został wprowadzony przez ustawę z 16 lutego 2007 r. o zmianie ustawy – Kodeks cywilny (Dz.U. poz. 538), która weszła w życie 10.08.2007 r. Zgodnie z art. 2 tej ustawy, do roszczeń, o których mowa w art. 1, powstałych przed dniem wejścia w życie niniejszej ustawy, a według przepisów dotychczasowych w tym dniu jeszcze nieprzedawnionych, stosuje się przepisy art.
k.c. Zgodnie z artykułem
k.c., roszczenie o naprawienie szkody wyrządzonej czynem niedozwolonym ulega przedawnieniu z upływem lat trzech od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się o szkodzie i osobie obowiązanej do jej naprawienia. Jednakże termin ten nie może być dłuższy niż dziesięć lat od dnia, w którym nastąpiło zdarzenie wywołujące szkodę. Ustawodawca sformułował ogólne reguły określające termin przedawnienia roszczeń o naprawienie szkody wyrządzonej czynem niedozwolonym: przedawnienie następuje z upływem lat trzech od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia (termin a tempore scientiae). Termin ten nie może być dłuższy niż 10 lat od dnia, w którym nastąpiło zdarzenie wywołujące szkodę (termin a tempore facti). Jednocześnie ustawodawca określił dwa istotne odstępstwa od tych reguł: dla przedawnienia roszczeń deliktowych, jeżeli szkoda wynikła ze zbrodni lub występku (art.
k.c.) oraz dla roszczeń o naprawienie szkód na osobie (art.
Dla rozpoczęcia biegu terminu a tempore scientiae nie jest konieczne, aby poszkodowany, który dowiedział się o szkodzie, znał już rozmiar szkody (por. uchwała siedmiu sędziów SN z 11 lutego 1963 r., III PO 6/62, OSN 1964, nr 5, poz. 87 oraz wyrok SN z 24 listopada 1971 r., I CR 491/71, OSN 1972, nr 5, poz. 95). Nie jest konieczne, aby poszkodowany dowiedział się równocześnie o szkodzie, jak i o osobie zobowiązanej do jej naprawienia. Jeżeli o dłużniku dowie się później niż o samej szkodzie, wówczas termin przedawnienia rozpocznie bieg w tej późniejszej dacie (por. wyrok SN z 10 kwietnia 2002 r., IV CKN 949/00, Biul. SN 2002, nr 11, s. 11). W ocenie Sądu Okręgowego w omawianej sprawie termin biegu przedawnienia wynosił trzy lata i powinien być liczony od momentu porodu kleszczowego tj. od kwietnia 2005 r. Powódka już wówczas mogła podejrzewać, że doszło podczas porodu do nieprawidłowości, skoro, jak twierdzi, utrzymywały się u niej długie krwawienia (9 miesięcy). Wówczas nie zdecydowała się na wizytę u lekarza, lecz leczyła się sama. Do tej pory powódka nie przeszła żadnych zabiegów. Miała zatem już wówczas świadomość ewentualnej szkody i wiedzę o osobie zobowiązanej do jej naprawnienia, skoro poród przeprowadzono w pozwanej placówce. Dla terminu przedawnienia nie miał znaczenia fakt zapoznania się przez powódkę w 2019 r. z ogólnodostępną informacją medyczną o możliwych powikłaniach porodu kleszczowego. W tym dniu nie doszło wówczas u niej do powstania szkody, a jedynie do uświadomienia sobie ewentualnych nieprawidłowości w trakcie odbierania porodu. Następstwa porodu kleszczowego ujawniły się bezpośrednio po porodzie i tylko od tego terminu można w niniejszej sprawie liczyć termin przedawnienia, który upłynął 6 kwietnia 2008 r. Wbrew twierdzeniom powódki, nie można było mówić o 20 letnim terminie przedawnienia. Nie została w żaden sposób wykazana teza, że pracownicy pozwanego Szpitala