S ygn. akt: I ACa 980/21 WYROK W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ Dnia 31 sierpnia 2023 r. Sąd Apelacyjny w Gdańsku I Wydział Cywilny w składzie: Przewodniczący: SSA Marek Machnij (spr.) Sędziowie: SA Ewelina Jokiel SA Karolina Sarzyńska Protokolant: sek. sąd. Przemysław Juzwiszin po rozpoznaniu w dniu 31 sierpnia 2023 r. w Gdańsku na rozprawie sprawy z powództwa W. R. przeciwko T. (...) Towarzystwu (...) w W. o zapłatę na skutek apelacji obu stron od wyroku Sądu Okręgowego w Gdańsku z dnia 25 sierpnia 2021 r. sygn. akt XV C 932/17 I. prostuje oznaczenie pozwanego w sentencji zaskarżonego wyroku przez wpisanie każdorazowo przed słowem Towarzystwo (używanym w różnych przypadkach) brakującego skrótu T. (...), II. zmienia zaskarżony wyrok: 1) w punktach II (drugim) i III (trzecim) w ten sposób, że w miejsce zawartych w nich rozstrzygnięć zasądza od pozwanego T. (...) Towarzystwa (...) w W. na rzecz powoda W. R. rentę w kwotach:
(2), a także samego powoda, z których wynikało, że – inaczej niż było w chwili wytoczenia powództwa (tj. we wrześniu 2017 r.) – w styczniu 2018 r. (dokładniej z dniem 22 stycznia 2018 r.) podjął on już ponownie pracę zarobkową u tego samego pracodawcy, ale z niższym wynagrodzeniem. Z przedłożonych na żądanie Sądu Apelacyjnego dokumentów wynika, że faktycznie powód podjął tę pracę z dniem 15 stycznia 2018 r. i wykonuje ją z pewnymi przerwami oraz zmianami pracodawcy lub formy jej prowadzenia aż do chwili obecnej, czyli także w dniu orzekania w postepowaniu odwoławczym. Wprawdzie nie ma dowodów jednoznacznie potwierdzających, że taki stan rzeczywiście trwa do chwili obecnej, ponieważ przedłożone przez powoda dokumenty przedstawiały generalnie stan na wrzesień 2022 r., kiedy były składane, ale można uznać, że taki stan trwa do chwili obecnej, ponieważ strona powodowa, która mogłaby mieć interes w tym, żeby poinformować sąd o ewentualnej niekorzystnej dla niej zmianie, polegającej na tym, że utracił powód tę pracę, którą wskazywał jako wykonywaną w ostatnim okresie, tj. w 2022 r. nie poinformowała o takiej okoliczności. Można więc przyjąć, że powód nadal pracuje tak, jak to wynika z powyższych dokumentów. Wskazać ponadto należy, że z tych dokumentów wynika jednocześnie, że od stycznia 2018 r. powód – z niewielkimi przerwami – pracę wykonywał i w związku z tym ta okoliczność musi zostać uwzględniona przy rozstrzyganiu o wysokości przysługującej powodowi renty wyrównawczej. Zwrócić trzeba uwagę, że powód sformułował swoje żądanie w przedmiocie zasądzenia renty wyrównawczej, opierając się na sytuacji istniejącej w chwili wytaczania powództwa, czyli w końcówce września 2017 r., kiedy miał on jeszcze przyznaną rentę z tytułu częściowej niezdolności do pracy ustalaną do końca grudnia 2017 r. Nie było wtedy jeszcze wiadomo, czy ta sytuacja się utrzyma i powód będzie miał tę rentę i w jakiej wysokości. W związku z tym w ówczesnej sytuacji przyjmował on, że gdyby nie doszło do przedmiotowego wypadku, to otrzymywałby wynagrodzenie w kwocie co najmniej 3.100 zł netto i od tej kwoty odliczał uzyskiwaną rentę z tytułu niezdolności do pracy wynoszącą około 963 zł. Sąd Apelacyjny przyjmuje, jak zresztą wielokrotnie będzie jeszcze wskazywał, że przy zastosowaniu art. 322 k.p.c. można przyjąć, że byłaby to kwota rzędu 960 zł miesięcznie, ponieważ w przypadku zasądzania renty odszkodowawczej o charakterze wyrównawczym (tak z tytułu utraconych dochodów, jak i z tytułu zwiększonych potrzeb, drobiazgowa dokładność co do „złotówki” nie może być wymagana. Byłoby to więc około 960 zł i zresztą podobnie powód liczył, że przy kwocie 3.100 zł to, różnica wynosiłaby na jego niekorzyść 2.100 zł, podczas gdy faktycznie mógłby nawet przyjąć, że byłaby to kwota 2140 zł. Do tego przyjmował jeszcze, że z tytułu zwiększonych potrzeb przysługuje mu renta uzupełniająca w wysokości 300 zł. Więc jeśli chodzi o tę część żądania rentowego, która dotyczyła utraconego wynagrodzenia za pracę, nie budzi wątpliwości, że domagał się zasądzenia kwoty 2.100 zł miesięcznie. Nie można zgodzić się ze stanowiskiem strony pozwanej, która twierdziła, że za punkt wyjścia przyjąć wysokość wynagrodzenia powoda w kwocie 2.884 zł netto. Wziąć