacji dokonanej przez Sąd) powództwo oddalono. Odnosząc się do problematyki zadośćuczynienia / art. 24 § 1 zd. trzecie k.c., w zw. art. 448 k.c./ Sąd stanął na stanowisku, że fakultatywne przyznanie przez Sąd tych kwot, powinno następować wtedy, gdy naruszenie dóbr osobistych było zawinione. Pozwana opublikowała przedmiotowe materiały, odnoszące się do powódki, bez ich weryfikacji i w sposób tendencyjny, po części je zmyślając, produkując artykuły ze z góry zamierzoną częstotliwością w celu utrzymania zainteresowania wykreowaną dla celów merkantylnych „aferą”, a gdy okazało się niezbicie, że powódka jest niewinna – pozwana nie okazała najmniejszej woli sprostowania tych informacji; przeciwnie, używając wymyślnych sugestii utrzymywała odbiorców w przekonaniu o winie powódki. Wszystko to trzeba uznać za działanie intencjonalne, które nie miało nic wspólnego z rzetelnym dziennikarstwem. Publikacje przedstawiają powódkę w jednoznacznie i skrajnie negatywnym świetle, co w połączeniu z niedochowaniem należytej staranności dziennikarskiej, pozwala na przypisanie pozwanej winy w najcięższej postaci, tj. winy umyślnej. Konkluzję tę wspiera także okoliczność, że – jak już o tym była mowa - pozwana, wymyślając i podtrzymując „(...)” poprzez publikację serii oszczerczych, nierzetelnych materiałów na temat powódki - z góry brała pod uwagę możliwość, że powódka wystąpi przeciwko pozwanej o zadośćuczynienie, i konieczność zapłaty tego zadośćuczynienia pozwana skalkulowała jako ryzyko publikacji. Pomimo tego – zdecydowała się na nie, okazując w ten sposób rażące lekceważenie porządku prawnego i oczekiwanych od prasy norm etycznych. Pozwana po prostu dopuściła się deliktu zdając sobie sprawę z grożącej jej odpowiedzialności finansowej – a mimo to ważniejsza okazała się dla pozwanej perspektywa utrzymania dzięki „aferze” czytelnictwa i oczekiwanych stąd zysków. Postawa taka, gdy sprawca popełnia świadomie czyn niedozwolony, kalkulując koszty (w tym sankcje finansowe) i spodziewane przewyższające je zyski – jest wysoce naganna moralnie, a w przypadku wolnej prasy w demokratycznym społeczeństwie – jest po prostu absolutnie nieakceptowalna. Wypacza bowiem rolę wolnej prasy, podstawową w społeczeństwie demokratycznym, obniża zaufanie społeczeństwa do prasy i oznacza sprzeniewierzenie się etyce dziennikarskiej. Wszystko to sprawia, że Sąd nie miał żadnych wątpliwości, gdy przypisał pozwanej winę w najwyższym stopniu. Odpowiedzialność pozwanej – jako wydawcy dziennika (...) i portalu internetowego, na którym opublikowano artykuły naruszające dobra osobiste powódki – jest odpowiedzialnością wydawcy, przewidzianą w art. 38 prawa prasowego w związku z art. 448 k.c. Ten ostatni przepis nie zawiera jednoznacznych wskazówek odnośnie sposobu ustalania wysokości zadośćuczynienia i pozostawia tę kwestię rozwadze Sądu. Mając na uwadze całokształt okoliczności sprawy, Sąd ustalił kwotę zadośćuczynienia należnego powódce na 100.000 zł. Na wysokość zasądzonej kwoty wpływ miał stopień zawinienia pozwanej, charakter naruszeń, ich dotkliwość i długotrwałość. Sąd wziął również pod uwagę, że pozwana pod koniec postępowania usunęła sporne artykuły z internetu, a więc zaprzestała dalszych naruszeń - w tym zakresie zresztą, tj. co do żądania zakazania dalszych naruszeń, powódka cofnęła wówczas powództwo – i w tej części Sąd postępowanie umorzył, na podstawie art. 355 § 1 k.p.c. Mimo to, pozwana do końca procesu konsekwentnie odmawiała powódce należnych jej przeprosin – choć skoro pozwana sporne artykuły usunęła, to zdaniem Sądu, naturalną konsekwencją takiego zachowania powinno być wyjaśnienie czytelnikom przyczyn tej decyzji, czego pozwana nie uczyniła. Nie bez znaczenia jest, zdaniem Sądu, i to, że z całokształtu materiału dowodowego w sprawie, w szczególności z zeznań powódki i jej postawy w trakcie procesu, wynika, iż dla powódki decydujące znaczenie ma satysfakcja z wygranego procesu, z uzyskanych od pozwanych przeprosin – zaś kwestia finansowa miała dla powódki przez znaczną część procesu znaczenie uboczne. Wskazała na to sama powódka, argumentując, że przed procesem chciała podjąć z pozwaną rozmowy ugodowe, celem usunięcia z Internetu spornych artykułów oraz opublikowania przeprosin (sprostowań) w gazecie. W toku procesu okazało się jednak, że pozwana, wymyślając i podtrzymując „(...)” i publikując serię oszczerczych, nierzetelnych materiałów na temat powódki - z góry uwzględniła 50-ciotysięczne zadośćuczynienie (z jakim się liczyła, prognozując wyrok). Wliczyła je po prostu w koszty pozyskania czytelników i tym samym zwiększenia swoich dochodów. W tej sytuacji zrozumiałe staje się, że kwestia finansowego zadośćuczynienia – początkowo na dalekim planie – stała się dla powódki bardzo ważna. Nie chodziło już tylko