K. – sprawa Sądu Rejonowego w Gliwicach – sygn. akt IX K 335/16). Okoliczność, że oskarżyciel prywatny praktycznie do końca utrzymywał, nie kierował samochodem, zaś w chwili kolizji jego auto nie pozostawało w ruchu i tylko biernie w nim przebywał – sama przez się nie odbierała automatycznie wiarygodności wersji wymienionego w kwestii, co działo się później. Nie istnieje bowiem reguła procesowa, iżby nie można było potraktować zeznań lub wyjaśnień danej osoby za wiarygodne tylko w pewnym ich fragmencie, a wiarygodności odmówić w partiach pozostałych. Częściowa niewiarygodność relacji nie przesądza o globalnej jej niewiarygodności. Ewidentne nawet kłamstwo odnośnie określonego fragmentu zdarzenia nie przesądza, by całość wypowiedzi procesowej nie odpowiadała rzeczywistości. Sąd I Instancji nie popełnił tym samym błędu przyznając walor wiarygodności zeznaniom oskarżyciela prywatnego (i jego wcześniejszym wyjaśnieniom), gdy chodziło o problematykę użycia przemocy fizycznej i spowodowania obrażeń ciała, a odmawiając wiary w zakresie okoliczności kolizji drogowej. Na marginesie, to ostatnie zagadnienie ogrywało w przedmiotowej sprawie rolę najzupełniej oboczną. Kwestia ta ponadto znalazła swe rozstrzygnięcie w obrębie prowadzonej sprawie karnej, gdzie prawomocnie stwierdzono sprawstwo i winę D. K. w sferze czynu z art.
Niezależnie jednak od powyższego, Sąd orzekający w sposób samodzielny trafnie przyjął, że w chwili kolizji samochód oskarżyciela prywatnego pozostawał w ruchu i kierował nim D. K.. Spowodowanie zderzenia z zaprzęgowym pojazdem oskarżonego i stan nietrzeźwości K. mogły być postrzegane w kategoriach przyczyny, motywu, ze względu na który H. K. dopuścił się następnie przemocy fizycznej wobec pokrzywdzonego. Po wtóre, ustalenia faktyczne Sądu Rejonowego znajdowały oparcie – wbrew odmiennym tezom obrońcy – w zeznaniach I. i Z. S.. W przedmiotowej – prywatnoskargowej sprawie zeznając spontanicznie wprost wskazywali oni, iż D. K., gdy tylko pojawił się w pobliżu ich posesji mówił o „pobiciu” go przez K. nie zaś – w rozumieniu potocznym – o jakimkolwiek „niższym” natężeniu agresji fizycznej ze strony oskarżonego. Dopiero przy ponownym rozpoznawaniu sprawy I. S. po spontanicznej relacji (gdzie mowa była w dalszym ciągu o „pobiciu” oskarżyciela prywatnego) i po odczytaniu zeznań wcześniejszych (w tym pochodzących z publiczno-skargowego postępowania o czyn z art.
Pojęciem takim S. posługiwali się co prawda również i wcześniej, a to podczas przesłuchania w sprawie o występek z art.
kk, lecz kontekst ich wypowiedzi na tle późniejszych zeznań, wskazywał używanie przez obu wspomnianych pojęć w sposób zamienny, a wręcz tożsamy. S., gdy odbierano od nich zeznania we wspomnianej sprawie (a toczyła się ona dużo wcześniej aniżeli postępowanie prywatnoskargowe) przedstawili problematykę użycia przemocy fizycznej wobec K. (co stanowiło w tej sprawie kwestię poboczną) w sposób słownie „złagodzony”. Byli przeciwni angażowaniu organów ścigania, wyrażając to już na miejscu zdarzenia. Nie można było – w ocenie Sądu Okręgowego – doszukać się w relacjach S. takich wewnętrznych sprzeczności, jakie widzi obrońca i na ich gruncie podważać z kolei wersję pokrzywdzonego. Zeznania D. K. – znów odmienne do wywodów apelującego – znalazły ponadto oparcie w treści odtworzonego na rozprawie odwoławczej telefonicznego połączenia oskarżyciela prywatnego z policją i rozmowy, którą pokrzywdzony odbył wówczas z funkcjonariuszem. Był to najwcześniejszy kontakt wymienionego z organami ścigania mający miejsce już w dacie zajścia. D. K. w początkowych słowach owej rozmowy – co jednoznacznie wynikało z zapisu – informował, iż został „pobity”. Dalsze jego fragmenty przekonywały zaś, że przyjmujący takie „zgłoszenie” policjant narzucił pokrzywdzonemu nazewnictwo posługując się pojęciem „naruszenie nietykalności cielesnej”, co D. K. „podchwycił” i w dalszej części rozmowy używał już tylko określenia zasugerowanego przez funkcjonariusza policji. W żadnym wypadku nie dowodziło to jednak jaki był przebieg zajścia, jak wyglądało natężenie przemocy fizycznej oraz jej skutek. Nie przesądzało tym bardziej prawnej oceny działań oskarżonego. Nic bowiem nie wskazywało, by oskarżyciel prywatny dysponował elementarną choćby wiedzą prawniczą i rozumiał ustawowe znaczenie takich pojęć jak „pobicie”, „naruszenie nietykalności cielesnej”, „stopień obrażeń ciała”. Nie mogło natomiast budzić wątpliwości, że pokrzywdzony informował organy ścigania o zajściu, gdzie – w pojęciu potocznym – zastosowano wobec niego przemoc fizyczną o zakresie przekraczającym