← Polska

XVIII K 37/11

UZASADNIENIE Na podstawie całokształtu materiału dowodowego ujawnionego w toku rozprawy Sądu ustalił następujący stan faktyczny: T. S.

(1)jest kawalerem i nie ma żadnych osób na utrzymaniu. Ukończył szkołę zawodową, a następnie technikum wieczorowe, przy czym nie zdawał matury. Wymieniony mieszkał w W. przy ul. (...) razem z rodzicami i starszym o rok bratem P.. T. S.
(1)generalnie nie był nigdy zatrudniony w ramach stałej umowy o pracę, a jedynie pracował dorywczo, głównie przy wykańczaniu wnętrz. W okolicach sierpnia 2009 roku T. S.
(1)stracił pracę i zaczął handlować narkotykami, w tym amfetaminą. Kupował narkotyki po 20-25 zł za „działkę”, a następnie sprzedawał ją po 40 zł różnym odbiorcom – w tym R. S.
(1)pseudonim (...) oraz poznanemu przez tegoż J. K.
(1)– listonoszowi obsługującemu rejon, w którym zamieszkiwał S.. Zarówno S., jak i K. dzwonili do S. i umawiali się na zakup narkotyków – czasami do transakcji dochodziło nawet co trzy dni, czasami raz na tydzień, a czasami co dwa tygodnie. Wymienieni kupowali od S. narkotyki zarówno wspólnie, jak i oddzielnie. Zdarzało się przy tym, że T. S.
(1)udzielał wymienionym narkotyków bez zapłaty, na tzw. „krechę”, a ci regulowali dług w terminie późniejszym. Kilkakrotnie zdarzyło się, że narkotyki R. S.
(1)osobiście dostarczyła P. B., dziewczyna T. S.
(1), której w zamian R. S.
(1)przekazywał pieniądze dla S.. P. B. mieszka w W. przy ul. (...) razem z rodzicami i bratem S.. Pozostawała na utrzymaniu rodziców, bowiem była uczennicą I klasy Liceum Ogólnokształcącego – (...) przy Al. (...) w W.. P. B. z T. S.
(1)była związana od około początku 2009 roku. Gdy zorientowała się, że T. S.
(1)handluje narkotykami S. poprosił ją żeby również ona dostarczała amfetaminę jego klientom. Choć generalnie (...) stwierdziła, że w „jego interes się nie wkręca” to jednak mimo takiej deklaracji, gdy prosił ją o pomoc przekazywała narkotyki odbiorcom, a pieniądze za nie oddawała S.. W okresie od sierpnia 2009 roku, daty bliżej nieustalonej, do 12 lutego 2010 roku T. S.
(1)i P. B. działając wspólnie i w porozumieniu udzielili R. S.
(1)co najmniej 10 razy substancję psychotropową w postaci amfetaminy w łącznej ilości co najmniej 10 gram za kwotę 400 zł oraz w okresie od sierpnia 2009 roku, daty bliżej nieustalonej, do 15 lutego 2010 roku udzielili J. K.
(1)co najmniej 20 razy substancję psychotropową w postaci amfetaminy w łącznej ilości co najmniej 20 gram za kwotę 800 zł. T. S.
(1)posiadane narkotyki trzymał w swoim pokoju w poduszce, czasami przechowywał je razem z wagą w metalowej zamykanej na klucz skrzynce, którą chował pod łóżkiem bądź w szafie, by nie znaleźli jej domownicy. Od sierpnia 2009 roku T. S.
(1)w tygodniu sprzedawał ok. 10 „działek” narkotyków – przy czym był okres gdy nie miał narkotyków, bowiem zalegał z płatnością za dostarczany towar swoim dostawcom. Długi S. brały się stąd, że nie wszyscy klienci którym dostarczał narkotyków „na krechę” oddawali mu pieniądze. Głównym dostawcą narkotyków dla S. był dealer o imieniu M.. Na początku 2010 roku dług za narkotyki narósł do około 20 tys. zł. Dostawcy zaczęli naciskać na zwrot pieniędzy i S. zaczął obawiać się, że może zostać wywieziony i że mogą mu zrobić krzywdę. T. S.
(1)w kontaktach z dostawcami ciągle określał nowe terminy uregulowania długu, ale nie wywiązywał się z nich – w końcu M. zdenerwował się i stwierdził, że ostateczny termin zwrotu pieniędzy za pobrane narkotyki to 15 lutego 2010 roku. O swoich kłopotach T. S.
(1)opowiedział P. B.. Również podzielił się swoimi problemami z M. B.
(1). M. B.
(1)mieszkał w W. przy ul. (...) razem ze swoimi rodzicami i młodszymi braćmi. W szkole podstawowej i gimnazjum nie sprawiał kłopotów, jednak po podjęciu nauki w Liceum Ogólnokształcącym im. R. S.
(2)w W. nie zdał do II klasy, bowiem zaczął opuszczać zajęcia szkolne. Następnie rozpoczął naukę w Technikum Samochodowym przy ul. (...) w W., ale zaliczył tam tylko I klasę i we wrześniu 2009 roku rozpoczął naukę w Centrum (...). Równocześnie od około 2008 roku M. B.
(1)pracował dorywczo – zajmował się handlem owoców i warzyw przy Al. (...) w W.. W lecie 2009 roku T. S.
(1)poznał M. B.
(1)i kilkakrotnie sprzedał mu narkotyki – marihuanę i kokainę, czasami nie biorąc za nie pieniędzy, bądź przyjmując płatność w kwocie symbolicznej. Na przełomie września i października 2009 roku znajomość zacieśniła się do tego stopnia, że w pewnym momencie (...) chciał nawet sprzedawać narkotyki, „biegać” dla T. S.
(1), jednak ten nie był tym zainteresowany. (...) kilkakrotnie pożyczał pieniądze S. w 2009 roku, bo ten miał problemy finansowe w związku z handlem narkotykami. Gdy na początku 2010 roku S. zwierzył się (...), że ma długi rzędu 20 tys. zł – a na pewno nie mniej niż 16 tys. zł - zaczęli wspólnie planować działania na zdobycie „szybkich i łatwych” pieniędzy. Początkowo S. proponował (...) dokonanie napadu na punkt z maszynami przy ul. (...) róg (...) – ale ten odmówił. Następnie T. S.
(1)razem z P. B. wpadli na pomysł, że pójdą do banku i będą obserwować klientów – w tym kto bierze pożyczkę. Po ustaleniu osoby pobierającej większą gotówkę mieli zadzwonić do (...), który w tym czasie miał się znajdować w okolicach banku – a ten miał napaść na tę osobę. Do realizacji tego pomysłu nie doszło, bowiem (...) stwierdził, że nie jest w stanie napaść na osoby wychodzące z banku. Równocześnie od początku stycznia 2010 roku S. zaczął dostarczać (...) narkotyki w postaci amfetaminy nieodpłatnie. W ostatnim tygodniu stycznia 2010 roku S. zaproponował (...) napad na listonosza, którego mu „wystawi”. Poinformował przy tym (...), że zna tego listonosza stąd, że „bierze” on amfetaminę od S.. Trzykrotnie T. S.
(1)spotkał się z M. B.
(1)po to, by omówić plany napadu na listonosza – w dwóch z tych spotkań brała udział P. B.. Podczas wszystkich tych spotkań (...) i S. zażywali narkotyki w postaci amfetaminy, P. B. nie zażywała narkotyków. W trakcie narad ustalili kiedy, gdzie i w jaki sposób dokonają napadu – w tym jaką rolę każdy z nich będzie pełnił. Ze względu na fakt, że listonosz ( a chodziło o J. K.