o to, aby w społecznej świadomości odwrócić skutki naruszeń i przywrócić powódce cześć, ale ważne stało się także zyskanie poczucia satysfakcji z tego, że krzywda wyrządzona powódce przez pozwaną z rozmysłem i z niskich merkantylnych pobudek – nie będzie się pozwanej opłacać i że przegrany proces pozwana odczuje jako dolegliwość ekonomiczną. Wyrównanie krzywdy poprzez zadośćuczynienie musi być dla pokrzywdzonego odczuwalne ekonomicznie – a to oznacza, że powinno być zasądzone w takiej wysokości, aby umożliwić pokrzywdzonemu osiągnięcie satysfakcji równoważącej albo łagodzącej skutki doznanej krzywdy lub w ostateczności – gdy tamto nie jest możliwe – przynajmniej ułatwiającej ich znoszenie. Ta satysfakcja w sprawach o ochronę dóbr osobistych innych niż życie czy zdrowie – może polegać przede wszystkim na świadomości, że wyrządzenie krzywdy nie było dla sprawcy opłacalne, a konieczność naprawienia krzywdy będzie dla sprawcy odczuwalna – także ekonomicznie. Modelowym rozwiązaniem, w ocenie Sądu orzekającego w niniejszej sprawie, jest w takiej sytuacji – gdy chodzi o naruszanie dóbr osobistych przez wielkie media czy podmioty o wielkiej pozycji rynkowej, które na wyrządzaniu krzywd po prostu się bogacą - żądanie od takiego sprawcy zapłaty stosownej kwoty na cel społeczny. Ta kwota może być bowiem na tyle wysoka, że będzie stanowiła odczuwalną dla sprawcy krzywdy dolegliwość – na tyle, że może skutecznie zniechęcić sprawcę przed ponownymi świadomymi naruszeniami – w stosunku do tej samej czy innych osób. Ta kwota może być na tyle wysoka, żeby sprawcy wyrządzanie krzywd przestało się opłacać. Zadośćuczynienie na rzecz pokrzywdzonego nie spełni co do zasady tej roli, gdyż nie może być źródłem wzbogacenia pokrzywdzonego. Pamiętać też trzeba o zachowaniu odpowiednich proporcji pomiędzy zadośćuczynieniami zasądzanymi za naruszenie różnych dóbr osobistych. Nie jest właściwe i nie odpowiada społecznemu poczuciu słuszności, zasądzanie zadośćuczynień za obmowę czy opublikowane w mediach zdjęcie – w kwotach (nieraz znacznie) wyższych, niż zadośćuczynienia za naruszenie zdrowia, nierzadko bardzo poważne, czy za śmierć bliskich. Z tych względów, choć zadośćuczynienie dla osoby pokrzywdzonej musi być przede wszystkim odczuwalne dla niej, zatem co do zasady nie powinno być symboliczne – nie może prowadzić do jej wzbogacenia. Z reguły nie będzie zatem stanowić dla zamożnego sprawcy ani znacząco odczuwalnej dolegliwości, ani nie spełni funkcji prewencyjnej przed dalszym zarabianiem na wyrządzaniu krzywd. W okolicznościach niniejszej sprawy Sąd miał na uwadze, że najbardziej właściwym sposobem odwrócenia skutków naruszeń dóbr osobistych powódki – jest oświadczenie pozwanej, opublikowane w takiej formie i takim natężeniu, że odniesie realny skutek i przywróci powódce dobre imię w opinii publicznej. Jednak postawa pozwanej – ta sprzed niniejszego procesu, ale przede wszystkim ta prezentowana przez pozwaną poprzez jej pracowników (dziennikarzy) już w trakcie niniejszego procesu – skłoniła Sąd do uwzględnienia także powództwa w zakresie żądania zadośćuczynienia, i to w znacznej części. Zasądzona kwota jest bardzo wysoka, jeśli uwzględni się wskazane wyżej dyrektywy jej ustalenia, w tym przede wszystkim zachowanie właściwej proporcji do kwot zadośćuczynień zasądzanych za naruszanie zdrowia i życia. Jednak skoro pozwanej nie przeszkadzało to, że wyrządza powódce krzywdę i manipuluje opinią publiczną, bo liczyły się dla niej tylko wyniki ekonomiczne; skoro pozwana świadomie zamierzała „zarobić” na wyrządzanej krzywdzie – to kwota zadośćuczynienia musi, zdaniem Sądu, zapewnić powódce odczucie satysfakcji z tego, że pozwana jednak wyrządzoną powódce krzywdę odczuje – i to w sferze, na której jej dotychczas najbardziej zależało, czyli w sferze ekonomicznej. W tej sytuacji, tylko dolegliwość finansowa większa, niż z góry przez pozwaną założony koszt pozyskania dzięki tym publikacjom dochodów – może dać powódce poczucie satysfakcji, że jej krzywda przynajmniej nie była dla pozwanej tak bardzo opłacalna - i w ten sposób zadośćuczynić wyrządzonej powódce krzywdzie. Sąd wziął przy tym pod uwagę to, że poczucie krzywdy wywołane u powódki jest bardzo znaczne; do tego stopnia, że gotowa byłaby spieniężyć swój majątek, żeby do tych publikacji nigdy nie doszło. Nasilenie złej woli, naśmiewanie się i robienie żartów z powódki przez dziennikarzy pozwanej w toku procesu również wzmagały w powódce uczucie bezradności, bezsilności, a nawet gniewu. Orzekając o wysokości zadośćuczynienia Sąd miał też na uwadze stosunkowo wysoki status materialny powódki (dochód jej gospodarstwa domowego wynosi ok. 20 tys. zł miesięcznie na dwie osoby) – w związku z czym kwota zadośćuczynienia, by była dla powódki odczuwalna, musi być