dopuścili się występku lub zbrodni. Niezależnie od przedawnienia roszczenie powództwo nie mogłoby zostać uwzględnione. Zgodnie z art. 444 § 1 k.c., w razie uszkodzenia ciała lub wywołania rozstroju zdrowia naprawienie szkody obejmuje wszelkie wynikłe z tego powodu koszty. W takich wypadkach sąd może przyznać poszkodowanemu odpowiednią sumę tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę (art. 445 § 1 k.c.). Jeżeli poszkodowany utracił całkowicie lub częściowo zdolność do pracy zarobkowej albo jeżeli zwiększyły się jego potrzeby lub zmniejszyły widoki powodzenia na przyszłość, może on żądać od zobowiązanego do naprawienia szkody odpowiedniej renty (art. 444 § 2 k.c.). Podstawę odpowiedzialności publicznego zakładu opieki zdrowotnej za szkody wyrządzone w związku z udzielaniem świadczeń zdrowotnych stanowi art. 430 k.c., zgodnie, z którym, kto na własny rachunek powierza wykonanie czynności osobie, która przy wykonywaniu czynności podlega jego kierownictwu i ma obowiązek stosować się do jego wskazówek, ten jest odpowiedzialny za szkodę wyrządzoną z winy tej osoby przy wykonywaniu powierzonej jej czynności. Powołany przepis statuuje odpowiedzialność z tytułu czynu niedozwolonego na zasadzie ryzyka za szkody wyrządzone osobie trzeciej przez podwładnego z jego winy, a więc przyjęcie odpowiedzialności publicznego zakładu opieki zdrowotnej na podstawie art. 430 k.c. wymaga uprzedniego stwierdzenia, że personel medyczny wyrządził szkodę w sposób zawiniony i odpowiada z tego tytułu na zasadach ogólnych (art. 415 k.c.). Personel medyczny, pomimo samodzielności w zakresie wyboru sposobów leczenia pacjenta, jest podmiotem podlegającym kierownictwu organizacyjnemu zakładu opieki zdrowotnej. Zgodnie z art. 415 k.c., kto ze swej winy wyrządził drugiemu szkodę, zobowiązany jest do jej naprawienia. Jak wskazuje się w orzecznictwie i literaturze, przesłankami odpowiedzialności jest zaistnienie szkody, wystąpienie faktu, z którym ustawa czyni odpowiedzialnym określony podmiot oraz związek przyczynowy pomiędzy czynem niedozwolonym, a szkodą, przy czym szkoda powinna być jego zwykłym następstwem. Przepis art. 361 § 1 k.c. wprowadził dodatkową przesłankę odpowiedzialności, a mianowicie zobowiązany do odszkodowania ponosi odpowiedzialność tylko za normalne następstwa działania lub zaniechania, z którego szkoda wynikła. Sąd Okręgowy wyjaśnił, że błąd medyczny nie jest pojęciem kodeksowym, ponieważ przepisy go nie zdefiniowały. Doktryna i judykatura wskazują na to, że o błędzie medycznym możemy mówić w sytuacji, w której działanie lub zaniechanie działania jest sprzeczne z aktualnym poziomem wiedzy i praktyki medycznej. Błąd medyczny jest to nieumyślne działanie, zaniedbanie lub zaniechanie lekarza powodujące szkodę pacjenta. Na błąd medyczny muszą składać się następujące elementy: postępowanie niezgodne z powszechnie uznanym stanem wiedzy medycznej, wina nieumyślna (tzw. lekkomyślność lub niedbalstwo) lekarza, ujemny skutek popełnionego błędu, związek przyczynowy między popełnionym błędem, a ujemnym skutkiem postępowania leczniczego w postaci śmierci pacjenta, uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia. Zachowanie lekarza przy dokonywaniu zabiegu medycznego powinno zostać poddane ocenie z punktu