(1)) znał ze wcześniejszych kontaktów T. S.
(1)i P. B. wspólnie ustalili, że napadu dokona M. B.
(1). P. B. dostarczyła przy tym M. B.
(1)gaz pieprzowy po to, by łatwiej było obezwładnić pokrzywdzonego i doprowadzić go do stanu bezbronności. W dniu 1 lutego 2010 roku J. K.
(1)rozpoczął pracę w swoim rejonie około godziny 10.30. Miał przy sobie przesyłki oraz pieniądze w związku z przekazami pieniężnymi w kwocie około 20 tys. zł. Zgodnie z obowiązującymi w (...) (...) S.A. procedurami wszystkie pieniądze jakie otrzymał do doręczenia miał schowane w saszetce znajdującej się przy pasie. Jak zwykle szedł tą samą trasą doręczając kolejne przesyłki. Około godziny 13.20 znajdował się w rejonie bloku przy Al. (...), przy (...) klatce. W tym czasie posiadał przy sobie prócz niedoręczonych jeszcze przesyłek – pieniądze w kwocie około 4 tys. zł. Kątem oka zauważył w okolicy klatki nieznanego mu mężczyznę, który tak jakby chciał wejść do bloku. Nagle poczuł, że mężczyzna ten zaatakował go gazem w twarz wskutek czego w pierwszej chwili pokrzywdzony przestał widzieć, a następnie poczuł, że mężczyzna zaczął wyrywać mu torbę. Mężczyzna ten usiłował przewrócić J. K.
(1)na ziemię, potem próbował w trakcie szamotaniny, która się wywiązała- uderzyć go z kolana w twarz. J. K.
(1)w pewnym momencie puścił torbę i złapał napastnika dążąc do jego przewrócenia na ziemię – mimo, że udało się go przewrócić napastnik w pewnym momencie zerwał się z ziemi i uciekł. Tym samym podjęte przez pokrzywdzonego działania obronne doprowadziły do tego, że zaplanowany napad, którego bezpośrednim wykonawcą był M. B.
(1)nie powiódł się. Prócz poparzeń na twarzy doznanych w wyniku użycia gazu pieprzowego z bliskiej odległości pokrzywdzony nie doznał innych obrażeń, nadto nie zostały utracone żadne przesyłki czy wartości pieniężne w związku z niedoręczonymi przekazami. Dodatkowo zaznaczenia wymaga, że użyty podczas szarpaniny gaz pieprzowy przez M. B.
(1)był o tyle niefortunnie, że część gazu osiadła na twarzy napastnika co wywołało u pokrzywdzonego wrażenie, że sprawca miał rudawy zarost. W tym czasie w piwnicy znajdującej się na klatce (...) bloku przy Al. (...) znajdował się mieszkaniec tego budynku J. M.. Zaalarmowany podniesionymi głosami dochodzącymi sprzed klatki, a chwilę później odgłosami dobijania się do drzwi wejściowych na klatkę – wyszedł z piwnicy i zobaczył listonosza wzywającego pomocy. Ponadto zauważył, że przed klatką na ziemi leży torba listonosza, a obok niej rozsypane kilka listów. Gdy J. M. otworzył klatkę listonosz poinformował go, że został napadnięty. Nie dostrzegł jednak w pobliżu żadnej osoby, która wyglądałaby na sprawcę. Następnie udostępnił listonoszowi swoją łazienkę, by ten obmył twarz. W mieszkaniu J. M. pokrzywdzony wykonał telefon do przełożonych z Urzędu Pocztowego powiadamiając o zdarzeniu. Również w dniu 01.02. 2010 roku zostało złożone zawiadomienie o popełnionym przestępstwie do organów ścigania, w którym prócz okoliczności związanych z przebiegiem zdarzenia pokrzywdzony opisał sprawcę napadu jako mężczyznę w wieku ok. 20 lat, wzrostu ok. 180 cm, szczupłej budowy ciała, ubranego w charakterystyczną kurtkę ortalionową koloru beżowego w brązowe plamy typu moro z kapturem zarzuconym na głowę, w spodnie ortalionowe - podany przez pokrzywdzonego opis sprawcy przystaje do wyglądu M. B.
(1), w tym opis kurtki odpowiada posiadanej przez w/wym. Podjęte w dniu 01.02.2010 roku działania przez policję nie doprowadziły do zatrzymania sprawcy. Zaznaczyć należy, że w czasie gdy M. B.
(1)dokonywał napadu w dniu 01.02.2010 roku na J. K. – T. S.
(1)i P. B. byli w okolicy zajścia, aby jak najszybciej móc się z nim spotkać. T. S.
(1)nie krył niezadowolenia z nieudanej akcji M. B.
(1), kiedy ten opowiedział, że nie dał rady zabrać listonoszowi pieniędzy. Również roztrzęsiona była P. B. mając żal do (...), że T. S.
(1)ma problemy finansowe a ten nie dokonał skutecznie napadu na listonosza i nie zdobył pieniędzy. Z uwagi na zbliżający się termin rozliczenia T. S.
(1)z dealerem około 14 lutego 2010 roku T. S.
(1)podjął ponownie kontakt z M. B.
(1)i rozmowy na temat kolejnego napadu na listonosza. Telefonicznie ustalili, że spotkają się w poniedziałek rano, tj. 15 lutego 2010 roku. Około godz. 9-ej rano T. S.
(1)zadzwonił do B. i umówili się pod klatką budynku, w którym mieszka S.. Gdy ten się pojawił była tam również P. B., która tego dnia rano dotarła do S. i dostarczyła mu zakupioną na prośbę S. nową kartę SIM do telefonu komórkowego. Przy jej użyciu S. zadzwonił do J. K.
(1), by umówić się zakup amfetaminy. Wymienieni w trójkę zeszli do piwnicy i wspólnie zażyli amfetaminę – przy czym P. B. nie brała narkotyków. Wtedy ponownie zaczęli rozmawiać na temat napadu na listonosza i uzgadniać jego plan. S. zaproponował, że gdy J. K.
(1)wejdzie do piwnicy M. B.
(1)schowany za drzwiami uderzy go kijem baseballowym w głowę. Kij ten (...) pożyczy od kolegi – około godziny 10.00 (...) zadzwonił do A. C., a następnie spotkał się z nim i dostał od w/wym. kij. Podczas spotkania C. spostrzegł, że (...) był zdenerwowany jednak nie znał przyczyny tego stanu, jak również nie wiedział w jakim celu (...) chce pożyczyć kij. W trakcie ustaleń co do przebiegu napadu mężczyźni nie ustalali co w trakcie zdarzenia ma robić P. B.. Rozmawiali natomiast, że po uderzeniu pokrzywdzonego S. zacznie z nim rozmawiać, by oddał mu torbę oraz pieniądze żeby nie robić mu krzywdy. Przy tych ustaleniach była obecna P. B.. W trakcie oczekiwania na przyjście listonosza mężczyźni znów zażyli amfetaminę, P. B. wychodziła z piwnicy do sklepu po coca-colę. W trakcie pobytu w piwnicy S. dzwonił do J. K.
(1)pytając go gdzie jest i umówił się z listonoszem za około pół godziny. J. K.