kodeksowe znamię „naruszenia nietykalności cielesnej” w sensie art. 217 § 1 kk. O takiej intencji świadczyły – jak wspomniano – pierwsze słowa skierowane przez telefon do policjanta. Za wiarygodnością pokrzywdzonego świadczyły wreszcie relacje jego żony – M. K., która nie będąc świadkiem naocznym, co podkreślała – konsekwentnie powtarzała wersję zasłyszaną od męża i nie było w jej kolejnych trzech relacjach procesowych jakichkolwiek wewnętrznych sprzeczności – jak zupełnie bezpodstawnie utrzymuje obrońca. Fakt, że S. nie wypowiadali się na temat uszkodzeń odzieży oskarżyciela prywatnego, czy nawet nie poczynili podobnych postrzeżeń albo nie zwrócili na nie w ogóle uwagi, nie prowadził w sytuacji, gdy o takich uszkodzeniach mówiła żona – do wniosku, iżby uszkodzenia takie nie zaistniały. Zatem, by w ogólności niewiarygodne, co do przebiegu zajścia pozostawały zeznania tak M., jak i D. K.. Świadek bowiem, gdy pokrzywdzony po zdarzeniu powrócił do domu dysponowała zdecydowanie większymi możliwościami obserwacji odzieży małżonka aniżeli tuż po zajściu – S.. Za wiarygodnością relacji oskarżyciela prywatnego przemawiały też proste zasady doświadczenia życiowego w aspekcie rodzaju i umiejscowienia obrażeń jego ciała utrwalonych w dokumentacji medycznej oraz na fotografiach. Osoba nietrzeźwa, zwłaszcza gdy ten stan jest zaawansowany, upada bezwładnie nie podejmując odruchowej „obrony” w postaci zwarcia mięśni, jak ma to miejsce w przypadku osoby trzeźwej. Potencjalnie zatem doznaje mniejszych urazów aniżeli w analogicznej sytuacji osoba trzeźwa. Trudno przeto racjonalnie założyć, by K. trzykrotnie samoistnie upadając bez udziału innej osoby na stosunkowo płaskie podłoże – tj. drogę doznał obrażeń tak daleko idących. Co więcej, w warunkach nader zaawansowanej nietrzeźwości, gdy kolejne upadki (zważywszy wersję H. K.) nie następowałby jeden po drugim i natychmiast po sobie, lecz każdy kolejny po pewnej chwili od poprzedniego. Praktycznie wykluczyć także potrzeba wariant, by przy każdym takim upadku urazy dotyczyć miały jednego i tego samego miejsca. Wszystkie one koncentrowały się na prawym udzie w okolicy nadkolanowej. Dość przy tym przypomnieć, iż pierwszy z powołanych w sprawie biegłych z zakresu medycyny sądowej (Z. K.) w zupełności podzielał wersję pokrzywdzonego, drugi zaś (J. K.) zaś jej nie wykluczał. Wiarygodności zeznań oskarżyciela prywatnego nie odbiera też okoliczność stosunkowo późnego złożenia „oficjalnego” (tj. do protokołu) zawiadomienia o przestępstwie. Nie można zapominać, iż już w dniu zdarzenia nieudolnie starał się zawiadomić telefonicznie o „pobiciu”, zaś już w dniu następnym wyjeżdżał do pracy za granicę, którego to kontraktu nie chciał utracić. Tygodniowe „opóźnienie’ w tej mierze było w pełni zrozumiałe i wytłumaczalne racjonalnie oraz życiowo. W najmniejszym stopniu nie przekonuje zatem stanowisko obrońcy, by złożenie zawiadomienia dopiero po tygodniu, miało stanowić li tylko reakcję na postawienie zarzutu z art.
K.. Intencjonalnie zrozumiała była również postawa D. K., gdy przy posesji S. odmówił on przyjęcia telefonu komórkowego z rąk K., by zadzwonić po policję. Nie chciał go bowiem brać od sprawcy, który krótko wcześniej wyrządził mu krzywdę. W rachubę wchodził podświadomy, „psychologiczny” opór przyjęcia czegokolwiek od takiej osoby. Z kolei, nawet przy uznaniu - jak życzy sobie tego obrońca, iż oskarżyciel prywatny krytycznego dnia lecz we wcześniejszych godzinach korzystał z urządzenia do ubijania kostki brukowej – teza że K. doznał stwierdzonych później u niego obrażeń w następstwie nieumiejętnego użycia wspomnianej maszyny jawi się jako kompletnie hipotetyczna i abstrakcyjna, a nade wszystko pozbawiona wszelkiego oparcia dowodowego. Chodzi tu bowiem o agregat podobny do kosiarki ogrodowej, wyposażony w uchwyt przeznaczony do przytrzymywania go rękami umieszczony na wysokości mniej więcej pasa obsługującego. Ruch do przodu następuje na kółkach siłą mięśni ludzkich. Potrzebna by była wyjątkowa nieudolność lub zła wola osoby pchającej ubijarkę celem spowodowania samemu sobie na tyle poważnych urazów jak u D. K., a w dodatku tuż nad kolanem, gdzie już z uwagi na cechy konstrukcyjne urządzenia i fakt obsługi w pozycji stojącej i wyprostowanej brak jest fizycznej możliwości kontaktu nogi z maszyną. Założeń obrońcy nie potwierdzał ponadto żaden konkretny dowód. Również i dla Sądu Okręgowego nie ulegało wątpliwości, że oskarżyciel prywatny usiłował niedołężnie namawiać świadka K. K.
Wyjaśnienie AI na podstawie urzędowego tekstu ustawy. Orientacyjne, nie zastępuje porady prawnej.