odpowiednio wysoka. Zasądzona kwota zadośćuczynienia uwzględnia też negatywny wpływ, jaki na stan psychofizyczny powódki wywołały przedmiotowe publikacje: jej depresję posuniętą do niewychodzenia z domu, bardzo silny długotrwały negatywny stres, a także spowodowany nim wzrost ryzyka ujawnienia się u powódki objawów cukrzycy i silnej alergii. Oprócz satysfakcji wywołanej poczuciem dolegliwości dla pozwanej jako sprawcy krzywdy – Sąd miała na uwadze także to, że zasądzone zadośćuczyneinie pozwoli powódce odczuć satysfakcję z możliwości czynienia dobra. Powódka podnosiła bowiem w toku sprawy, że przyznane zadośćuczynienie chce spożytkować na cel społeczny – to jest na potrzeby fundacji, z którą współpracuje od wielu lat. Powyższe motywy nie mogły zostać obojętne przy wyznaczeniu przez Sąd kwoty zadośćuczynienia. Powódka nie formułowała wprawdzie żądania dodatkowego, tj. o zasądzenie od pozwanej określonej kwoty na wskazany przez powódkę cel społeczny, jednak i cel, który wskazała jako przeznaczenie własnego zadośćuczynienia, ma ze swej natury charakter społeczny i altruistyczny. Usprawiedliwia zatem także przyznanie zadośćuczynienia w tak – relatywnie – wysokiej kwocie. Ten rodzaj satysfakcji w ocenie Sądu umożliwi powódce realne zmniejszenie poczucia doznanej krzywdy – albowiem powódka będzie miała podstawy do poczucia, że jej krzywda „nie poszła na marne”, że obróciła się na dobre; że nawet tak złe działanie pozwanej dzięki altruizmowi powódki może spowodować dobro. Mając to wszystko na uwadze, Sąd uznał, że kwota 100 tys. zł jest odpowiednia, wystarczająca, i zrównoważy krzywdę powódki poprzez umożliwienie jej odczucia stosownej satysfakcji – zarówno z powodu pozbawienia pozwanej zaplanowanych zysków z krzywdy powódki, jak i z możliwości uczynienia za te środki dobra (wsparcie fundacji). Sąd uznał, że zasądzona kwota jest dla strony pozwanej odczuwalna i dostatecznie dotkliwa (zważywszy, że pozwana liczyła się z zapłatą zadośćuczynienia w wysokości 50 tys. zł i miała to niejako „wkalkulowane” w swoją działalność), a jednocześnie nie wykracza poza cel, który winien polegać na udzieleniu satysfakcji poszkodowanej; nie spowoduje jej wzbogacenia oraz nie jest – w szczególnych okolicznościach niniejszej sprawy – rażąco wysoki w zestawieniu z kwotami zadośćuczynień zasądzanymi z tytułu naruszenia dóbr tak podstawowych, jak zdrowie i życie. Zdaniem Sądu wyższe zadośćuczynienie nie było możliwe do przyznania, gdyż pozostawałoby w sprzeczności z gradacją chronionych dóbr osobistych. W związku z tym argumenty powódki dotyczące tego, że niższa niż żądana kwota zadośćuczynienia nie będzie odczuwalna dla pozwanej, nie mogły zostać przez Sąd podzielone. Sąd zasądził od zasądzonego zadośćuczynienia odsetki ustawowe za opóźnienie - na podstawie art. 481 § 1 k.c., a jako datę początkową biegu terminu tych odsetek przyjął dzień wydania wyroku. Przywołując treść art. 455 k.c. Sąd podniósł, iż powódka nie wzywała pozwanej do zapłaty, a w pozwie dochodziła odsetek od dnia doręczenia pozwanej odpisu pozwu. Takie żądanie było racjonalne ze względu na to, że doręczenie odpisu pozwu jest, jak się powszechnie przyjmuje, równoznaczne z doręczeniem wezwania do zapłaty kwot dochodzonych tym pozwem. Ze względu jednak na to, że już w toku postępowania doszło – na skutek postawy pozwanej i jej pracowników (dziennikarzy) do wzmożenia poczucia krzywdy u powódki, co omówiono powyżej – Sąd ustalił kwotę zadośćuczynienia biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności sprawy, wskazane powyżej, wedle stanu na datę zamknięcia rozprawy, co odpowiada w przybliżeniu dacie wydania wyroku. Tym samym odsetki za opóźnienie można było zasądzić dopiero od daty wyrokowania, gdyż zasądzone zadośćuczynienie ma, w ocenie Sądu, naprawić całą krzywdę powódki, jakiej doznała od rozpoczęcia publikacji przez pozwaną aż do wydania wyroku. Uwzględnia już zatem także fakt, że pozwana do dnia wydania wyroku nie wypłaciła powódce żądanego zadośćuczynienia. W pozostałym zakresie roszczenie odsetkowe podlegało zatem oddaleniu. O umorzeniu postępowania w części wskazanej w pkt III. sentencji wyroku Sąd orzekł na podstawie art. 355 § 1i2 k.p.c. w zw. z art. 203 § 1 k.p.c. O kosztach postępowania przed Sądem I instancji orzeczono w punkcie V. sentencji wyroku, na podstawie art. 100 k.p.c. zgodnie z zasadą odpowiedzialności finansowej strony za wynik procesu, uwzględniając fakt, że żądanie pozwu było usprawiedliwione co do zasady, co czyniło w pełni zasadnym żądanie przeprosin. Modyfikacja ich brzmienia czy formy nie wpływa, zdaniem Sądu, na generalną ocenę, że powódka sprawę niemal w całości wygrała. Co do zadośćuczynienia, to ustalenie jego wysokość należało do dyskrecjonalnej oceny Sądu i fakt, że w części to roszczenie