(1)w dniu 15 lutego 2010 roku pracę rozpoczął w godzinach porannych – pobrał z urzędu Pocztowego (...) m.in. przesyłki listowe oraz przekazy emerytalno – rentowe, na wypłatę których otrzymał gotówkę w kwocie 28 880 złotych. Około godziny 10.20 wraz z P. M. i S. B., także listonoszami zatrudnionymi w sąsiednich rejonach obsługiwanych przez Urząd Pocztowy (...), wyjechali wspólnie samochodem, by dotrzeć do swoich rewirów. W trakcie jazdy J. K.
(1)odebrał telefon z nieznanego mu numeru i umówił się z rozmówcą za około godzinę –przy czym w obecności kolegów powiedział, że wpisać musi tego rozmówcę do książki adresowej, ale nie wie jak i chyba wpisze go jako „wujek W.”. Było przed godz. 11-tą gdy J. K.
(1)dotarł do swojego rejonu – zaraz na samym początku pracy wstąpił do R. S.
(1)i powiedział mu, że spotka się z T. S.
(1)po to żeby kupić u niego amfetaminę - około 2 gram. Na zakup amfetaminy wziął 40 złotych od S. – za jego część. Postanowił także zostawić swoje paczki u S.. Stwierdził, że pójdzie jeszcze tylko doręczyć przesyłki w bloku, w którym mieszka S. i zaraz potem spotka się z S.. Po około 20 minutach ponownie wstąpił do mieszkania S. i zadzwonił do S., żeby potwierdzić spotkanie. J. K.
(1)dotarł do piwnicy S. po godz. 11-ej. T. S.
(1)wyszedł po niego na zewnątrz. W tym czasie M. B.
(1)zgodnie z wcześniejszym ustaleniem schował się za ścianką przy wejściu tak, by nikt z zewnątrz go nie widział. P. B. w tym czasie siedziała w pomieszczeniu piwnicznym należącym do S.. T. S.
(1)wprowadził listonosza inną klatką (między pomieszczeniami piwnicznymi należącymi do różnych klatek bloku jest wewnętrzne przejście) i rozmawiając zbliżyli się do piwnicy. Wówczas (...) gdy tylko zauważył listonosza znienacka uderzył go kijem baseballowym w tył głowy. Listonosz w tym czasie był zwrócony do niego bokiem. J. K.
(1)nie upadł po tym uderzeniu, ale zaczął krzyczeć i pytać dlaczego został uderzony. Od uderzenia krwawiła mu głowa. Następnie obaj mężczyźni siłą wprowadzili J. K.
(1)do pomieszczenia piwnicznego należącego do S. i posadzili go na krześle. T. S.
(1)zaczął uspokajać J. K.
(1). W trakcie rozmowy S. zarzucił J. K.
(1), że oskarżył go na policji o handel narkotykami, czemu K. zaczął zaprzeczać. W trakcie wyjaśniania, że to nieporozumienie K. uspokoił się, tłumaczył że przyniósł także zaległe pieniądze za amfetaminę i dał S. z tego tytułu około 80 zł. Mężczyźni zaczęli wspólnie zażywać amfetaminę, a P. B. przeszła do mieszkania S. i przyniosła ręcznik i wodę, aby wytrzeć zakrwawienia głowy u pokrzywdzonego. W trakcie rozmów w piwnicy w pewnym momencie (zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami) T. S.
(1)zaproponował J. K.
(1)żeby upozorować napad, a pieniędzmi jakie listonosz posiada przy sobie podzielą się między sobą – jednak K. stwierdził, że nawet gdyby się zgodził to nie potrafiłby potem skłamać na policji. W chwilę potem (...) wyszedł na korytarz przy piwnicy zapalić papierosa – za nim wyszedł T. S.
(1), który stwierdził, że w takiej sytuacji muszą zabić listonosza. W tym czasie P. B. była w pomieszczeniu razem z listonoszem i pilnowała go. Gdy po chwili mężczyźni wrócili do piwnicy – ponownie wspólnie z K. zażyli amfetaminę. W pewnym momencie S. powiedział, że za chwilę przyjdzie „wtyka z policji”, od której wie o donoszeniu K. i dlatego musi go zakneblować, zasłonić oczy oraz związać ręce, po to żeby pokrzywdzony nie rozpoznał kto pojawi się w piwnicy. Mężczyźni skrępowali taśmą klejącą siedzącego na krześle J. K.
(1). Następnie przekazali P. B. informację, że listonosz nie może wyjść żywy z piwnicy, przy czym odbyło się to w taki sposób, by nie usłyszał tego J. K.
(1). P. B. zdenerwowała się i wyszła z tego powodu z pomieszczenia piwnicznego, przy czym również w tym samym czasie mężczyźni polecili jej, aby stanęła przy oknie i obserwowała czy nikt nie nadchodzi. Także w tym samym czasie M. B.
(1)widząc zdenerwowanie P. B. powiedział do niej, że jeśli nie uspokoi się to to samo co K. i ją spotka. Następnie T. S.
(1)odciął z kabla znajdującego się wśród rzeczy zgromadzonych w piwnicy odcinek o długości około 60 cm, zaś M. B.
(1)zrobił z niego pętlę, założył ją na szyję pokrzywdzonego. Po zadzierzgnięciu pętli z kabla na szyi pokrzywdzony zaczął się trząść. Wówczas (...) jeden z końców kabla docisnął nogą do podłoża, zaś drugi koniec kabla podał S., który trzymał dotychczas pokrzywdzonego za nogi, a od tego momentu zaczął zaciskać kabel wspólnie z (...). W tym czasie krzesło, na którym dotychczas siedział J. K.
(1)zostało odepchnięte na bok i pokrzywdzony znalazł się na ziemi w pozycji na plecach. W wyniku duszenia pokrzywdzony oddał kał i mocz oraz poleciała mu krew z nosa – wówczas sprawcy uznali, że listonosz nie żyje, zwolnili uścisk, a ciało J. K.
(1)opadło bezwładnie na podłoże. W trakcie duszenia J. K.
(1)przez M. B.
(1)i T. S.
(1)w piwnicy przebywała P. B. – przy czym nie była obecna przy tym przez cały czas, bowiem wbiegała do piwnicy i wybiegała, tak jakby nie chciała patrzeć na zajście – jednak generalnie zachowywała się normalnie, w tym na polecenie T. S.
(1)przyniosła z mieszkania tegoż czarne worki foliowe, które miały służyć do uszczelnienia kartonu po telewizorze, w który mężczyźni zapakowali ciało pokrzywdzonego. Ponadto ciało pokrzywdzonego zostało szczelnie obwinięte przeźroczystą folią spożywczą. Następnie około godz. 14-ej T. S.
(1)zadzwonił do swojego kolegi G. B., ponieważ ten pracował jako kierowca w firmie (...) i dysponował samochodem transportowym. S. powiedział, że ma towar do przewiezienia i jest to pilna sprawa oraz, że za ten transport dostanie 2000 zł. Prosił, żeby B. podjechał samochodem pod klatkę bloku, w którym mieszka. Gdy B. podjechał pod wskazany adres zadzwonił do S. z informacją, że już jest na miejscu. Wówczas S. wyszedł do B. i zaczął mu chaotycznie tłumaczyć, że stał się wypadek, że nie żyje człowiek – wówczas okazało się, że towar który ma być przewieziony to zwłoki tego człowieka. Słysząc taką informację początkowo B. chciał pójść do piwnicy, bo może ten człowiek żyje i potrzebuje pomocy, ale S. zabronił mu tego i powtarzał o konieczności wywiezienia zwłok. Kazał mu czekać pod klatką a sam wrócił do piwnicy, aby wynieść zwłoki. Wtedy zdenerwowany B. zaczął odjeżdżać i równocześnie zadzwonił do S. z informacją, że nie może mu pomóc. Gdy był już poza bramą nagle zadzwoniła z telefonu T. S.