widzenia fachowości. Te zaś wyznaczają kwalifikacje lekarza (specjalizacja, stopień naukowy), posiadanie doświadczenia ogólnego przy wykonywaniu określonych zabiegów medycznych, charakter i zakres dokształcania się w pogłębianiu wiedzy medycznej i poznawaniu nowych metod leczenia. O zawinieniu lekarza może zdecydować nie tylko zarzucenie mu braku wystarczającej wiedzy i umiejętności praktycznych, odpowiadających aprobowanemu wzorcowi należytej staranności, ale także niezręczność i nieuwaga przeprowadzanego zabiegu, jeżeli oceniając obiektywnie, nie powinny one wystąpić w konkretnych okolicznościach. Na lekarzu, zgodnie z art. 355 k.c., spoczywa obowiązek dołożenia należytej staranności w swoim działaniu. W świetle powyższych rozważań dla powstania odpowiedzialności pozwanego konieczne byłoby wykazanie łącznie następujących przesłanek: winy, w tym przypadku personelu medycznego (lekarza) podczas porodu, szkody, jakiej miałaby doznać powódka wskutek działania lub zaniechania personelu medycznego oraz istnienie normalnego (adekwatnego) związku przyczynowego pomiędzy winą a szkodą. Brak któregokolwiek z tych elementów skutkuje brakiem odpowiedzialności pozwanych. Powódka nie przytoczyła okoliczności faktycznych, które przemawiałyby za przyjęciem zawinieniem personelu medycznego pozwanego Szpitala w powzięciu decyzji o porodzie kleszczowym. Powódka domagała się przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego, który takie nieprawidłowości by ustalił. Taki sposób procedowania był niedopuszczalny. Dowód z opinii biegłego może potwierdzić lub wykluczyć, że we wskazanych okolicznościach faktycznych doszło lub nie doszło do zawinionego działania lub zaniechania personelu. Nie może tych okoliczności kreować. Ze stanu faktycznego sprawy wynika, że: noworodek urodził się zdrowy, o czym świadczyło uzyskanie 8/9/ 9w 10-punktowej skali A., powódka i jej córka zostały wypisane w czwartej dobie ze szpitala bez szczególnych zaleceń co do dalszego leczenia, a powódka dopiero w 2013 r., tj. 8 lat po porodzie, rozpoczęła leczenie różnych dolegliwości. W tej sytuacji Sąd Okręgowy uznał, że powódka nie wykazała zaistnienie przesłanek z art. 430 k.c., które warunkowałyby odpowiedzialność pozwanego. Na podstawie art. 102 k.p.c. Sąd Okręgowy częściowo obciążył powódkę kosztami procesu, mając na względzie: specyfikę sprawy, polegającą na domaganiu się zadośćuczynienia za krzywdę i rentę, w związku z głęboko subiektywnym przekonaniem o słuszności swoich racji. Powódka jest osobą niepełnosprawną w stopniu umiarkowanym i utrzymuje się jedynie z zasiłku stałego w kwocie 719 zł. Nie posiada obiektywnej możliwości zdobycia funduszy na pokrycie kosztów procesu pozwanego, które w niniejszej sprawie są znacznie. Przepis art. 102 k.p.c. wyraża zasadę słuszności w orzekaniu o kosztach, stanowiąc wyjątek od zasady odpowiedzialności za wynik procesu. Podstawę do jego zastosowania stanowią konkretne okoliczności danej sprawy, przekonujące o tym, że w rozpoznawanym przypadku obciążenie strony przegrywającej kosztami procesu na rzecz przeciwnika byłoby niesłuszne, czy wręcz niesprawiedliwe. Zdaniem Sądu Okręgowego, obciążenie powódki kosztami zastępstwa procesowego w pełnej wysokości byłoby niesłuszne i sprzeczne z zasadami współżycia