zostało oddalone, nie może zmieniać treści punktu V. sentencji postanowienia. Sąd uwzględnił tu skrajnie nielojalną postawę pozwanej, która z jednej strony wycofała artykuły z portalu internetowego, a z drugiej do końca podtrzymała zarzuty. W tym stanie rzeczy, zdaniem Sądu, nie było żadnych podstaw do tego, by powódka poniosła jakiekolwiek koszty związane z niniejszym postępowaniem. Wyliczenie tych kosztów pozostawiono referendarzowi sądowemu (art. 108 k.p.c.). Apelację od powyższego wyroku złożyła pozwana, która zaskarżyła w części wyrok Sądu , tj.: pkt. I, II i V; zarzuciła 1. naruszenie przepisów postępowania, poprzez zaniechanie dokonania wszechstronnej oceny materiału dowodowego, spornych artykułów opublikowanych na łamach (...) oraz w jego elektronicznym wydaniu na portalu (...), zgodnie z dyrektywami wyrażonymi w art. 233 § 1 KPC i dokonanie ustaleń faktycznych w zakresie treści artykułów nie w oparciu o samodzielną ocenę ich treści dokonaną przez Sąd I instancji, a wyłącznie poprzez powielenie (skopiowanie) stanu faktycznego przedstawionego w pozwie w sposób wybiórczy i fragmentaryczny, pomimo iż był on obarczony rażącymi błędami; 2. naruszenie przepisów postępowania, tj. przepisu art. 233 § 1 KPC poprzez brak wszechstronnego rozpatrzenia całości materiału dowodowego zgromadzonego w niniejszej sprawie oraz dokonanie oceny dowodów z naruszeniem zasad logicznego myślenia oraz wskazań wiedzy i doświadczenia życiowego, a w konsekwencji poczynienie ustaleń faktycznych w sposób błędny, a także niepełny, de facto w oparciu o zeznania/twierdzenia powódki i zainteresowanych wynikiem sprawy świadków powódki nie znajdujących potwierdzenia w pozostałym materiale dowodowym, a wręcz sprzecznych z treścią przedłożonych do akt sprawy dowodów z dokumentów, pominięcie przy ustalaniu stanu faktycznego sprawy istotnych okoliczności wynikających w szczególności z dowodów z dokumentów mających charakter dokumentów urzędowych: (i) raportu ze zdarzenia / śledztwa, (ii) memorandum nolle prosequi, a także (iii) pozostałych dowodów powołanych przez stronę pozwaną w załączeniu do pozwu; 3. naruszenie przepisów postępowania, tj. przepisu art. 299 KPC w zw. z art. 233 § 1 KPC w zw. z art. 230 KPC poprzez zaniechanie dokonania oceny dowodu z zeznań powódki zgodnie z zasadą swobody oceny dowodów i przyjęcie nieznanej przepisom KPC koncepcji „braku zaprzeczenia zeznaniom", w szczególności gdy strona pozwana zaprzeczyła w sposób wyraźny wszelkim twierdzeniom powódki za wyjątkiem wyraźnie przyznanych, a na Sądzie I instancji spoczywał obowiązek oceny zeznań powódki zgodnie z zasadami logiki, wskazań wiedzy oraz doświadczenia życiowego z uwzględnieniem treści pozostałych dowodów przeprowadzonych w sprawie; analogicznie w odniesieniu do dowodu z zeznań świadków, a w szczególności męża powódki; 4. sprzeczność pomiędzy sentencją Wyroku a jego pisemnym uzasadnieniem; 5. naruszenie przepisów postępowania , tj. przepisu art. 100 KPC poprzez jego błędne zastosowanie i obciążenie strony pozwanej obowiązkiem zwrotu całości kosztów postępowania podczas gdy prawidłowa ocena całokształtu okoliczności sprawy winna prowadzić do wzajemnego zniesienia kosztów postępowania lub ich stosunkowego rozdzielenia pomiędzy stronami, mając na uwadze w szczególności fakt, iż powódka wystąpiła z rażąco wygórowanymi żądaniami, a w szczególności w zakresie żądanego zadośćuczynienia powódka utrzymała się ze swoim roszczeniem zgodnie z Wyrokiem w 1/3, natomiast rzeczywista kwota zadośćuczynienia dla kompensaty skutków związanych z publikacjami strony pozwanej stanowiła 1/6 żądania pozwu - jeśli powódka szacując kwotę zadośćuczynienia wskazuje kwotę 50.000 zł, a jednocześnie domaga się zasądzenia kwoty 300.000 zł to okoliczność ta winna zostać uwzględniona przy wyrzeczeniu o kosztach postępowania. 6. naruszenie przepisów prawa materialnego, tj. art. 13 ust. 2 i 3 Prawa Prasowego, art. 14 ust. 6 Prawa prasowego oraz art. 81 ust. 2 Prawa autorskiego w zw. z art. 24 §1 KC poprzez błędne ich zastosowanie i przyjęcie, że pomimo faktu upublicznienia wizerunku powódki oraz jej danych osobowych, a także szczegółów prowadzonego przeciwko niej postępowania przez właściwe organy amerykańskie istniała konieczność anonimizacji danych dotyczących powódki oraz zakaz publikacji jej wizerunku; a także przyjęcie bezprawnego naruszenia dóbr osobistych powódki pomimo faktu upublicznienia powyższych danych przez właściwe organy prowadzące postępowanie karne co wyłącza możliwość zasadnego przypisania bezprawnego wkroczenia w sferę prywatną powódki oraz naruszenie jej prawa do wizerunku jeśli dane dotyczące powódki oraz jej wizerunek w związku z postępowaniem karnym były i są nadal powszechnie dostępne; 7. naruszenie przepisów prawa materialnego, tj. art.