trzeba pod uwagę, że taka kwota wynika z zaświadczenia przedłożonego przez jego pracodawcę z okresu, w którym powód wykonywał pracę (k. 88). Pozwany błędnie twierdzi jednak w apelacji, że jest to wynagrodzenie, które powód uzyskiwał w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy przed wypadkiem. Z w/w zaświadczenia wynika bowiem, że obejmowało ono okres od czerwca 2015 r., czyli od tego okresu, w którym powód uległ wypadkowi, co miało miejsce w dniu 10 czerwca 2015 r., i to w godzinach porannych w drodze do pracy). W pozostałym zakresie tym zaświadczeniem były objęty okres od lipca 2015 r. do maja 2016 r. Niewątpliwie był więc to okres, kiedy powód nie wykonywał pracy w dotychczasowych zakresie, lecz korzystał z różnych świadczeń (początkowo z zasiłku chorobowego, potem zasiłku rehabilitacyjnym). Oczywiście, przynajmniej początkowo powód uzyskiwał te świadczenia w zasadzie w wysokości 100 % utraconego wynagrodzenia, bo to zdarzenie zostało zakwalifikowane jako wypadek w drodze do pracy. Nie budzi jednak wątpliwości, że była to w istocie średnia z uzyskiwanego wcześniej wynagrodzenia, która nie uwzględniało tego, co powód ewentualnie mógłby dodatkowo zarabiać. Należy mieć bowiem na uwadze, że wskazywał on, że oprócz stałego wynagrodzenia, miał też jakieś dodatkowe elementy zmienne (płynne), które wpływały na wysokość jego wynagrodzenia. Takie twierdzenie jest przekonujące i wiarygodne, ponieważ nawet w przypadku wynagrodzenia za czerwiec 2015 r., czyli ostatni miesiąc, w którym powód jeszcze świadczył pracę, aczkolwiek tylko do dnia 10 czerwca 2015 r., w którym uległ wypadkowi, więc właściwie efektywnie pracował tylko do dnia 9 czerwca, uzyskał wynagrodzenie netto w rzędu 3.400 zł. W ocenie Sądu Apelacyjnego można zatem uznać, że prawidłowo została przyjęta kwota 3.100 zł, wskazana przez powoda i zaakceptowana przez Sąd Okręgowy, a nie kwota 2.800 zł, którą pozwany proponuje, ponieważ nie bierze ona pod uwagę faktycznie utraconych dochodów, ale te, które były mu wypłacane już z uwzględnieniem tego, że nie świadczył pracy, lecz korzystał tylko ze świadczeń w związku z tym, że uległ przedmiotowemu wypadkowi. Dlatego jako punkt wyjścia można przyjąć kwotę 3.100 zł miesięcznie i zresztą tylko taką kwotę, ponieważ powód w toku całego postępowania od 2017 r. nie wystąpił w takim argumentem lub twierdzeniem, że w miarę upływu czasu uzyskiwałby w swoim zakładzie pracy wzrost wynagrodzenia, gdyby nie doszło do przedmiotowego zdarzenia, wynikającego z czynu niedozwolony ze strony sprawcy, za którego odpowiada pozwany. Uwzględniając zakres żądania, kwota 3.100 zł była zatem dla Sądu Apelacyjnego kwotą wyjściową, mimo że znając zjawiska ekonomiczne i zasady rządzące na rynku pracy, a także znaczny wzrost cen, można byłoby teoretycznie zakładać, że obecnie z pewnością byłoby to wyższe wynagrodzenie, zwłaszcza że wynagrodzenia, które powód faktycznie teraz uzyskuje, też są niekiedy wyższe, jak wynika z dokumentów załączonych do jego pisma procesowego z dnia 2 września 2022 r. Ponieważ jednak powód nie powoływał się na taką okoliczność i nie zmienił podstaw swojego żądania, Sąd Apelacyjny, ustalając wysokość przysługującej mu renty, przyjął w sporządzonym przez siebie zestawieniu tabelarycznym, w którym w przeciwieństwie do Sądu pierwszej instancji dokładnie obliczał wysokość tej renty za poszczególne miesiące, przyjął, że wysokość utraconych przez powoda dochodów odpowiada kwocie 3.100 zł miesięcznie. Jednocześnie w powyższym zestawieniu tabelarycznym Sąd Apelacyjny uwz-ględnił rzeczywistą wysokość renty ZUS, a od stycznia 2018 r. – wynagrodzenia lub innych dochodów uzyskiwanych przez powoda w poszczególnych miesiącach objętych żądaniem, tj. od września 2017 r. do chwili obecnej. Wyjaśnić wypada, że jak wcześniej wskazano po myśli art. 322 k.p.c. Sąd Apelacyjny przyjął zaokrąglone (generalnie do 10 zł) kwoty uzyskiwanych przez powoda dochodów. Miesiąc Utracone wynagrodzenie Renta ZUS Wynagrodzenie brutto Wynagrodzenie netto Różnica Zwiększone potrzeby Renta IX – XII 2017 r. 3100 960 2140 250 2400 I 2018 r. 3100 2317,34 1820 1280 250 1530 II 2018 r. 3100 3937,53 3014 86 250 340 II – X 2018 r. 3100 Powyżej 4100 Powyżej 3124 0 250 250 XI – XII 2018 r. oraz I – II 2019 r. 3100 0 3100 250 2400 III – XII 2019 3100 1645 1455 250 1700 I – XII 2020 3100 1920 1180 250 1430 I – 15.