społecznego, z uwagi na rodzaj roszczenia, którego ochrony domagała się powódka. Dlatego też, Sąd zasądził od powódki na rzecz pozwanego jedynie kwotę 2.000 zł, tytułem częściowego zwrotu kosztów procesu. Powódka była reprezentowana przez profesjonalnego pełnomocnika przyznanego jej z urzędu, a zatem powinna była mieć świadomość co do konsekwencji finansowych związanych z przegranym procesem i miarkować swoje żądania. Powódka w apelacji wniosła o zmianę zaskarżonego wyroku przez uwzględnienie powództwa w całości, ewentualnie o uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy Sadowi pierwszej instancji do ponownego rozpoznania oraz o zasądzenie kosztów postępowania apelacyjnego. Pozwany wniósł o oddalenie apelacji i zasądzenie od powódki kosztów postępowania zażaleniowego. Sąd Apelacyjny zważył, co następuje: Apelacja była bezzasadna. Na uwzględnienie zasługiwało natomiast zawarte w apelacji zażalenie na orzeczenie o kosztach procesu. Sąd Apelacyjny uznał ustalenia Sądu Okręgowego za własne i podzielił ocenę prawną tego Sądu. Przechodząc do analizy apelacji Sąd drugiej instancji wskazał, że powódka zaakcentowała wątek doznania podczas porodu ciężkich obrażeń przez dziecko. Zarzutu tego jednak nie uprawdopodobniła poprzez podanie opisu tych obrażeń. Dlatego też, słusznie wątek ten został uznany przez Sąd Okręgowy za całkowicie niewiarygodny. Ponieważ dziecko powódki jest pełnoletnie i nie dochodzi samo żadnych roszczeń w niniejszej sprawie, to kwestia rzekomych poważnych obrażeń jest nieistotna dla rozstrzygnięcia sporu. Powódka w pozwie zgłosiła dwa roszczenia: o zasądzenie kwoty 300.000 zł, tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę, w związku z uszczerbkiem na zdrowiu doznanym na skutek porodu kleszczowego, oraz o zasądzenie renty miesięcznej w kwocie po 3.500 zł, z uwagi na całkowitą niezdolność do pracy, będącą następstwem tego uszczerbku. Powódka zarzuciła ponadto w apelacji niewyrażenie zgody na przeprowadzenie porodu metodą kleszczową i niepoinformowanie jej przed porodem o zagrożeniach związanych z tą metodą. Nie oznacza to jednak, że w niniejszej sprawie powódka dochodziła także roszczenia opartego o art. 4 ust. 1 ustawy z dnia 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty, ponieważ powódka nie sformułowała w tym zakresie roszczenia przed Sądem Okręgowym i nie wskazała, jakiej kwoty z tego tytułu się domaga. Tym nie mniej należało zaznaczyć, że powódka po przyjęciu do Szpitala w dniu (...) r. podpisała oświadczenie o wyrażeniu zgody na leczenie i wszelkie zabiegi, które w czasie pobytu w szpitalu mogą okazać się konieczne u jej dziecka (k. 32). Ponadto, samo zgłoszenie się przez powódkę na oddział ginekologiczny pozwanego szpitala po rozpoczęciu się porodu było równoznaczne z żądaniem udzielenia jej dostępnej pomocy medycznej, zapewniającej bezpieczny dla zdrowia jej i płodu i poród. Z tych względów powyższa argumentacja powódki oparta na tych zarzutach nie mogła odnieść skutku. Na pacjencie, który twierdzi, że został poszkodowany na skutek błędu medycznego i który dochodzi z tego tytułu zaspokojenia swoich roszczeń cywilnoprawnych, ciąży obowiązek uprawdopodobnienia, że na skutek błędu medycznego doszło do uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia. W