w zw. z art. 415 k.c., art. 430 k.c. i art. 445 § 1 k.c. Zgodnie z art. 822 § 1 i 4 k.c. przez umowę ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej zakład ubezpieczeń zobowiązuje się do zapłacenia określonego w umowie odszkodowania za szkody wyrządzone osobom trzecim, względem których odpowiedzialność za szkodę ponosi ubezpieczający albo osoba, na której rzecz została zawarta umowa ubezpieczenia. Uprawniony do odszkodowania w związku ze zdarzeniem objętym umową ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej może dochodzić roszczenia bezpośrednio od zakładu ubezpieczeń. Na mocy natomiast art.
o ile nie umówiono się inaczej, suma pieniężna wypłacona przez zakład ubezpieczeń z tytułu ubezpieczenia nie może być wyższa od poniesionej szkody. Nadto, na względzie należało mieć również treść art. 361 §1 k.c., który stanowi, iż zobowiązany do odszkodowania ponosi odpowiedzialność jedynie za normalne następstwa działania lub zaniechania z którego szkoda wynikła, oraz treść art. 363 § 1 k.c. który stanowi, że co do zasady naprawienie szkody winno nastąpić według wyboru poszkodowanego, bądź przez przywrócenie do stanu poprzedniego, bądź przez zapłatę odpowiedniej sumy pieniężnej, przy czym gdyby przywrócenie do stanu poprzedniego pociągało za sobą dla zobowiązanego nadmierne koszty, roszczenie poszkodowanego ogranicza się do świadczenia w pieniądzu. Jednocześnie z treści art. 361 § 2 k.c. wynika, iż naprawienie szkody obejmuje straty, które poniósł poszkodowany. Odpowiedzialność sprawcy szkody była odpowiedzialnością deliktową i uzależnioną od wykazania przesłanek w postaci: zdarzenia, z którym system prawny wiąże odpowiedzialność na zasadzie winy, szkody i związku przyczynowego miedzy owym zdarzeniem a szkodą. Z kolei odpowiedzialność pozwanego ubezpieczyciela wynikała z zawartej ze sprawcą umowy ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej (art. 822 § 4 k.c.), jednakże i w tym przypadku odpowiedzialność ubezpieczyciela zależała od wykazania powyższych przesłanek określonych w art. 415 k.c. Pozwany w toku postępowania likwidacyjnego nie kwestionował swojej odpowiedzialności za szkodę i wypłacił powódce – jego zdaniem – należne zadośćuczynienie oraz odszkodowanie. Odpowiedzialność pozwanego wynikała z umowy odpowiedzialności cywilnej z zawartej z Przedsiębiorstwem (...) sp. z o.o. Z kolei odpowiedzialność tego podmiotu znajdowała oparcie w art. 430 k.c., zgodnie z którym kto na własny rachunek powierza wykonanie czynności osobie, która przy wykonywaniu tej czynności podlega jego kierownictwu i ma obowiązek stosować się do jego wskazówek, ten jest odpowiedzialny za szkodę wyrządzoną z winy tej osoby przy wykonywaniu powierzonej jej czynności. Dopiero w toku postępowania sądowego pozwany wskazywał na wyłączenie swojej odpowiedzialności, albowiem wyłączną winę za powstanie szkody ponosiła powódka, a nadto wskazał, że przynajmniej przyczyniła się do powstania szkody w 70 %, albowiem nie trzymała się poręczy w drodze do miejsca siedzącego, a nadto nie korzystała z laski dla osób niedowidzących. Poza tym twierdził, że kierowca przy zatłoczonym autobusie nie zawsze widzi wszystkich pasażerów. Co więcej wskazano, że pasażerowie powinni być przyzwyczajeni do gwałtownych szarpnięć w czasie podróży autobusem. W pierwszej kolejności wskazać należało, że strona pozwana nie zdołała udowodnić, aby powódka podczas podróży przedmiotowym autobusem dopuściła się naruszenia jakichkolwiek wiążących ją zasad bezpieczeństwa. Przede wszystkim absurdalny jest zarzut, wedle którego korzystanie przez powódkę z laski dla osób niedowidzących w czasie wsiadania do autobusu miało uchronić ją przed upadkiem. Powódka przyznała, że laska ta była złożona. Skoro powódka uznała, że nie jest konieczna przy wsiadaniu do pojazdu, to oznacza, że była w stanie na tyle dobrym, aby bez niej upewnić się co do możliwych przeszkód jak np. próg pojazdu. Po drugie laska ta nie stanowiła jakiejkolwiek asekuracji w razie gwałtownego