(1)jego dziewczyna P. B. nakazując mu, by natychmiast wracał. B. zawrócił pod klatkę, S. z (...) wynieśli z bloku karton po telewizorze, który umieszczony był na drzwiach i zapakowali go do samochodu. Następnie mężczyźni udali się samochodem prowadzonym przez G. B. poza W.. Po drodze zatankowali samochód na stacji S. przy ulicy (...) za kwotę 30 złotych, za co zapłacił G. B.. Kierowali się w stronę P. – przy czym mężczyźni nie mieli konkretnie upatrzonego miejsca w które chcą dojechać i dlatego w trakcie jazdy T. S.
(1)skontaktował się telefonicznie z P. B. pytając ją czy w tej okolicy jest jakiś las, bądź pusta przestrzeń. P. B. pokierowała mężczyzn w stronę Zalesia Górnego, a następnie sugerowała, by za torami kolejowymi skręcić w prawo w kierunku P., gdzie potem zaczyna się obszar leśny. W tym czasie P. B., która pozostała w miejscu gdzie doszło do zabójstwa J. K.
(1)sprzątała i usuwała ślady świadczące o dokonanej zbrodni zabójstwa. W efekcie wskazówek mężczyźni dojechali do kompleksu leśnego w okolicach miejscowości U. pow. (...). Tam G. B. zatrzymał się i kazał wysiadać pasażerom oraz zabrać z samochodu pudło. Natychmiast po wykonaniu powyższego odjechał z miejsca, w którym wysiedli S. z (...) mówiąc, że nie chce mieć więcej nic wspólnego ze sprawą. M. B.
(1)wraz z T. S.
(1)po odjechaniu G. B. wyciągnęli z kartonu zwłoki J. K.
(1)i w okolicy szlabanu w lesie - obkładając je znalezionymi opodal gałęziami przysypali je śniegiem. Deskę od drzwi odrzucili na drugą stronę szlabanu również przysypując ją śniegiem, a karton zabrali ze sobą. Gdy wyszli na drogę polną T. S.
(1)usunął z kartonu po telewizorze kod kreskowy, a następnie odrzucili go przy drodze zabierając ze sobą tą część, na której był oderwany kod kreskowy. Po dotarciu na najbliższy przystanek autobusowy następnie autokarem R. dotarli do W. i wysiedli przy ulicy (...). Tam się rozstali, bo M. B.
(1)postanowił dojechać najpierw do domu, by dopiero potem spotkać się u S.. Wówczas T. S.
(1)jeszcze przed dotarciem do domu zadzwonił do P. B. pytając czy wszystko posprzątała w piwnicy. Nakazał jej także, by z pieniędzy jakie miał przy sobie J. K.
(1)wyciągnęła 2000 złotych i schowała je u niego w mieszkaniu. Następnie T. S.
(1)spotkał się ponownie z M. B.
(1)i razem taksówką pojechali do mieszkania S.. Tam podzielili się pieniędzmi zrabowanymi J. T. S. w efekcie wziął około 14 000 złotych, M. B.
(1)około 12 000 złotych, a P. B. około 1000 złotych, które T. S.
(1)kazał jej wziąć i schować u siebie w mieszkaniu. Następnie mężczyźni zabrali rzeczy listonosza popakowane przez P. B. w trakcie sprzątania piwnicy w kartony – ubrania J. K.
(1)były spakowane oddzielnie od listów pochodzących z torby- i po dodatkowym zapakowaniu tych rzeczy w odrębne torby foliowe wspólnie wynieśli je w okolice torów wyścigów konnych, zakopując je w kilka miejsc. W tym miejscu należy nadmienić, że po rozstaniu z J. K.
(1)w dniu 15.02.2010 roku w trakcie oczekiwania na jego powrót R. S.
(1)próbował się z nim skontaktować telefonicznie. Najpierw uzyskał informację, że K. jeszcze nie spotkał się z S., bo ten nie miał czasu i będzie dopiero za około godzinę. Ponownie między godziną 16-tą a 17-tą S. próbował dodzwonić się do J. K.
(1), ale bezskutecznie, bo jego telefon był wyłączony. Wieczorem po godz. 20-ej do mieszkania R. S.
(1)przyszła przedstawicielka Poczty (...) wraz z policjantami – wymienieni poszukiwali J. K.
(1). R. S.
(1)potwierdził, że rano widział listonosza, który pozostawił u niego część paczek, które w tym dniu miał doręczyć adresatom i wydał w/wym. pozostawione przez J. K.
(1)podczas porannego spotkania przedmioty. Po ich wyjściu S. zadzwonił do S. żeby go ostrzec - wiedział bowiem, że w tym dniu K. był z nim umówiony na zakup narkotyków . Poinformował go, że J. K.
(1)zaginął i jest poszukiwany przez policję. S. podczas rozmowy był wyraźnie zdenerwowany, jednak nie komentował tej informacji. Po chwili S. oddzwonił do S. ze słowami „nie znamy się”. Podjęte w sprawie czynności doprowadziły do zatrzymania P. B., T. S.
(1)i M. B.
(1), a także G. B.. Na podstawie szczegółów zawartych w ich wyjaśnieniach, a także wskazań miejsc porzucenia rzeczy jakie miał przy sobie J. K.
(1)w dniu 15.02.2010 roku podczas zdarzenia i rzeczy bezpośrednio związanych ze zdarzeniem jakie zostały uprzątnięte z piwnicy budynku przy ul. (...) przez P. B. i pozostałych sprawców oraz wskazania miejsca w jakie przewieziono zwłoki J. K.
(1)– odnaleziono opisane powyżej dowody i dokonano oględzin miejsc i rzeczy – w tym miejsca oględzin piwnicy, miejsc odnalezienia porzuconych przedmiotów w okolicach torów wyścigów konnych, oględzin samochodu m-ki F. (...), którym przewożono ciało J. K.
(1), miejsca ujawnienia i oględzin zwłok J. K.
(1). Zabezpieczono również materiał w postaci nagrania z kamery monitoringu na stacji paliw S., gdzie sprawcy wraz z G. B. zatrzymali się, by zatankować paliwo podczas przewożenia zwłok pokrzywdzonego. Dodatkowo w pokoju zajmowanym przez T. S.
(1)ujawniono w poduszce środki odurzające, które następnie zostały zabezpieczone i poddane badaniom. Z protokołu sądowo- lekarskich oględzin zwłok J. K.
(1)wynika, że zgon pokrzywdzonego spowodowany był silnym uciskiem wywieranym na szyję, ucisk na szyję mógł być wywierany podłużnym elastycznym narzędziem jak np. pętla z kabla. Równocześnie do stwierdzonych sekcyjnie ran tłuczonych tylnej powierzchni głowy mogło dojść pod działaniem narzędzia tępego twardego – brak cech charakterystycznych w ich obrębie nie pozwala na bliższą, a zwłaszcza indywidualną identyfikację narzędzia, jednak mając na uwadze dane z treści materiałów zgromadzonych w sprawie biegła stwierdziła, że kij baseballowy może spełniać warunki takiego narzędzia. Pozostałe stwierdzone obrażenia w postaci zasinień i otarć naskórka również były skutkiem tępych urazów mechanicznych. We krwi i moczu pokrzywdzonego nie stwierdzono obecności alkoholu etylowego. Z opinii uzupełniającej wynika, że do zgonu J. K.