- 2021 r 3100 2074 1026 250 1280 15.04.2021 r. – 31.
- 2021 r. 3100 0 3100 250 2400 VI 2021 3100 147,05 2953 250 2400 VII 2021 – I 2022 3100 2070 1030 300 1330 II 2022–VIII 2022 3100 2363 737 300 1000 Od IX 2022 r. 3100 2400 700 300 1000 W celu wyjaśnienia obliczeń, znajdujących się w powyższej tabeli, wskazać należy, że od lutego 2018 r. do końca października 2018 r. powód pracował w poprzednim zakładzie pracy, ale na innym stanowisku. Przy tym od marca 2018 r. uzyskiwał wynagrodzenie netto nawet wyższe niż 3.100 zł, wobec czego za okres od marca do października 2018 r. przyznano mu tylko świadczenie z tytułu zwiększonych potrzeb w kwocie 250 zł, a nie kwotę 2.400 zł, jak uczynił Sąd pierwszej instancji, który nie uwzględnił, że w tym okresie wynagrodzenia, które powód faktycznie uzyskiwał, było wyższe niż to, które utracił. Natomiast w lutym 2018 r. uzyskał wynagrodzenie w kwocie 3.014 zł, wobec czego różnica wynosiła tylko 86 zł, więc za ten miesiąc przysługiwała mu renta w łącznej wysokości 340 zł (po zaokrągleniu do 10 zł).Sytuacja zmieniła się w listopadzie 2018 r., kiedy powód przez okres do końca lutego 2019 r. (czyli przez kilka miesięcy) nie wykonywał pracy i zresztą ponownie taki sam okres wystąpił od połowy kwietnia 2021 r. do końca maja 2021 r. (czyli za pierwszym razem 4 miesiące, a potem 1,5 miesiąca). Sąd Apelacyjny rozważał, czy można przyjąć w tej sytuacji, że taka okoliczność powinna być interpretowana na korzyść lub na niekorzyść powoda, bo można byłoby przyjąć pogląd, że skoro powód nie pracował, a wcześniej jednak podjął pracę, to mógłby kontynuować ją także w tym okresie, w którym żadnej pracy nie świadczył. Jednak w ocenie Sądu Apelacyjnego nie można pominąć dwóch kwestii. Po pierwsze, w świetle zebranego materiału dowodowego nie budzi wątpliwości, że powód niewątpliwie nie jest „pełnowartościowym” pracownikiem. Oczywiście formalnie posiada zdolność do wykonywania zatrudnienia, ale bezsprzecznie stan jego zdrowia uniemożliwia mu podjęcie każdej pracy na każdym stanowisku, tak jakby byłoby, gdyby nie doszło do przedmiotowego wypadku. Można więc uznać, że nie jest dla każdego pracodawcy pełnowartościowym pracownikiem. Po drugie, rynek pracy też nie jest takim rynkiem prostym, na którym praca jest łatwo dostępna dla każdego chętnego, bowiem ciągle występuje mniejsze lub większe (w różnych okresach) bezrobocie. Nie można więc na niekorzyść powoda interpretować tego, że okresowo nie pracował, ponieważ nie można niewątpliwie stwierdził, że wynikało to z przyczyn leżących po jego stronie. Nie można pominąć, że powód utracił swoją pracę, którą wykonywał od pewnego czasu pracy, a zatem z jego punktu widzenia stabilną, gdyż można byłoby zakładać, że gdyby nie ten wypadek, to prawdopodobnie nadal ją wykonywał i uzyskiwał z niej dochody. Uwzględniając szeroko powyższe okoliczności, uznać można, że w tych okresach, w których powód nie pracował i tym samym nie uzyskiwał żadnych dochodów, działo się to bez winy, w związku z czym nie można mu zarzucić, że nie może domagać się jakiejkolwiek renty za takie okresy. Wprost przeciwnie, przyjąć wypada, że skoro mimo niewątpliwego podejmowania należytych starań o wykonywanie pracy w tych okresach bez swojej winy nie zdołał uzyskać żadnych dochodów, to przysługuje mu renta uzupełniająca z tego tytułu w pełnej wysokości, czyli w kwocie 3.100 zł. Z tego powodu Sąd Apelacyjny zasądził za te okresy renty w kwotach po 2.400 zł, uwzględniając, że była górna granica żądanej przez powoda renty. Wskazać dalej trzeba, że występowały także takie okresy, w których powód podjął pracę jako kurier – kierowca, ale już nie podstawie umowy pracy, ale prawdopodobnie umowy zlecenia, ponieważ z przedłożonych przez niego dowodów wynika, że w tych okresach obowiązywały inne zasady rozliczania i jego dochody były niższe niż te, które uzyskiwał w poprzednim zakładzie pracy na innym stanowisku. Sąd Apelacyjny również w tym przypadku wziął pod uwagę, że właśnie z uwagi na sytuację powoda, który jako pracownik może przedstawiać dla pracodawcy ograniczoną