praktyce sądy nie wymagają od pacjenta udowodnienia zgłoszonych roszczeń już na wstępnym etapie procesu, poprzestając na ich uprawdopodobnieniu. Dopiero uznając, że roszczenia zostały uprawdopodobnione, sąd zasięga wiedzy specjalnej biegłego sądowego z odpowiedniej dziedziny medycyny. Obowiązkowi uprawdopodobnienia zasadności roszczeń powódka jednak nie sprostała i w tym zakresie nie mógł jej zastąpić biegły sądowy. Przede wszystkim, twierdzeń zawartych w pozwie i apelacji nie można zakwalifikować jako zarzutu popełnienia błędu medycznego przez personel medyczny pozwanego. Powódka stwierdziła, że - po zapoznaniu się ze „specjalistyczną literaturą” - dowiedziała, że poród kleszczowy może być przyczyną różnych powikłań, np. pęknięcia pochwy. Dlatego też uznała, że lekarz odbierający poród powinien był ją o tym poinformować, uzyskać jej zgodę, a jeżeli nie byłoby to możliwe zdecydować się na przeprowadzenie mniej ryzykownego dla powódki zabiegu w postaci „cesarskiego cięcia”. Już takie sformułowanie uzasadnienia żądania pozwu kwalifikowało powództwo do uznania go za oczywiście bezzasadne na początkowym etapie postępowania. Powódka nie zarzuciła bowiem, że metoda porodu kleszczowego była metoda zabronioną przez obowiązujące procedury medyczne. Jest to zresztą do dzisiaj stosowana metoda porodu. Samo jej zastosowanie w przypadku powódki nie było wykluczone, a zatem nie stanowiło błędu medycznego. Co więcej, zastosowanie tej metody w okolicznościach towarzyszących akcji porodowej u powódki nawet dla laika jest oczywiste. Powódka zgłosiła się bowiem do szpitala w dniu (...)r. już po odejściu wód płodowych, co oznaczało, że rozpoczął się poród. Nie występowały na tym etapie żadne okoliczności przemawiające za wyłączeniem porodu siłami natury i za zastosowaniem poważnie ingerującego w organizm powódki zabiegu „cesarskiego cięcia”. Powódka takiego zabiegu też się nie domagała. Z dokumentacji medycznej (k. 11-14) wynika, że lekarz ginekolog stwierdził, iż główka płodu jest przyparta do wchodu, ASP było miarowe, sączące się wody płodowe były czyste, rozwarcie mierzyło 4 cm. Z powodu słabej czynności skurczowej zdecydował się na kurację naskurczową. Następnie, po wystąpieniu symptomów ostrej zamartwicy wewnętrznej płodu, spowodowanej tzw. konfliktem pępowinowym, lekarz niezwłocznie zadecydował o zastosowaniu metody porodu kleszczowego ( forceps inferior) przy stwierdzeniu występowania takich warunków, jak: „całkowite rozwarcie, brak pęcherza płodowego, główka w wychodzie, szew w wymiarze prostym wychodu”. Metoda ta umożliwiła urodzenie przez powódkę córki w dobrym stanie zdrowia. Po porodzie u powódki zszyto nacięte krocze i pękniętą ścianę pochwy. W ten sposób zostały usunięte u powódki zwykłe i dopuszczalne następstwa tego typu porodu. Pęknięcie ściany pochwy jest dopuszczalnym powikłaniem przy zastosowaniu tego typu metody porodu. Nie można go było zatem zakwalifikować jako błędu medycznego, a w konsekwencji, jako czynu niedozwolonego w rozumieniu Kodeksu cywilnego. W nagłej sytuacji, zagrażającej dziecku powódki śmiercią lub ciężkim kalectwem z powodu wystąpienia ostrej zamartwicy podczas porodu, lekarz podjął prawidłową decyzję, która okazała się dla dziecka zbawienna, a nie spowodowała u powódki żadnych