(1)doszło w wyniku silnego ucisku na szyję u osoby znajdującej się pod toksycznym wpływem amfetaminy. Z opinii z zakresu toksykologii (...) w W. wynika, że w materiale biologicznym pobranym od J. K.
(1)podczas sekcji zwłok wykryto amfetaminy, badania nie wykazały we krwi ani moczu alkoholu etylowego. Na potrzeby postępowania określono profil DNA J. K.
(1). Z opinii z zakresu badań biologicznych wykonanej przez (...) wynika, że na zabezpieczonych i badanych śladach ujawniono w większości DNA należące do J. K.
(1). Na niedopałkach papierosów ujawnionych w piwnicy wyizolowano DNA należące do M. B.
(1)i T. S.
(1). Z opinii z zakresu badań biologicznych wykonanej przez Zakład (...) wynika, że na zabezpieczonych śladach ujawniono ślady krwi ludzkiej i DNA J. K.
(1), na jednej z pobranych próbek ujawniono mieszaninę, w której nie można wykluczyć DNA P. B. – ślad nr (...) oznaczony w opinii pod poz. 7 zabezpieczony w trakcie oględzin przedmiotów w postaci szmatki materiałowej koloru białego (vide k. 1259-1288, 1449-1461, 1467-1491). Z opinii z zakresu daktyloskopii wynika, iż na części zabezpieczonych do badań odwzorowań linii papilarnych ujawniono ślady linii papilarnych pochodzących od T. S.
(1), P. B. i J. K.
(1)– vide k. 931-950. Z przeprowadzonych badań przy użycia testera narkotykowego ustalono, że zabezpieczone w mieszkaniu T. S.
(1)środki odurzające to kokaina, natomiast środki odurzające ujawnione w metalowej kasetce należącej do T. S.
(1)to amfetamina. Przeprowadzone badania proszku zabezpieczonego w torebkach strunowych wskazały na obecność kokainy i amfetaminy (vide k. 400-401, 476-478, 640-648). Z opinii fizykochemicznej z (...) wynika, iż w zabezpieczonych substancjach ujawniono środki odurzające w postaci kokainy, ziela konopi, amfetaminy (vide k. 924-928). Dokonano także analizy kryminalnej w zakresie połączeń i logowań telefonicznych na podstawie zabezpieczonych danych teletransmisyjnych (vide k. 728-744, 1072-1104, 1174-1179, 1192-1185). Powyższy stan faktyczny sąd ustalił na podstawie: I. dowodów osobowych w postaci: częściowych wyjaśnień oskarżonych M. B.
(1)( vide k. 444-449, 489-491, 775-777, 1067, 1322-1323, 1773-1775), T. S.
(1)(vide k. 103-106, 119-120, 528-535, 1071, 1324-1325, 1775-1776), P. B. ( vide k. 110-113, 124-125, 131-135, 512-523, 1063, 1290-1291, 1776-1784), zeznań świadków G. B. ( vide k. 345-348, 362-363, 500-506, 1855-1828), R. S.
(1)( vide k. 144-146, 81-83, 843, 955-957, 1829-1832), M. K.
(1)(vide k. 150-155, 233-234,850-851, 1835-1836, 1857-1858) , M. K.
(2)(vide k. 459, 466-467, 1790-1791), J. M. ( vide k. 29-30, 1849-1850), M. K.
(3)( k. 259-260, 1834), A. K. ( vide k. 90-92, 1851), S. B. ( vide k. 331-332, 1834-1835), M. B.
(2)(vide k. 136-138, 1790), P. M. (vide k. 147-149, 1833-1834), K. W. (vide k. 419-422, 1851-1852), M. W. (vide k. 479-480, 1853-1854), M. K.
(4)(vide k. 740-705, 1789-1790), B. M. (vide k. 847-848, 1852-1853), A. C. (vide k. 1166-1167, 1854-1855), J. K.
(1)(vide k.3-6, 23-24), M. R. (vide k. 1767-1770,1836-1837); II. Innych dowodów w postaci: protokołów przyjęcia ustnego zawiadomienia o przestępstwie (vide k. 3-7, 130-138) protokołów oględzin miejsca (vide k. 12-13, 349-351, 390-393, 428-430), protokołów zatrzymania osób (vide k. 16, 47, 55, 206, 373, 379 ), protokołów przeszukania osób (vide k. 17, 49-50, 57, 375-377, 381-382), spisów i opisów rzeczy (vide k. 51, 58-59), protokołów przeszukania pomieszczeń (vide k. 61-63,77-79,87-88, 186-187, 368-369, 404-407,410-412, 415-417), protokołów zatrzymania rzeczy (vide k.141-143, 353-355, 358-360, 384-386, 394-396, 452-454), protokołów oględzin rzeczy (vide k. 170-172, 338-340, 397-399, 423-426, 455-457, 468-474, 562-568, 569-573, 574-576, 577-585, 586-590, 591-596, 1294-1298, 1299-1300, 1303-1309), protokołów okazania osób (vide k. 23-24, ), protokołu okazania zwłok (vide k. 466-467), tablic poglądowych (vide k.183, 361, 1292, 1321), protokołów okazania wizerunku (vide k. 362-363), protokołu przeszukania samochodu (vide k. 211-212), protokołu oględzin samochodu (vide k. 364), pokwitowań (vide k. 235, 366), protokołu oględzin zwłok (vide k. 342-344), protokołu oględzin i otwarcia zwłok (vide k. 509), protokołu sądowo lekarskich oględzin i sekcji zwłok (vide k. 881-893), opinii uzupełniającej z zakresu medycyny sądowej (vide k. 1147-1148), opinii z zakresu badań biologicznych (vide k. 636-638, 1259-1288, 1467-1491), opinii z zakresu badań fizykochemicznych (vide k. 925-928), opinii z zakresu badań daktyloskopijnych (vide k. 931-950), protokołu badań toksykologicznych (vide k. 1149-1151), wymazów (vide k. 1301-1302), opinii z zakresu badań genetycznych (vide k. 1449-1461), wykazu połączeń abonentów wraz z numerami (vide k. 729-744, 1072-1104, 1174-1175), płyty CD z wykazem połączeń telefonicznych (vide k. 1179), analizy kryminalnej (vide k. 1180-1185), wydruku z monitoringu kamery (vide k. 356), protokołów użycia testera narkotykowego (vide k.400-401, 476- 478, 640, 641, 642, 643,644), dokumentacji fotograficznej (vide k. 431-439, 599-608, 645-648, 661-662, 663-665), szkiców odręcznych (vide k. 450, 492, 524), zatrzymanej korespondencji (vide k. 803, 804, 805, 806, 807, 808, 809, 810, 828, 829, 830, 831, 832, 835-836, 1056), informacji (...) (...) SA (vide k. 1020-1021, 1058-1059), dokumentacji powypadkowej z Poczty Polskiej (vide k. 1105-1143), kserokopii z ewidencji zagrożeń w rejonie doręczeń (vide k. 819), kopii nagrania (vide k. 1171), wykazu dowodów rzeczowych (vide k.1314-1317) Wymienione dowody wzajemnie się uzupełniają tworząc logiczną całość i z tych względów Sąd dał im wiarę uznając, że mogą stanowić pełnowartościowy materiał dowodowy. Dowody w postaci zeznań świadków: A. W. (vide k. 21-22), T. L. (vide k. 25-25v), K. B.