przydatność, więc musi on podejmować się takich prace, które są dla niego dostępne. W związku z tym trudno jest postawić mu zarzut, że nie wykorzystuje należycie swoich możliwości i że niejako celowo nie uzyskuje wyższych dochodów po to, żeby uzyskiwać rentę takie od pozwanego. Taka interpretacja byłaby krzywdząca dla powoda, ponieważ nie ma możliwości uznania, że był on osobą, która uchyla się od podjęcia pracy, raczej przeciwnie powód był postrzegany jako osoba pracowita i przed wypadkiem stale pracował. Natomiast po wypadku ponownie podjął pracę, kiedy tylko powstała taka możliwość czy też konieczność, tj. kiedy nie przedłużono mu renty z tytułu częściowej niezdolności do pracy. Nie można więc powiedzieć, że powód celowo nie uzyskuje takich dochodów, które mógłby uzyskiwać, po to, żeby niezasadnie czerpać od pozwanego korzyści z tytułu renty wyrównawczej. Konkludując, Sąd Apelacyjny, uznając co do zasady roszczenie powoda o przyznanie renty wyrównawczej, przyznał ją co do wysokości w nieco inny sposób, niż Sąd Okręgowy, który nie uwzględnił przedstawionych wyżej okoliczności. Podkreślić trzeba, że pozwany słusznie zwrócił uwagę, że powód wbrew temu, co twierdził, był w stanie podjąć pracę i faktycznie ją wykonywał. Zasadniczym problemem było więc to, że należało to uwzględnić, sprawdzić, wyliczyć i kwotowo zasądzić odpowiednią wysokość renty. Sąd Apelacyjny ponownie wskazuje w tym zakresie, że kierując się treścią art. 322 k.p.c. nie ustalał renty z dokładnością co do złotówki, mając na uwadze, że ta renta w gruncie rzeczy miała w tym zakresie charakter szacunkowy, więc nie jest konieczne ustalenie dochodu, który powód utracił w sposób właśnie dokładny (co do grosza lub choćby co do złotówki). W ocenie Sądu Apelacyjnego podobne podejście było właściwe także w przypadku drugiej części roszczenia rentowego, która obejmuje pokrycie kosztów zwiększonych potrzeb. Nie można zgodzić się z pozwanym, że powód powinien najpierw udowodnić, że faktycznie te koszty ponosi. Mieć trzeba na uwadze, że decydujące znaczenie ma wykazanie, że zwiększone potrzeby rzeczywiście istnieją, a nie to, czy są faktycznie pokrywane. Nie można bowiem uzależniać przyznania renty z tytułu zwiększonych potrzeb od wykazania przez poszkodowanego, że faktycznie te koszty ponosi, bo mogłoby to prowadzić do tego, że gdyby poszkodowany nie posiadał środków na pokrycie zwiększonych potrzeb, to nie uzyskałby renty, dlatego, że nie byłby w stanie sam ich sfinansować i nie mógłby domagać się zwrotu poniesionych kosztów. Tymczasem uzyskanie renty na pokrycie zwiększonych potrzeb ma na celu umożliwienie poszkodowanemu, aby był w stanie sfinansować te potrzeby. Z tego punktu widzenia decydujące jest więc to, że nie budzi żadnych wątpliwości, że stan zdrowia powoda w dalszym ciągu wymaga wsparcia, w szczególności w postaci specjalistycznych konsultacji, a także przynajmniej okresowych rehabilitacji. Jest o tym mowa w opiniach biegłych, z których wynika, że chociaż stan zdrowia powoda uległ poprawie, to nie jest on jeszcze w pełni wyleczony i można, a wręcz należy starać się o uzyskanie lepszych wyników, ale wymaga to zarówno odpowiedniej diagnozy, jak i odpowiedniego leczenia i rehabilitacji. W konsekwencji nie można zaakceptować stanowiska pozwanego, że z całą pewnością u powoda nie występują żadne zwiększone potrzeby związane ze stanem jego zdrowia spowodowanym przedmiotowym wypadkiem. Stan jego zdrowia niewątpliwie nie wrócił bowiem do takiej sytuacji, która istniałaby, gdyby nie uległ on temu wypadkowi. Także jeśli chodzi o koszty medykamentów, w szczególności leków przeciwbólowych, to również nie budzi wątpliwości, że w tym zakresie może istnieć potrzeby, aby takie środki nabywać przynajmniej okresowo, kiedy dolegliwości bólowe będą u powoda silniejsze. Wziąć trzeba pod uwagę, że w tym przypadku chodzi tu o schorzenie w okolicach prawego stawu barkowego. Zwykle jest to ta część ciała, która jest częścią dominującą, wiodącą, gdyż prawa strona ciała jest na ogół u mężczyzn silniejsza. Większość czynności również jest wykonywana właśnie prawą ręką, więc prawy bark ma bardzo istotne znaczenie i dlatego mogą się pojawiać dolegliwości bólowe, czy to przy jakimś wysiłku, czy