ruszania. Po trzecie korzystanie z niej pozbawia możliwości korzystania z jednej ręki, którą można uchwycić się drążków bezpieczeństwa. Powódka zamierzała to uczynić, ale pojazd ruszył i ta przewróciła się. Ze zgromadzonego w sprawie materiału nie wynikało, aby powódka w trakcie jazdy zamierzała zmienić miejsce siedzące. Sąd uznał także, że ruszenie pojazdu nie było jednostajne, a powodowało szarpnięcie. Nawet, jeśli było ono typowe dla tego typu pojazdów, to obowiązkiem kierującego pojazdem było upewnienie się, czy wszystkie osoby zamierzające zająć miejsce siedzące faktycznie to zrobiły. Powódka poruszała się powoli z uwagi na swoją niepełnosprawność – niedowidzenie i zwyczajnie nie zdążyła zająć miejsca czy przytrzymać się uchwytu. Jeżeli powódka nie zmieniała miejsca siedzącego w czasie jazdy, a trudno uznać, że zdążyłaby to zrobić ze swoją niepełnosprawnością, to przyczynę jej upadku upatrywać należy wyłącznie w nieodpowiedniej taktyce jazdy kierującego autobusem. Nie upewnił się bowiem co do tego, czy powódka zajęła miejsce. Odmienne twierdzenia pozwanego o braku takiego obowiązku ze strony kierowcy są co najmniej niezrozumiałe, skoro na takie właściwe praktyki wskazywał nawet sam kierowca. Rozważania hipotetyczne w sytuacji zatłoczonego autobusu nie mają znaczenia. Po pierwsze z taką sytuację nie mieliśmy do czynienia. Razem z powódką pojazdem podróżowało tylko kilku pasażerów. Po drugie nawet zatłoczenie pojazdu nie zwalnia kierowcy od zachowania zasad bezpieczeństwa i bez znaczenia pozostaje np. konieczność zastosowania się do rozkładu jazdy. Tak rzecz ujmując, Sąd doszedł do przekonania, że wyłączną winę za upadek powódki ponosił kierowca pojazdu, a zważywszy na powyższe rozważania co do zasad odpowiedzialności, ponosił ją ostatecznie pozwany ubezpieczyciel. Stąd też nie było podstaw do czynienia rozważań dotyczących miarkowania wysokości zadośćuczynienia. Jeśli chodzi o roszczenie o zapłatę zadośćuczynienia za krzywdę, to pozwany zakwestionował przede wszystkim rozmiar krzywdy poniesionej przez powódkę. Dokonując ustaleń w przedmiocie rozmiaru krzywdy pamiętać należało, że nie jest możliwe ścisłe określenie rozmiaru krzywdy i wysokości zadośćuczynienia, zaś każdy przypadek powinien być rozpatrywany indywidualnie z uwzględnieniem wszystkich okoliczności sprawy (por.: wyrok SN z dnia 3 czerwca 2011 r., III CSK 279/10, OSP 2012/4/44). Bez wątpienia wprowadzenie do przepisu art. 445 § 1 k.c. klauzuli generalnej "odpowiedniej sumy" pozostawia sądowi orzekającemu margines uznaniowości, co do wysokości zasądzanej kwoty. Jest on dodatkowo wzmocniony fakultatywnym charakterem tego przyznania ("może"), co wskazuje na konstrukcję należnego zadośćuczynienia dopiero po przekroczeniu pewnego poziomu krzywdy (por.: wyrok Sądu Najwyższego z dnia 23 stycznia 1974 r., II CR 763/73, OSPiKA 1975, nr 7-8, poz. 171). Pomimo niemożności ścisłego ustalenia wysokości uszczerbku należy jednak opierać rozstrzygnięcie na kryteriach zobiektywizowanych, a nie kierować się wyłącznie subiektywnymi odczuciami poszkodowanego. Sąd miał na uwadze, że wobec niewymierności szkody niemajątkowej określając wysokość "odpowiedniej sumy", sąd powinien niewątpliwie kierować się celami oraz charakterem zadośćuczynienia i uwzględnić wszystkie okoliczności mające wpływ na rozmiar doznanej szkody niemajątkowej. Podstawowe znaczenie musi mieć rozmiar doznanej krzywdy, o którym decydują przede wszystkim takie czynniki, jak rodzaj uszkodzenia ciała czy rozstroju zdrowia, ich nieodwracalny charakter polegający zwłaszcza na kalectwie, długotrwałość i przebieg procesu leczenia, stopień cierpień fizycznych i psychicznych, ich intensywność i długotrwałość, wiek poszkodowanego i jego szanse na przyszłość oraz poczucie nieprzydatności społecznej (por.: wyrok Sądu Najwyższego z dnia 1 kwietnia 2004r., II CK 131/03, LEX nr 327923). Ponadto należy mieć na względzie, że chodzi tu o krzywdę ujmowaną jako cierpienie fizyczne, a więc ból i inne