§ 1KC w zw.

z art. 12 ust. 1 Prawa Prasowego poprzez błędną ich wykładnię oraz niewłaściwe zastosowanie, polegające na przyjęciu, że w niniejszej sprawie doszło do bezprawnego naruszenia dóbr osobistych powódki, podczas gdy nie sposób zasadnie przypisać bezprawności w sytuacji wykazania przez stronę pozwaną, uzasadnionego przekonania dziennikarzy zbierających oraz wykorzystujących materiał prasowy o prawdziwości informacji uzyskanych od organów prowadzących postępowanie, których wiarygodność nie budziła wątpliwości w świetle pozostałych okoliczności faktycznych, oparcia publikacji na dokumentach mających charakter dokumentów urzędowych w rozumieniu art. 244 KPC, tj. raporcie policyjnym, a w konsekwencji zachowania wymaganej staranności i rzetelności dziennikarskiej oraz działania w uzasadnionym interesie społecznym; 8. naruszenie przepisów prawa materialnego, tj. art.

§ 1

KC, poprzez orzeczenie obowiązku publikacji oświadczeń o treści i w formie nie spełniającej przesłanki adekwatności; 9. naruszenie przepisów prawa materialnego, tj. art.

§ 1KC w zw.

z art. 448 KC poprzez orzeczenie rażąco wygórowanej kwoty tytułem zadośćuczynienia w wysokości 100.000 zł, pomimo spontanicznego wskazania przez powódkę słuchaną informacyjnie, iż wysokość kwoty potrzebnej do usunięcia skutków dokonanego naruszenia to kwota 50.000 zł, a także pomimo braku ustalenia (a także wykazania przez powódkę) okoliczności faktycznych w zakresie doznanej przez powódkę krzywdy z uwagi na publikacje materiałów prasowych w tytułach strony pozwanej, która uzasadniałaby przyznanie zadośćuczynienia - wobec faktu szerokiej debaty publicznej dotyczącej zdarzenia z udziałem powódki na łamach szeregu tytułów prasowych wydawanych przez podmioty trzecie (łącznie 1.200 materiałów) istniała konieczność ustalenia wyłącznie tych skutków publikacji dotyczących zdarzenia, które nastąpiły bezpośrednio na skutek publikacji artykułów (35 względnie 25, a właściwie tylko tych publikacji, które dotyczyły powódki a nie M. J.), a nie całokształtu publikacji na łamach wszystkich tytułów wobec zasady ponoszenia odpowiedzialności wydawcy wyłącznie za własne działania / zaniechania zgodnie z art. 38 Prawa prasowego. Mając na uwadze powyższe wnosiła o zmianę wyroku w części zaskarżonej niniejszą apelacją i oddalenie powództwa w całości; o zasądzenie od powódki na rzecz strony pozwanej kosztów postępowania, w tym kosztów zastępstwa procesowego według norm prawem przewidzianych. Sąd Apelacyjny ustalił i zważył co następuje. Apelacja okazała się zasadna jedynie co do formy złożonych przeprosin oraz kosztów procesu , w pozostałej części podlegała oddaleniu, zaś podniesione zarzuty w większości były nietrafne. Sąd Apelacyjny podziela ustalenia faktyczne Sądu I instancji z poniższą korektą i uzupełnieniem. Istotnie z zestawu publikacji , w których doszło do naruszenia dóbr osobistych powódki, należało wyeliminować artykuły wydane w wersji papierowej : z dnia 6 sierpnia 2013r./k-110/, 29 października 2013r./k-111/,2-3 listopada2013r./k-112-113/ oraz ich internetowe odpowiedniki jako traktujące o M. J. oraz uzupełniająco zaznaczyć, iż artykuły z dnia 11-12 stycznia 2014r./k-120/, 22-23 stycznia 2014r./k-122-123/, z dnia 5 marca 2013r./k-125/jako głównego bohatera statuowały M. J., choć również dotyczą J. D.

(1), której osoba jako współsprawcy kradzieży i współoskarżonej w procesie jest wymieniana. W tej sytuacji publikacji dotyczących powódki jest ponad dziesięć i porównywalna ilość internetowych. Początkowo artykuły publikowano na pierwszej stronie oraz zajmowały całą drugą i trzecią stronę, później stosowano taki zabieg, iż pewien zakres treści względnie zapowiedź były na pierwszej stronie, pozostała część na dalszych stronicach. Natomiast dokonana przez Sąd ocena wymowy artykułów, traktujących na temat J. D.
(1), jest prawidłowa. W szczególności jeżeli chodzi o publikację 23-24lutego 2013r. trudno uznać, iż artykuł nie zajmuje de facto niemal całej pierwszej strony, pozostała część publikacji jest na drugiej i trzeciej stronie, natomiast nie ma żadnego znaczenia czy się przyjmie iż są to dwa artykuły czy też jedna , „pogłębiona” całość. Trudno również uznać, aby doszło do skutecznej anonimizacji wizerunku powódki /zakrycie oczu niewielkim paskiem z napisem J. D., co czyni twarz nadal widoczną/, zwłaszcza w kontekście wyżej wskazanej informacji, iż jest żoną (...) D.. Istota sprawy polega na tym iż ostatecznie nie było dowodów na kradzież jakichkolwiek rzeczy ze sklepu przez J. D.