to przy zmianach meteorologicznych. Wobec tego nie budzi wątpliwości, że nawet jeśli w każdym miesiącu nie będą te wydatki takie same, to w skali przynajmniej roku uzasadnione jest przyznanie powodowi renty na pokrycie zwiększonych potrzeb związanych z następstwami przedmiotowego zdarzenia. W związku z tym Sąd Apelacyjny ocenił, także mając na uwadze art. 322 k.p.c., początkowo na 250 zł miesięcznie, a obecnie na kwotę 300 zł, mając też na uwadze ogólny wzrost kosztów utrzymania, a także kosztów usług medycznych i wzrost cen leków, a zatem jest to kwota rzędu 3.000 zł rocznie, czyli około 250 zł miesięcznie, a obecnie przy kwocie 3.600 zł – przeciętnie 300 zł miesięcznie, która maksymalnie uwzględnia żądanie powoda. Również w tym zakresie wziąć trzeba pod uwagę, że w toku postępowania nie twierdził, że zwiększyły się koszty zaspokajania tych potrzeb choćby z uwagi na zjawisko ekonomiczne w postaci inflacji. Niemniej nie można mieć wątpliwości, że taka kwota w skali roku z całym pewnością odpowiada potrzebom powodach, które istnieją i wymagają odpowiedniego wsparcia również w sferze finansowej. Dlatego w ocenie Sądu Apelacyjnego ta renta zasługiwała co do zasady na uwzględnienie. Jednocześnie można przyznać rację stronie powodowej, która w odniesieniu do zasądzenia renty, zarzuciła w apelacji, że Sąd pierwszej instancji wadliwie rozstrzygnął o odsetkach od tego żądania. Wynikało to przede wszystkim z tego, że generalnie błędnie dokonał on tzw. kapitalizacji renty za okres przed wydaniem zaskarżonego wyroku. Wskazać należy, że w istocie w tym przypadku w ogóle nie była to kapitalizacja renty, gdyż Sąd ten dokonał po prostu matematycznego zsumowania poszczególnych rent i ich podliczenia według stanu na dzień orzekania. Jeśli bowiem chodzi o kapitalizację renty, zauważyć można, że Kodeks cywilny przewiduje taką możliwość w art. 447, w którym jest mowa, że w miejsce renty można przyznać poszkodowanemu jednorazowe odszkodowanie. Jednak, jak podkreśla się także w doktrynie, w tym przepisie występuje dwie bardzo istotne przesłanki. Po pierwsze, kapitalizacja, czyli zamiana miesięcznej (okresowej) renty na jednorazowe odszkodowanie może nastąpić tylko na żądanie uprawnionego, a po wtóre może to mieć miejsce tylko wtedy, jeśli przemawiają za tym ważne względy, w szczególności zasądzenie jednorazowego odszkodowania mogłoby pomóc poszkodowanemu podjąć inne zatrudnienie (przekwalifikować się) albo jeśli mógłby dzięki temu sfinansować jakąś taką potrzebę, która jest jednorazowa, na przykład zakup protezy lub urządzenia ułatwiającego mu funkcjonowanie albo też po prostu remont mieszkania po to, żeby dostosować je do potrzeb wynikających z jego niepełnosprawności, wynikającej z czynu niedozwolonego. Tymczasem powód nie domagał się skapitalizowania renty, jak również Sąd pierwszej instancji w ogóle nie wyjaśnił, że dokonuje kapitalizacji renty na podstawie powyższego przepisu i nie rozważył, jakie ważne względy za tym przemawiały. Powyższe rozstrzygnięcie było więc oczywiście wadliwe i jednocześnie spowodowało, że Sąd ten nie zasądził odsetek od poszczególnych rat renty w zakresie objętym apelacją powoda. W związku z tym apelacja powoda w tym zakresie okazała się skuteczna, ale oczywiście od tych kwot, które Sąd Apelacyjny uznał za prawidłowe na podstawie dokonanego przez siebie szczegółowego wyliczenia. W konsekwencji zostały one zasądzone od poszczególnych kwot, wskazanych w punkcie II podpunkt 1 wyroku Sądu Apelacyjnego za okresy, w których te kwoty stały się wymagalne. Jeśli zatem chodzi o rentę, to z jednej strony można powiedzieć, że pozwany zasadnie zakwestionował jej przyznanie za cały okres w kwocie 2.400 zł, ale nie miał racji, że ta renta w ogóle powodowi nie należy czy to z tytułu utraconych zarobków, czy to z tytułu zwiększonych potrzeb, w związku wysokość tej renty prawidłowo wyliczono za poszczególne okresy. Dodać należy, że obecnie renta bieżąca wynosić będzie 1.000 zł miesięcznie, mając na uwadze zakres żądania, które powód sformułował w pozwie w 2017 r. i nie zmodyfikował do chwili rozstrzygania. Obecnie (od grudnia 2022 r.) uzyskuje on bowiem dochody w wysokości przeciętnie 2.400 zł, więc przysługuje mu renta wyrównawcza