szkodliwych następstw, poza wyżej opisanymi, które jednak zostały wyleczone. Rozróżnienie pomiędzy błędem medycznym, a związanym z zastosowaniem określonej procedury medycznej powikłaniem ma zasadnicze znaczenie przy rozpoznawaniu sporów na tle roszczeń deliktowych. O ile błąd medyczny jest następstwem działania niezgodnego ze sztuką medyczną, o tyle powikłanie jest normalną i dopuszczalną przez procedurę medyczną negatywną konsekwencją przeprowadzonego zabiegu medycznego. Doprowadzenie do powstania takiego powikłania poprzez zastosowanie dozwolonej procedury medycznej nie jest czynem niedozwolonym, rodzącym odpowiedzialność deliktową. Możliwość wystąpienia powikłania jest swoistym kosztem zastosowania leczenia, które z jednej strony ratuje życie i zdrowie, a z drugiej strony jest obciążające lub może stać się obciążające dla organizmu pacjenta. Przyjęcie odmiennego założenia, w myśl którego lekarz lub placówka medyczna ex delicto za wystąpienie u pacjenta powikłań, które są zwyczajnym następstwem danej procedury medycznej, prowadziłoby do niedopuszczalnego w realiach obecnych oczekiwań społecznych wniosku, że czynem niedozwolonym jest także taki sposób ratowania życia i zdrowia człowieka, który nie wyklucza rozstroju zdrowia i uszkodzenia ciała pacjenta. W niniejszym procesie powódka - bez racjonalnych ku temu podstaw - zarzuca, że lekarz powinien był wybrać inną metodę, która dla niej mogłaby się okazać lepsza. W chwili zauważenia martwicy zabieg „cesarskiego cięcia” nie mógłby jednak zostać wykonany bez wepchnięcia główki płodu z powrotem do macicy, a próba takiego wepchnięcia mogłaby zakończyć się śmiercią lub kalectwem dziecka. Sama operacja „cesarskiego cięcia” jest poważnym zabiegiem chirurgicznym, której skutki są odczuwalne przez organizm kobiety przez dłuższy czas, a niektóre negatywne skutki mogą okazać się trwałe. W sytuacji, gdy lekarz specjalista dokonuje wyboru jednej z dopuszczalnych przez nauki medyczne metod przeprowadzenia porodu, niedopuszczalnym jest późniejsze obciążanie go zarzutem popełnienia błędu medycznego, z uzasadnieniem, że wybór innej metody mógł spowodować w przyszłości mniej powikłań u rodzącej kobiety. Działanie lekarza odbierającego u powódki poród było zgodne ze sztuką medyczną, a zatem zgodne z prawem. W ramach procesu odszkodowawczego, opartego na zarzucie dopuszczenia się przez lekarza deliktu, Sąd nie był uprawniony do wysnuwania hipotetycznych wniosków, także w oparciu o ewentualną opinię biegłego, czy wybór innej metody porodu byłby lepszy i jakie skutki (pozytywne i negatywne) mogłyby być związane z wyborem innej metody porodu. Dlatego też Sąd pierwszej instancji prawidłowo oddalił wniosek powódki o dopuszczenie dowodu z opinii biegłego sądowego na okoliczność, że zastosowanie metody porodu kleszczowego wywołało u powódki szkodę. Zasadniczą przeszkodą do przeprowadzenia takiego dowodu jest nieoparcie roszczeń na delikcie, ponieważ jak wyżej wskazano przewidywane i dopuszczalne przez naukę medyczną powikłanie nie jest błędem w sztuce lekarskiej, czyli nie jest czynem niedozwolonym. Przeszkoda pozostaje również niewskazanie przez powódkę po 17 latach od porodu schorzeń, które można by było realnie powiązać z porodem kleszczowym. Z oczywistych względów, zupełnie