(1). Pracownik ochrony przesłuchiwany w procesie w USA wycofał się ze swoich wcześniejszych twierdzeń, z zeznań tych nie wynikał zatem sposób kradzieży, rzeczy nie były zniszczone/ a tak by było gdyby istotnie powódka usuwała zabezpieczenia/, nie było dokumentów, postaci zestawień towaru, z których by wynikało, iż przedmiotowe ubrania istotnie figurowały na stanie sklepu. Brak dostatecznych dowodów implikował odstąpienie od oskarżenia. Konstatacji tej nie zmienia okoliczność, iż memorandum nolle prosequi nie jest decyzją definitywnie kończąca postępowanie, teoretycznie możliwe jest ponowne postawienie tych samych zarzutów/ co trafnie zauważa skarżący/, nie mniej jednak będzie to w praktyce możliwe w przypadku zaistnienia podstaw, co w przedmiotowej sprawie ewidentnie nie miało miejsca. Nie doszło zatem w konsekwencji nawet do etapu wyrokowania. Tymczasem strona pozwana w ogóle nie czekając na wynik procesu, rażąco omijając zasadę domniemania niewinności, publikowała całą serię artykułów, niejako telenowelę z powódką w roli głównej, gdzie od razu przesądziła jej winę nazywając ją złodziejką, zarzucając kradzież. Z publikacji jasno iw sposób nie budzący wątpliwości wynika, iż ze strony J. D.
(1)doszło do zaboru futer/ubrań/, można jedynie zastanawiać się, jak prezentuje się zakład karny, w którym zostanie osadzona oraz jak wysoką karę otrzyma. Czytelnikowi nie dostarcza się informacji co do faktów i nie daje się nawet pola i możliwości do wyrobienia sobie własnego poglądu, narzucając sposób rozumienia przebiegu zdarzeń i doprowadzając w istocie do śmierci cywilnej bohaterek publikacji. Strona pozwana opierała się na wadliwym i nierzetelnie zweryfikowanym materiale, który de facto „weryfikował” jeden pracownik. Nie zrozumiał on, jak zasadnie zauważył Sąd I instancji, treści raportów policyjnego, nazw znaczenia wypełnianych tam rubryk i wykreował przedmiot w postaci futer, których w ogóle tam nie było. Natomiast istotnie w aktach sprawy brak jest zdjęć odzieży , jednakże to strona pozwana, zarzucając zabór mienia, winna złożyć kompletny raport, z którego wynikała tożsamość przedmiotu przestępstwa. Jeżeli z kolei chodzi o ubrania to nie wykazano, aby doszło do kradzieży: nie stwierdzono uszkodzeń odzieży, zalania farbą, która wycieka przy próbie usunięcia tzw. czujek, nie znaleziono też przy zatrzymanych narzędzi, przy pomocy których mogłyby one zostać usunięte. Natomiast dysponując początkowym raportem policyjnym/k-414-420/ nie zweryfikowano w ogóle informacji pochodzących od agentki ochrony sklepu (...), nie zebrano informacji z jakichkolwiek innych źródeł, pomimo iż pozwany posiadał korespondenta w USA. Informacji takich nie zawierają, wbrew supozycjom apelacji, maile dołączone w wydrukach do odpowiedzi na pozew/k-413-413 verte/. Nie oparte na również na żadnych podstawach były zarzuty, kierowane pod adresem powódki, w zakresie chęci przewlekania postępowania karnego i „wymigania się” od odpowiedzialności, którą zdaniem pozwanego bezwzględnie winna ponieść. Jeżeli natomiast chodzi o ocenę zeznań świadków i powódki, to istotnie k.p.c. nie przewiduje instytucji „zaprzeczania zeznaniom”, niemniej jednak Sąd miał prawo obdarzyć je wiarą jeżeli nie budziły wątpliwości. Ocena, kwestionowanych przez pozwanego, zeznań powódki i zeznań świadków pozostaje w pełni w granicach zakreślonych zasadami art. 233§1k.p.c.Brak jest jednocześnie podstaw do konstatacji o sprzeczności tych zeznań z dokumentami zebranymi w sprawie, w szczególności raportem policyjnym, skoro zawierał on relację początkowej wersji, przedstawionej przez pracownika ochrony, z której osoba ta wycofała się, co m.in. skutkowało odstąpieniem od oskarżenia. Znaczenia tej decyzji nie osłabia niedołączenie przez powódkę protokołu z ponownych zeznań B. R.. Jeżeli z kolei strona pozwana twierdzi, iż memorandum nolle prosequi zostało wydane bezpodstawnie, to sama winna złożyć stosowne dowody w tym zakresie. Irrelewantne natomiast pozostaje dla powyższej oceny materiału pochodzącego ze źródeł osobowych, iż dalsza część raportu ze zdarzenia zawiera opis czynności dokonanych przez funkcjonariusza policji, skoro dotyczą one czynności mających miejsce nie w czasie zarzucanego czynu, lecz po zatrzymaniu. Natomiast wpływ kwestii pozostawania wizerunku powódki na stronach internetowych amerykańskich organów ścigania na ocenę prawną dopuszczalności przedmiotowych publikacji nie jest elementem stanu faktycznego, lecz należy do domeny subsumpcji, która pozostaje w gestii Sądu, nie zaś stron procesu w ramach czynionych zeznań. Sąd Apelacyjny jednocześnie uznał za spóźnione poszukiwania dowodów w zakresie podstaw do oskarżeń, zawartych w artykułach, przez stronę pozwaną, w toku procesu. Ich wynikiem jest dołączony do apelacji dokument w postaci protokołu przesłuchania M. G./ (...)