(1)(vide k. 173-175), D. Ł. (vide k.181-182), J. B. (vide k. 184-185), J. W. (vide k. 189-190), K. M. (vide. k 192-193), T. B. (vide k. 194-195), P. S. (vide k. 196-197), G. S. (vide k. 199-200), L. G. (vide k. 201-202), A. M. (vide k. 203-204), M. B.
(3)(vide k. 241-245), S. K.
(1)(vide k. 274-275), B. W. (vide k. 276-277), T. J. (vide k. 278-279), J. L. (vide k. 280-281), K. B.
(2)(vide k. 282-283), E. Z.
(1)(vide k. 284-285), R. M. (vide k. 286-287), S. J. (vide k. 288-289), Z. R. (vide k. 290-291), P. U. (vide k. 292-293), S. K.
(2)(vide k. 294-295), K. K.
(1)(vide k. 296-297), J. K.
(2)(vide k. 298-299), G. K. (vide k. 300-301), E. Z.
(2)(vide k. 302-303), A. G.
(1)(304-305), U. N. (vide k. 306-307), A. G.
(2)(vide k. 308-309), I. A. (vide k. 310-311), A. K.
(1)(vide k. 312-313), M. B.
(4)(vide k. 314-315), R. G. (vide k. 316-317), K. K.
(2)(vide k. 318-319), S. K.
(3)(vide k. 320-321), P. G. (322-323), M. K.
(5)(vide k. 558-559), W. D. (vide k. 560-561), M. K.
(6)(vide k. 1161), J. K.
(3)(vide k. 1162-1163), Ł. K. (vide k. 1164-1165) – mają znaczenie jedynie uzupełniające i szczegóły z nich wynikające nie mają większego wpływu na ustalenia stanu faktycznego. Oskarżony T. S.
(1)generalnie przyznał się do popełnienia wszystkich czynów zarzuconych mu w pkt I, III, IV, VI i VIII aktu oskarżenia, przy czym na rozprawie sądowej skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień (vide k. 103-106, 119-120, 528-535, 1071, 1324-1325, 1775-1776). W postępowaniu przygotowawczym T. S.
(1)przesłuchiwany po raz pierwszy w dniu 19.02.2010 roku po zatrzymaniu i po przedstawieniu mu zarzutów z art.59 ust. 1 ustawy z dnia 29 lipca 2005 roku o przeciwdziałaniu narkomanii w zw. z art. 12 kk przyznając się do stawianego mu zarzutu podał, że narkotykami w postaci amfetaminy handluje od około pół roku, tj. od czasu kiedy stracił pracę - nabywając narkotyki po 20-25 zł za działkę i sprzedając je wśród swoich kolegów po 40 zł za działkę. Z wyjaśnień oskarżonego wynika, że narkotyki dostarczał mu dealer o imieniu (...) – opisał go jako łysego mężczyznę ze szramą na głowie, w wieku ok. 33-35 lat, „przypakowanego”, jeżdżącego samochodem (...) w kolorze zielonym na (...) rejestracji. Wg relacji oskarżonego K. poznał około 7 lat wcześniej przez koleżankę o imieniu A.- przy czym o tym, że K. handluje narkotykami dowiedział się około 9 miesięcy temu. Wyjaśnił także, że w tygodniu sprzedawał około 10 działek narkotyków – czasami narkotyki dowoził do odbiorców, czasami oni przyjeżdżali do niego. Oskarżony podał, że wśród kolegów którym sprzedawał narkotyki był R. S.
(1)ps.”S.”, przez którego ok. 3-4 miesięcy temu poznał listonosza J. K.
(1). Zarówno S., jak i K. płacili mu za narkotyki na bieżąco – czasem zdarzało się jednak, że brali na tzw. „krechę”, ale potem zwracali mu pieniądze. T. S.
(1)wyjaśnił, że z narkotykami chodził do mieszkania R. S.
(1)na ul. (...) i tam spotykał również J. K.
(1). Stwierdził, że ze dwa razy była z nim jego dziewczyna P. B.. Ona też zdarzało się, że zanosiła narkotyki do tego mieszkania. Z tych wyjaśnień oskarżonego T. S.
(1)wynika także, że ostatni raz widział R. S.
(1)i J. K.
(1)w mieszkaniu przy ul. (...) około tydzień wcześniej – czyli w okolicach 12 lutego 2010 roku, natomiast w dniu 15.02.2010 roku miał kontakt telefoniczny z J. K.
(1). Oskarżony wyjaśnił, że w tym dniu zadzwonił do K. i pytał, czy „czegoś” nie potrzebuje. Ustalili, żeby K. zadzwonił do niego później, bo w tej chwili nie ma „towaru” i musi go załatwić – ale gdy K. zadzwonił, oskarżony miał do niego powiedzieć, że nie ma jeszcze narkotyków i musi po nie pojechać. Z tych wyjaśnień oskarżonego wynika, że o zaginięciu J. K.
(1)dowiedział się telefonicznie od (...), który zadzwonił później. Stwierdził: „nie wiem gdzie przebywa obecnie listonosz, nie wiem nic na jego temat” (vide k. 106) Wyjaśnił także, że nic nie wie o żadnych problemach J. K.
(1), ale słyszał od niego że jakiś czas temu ktoś próbował napaść na niego. W kolejnych wyjaśnieniach złożonych przed sądem podczas posiedzenia w przedmiocie rozpoznania wniosku prokuratora o zastosowanie tymczasowego aresztowania oskarżony T. S.
(1)przyznając się do handlu narkotykami i korzystając z prawa do odmowy składania wyjaśnień wniósł o niestosowanie aresztu (vide k. 119-120) Dopiero w wyjaśnieniach złożonych w dniu 22 lutego 2010 roku (vide k. 528-534) po przedstawieniu mu kolejnego zarzutu z art. 148§1 kk w zw. z art. 280§2 kk w zw. z art. 11§2 kk oskarżony T. S.
(1)podtrzymując swoje wcześniejsze wyjaśnienia co do zarzutu z art.59 ust. 1 ustawy z dnia 29 lipca 2005 roku o przeciwdziałaniu narkomanii w zw. z art. 12 kk stwierdził, że przyznaje się, że „brał w tym udział, ale on nie zabił J. K.
(1)” – przy czym szczegółowe wyjaśnienia złożone przez oskarżonego na tym etapie postępowania opisują nie tylko na czym polegał udział oskarżonego w pozbawieniu życia pokrzywdzonego, ale całość okoliczności w jakich doszło do zdarzenia z dnia 1 lutego 2010 roku oraz związanych ze zdarzeniem z dnia 15 lutego 2010 roku. T. S.