nieprzydatna do rozstrzygnięcia sporu jest złożona w postępowaniu apelacyjnym współcześnie wytworzona dokumentacja medyczna, obrazująca stan: kręgosłupa powódki (k. 207-210, 212), kości jej twarzy (k. 211) i płuc (k. 213-218) oraz jej zdrowia psychicznego (k. 219-220). Powódka nie wyjasniła w piśmie procesowym z dnia 27 lutego 2025 r. , w jaki sposób powiązała diagnozowane i leczone obecnie dolegliwości, opisane w wyżej wymienionych dokumentach medycznych, z porodem kleszczowym z 2005 r. Żaden z leczących powódkę lekarzy nie wskazał w dokumentacji medycznej na istnienie związku pomiędzy porodem w 2005 r., a obecnie diagnozowanymi i leczonymi chorobami, typowymi zresztą dla osób w wieku powódki. Orzeczenie o niepełnosprawności powódki pozostaje bez związku z porodem i jej stanem zdrowia ginekologicznego i urologicznego. Sam odstęp czasowy pomiędzy porodem, a udaniem się przez powódkę w celu przebadania do ginekologa i urologa, uczyniło nieprawdopodobnymi jej zarzuty pod adresem personelu medycznego oddziału ginekologicznego pozwanego szpitala. Słusznie zauważył Sąd Okręgowy, że biegły sądowy nie może zastąpić strony powodowej w zidentyfikowaniu czynu niedozwolonego lekarza, szkody doznanej przez powódkę i związku przyczynowo skutkowego pomiędzy nimi. Zarzut popełnienia przez lekarza przestępstwa nie został potwierdzony prawomocnym wyrokiem skazującym tego lekarza. Natomiast Sąd Apelacyjny nie dopatrzył się żadnych znamion czynu zabronionego, które w oparciu o ustawy karne mogły prowadzić do przypisania lekarzowi odbierającemu poród dopuszczenia się popełnienia przestępstwa. Dlatego 20-letni termin przedawnienia nie mógł w tej sprawie znaleźć zastosowania. Opuszczając szpital powódka otrzymała kartę informacyjną leczenia szpitalnego z dnia 7 kwietnia 2005 r. (k. 14). Także dzięki temu dowiedziała się, jaką metodę porodu wobec niej zastosowano. Powódka twierdziła (bez udokumentowania tego faktu), że przez kilka miesięcy po porodzie krwawiła. Obiektywnie rzecz biorąc, nie zachodziły przeszkody, aby w 2005 r. zaczęła się badać pod kątem ewentualnych dolegliwości związanych z porodem i dochodzenia ewentualnych roszczeń od pozwanego. Skoro tego nie uczyniła, to roszczenia te uległy przedawnieniu z upływem trzech lat od, licząc od 2005 r. Sąd Apelacyjny zgodził się z Sądem pierwszej instancji w kwestii przedawnienia roszczeń, jednocześnie uznając, że odwołanie się do przedawnienia nie było konieczne, z uwagi na oczywistą bezzasadność zgłoszonych roszczeń. Swoistą cechą tego procesu jest to, że powódka oczekuje od Sądu, aby ten, przy pomocy biegłego, dopiero znalazł taki uszczerbek zdrowia w jej organizmie, który ujawnił się współcześnie, a który można powiązać z porodem z 2005 r. Występowanie z takimi roszczeniami w świetle 10-letniego terminu przedawnienia, liczonego od dnia porodu, tj. od dnia (...) r., nie może jednak prowadzić do uwzględnienia powództwa. Zasygnalizowane przez powódkę problemy z trzymaniem moczu były diagnozowane przez lekarza ginekologa i lekarza urologa w 2013 r. Sama zaś powódka zeznała, że nie trzymanie moczy wystąpiło kilka lat po porodzie. Problemy powódki z kręgosłupem doprowadziły do przebadania jej przez lekarza neurologa już w 2012 r. Problemy ze współżyciem fizycznym, które, zdaniem powódki, doprowadziły do rozkładu pożycia i następnie rozwodu, wystąpiły co najmniej w 2012 r. Jak wynika z przedstawionego przez powódkę uzasadnienia postanowienia Sądu Apelacyjnego w K. z dnia 26 kwietnia 2023 r., sygn. akt (...)