dolegliwości oraz cierpienia psychiczne, czyli negatywne uczucia przeżywane w związku z cierpieniami fizycznymi lub następstwami uszkodzenia ciała, czy rozstroju zdrowia w postaci np. zeszpecenia, wyłączenia z normalnego życia itp. Celem zadośćuczynienia jest przede wszystkim złagodzenie tych cierpień. Winno ono mieć charakter całościowy i obejmować wszystkie cierpienia fizyczne i psychiczne, zarówno już doznane, jak i te, które zapewne wystąpią w przyszłości (a więc prognozy na przyszłość). Przy ocenie więc "odpowiedniej sumy" należy brać pod uwagę wszystkie okoliczności danego wypadku, mające wpływ na rozmiar doznanej krzywdy (por.: wyrok Sądu Najwyższego z dnia 3 lutego 2000r., CKN 969/98, LEX nr 50824). W ocenie Sądu powódka wykazała, że dochodzona przez nią kwota z tytułu zadośćuczynienia za krzywdę jest adekwatna do rozmiaru obrażeń doznanych w wyniku przedmiotowego wypadku, dolegliwości bólowych z nim związanych, rozmiaru cierpień fizycznych i psychicznych oraz ograniczeń w życiu codziennym, wieku powódki i jej dotychczasowego trybu życia. Przede wszystkim za przyznaniem poszkodowanej zadośćuczynienia w żądanej wysokości przemawia rozmiar i charakter obrażeń, jakie odniosła wskutek wypadku. Zgodnie z opiniami biegłych powódka doznała trwałego uszczerbku na zdrowiu na poziomie 2 %, a długotrwałego na poziomie 5 %. Doznała bowiem złamania wyrostków poprzecznych L2 i L3 po stronie prawej i żeber X, XI i XII po stronie prawej. Wiązało się to ze znacznymi dolegliwościami bólowymi i wymagało wielomiesięcznego sedatywnego trybu życia. Powódka miała wówczas 71 lat i oczywistym jest, że w wieku tym urazy takie są o wiele bardziej dotkliwe. Organizm regeneruje się o wiele wolniej również z powodu innych samoistnych schorzeń charakterystycznych dla osób w wieku powódki. Urazy spowodowały wyłączenie powódki z dotychczasowego trybu życia. Nie tylko nie mogła spotykać się ze znajomymi i pełnić obowiązków członka zarządu Polskiego Związku Niewidomych, ale nie była również w stanie wykonywać czynności samoobsługowych jak mycie, załatwianie potrzeb fizjologicznych, sporządzanie posiłków, itp. Oczywistym jest, że konieczność korzystania z pomocy osób trzecich w tej sytuacji budzi poczucie wstydu, niezręczności, nieprzydatności, a tym samym bezsilności. Poczucie smutku dodatkowo wzmacnia doznawany ból fizyczny. Z opinii biegłej psycholog wynikało, że powódka w sposób typowy przechodzi cierpienie od strony fizycznej, co nie oznacza, że poczucie smutku i cierpienia z tym związanego nie stanowi znacznej dolegliwości zaburzającej codzienne funkcjonowanie. Każde takie zdarzenie niewątpliwie wiąże się z poczuciem niesprawiedliwości i niezrozumienia sytuacji, szczególnie dlatego, że niezależne jest od działania osoby poszkodowanej. W związku z powyższym żądana kwota z tytułu zadośćuczynienia za krzywdę jest odpowiednia do charakteru urazów, ich skutków, długotrwałości i sposobu leczenia, w szczególności do dyskomfortu w codziennym funkcjonowaniu wynikającego z doznanego z tego tytułu urazu. Sąd wziął pod rozwagę, że zadośćuczynienie nie może powodować wzbogacenia po stronie poszkodowanego kosztem sprawcy i ubezpieczyciela, a jedynie rekompensować powstałą krzywdę. Zdaniem Sądu kwota ta (wraz z wypłaconą w toku postępowania likwidacyjnego) – z uwagi na aktualny poziom życia społeczeństwa – przedstawia dla powódki ekonomicznie odczuwalną wartość. Jednocześnie nie jest ona nadmierna w stosunku do doznanej krzywdy i aktualnych stosunków majątkowych społeczeństwa i jest utrzymana w rozsądnych granicach. Stąd też w ocenie Sądu wyżej wskazane okoliczności sprawy w pełni usprawiedliwiają taką wysokość zadośćuczynienia dla powódki i w żaden sposób nie można jej uznać za nadmierne. Mając zatem na uwadze wszystkie podniesione powyżej okoliczności na mocy art. 822 § 1 i 4 k.c., art.
415 k.c., art. 430 k.c., art. 445 § 1 k.c. w punkcie
Wyjaśnienie AI na podstawie urzędowego tekstu ustawy. Orientacyjne, nie zastępuje porady prawnej.