(1)wyjaśnił mianowicie, że z uwagi na długi związane z handlem narkotykami i hazardem potrzebował pieniędzy. Długi narkotykowe miał u dealera o imieniu (...), do którego zwracał się per „szefie” – wg opisu oskarżonego jest to mężczyzna około 180 cm wzrostu, łysy, „przypakowany”, poruszający się różnymi samochodami – w tym starszym (...) czarnym (...), starszym modelem J. chyba C. w kolorze czarnym. Numer telefonu z tym dealerem jest zapisany w książce telefonicznej jego telefonu jako A. B.. i A. K... Od dealera tego kupował narkotyki w postaci amfetaminy i kokainy od około roku – w zależności od tego czy oskarżony miał pieniądze były to zakupy co miesiąc, bądź co dwa lub trzy tygodnie i nabywał po około 20 gram, które następnie sam porcjował. Spotykali się na S., w okolicach ul. (...) i ul. (...) na S. oraz u oskarżonego pod blokiem. W tym czasie dług u dealera wg relacji oskarżonego narósł do kwoty między 13 000 a 15 000 zł. „Ja byłem małym pionkiem w tej grze. Ja nie wiem z kim M. był powiązany, ja się go bałem, bo pożyczyłem od niego mnóstwo gotówki, tj. ok. 15 tys., on nigdy nie dawał mi do zrozumienia, że uzyska ode mnie w inny sposób te pieniądze” (vide k. 534) Oskarżony wyjaśnił, że około dwóch, dwóch i pół tygodnia przed 15 lutego 2010 roku zaplanował napad na listonosza ze swoim kolegą M. B.
(1), który też potrzebował pieniędzy. „Zapytałem się M. B.
(1)czy by zrobił na J. K.
(1)skok, on się zgodził, nie miał żadnych skrupułów żeby to zrobić” (vide k. 530). Oskarżony tłumaczył, że sam nie mógł dokonać napadu na listonosza, bo J. K.
(1)go znał – z tych wyjaśnień oskarżonego wynika, że oskarżony poznał J. K.
(1)około 3 miesięcy wcześniej, bo brał od niego „towar”. Przygotowując napad ustalili dokładnie trasę jaką zwykle przemieszcza się listonosz, bo S. dzwonił do listonosza, a potem razem z (...) chodzili za nim i obserwowali. Gdy mężczyźni omawiali plany napadu na listonosza była przy tym obecna P. B.. Podczas spotkań w trakcie prowadzonych rozmów – „może dzień lub dwa wcześniej” przed napadem (vide k.533) – mężczyźni dowiedzieli się od niej, że matka (...) ma gaz. Wg relacji oskarżonego w dniu 01.02.2010 roku zadzwonili do niej polecając, aby (...) przyniosła z domu gaz należący do jej matki i w/wym. powyższe wykonała. Oskarżony podał, że ustalili też, iż (...) zaraz po napadzie zadzwoni, sami zaś będą „kręcić się” w pobliżu. Oskarżony wyjaśnił, że (...) około godziny do półtorej chodził za listonoszem, ale były niedogodne warunki do zaatakowania go, bo pojawiali się jacyś przypadkowi ludzie w okolicach klatek na trasie, którą przemieszczał się listonosz. Gdy S. z (...) byli w okolicach M. zauważyli w pewnym momencie biegnącego przez pasy (...) – zaraz potem zdzwonili się ze sobą i wówczas (...) powiedział, że napad nie udał się. Później w dalszym ciągu „kombinowali” co zrobić – w tym pojawił się pomysł, że (...) „skombinuje ekipę”, która po raz kolejny napadnie na listonosza. Oskarżony wyjaśnił przy tym, że po pierwszym napadzie na listonosza, kiedy byli we trójkę i planowali kolejny napad P. B. powiedziała „że jak ona miała by to zrobić to użyła by noża” (vide k. 534). „To było już na pewno po tym pierwszym napadzie, bo wcześniej nie planowaliśmy zabić listonosza” (vide k. 534) Oskarżony podał, że w dniu 15 lutego 2010 roku rano zadzwonił do P. B. i powiedział jej żeby kupiła nową kartę telefoniczną. Potem spotkali się w mieszkaniu oskarżonego. Oskarżony zaraz potem przełożył nowo nabytą kartę telefoniczną sieci (...) do telefonu należącego do P. B. typu (...) – według relacji oskarżonego: „P. wiedziała po co ja włożyłem tą kartę do telefonu i po co dzwoniłem do listonosza” (vide k. 531). Później pojawił się umówiony M. B.
(1)i wszyscy razem zeszli do piwnicy należącej do oskarżonego. Tam ustalili, że dokonają kolejnego napadu na J. K.
(1)– T. S. zadzwonił do J. K.
(1)z nowej karty telefonicznej sieci O., aby ściągnąć go do piwnicy. Mężczyźni ustalili, że gdy S. wyjdzie po K. przed klatkę to M. B.
(1)schowa się, a potem gdy listonosz wejdzie do piwnicy to z ukrycia uderzy go kijem baseballowym w głowę – przy czym z wyjaśnień oskarżonego wynika, że upewniał się czy (...) jest w stanie to wykonać „Ja pytałem wtedy M. czy na pewno uderzy listonosza jak będzie szedł do piwnicy” (vide k. 531) J. K.
(1)zadzwonił do S. na nowy numer, który poznał po wcześniejszym telefonie oskarżonego – i po około godzinie przyszedł do jego miejsca zamieszkania na ul. (...), po to by zwrócić dług za narkotyki i kupić nowy „towar”. „My spotkaliśmy się przed blokiem z listonoszem, weszliśmy do piwnicy przez drugą klatkę i wtedy M. B.
(1)wyskoczył z ukrycia i uderzył go pałką w głowę. My zaciągnęliśmy go do mojej piwnicy i ja usiadłem wtedy naprzeciwko J. K.
(1). On zapytał się mnie wtedy za co go uderzyliśmy, ja mu powiedziałem, że mnie sprzedał, jak zobaczył M. B.
(1)to od razu go rozpoznał z tego napadu. Ja wtedy myślałem, że on mnie wsypał za narkotyki, bo wtedy zaczęła się mną interesować policja. On wtedy zaprzeczył, powiedział, że nie sprzedał i że nic nie wie na ten temat.” (vide k 530) Oskarżony S. wyjaśnił, że w trakcie tych rozmów ponieważ listonoszowi krwawiła głowa i ciekła mu krew po twarzy – P. B. przyniosła z jego mieszkania wodę i „opatrzyliśmy mu ranę, daliśmy mu papierosa” (vide k. 530). W tym czasie J. K.
(1)siedział w piwnicy na krześle swobodnie i był nieskrępowany, zaś P. B. siedziała przed piwnicą na biurku, „bo w środku nie było miejsca” (vide k. 530). Wszyscy mężczyźni, tj. J. K.
(1), T. S.
(1)i M. B.
(1)w trakcie tej fazy zdarzenia zażywali amfetaminę. „Zapytaliśmy listonosza czy zgodziłby się na coś takiego, żeby upozorować na niego napad. On powiedział, że się nie zgodzi na coś takiego, bo wygadał by się przed Policją”(vide k. 530). Z wyjaśnień oskarżonego S. wynika, że w pewnym momencie wymyślił, że będą udawać, że ktoś ma przyjść do piwnicy by zidentyfikować J. K.
(1). „M. udawał, że dzwoni do kogoś i że ktoś ma przyjść i go zidentyfikować, to było przez nas udawane. Ode mnie wyszedł ten pomysł, ale my z M. go dopracowaliśmy. Ja wymyśliłem to, zastanawiałem się co zrobić dalej i odszedłem na bok z M. i powiedziałem mu, że powiemy listonoszowi, że ktoś go przyjdzie rozpoznać. Ja wtedy powiedziałem J. K.
(1), że ktoś przyjdzie go rozpoznać.” (vide k. 530) Następnie oskarżony wyjaśnił, że wspólnie z M. B.
(1)skrępowali siedzącego na krześle J. K.
(1)w ten sposób, że obwiązali go taśmą klejącą – przy czym S. krępował mu ręce. S. wyjaśnił: „Wtedy ja wziąłem M. na bok i spytałem się go czy on go zabije. Ja się pytałem M. B.