(k. 176 - 179) w 2013 r. L. W. wystąpił do Sądu Okręgowego w K. z pozwem o rozwód, a Sąd ten wyrokiem z dnia 22 marca 2016 r., sygn. akt (...), rozwiązał małżeństwo L. i H. W. przez rozwód z przyczyn, które obciążają H. W., której jednak za ich powstanie nie można było przypisać winy. Po rozpoznaniu apelacji obu stron Sąd Apelacyjny w K. wyrokiem z dnia 10 kwietnia 2017 r., sygn. akt (...) zmienił wyrok rozwodowy Sądu pierwszej instancji o tyle, tylko że orzekł eksmisję H. W. z budynku mieszkalnego w K. przy ulicy (...), przyznając jej prawo do lokalu socjalnego, a w pozostałym zakresie apelacje oddalił. Z powyższych okoliczności wynika, że wymienione przez powódkę dolegliwości w funkcjonowaniu jej organizmu wystąpiły na trzy lata przed wytoczeniem niniejszego powództwa. Powódka, wiedząc, że poza dwoma porodami, nie miała innych zabiegów, mogła te dolegliwości powiązać z naturalnymi procesami starzenia się organizmu bądź z porodem z 2005 r. Samo przeczytanie podręcznika dla położnych o możliwych powikłaniach porodu kleszczowego nie jest sposobem na zidentyfikowanie sprawcy czynu niedozwolonego, tym bardziej, że żaden ze specjalistów, u których się leczyła, nie stwierdził, że poród wywołał lub mógł wywołać stwierdzone przez nich schorzenia. Reasumując, u powódki na trzy lata przed wytoczeniem powództwa wystąpiły oznaki różnych chorób, które mogła próbować wiązać z porodem z 2005 r., samo zaś wytoczenie powództwa nastąpiło po upływie dziesięciu lat od urodzenia drugiego dziecka. Zgłoszone w pozwie roszczenia uległy przedawnieniu zarówno z upływem trzech lat od wystąpieniu powołanych wyżej dolegliwości , jak z upływem 10 lat od porodu drugiego dziecka. Uznając, że Sąd Okręgowy prawidłowo zastosował prawo procesowe i ustalił stan faktyczny, a następnie dokonał trafnej subsumpcji prawa materialnego, Sąd Apelacyjny uznał powództwo za bezzasadne, a w konsekwencji oddalił apelację na podstawie art. 385 k.p.c. Trafne okazało się natomiast zawarte w apelacji zażalenie na orzeczenie o kosztach procesu. W sprawie istotnie znajdował zastosowanie art. 102 k.p.c., z tym że opisana przez Sąd pierwszej instancji sytuacja powódki wykluczała możliwość obciążenia jej kosztami procesu w jakimkolwiek stopniu. W tym stanie rzeczy, Sąd Apelacyjny zmienił zaskarżony wyrok w punkcie II sentencji, na podstawie art. 386 § 1 k.p.c., w ten sposób, że nie obciążył powódki kosztami procesu. O kosztach postępowania apelacyjnego orzeczono na podstawie art. 102 k.p.c., mając na uwadze szczególnie trudną sytuację, w jakiej znajduje się obecnie powódka oraz brak możliwości poniesienia przez nią tych kosztów w jakimkolwiek stopniu. Wynagrodzenie należne adwokat A. D. za reprezentowanie z urzędu powódki w postępowaniu apelacyjnym zostało przyznane od Skarbu Państwa – Sądu Okręgowego w Kielcach, na podstawie art. 29 ust. 1 ustawy z dnia 26 maja 1982 r. Prawo o adwokaturze, zgodnie z normami przepisanymi.
Wyjaśnienie AI na podstawie urzędowego tekstu ustawy. Orientacyjne, nie zastępuje porady prawnej.