z tytułu utraconych dochodów w kwocie 700 zł miesięcznie, a dodatkowo uwzględnić trzeba kwotę 300 zł z tytułu kosztów zaspokojenia zwiększonych potrzeb. Można również przyznać rację powodowi, że odsetki za opóźnienie od uwz–ględnionej części zadośćuczynienia powinny zostać zasądzone za wcześniejszy okres niż dopiero od dnia 3 stycznia 2018 r., aczkolwiek nie od dnia 16 września 2017 r., lecz od dnia 2 października 2017 r. Przede wszystkim wziąć trzeba pod uwagę, że chybiony był argument Sądu pierwszej instancji, że pozwany mógł ograniczyć swoje zachowanie do wezwania powoda do przedłożenia dokumentów i jeśli to uczynił, to był usprawiedliwiony i nie popadał w opóźnienie, dopóki powód nie przedłożył żądanych przez niego dokumentów. Taki pogląd jest sprzeczny z treścią art. 14 ustawy z dnia 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych. Przepis ten interpretuje się bowiem w ten sposób, że zakład ubezpieczeń ma 30 dni na wypłatę świadczeń lub czternaście dni, jeśli ustalenie zasadności zgłoszonych roszczeń wymagać będzie dodatkowych wyjaśnień. Wyprowadza się z tego wniosek, że to nie poszkodowany lub uprawniony, który zgłasza roszczenia, ma obowiązek aktywności w zakresie ustalania (udowadniania) ich wysokości, lecz zakład ubezpieczeń ma obo-wiązek przeprowadzić tak zwane postępowanie likwidacyjne i na jego podstawie ustalić wysokość przysługujących poszkodowanemu roszczeń. Jeśli więc pozwany zadowolił się tym, że jedynie wezwał powoda do uzupełnienia dokumentacji i nie dokonywał w tym zakresie własnych ustaleń, to nie może powiedzieć, że nie popadł w opóźnienie. Wziąć jednak trzeba, że powinien je zaspokoić w terminie 30 dni, a nie w termin 14 dni, jak powód zakreślił w wezwaniu do zapłaty, bo obowiązujący pozwanego termin wynika z ustawy. Biorąc zatem pod uwagę, że z przedłożonego dowodu doręczenia wezwania do zapłaty z dnia 28 sierpnia 2017 r. wynika, że nastąpiło to w dniu 1 września 2017 r. (k. 21), to do dnia 1 października 2017 r. pozwany powinien przeprowadzić postępowanie w celu ustalenia, czy i ile należy powodowi wypłacić, a jeśli tego nie uczynił, to znalazł się w opóźnieniu i dlatego od dnia 2 października 2017 r. przysługują powodowi odsetki za brakujący okres do dnia 2 stycznia 2018 r., ponieważ Sąd pierwszej instancji zasądził te odsetki od dnia 3 stycznia 2018 r., a nie 3 sierpnia 2018 r., jak prawdopodobnie wskutek omyłki wskazano w apelacji powoda. Nie było natomiast podstaw do uwzględnienia apelacji powoda w pozostałym zakresie, tj. co zasądzenia pozostałej części dochodzonego zadośćuczynienia w kwocie 30.000 zł. Wziąć trzeba pod uwagę, że także i w tym zakresie Sąd pierwszej instancji bardzo ogólnikowo przedstawił w pisemnym uzasadnieniu swoje rozważania na temat skutków doznanych przez powoda obrażeń i ich wpływu na obecną sytuację poszkodowanego. W szczególności nie wskazał, czy te kwestie i okoliczności, które brał w tym zakresie pod uwagę przemawiały w jego ocenie za podwyższeniem lub za obniżeniem przyznanego zadośćuczynienia, ewentualnie czy miały jedynie charakter standardowy, tj. ani zwiększający, ani zmniejszający wysokość zadośćuczynienia. Przykładowo samo powołanie się na wiek powoda, co jest dość obszernie kwestionowane w jego apelacji powoda, nie wyjaśnia, jakie było znaczenie tej przesłanki w konkretnym przypadku. Sąd napisał bowiem jedynie ogólnie, że z uwagi na wiek powoda uważa, że kwota 50.000 zł jest odpowiedni, ale z tego stwierdzenia nie wynika, czy uważał, że gdyby był młodszy albo starszy, to otrzymałby wyższe lub niższe zadośćuczynienie. O tyle jest więc pewna trudność w ocenie stanowiska w/w Sądu i jednocześnie dało to powodowi asumpt, żeby odnosić się do takiego stwierdzenia. Nie można jednak powiedzieć, żeby z uzasadnienia zaskarżonego wyroku wynikało, że Sąd pierwszej instancji uznał, że z uwagi na wiek powoda trzeba przysługujące mu zadośćuczynienie obniżyć, czyli że wiek jest okolicznością powodującą obniżenie zadośćuczynienia. Wobec tego powoływanie się na to, że powód był osobą stosunkowo młodą (w sile wieku), co powinno wpłynąć na podwyższenie, jest nieprzekonujące, ponieważ nie można uznać, że ta okoliczność nie została należycie oszacowana przez Sąd pierwszej instancji. Podobnie nieprzekonująca jest kolejna kwestia związana z tym, że zdaniem powoda Sąd pierwszej instancji błędnie nie wziął pod uwagę tego, jaki jest charakter negatywnych następstw zdrowotnych, w szczególności w kontekście opinii biegłego W. Ż.. Sąd Apelacyjny przeanalizował ten problem i doszedł do przekonania, że najprawdopodobniej powód (jego pełnomocnik procesowy) błędnie odczytuje treść punktu