/, który strona pozwana otrzymała, jak twierdzi, w dniu 3 lipca 2017r. Apelantka, formułując ciąg oskarżeń, winna jednak dysponować zebranymi podstawami znacznie wcześniej, nie zaś próbować uzupełniać ich uzasadnienie ex post, dowiadując się o materiałach składanych w innych procesach sądowych, toczonych na kanwie analogicznych publikacji. Niezależnie od tego , jak wynika z oceny tego dokumentu, dokonanej przez Sąd Apelacyjny w prawomocnie zakończonej w dniu 27 czerwca 2018r., sprawie z powództwa M. J. przeciwko (...) Spółce Akcyjnej w W. , sygn.. akt VI ACa 1908/16, który przytoczył relację powódki z tej ostatniej sprawy, zeznania zawarte w protokole dotyczą wyniesienia bez zapłaty rzeczy nie należących do sklepu/ odpis uzasadnienia wyroku Sądu Apelacyjnego -k 952/. Za spóźnione należało uznać również wnioski z uzupełniających zeznań świadków B. P. i K. G., przesłuchiwanych już w sprawie. Interpretacja zeznań świadków i stron i konstruowanie na tej podstawie stanu faktycznego jest obowiązkiem Sądu i nie stanowi okoliczności uzasadniającej ponowne przeprowadzenie dowodu, tym bardziej iż okoliczności treści rozmów świadków w sądzie nie mają, zdaniem Sądu Apelacyjnego, znaczenia dla rozstrzygnięcia. Również okoliczności publikacji przez inne media zarzutów pod adresem powódki nie zmienią wiele w ocenie dotkliwości przedmiotowych artykułów, podobnie jak nawet przyjęcie, iż ich usunięcie z internetu miało miejsce, jak twierdzi pozwany w apelacji , w dniu23 czerwca 2016r. Były one bowiem publikowane w ramach swoistego serialu przez ponad półtora roku / do maja 2014r./, a później widniały dalej w internecie aż do daty ich usunięcia, co miało miejsce w tej sytuacji pól roku przez wydaniem w sprawie odrzeczenia w I instancji. Nie mogła natomiast stanowić dowodu z punktu widzenia niniejszego postępowania „opinia prawna w zakresie prawa amerykańskiego”, złożona do innej sprawy. Dlatego też Sąd Apelacyjny oddalił wnioski dowodowe zawarte w apelacji. Sąd Apelacyjny jednocześnie nie dopatrzył się sprzeczności miedzy sentencją wyroku a jego uzasadnieniem. Przechodząc do oceny prawnej przedmiotowych roszczeń i zarzutów, dotyczących prawidłowości subsumpcji, należy wskazać, te ostatnie okazały się nietrafne. Przedmiotowe artykuły, publikowane przez wskazany wyżej okres ponad półtora roku/ i jeszcze później utrzymywane na stronach pozwanego/ nie tylko zarzucały kradzież m.in. powódce, ale w sposób nie budzący żadnych wątpliwości przypisały jej winę, rozważając wymiar kary , na którą w sugestiach pozwanego- na pewno zostanie skazana/ i będzie osadzona w zakładzie karnym/. Posługiwały się wizerunkiem J. D.
(1)niedostatecznie zanonimizowanym. Strona pozwana przypisała sobie atrybuty organu sądowego, zaś w konsekwencji do powódki przylgnęło miano „złodziejki”, kradnącej futra, powodując szczegółowo przez Sąd Okręgowy omówione, negatywne implikacje w życiu jej i jej rodziny. Trafnie zatem sąd I instancji przyjął , iż doszło do naruszenia czci powódki w aspekcie zewnętrznym i wewnętrznym, prywatności i prawa do wizerunku w rozumieniu art. 23k.c.. Powyższe medialne „skazanie”, stanowiące swoistą „śmierć cywilną” nie miało podstaw nie tylko w wiarygodnych i nie budzących zastrzeżeń dowodach, ale w ogóle - podstaw. Pozwany, a w szczególności jego dziennikarze i osoby odpowiedzialne za kształt publikacji, dysponujący profesjonalnymi służbami prawnymi, winni odróżniać zdarzenie w postaci zatrzymania pod zarzutem kradzieży/ z którego raport jako sprawozdanie z czynności procesowej nie jest dowodem/ od zasadności przypisania danej osobie tegoż przestępstwa w sensie przedmiotowym oraz winy/ podmiotowym/. Ostatecznie odstąpienie od oskarżenia / z wyżej omówionych przyczyn/ oznaczało w powiązaniu z domniemaniem niewinności oraz absencją dowodów, które byłyby zebrane przez pozwanego we własnym zakresie, brak podstaw do formułowania i publikowania artykułów o wskazanej treści. Dotyczyły one ponadto zdarzeń z życia prywatnego powódki, której to zmagań z wymiarem sprawiedliwości USA pozwany nie miał prawa opisywać, ani publikować jej wizerunku. Nie uprawniał go do tego art. 81 ust.2 Prawa autorskiego, gdyż powódka nie pełniła funkcji publicznych. Jeżeli chodzi o naruszenie prywatności- art. 14 ust.6 Prawa prasowego nie miał zastosowania wobec nie prowadzenia przez J. D.