- opinii uzupełniającej biegłego W. Ż. z dnia 7 kwietnia 2021 r. (k. 387). Wziąć trzeba pod uwagę, że w świetle sformułowania tej opinii oraz powszechnych reguł znaczeniowych języka polskiego słowo „regresywne” nie oznaczy „zwiększające się”, lecz „ustępujące, zmniejszające się” w przeciwieństwie do słowa „progresywne”. Generalnie w różnych kontekstach i w różnych dziedzinach nauki progresja to jest postęp, a regresja to jest ustępowanie, zmniejszanie się. Tak więc, generalnie należałoby przyjąć że, jeśli nie ma innych innego sposobu wyjaśnienia tego pojęcia, zwłaszcza przez osobę, która nim posłużyła się i wskazała, w jakim znaczeniu go używa, to regresja oznacza zmniejszanie się i tak należy to rozumieć także w kontekście powyższej opinii uzupełniającej. Za takim poglądem przemawia także treść zdania drugiego w punkcie
- tej opinii, w którym jest mowa, że jeśli pojawią dodatkowe elementy negatywne dla powoda w postaci choroby zwyrodnieniowej pourazowej lub nawrotu zespołu neurowegetatywnego, które pogorszą stan zdrowia, to następstwa przedmiotowego zdarzenia będą miały charakter progresywny. Należy przez to zrozumieć, że jeśli nie dojdzie do jakichś nieprzewidywanych albo wprawdzie przewidywanych, ale niekoniecznych, niekorzystnych dla powoda następstw, to skutki zdarzenia nie będą się zwiększały, a nawet będą się zmniejszały. W związku z tym zauważyć należy, że argumentacja powoda, jak chodzi o wysokość zadośćuczynienia oparta jest w zasadzie na wielokrotnie powtarzanej w różnych kontekstach kwestii, że powyższa okoliczność rzekomo nie została uwz-ględniona przez Sąd pierwszej instancji, który nie wziął pod uwagę, że w świetle opinii uzupełniającej biegłego W. Ż. następstwa wypadku mają charakter regresywny. W ocenie sądu Apelacyjnego zarzuty te są nietrafnie, ponieważ powyższą opinię należy interpretować dokładnie odwrotnie, niż czyni powód w apelacji, a mianowicie uznać trzeba, że te następstwa nie będą się zwiększać, a w zasadzie będą się nawet zmniejszać, jeśli się nie przydarzy nic takiego nieprzewidywalnego i niekorzystnego dla powoda. Upada zatem taki, można powiedzieć potocznie koronny, argument powoda, że gdyby wziąć pod uwagę, że jego krzywda może i będzie się zwiększać, to trzeba mu to dodatkowo wynagrodzić przez przyznanie wyższego zadośćuczynienia zgodnie z jego żądaniem. Taka sytuacja nie ma jednak miejsca w niniejszej sprawie. Krzywda powoda prawdopodobnie nie będzie się zwiększać, lecz raczej będzie się zmniejszać. Jest więc ona na tyle ustabilizowana, że rozmiar krzywdy, który ocenił Sąd pierwszej instancji i wysokość ustalonej przez niego sumy zadośćuczynienia, mogą zostać zaakceptowane. Skoro rozmiar krzywdy prawdopodobnie nie będzie już ulegał jakiemuś istotnemu zwiększeniu, także kwestia wieku, jak i jego aktualne asytuacja życiowa nie przemawiają przekonująco za tym, że sąd pierwszej instancji niekorzystnie dla powoda wziął pod uwagę przesłankę jego wieku wziął i zaniżył wysokość świadczenia. Dlatego te zasadnicze okoliczności, na których opierała się apelacja, jak chodzi o wysokość zadośćuczynienia nie uzasadniały jej uwzględnia w tym zakresie. Na koniec można powiedzieć i to, że przecież Sąd Apelacyjny mógłby zmodyfikować wysokość zadośćuczynienia tylko wtedy, gdyby ona była rażąco zaniżona. W tym przypadku trudno jednak dopatrzyć takiego rażącego zaniżenia, bo jednak Sąd instancji przyznał powodowi stosunkowo wysokie zadośćuczynienie, jeśli weźmie się pod uwagę tę sytuacje, która była przedmiotem oceny w niniejszej sprawie. Chodzi o to, że powód uległ wprawdzie wypadkowi komunikacyjnemu, który jednak początkowo wydawał się dla niego niezbyt groźny, skoro po wstępnym zaopatrzeniu w szpitalu w S. został wypisany do domu na jego prośbę i w godzinach popołudniowych tego samego dnia wrócił już do