(1)działalności publicznej, co szczegółowo rozważył Sąd Okręgowy. Artykuły naruszały zatem, w zakresie zbierania oraz opracowywania i wykorzystania materiałów, nie tylko zasady szczególnej staranności w rozumieniu art. 12ust.1pkt. 1 Prawa prasowego, ale wszelkie standardy staranności i etyki dziennikarskiej. Jak to wykazano wyżej, apelant nie zebrał należycie dowodów na poparcie stawianych tez / dysponując specjalnym wysłannikiem w USA/, natomiast po odstąpieniu od oskarżenia, wprawdzie o tym poinformował, jednakże sugerował, iż nastąpiło to na skutek innych okoliczności, niż brak dowodów. Nietrafne było również powoływanie się prze stronę pozwaną na art. 13 ust.3 Prawa prasowego w zw z ust. 2 tego przepisu z uwagi na uprzednie dokonanie publikacji wizerunku i danych osobowych powódki przez amerykańskie organy ścigania. Te ostanie okoliczności nie stanowią zezwolenia polskich organów w rozumieniu przepisu, dotyczą one działań w ramach czynności procesowych organów amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości, zaś z żadnego przepisu polskiego prawa materialnego nie wynika równorzędność, w zakresie skutków prawnych publikacji procesowych na terenie innego państwa, z decyzją polskiego organu procesowego w przedmiocie zgody na ujawnienie danych osobowych i wizerunku podejrzanego . Powyższa analiza prowadzi do wniosku, iż rozważane nierzetelne działania pozwanego/ przy uwzględnieniu zamieszczenia informacji niepotwierdzonych, nieprawdziwych/, polegające na epatowaniu przez ponad rok tymi samymi niesprawdzonymi faktami, nie stanowiły wbrew twierdzeniom apelacji udziału w debacie publicznej i tym samym nie pozostawały w interesie społecznym. Działanie pozwanego było zatem bezprawne, w toku procesu nie przeprowadził on natomiast skutecznej egzoneracji. Uzasadnione zatem było skorzystanie ze środków restytucji, o której mowa w art.24§1k.c. W tym zakresie Sąd Apelacyjny uznał za częściowo zasadne zarzuty strony pozwanej, co do częstotliwości oraz w zakresie wydania internetowego, również formy przeprosin. Artykuły z wykorzystaniem wizerunku powódki ukazywały się kilkakrotnie na pierwszej stronie/ niezależnie od treści na dalszych stronach/, zaś w przypadku zamieszczania na innych stronach były anonsowane w sposób czytelny na pierwszej stronicy, dotkliwe było powielanie treści w formie swoistej „telenoweli” z powódką w jednej z negatywnych ról głównych/ nawet przy braku jakichkolwiek nowych informacji/; nie ulega wątpliwości, że negatywne implikacje jakie dotknęły powódkę w zakresie naruszenia jej opinii, godności oraz dotkliwych skutków dla jej rodziny miały bardzo znaczny rozmiar. W konsekwencji za trafne należało uznać zobowiązanie do zamieszczenia oświadczenia, jeżeli chodzi o wydanie papierowe, na pierwszej stronie we wskazanej wielkości, nawet jeżeli poważnie ograniczy ono możliwość publikowania innych informacji. Natomiast z uwagi na przyjętą ilość publikacji, które naruszały dobra osobiste powódki, w tym publikacji - na pierwszej stronie, Sąd Apelacyjny uznał za zasadne zmniejszenie ilości powtórzeń z 15 na 7 kolejnych, następujących po sobie dni. Sąd nie znalazł jednocześnie podstaw do dalszego zmniejszenia tej krotności, mając na uwadze ilość i dotkliwość dokonanych naruszeń: taka liczba powtórzeń zapewni zdaniem Sądu Apelacyjnego, w rozważanym przypadku, właściwe dotarcie przeprosin z przekazem o nieprawdziwości publikowanych informacji do możliwie wszystkich osób, które uprzednio z materiałami się zapoznawały, przy czym należy mieć też na uwadze osoby, które poznały treść przekazu/ dowiadując się, iż „powódka jest złodziejką”/ przypadkowo z pierwszej strony gazety w punkcie sprzedaży. To samo dotyczyło zmniejszenia częstotliwości przeprosin zamieszczanych w internecie. , przy czym również z uwagi na dotkliwość i uporczywość naruszeń / kilkanaście artykułów/, co dawało możliwość zapoznania się z zarzutami szerokiego kręgu publiczności, Sąd Apelacyjny uznał za zasadne utrzymanie zamieszczenia przeprosin na stronie głównej portalu. Ponadto jeżeli chodzi oświadczenie zamieszczane w internecie, chcąc uniknąć znacznego utrudnienia pozwanemu korzystania z portalu , Sąd zmniejszył rozmiar oświadczenia do 25% na 25%, ujednolicając rozmiar i uniezależniając go od wielkości przekątnej ekranu, celem również uniknięcia trudności technicznych, które sygnalizował apelant. Korekty wymagało w konsekwencji również orzeczenie o kosztach procesu w I instancji. Powódka wygrała proces co do zasady, jednakże jeżeli chodzi o zadośćuczynienie, dochodziła kwoty 300 000zł, natomiast zostało ostatecznie zasądzone w wysokości 100 000zł. W związku z tym zasadnym było wzajemne zniesienie kosztów procesu w tym zakresie. Jeżeli chodzi natomiast o wysokość roszczenia, dotyczącego zadośćuczynienia, to zdaniem Sądu Apelacyjnego kwota ta jest w pełni adekwatna do doznanej krzywdy. Negatywne implikacje dla życia powódki, prawidłowo ustalone prze

🔗 Do źródła urzędowego

Wyjaśnienie AI na podstawie urzędowego tekstu ustawy. Orientacyjne, nie zastępuje porady prawnej.