domu. Wydawało się, że będą to tylko jakieś potłuczenia, siniaki, które powinny wkrótce ustąpić. Dopiero z czasem okazało się, że tak jednak nie jest, ponieważ doszło do obrażeń w obrębie stawu barkowego i konieczna była rehabilitacja, która nie dała większych rezultatów. Następnie po badaniu rezonansem magnetycznym okazało się, że konieczny jest zabieg operacyjny, który został przeprowadzony około roku po wypadku. Wziąć też trzeba pod uwagę, że powód twierdził, że z uwagi na ten wypadek nie będzie w stanie funkcjonować w życiu takim codziennym tak jak dotychczas i nie będzie w stanie podjąć pracy, w szczególności nie będzie w stanie kierować pojazdami i wykonywać zawodu kierowcy, ale życie zweryfikowało to niezgodnie z jego twierdzeniami, ponieważ powód jednak podjął pracę i wykonuje zawód kuriera dostawcy. Odmiennie niż w chwili wnoszenia pozwu, kiedy zakładano, że powód w ogóle nie będzie w stanie podjąć pracy z uwagi na przeżytą traumę psychiczną na tym tle (flashbaki, przeżycia związane z tym wypadku) okazało, że jednak podjął on pracę, i to generalnie o zbliżonym charakterze, tj. w zawodzie kierowcy, aczkolwiek okresowo uzyskuje niższe dochody, co zostało uwzględnione przy zasądzaniu renty, więc nie może być ponowne brane pod uwagę przy ustalaniu wysokości zadośćuczynienia. W świetle doświadczeniu życiowego i zawodowego Sądu Apelacyjnego, który rozstrzyga liczne i zróżnicowane sprawy i zdaje sobie sprawę, jakie mogą być następstwa wypadków komunikacyjnych dla zdrowia i życia poszkodowanego, nie można więc uznać, że przyznane powodowi zadośćuczynienie jest rażąco zaniżone w stosunku do rozmiaru doznanej przez niego krzywdy. W konsekwencji apelacja powoda w tej części nie zasługiwała na uwzględnienie. Podsumowując, Sąd Apelacyjny częściowo uwzględnił obie apelacje, co skutkowało zmianą zaskarżonego wyroku co do istoty, a jednocześnie spowodowało, że zmianie uległ wynik sprawy (zakres jej wygrania i przegrania przez obie strony) tak w pierwszej instancji, jak i w drugiej instancji. Ostatecznie powód wygrał bowiem sprawę w 53%, a pozwany w 47%. Ponieważ ta różnica jest niewielka, Sąd Apelacyjny zmienił rozstrzygnięcia o kosztach procesu w ten sposób, że zniósł wzajemnie te koszty za pierwszą instancję i podobnie sytuacja przedstawia się w postępowaniu przez Sądem instancji instancji. Można zatem było zastosować art. 100 k.p.c. i znieść wzajemnie między stronami koszty za obie instancje. Ponadto Sąd Apelacyjny zdecydował się na zamieszczenie w swoim wyroku rozstrzygnięcia o wysokości opłaty od apelacji pozwanego, ponieważ uprzednio ustalił wartość przedmiotu zaskarżenia w zakresie tej apelacji na kwotę 28.800 zł, biorąc pod uwagę, że w tym przypadku nie było żadnej skapitalizowanej renty, lecz tylko renta bieżąca, a przy rencie bieżącej, należało ustalić wartość świadczeń za okres jednego roku, czyli 12 miesięcy, co dało kwotę 28.800 zł. Skoro zaś Sąd Apelacyjny zdecydował się na ustalenie wartości przedmiotu zaskarżenia, to należało konsekwentnie zmniejszyć wysokość opłaty, którą pozwany uiścił, gdyż byłoby niezasadne, aby zmienić wartość przedmiotu zaskarżenia, ale tej opłaty nie zmienić. Ponieważ ta opłata została zmniejszona, to Sąd Apelacyjny nakazał zwrócić ją Sądowi Okręgowemu. Wprawdzie z art. 80a u.k.s.c. wynika, że co do zasady powinien o tym orzec Sąd pierwszej instancji jako ten sąd, do którego wpłynęła ta opłata, ale nie można tego przepisu tak interpretować, że zakazuje on sądowi apelacyjnemu, który widzi taką sytuację, żeby w swoim wyroku nakazał to wykonać. Skutki będą jedynie, że po prostu różnicę tę wypłaci sąd pierwszej instancji, kiedy akta sprawy do niego zostaną zwrócone. Ewentualnie pozwany będzie mógł zwrócić się do w/w Sądu o wykonanie powyższego rozstrzygnięcia, jeśli okaże się to konieczne. Z tych wszystkich względów Sąd Apelacyjny na mocy art. 386 § 1 k.p.c. częściowo zmienił zaskarżony wyrok, a w pozostałym zakresie oddalił obie apelacje na mocy art. 385 k.p.c., natomiast o kosztach procesu orzekł na podstawie art. 100 k.p.c. Ponadto na mocy art. 350 § 1 i 3 k.p.c. dokonał odpowiedniego sprostowania zaskarżonego wyroku w zakresie prawidłowego oznaczenia pozwanego. Na oryginale właściwe podpisy