(1)trzy razy czy on zabije J. K.
(1). Ja wziąłem kabel, uciąłem może 60 cm i M. B.
(1)założył mu pętlę na szyję i zacisnął. P. od razu uciekła jak usłyszała, że M. już to robi na drugi koniec piwnicy. Ja stałem i patrzyłem na to, J. K.
(1)zaczął się rzucać, ja go złapałem za nogi, wtedy M. B.
(1)podał mi koniec kabla, ja go złapałem na chwilę, ja wtedy już nie trzymałem za nogi, on był w takiej pozycji, że nie siedział już na krześle, krzesło było z boku, (...) zacisnął na nim pętlę i przytrzymywał go nogą i następnie podał mi jeden koniec sznura i zacisnęliśmy go razem. On wtedy jak go dusiliśmy zrobił pod siebie, tzn. oddał kał i mocz. Ja oddałem następnie ten koniec sznura M. B.
(1)i on następnie go jeszcze dociągnął. Listonosz leżał na plecach, był tak ułożony jak M. przestał go dusić. To, że ja złapałem za jeden koniec sznura może potwierdzić P. B., która po tym jak uciekła, przybiegła w chwili jak ja zaciskałem z M. pętlę. Później zastanawialiśmy się co zrobić z ciałem. P. wybiegała i przybiegała w trakcie jak go dusiliśmy, bo nie chciała chyba na to patrzeć.”(vide k. 531) Oskarżony T. S.
(1)szczegółowo opisał również w tych wyjaśnieniach w jaki sposób ciało pokrzywdzonego zostało usunięte z piwnicy. Podał, że zadzwonił do swojego kolegi G. B., któremu powiedział, że oskarżony ma problem, z którym coś szybko trzeba zrobić i dlatego musi przyjechać i mu pomóc. Za przyjazd oskarżony zaaferował B. 2000 zł. Kiedy B. przyjechał żółtym samochodem należącym do firmy (...) oskarżony wyszedł przed klatkę i powiedział do niego, że był wypadek: „T.. G. wszedł na klatkę schodową, ja mu razem z M. opowiedziałem, że mamy problem, że ja dołożyłem listonoszowi, że B. mu dołożył bardziej i żeby pomógł nam go zawieźć.” (vide k. 532) Oskarżony S. wyjaśnił, że gdy wyszli z (...) z pudłem, w którym zapakowane były zwłoki pokrzywdzonego – B. nie było przed klatką, bo odjechał i wtedy na skutek jego polecenia P. B. wzięła telefon od oskarżonego i zadzwoniła po B. –„Później G. wsiadł od samochodu, ja i M. B.
(1)poszliśmy na dół do piwnicy wynieśliśmy to pudło, to P. nam przytrzymywała drzwi i jak wyszli z tym pudłem to go nie było i wtedy P. wyciągnęła mój telefon ten nr (...), bo ja jej kazałem zadzwonić do niego tzn. G. ona mówiła G., że ma przyjechać, że ma wrócić bo my wyszliśmy z tym ciałem i czekamy na niego następnie P. przyłożyła mi ten telefon do ucha ja też wtedy powiedziałem, że ma się wrócić bo my już czekamy na zewnątrz M. wziął też ten telefon i to samo powiedział” (vide k. 532) Z wyjaśnień oskarżonego S. wynika, że jak zapakowali ciało do samochodu i odjechali to P. B. w tym czasie wróciła do piwnicy żeby ją posprzątać. Oskarżony podał również, że w trakcie jazdy samochodem M. B.
(1)„wymyślił” żeby jechać z ciałem w okolice Ż. – jednak przejechali zjazd na tą miejscowość i wówczas S. zadzwonił do (...). „…ja zadzwoniłem do P. gdzie może być takie miejsce żeby ukryć ciało i ona gdzieś za U., coś takiego, powiedziała, że za Z. mamy skręcić w lewo na P., skręciliśmy i ja się rozłączyłem” (vide k. 532) Oskarżony S. szczegółowo przy tym opisał drogę jaką przebyli jadąc na miejsce, w którym pozostawili pudło ze zwłokami J. K.
(1)oraz w jaki sposób je zamaskowali. „M. powiedział, że idziemy nieopodal takiego szlabanu w lesie, wyciągnęliśmy go z kartonu, ja zabrałem karton, deskę rzuciłem na drugą stronę tego szlabanu. Tam było po kolana śniegu, my jak go położyliśmy to on się zapadł w śniegu, wtedy przysypaliśmy go śniegiem i takimi patykami, które były w pobliżu. Udało się go całego przysypać śniegiem. Ja wziąłem karton, wyszedłem na drogę i M. po mnie wyszedł na drogę. Później rozrywaliśmy trochę ten karton żeby wyrwać kod kreskowy, żeby nie było wiadomo skąd ten karton jest. Wracaliśmy do domu polną drogą, część kartonu wyrzuciliśmy po lewej stronie drogi polnej a tą część z kodami wzięliśmy ze sobą.” (vide k. 532). Oskarżony opisał, że do W. wrócili autobusem i wysiedli na ul. (...) – tam rozstali się na jakiś czas z M. B.
(1), bo ten chciał na chwilę wstąpić do swojej matki. Ustalili, że S. przejdzie na postój taksówek w okolicy M. i poczeka na (...), następnie wspólnie przejechali do domu S.. Z wyjaśnień oskarżonego S. wynika, że w międzyczasie dzwonił do P. B. i dowiedział się, że sprząta w piwnicy. Polecił jej wówczas, że ma wyjąć z pieniędzy jakie zrabowali listonoszowi 2000 zł i schować je gdzieś w domu. Potem gdy z (...) przyjechali do domu – podzielili pieniądze. „ My te pieniądze podzieliliśmy w ten sposób, że ja P. kazałem schować dwa tysiące, my z M. podzieliliśmy te pieniądze równo po pół, było tego po ponad 12 tys. na głowę” (vide k.533). Następnie S. umył się i wspólnie w trójkę zeszli do piwnicy po rzeczy. „Wzięliśmy te rzeczy, zamknęliśmy piwnicę poszliśmy do lasku na tzw. C., jest to jak jest mój blok za nim jest tor i za tym torem, zbytnio nie było co zrobić z tymi rzeczami i postanowiliśmy je zakopać na razie w śniegu a później spalić. Te rzeczy były w dwóch kartonach. P. jak sprzątała piwnicę to zapakowała te rzeczy do kartonów, ja nie wiem co to były za kartony, takie małe kolorowe, biało niebieskie chyba. Jego ciuchy były oddzielnie i jego listy były oddzielnie. My przed zakopaniem wpakowaliśmy te rzeczy w czarne worki przed zakopaniem. Ten kabel włożyłem w śnieg, może 15 metrów od tego miejsca. Później wracając M. wziął ode mnie pałkę i wyrzucił, później wyrzucił jego telefon gdzieś na działki w drodze powrotnej.”(vide k. 532-533) Oskarżony T. S.
(1)opisał również w swoich wyjaśnieniach jak spędził następne godziny. Z wyjaśnień oskarżonego S. wynika, że po ukryciu rzeczy należących do denata rozstali się z (...) a on z P. B. poszli najpierw do S. do domu, a później wspólnie pojechali do Galerii (...). Podał, że podczas pobytu z (...) w Galerii na jego telefon zadzwonił „S. kolega listonosza i pytał czy nie wiem co się z nim stało, ja powiedziałem, że nic nie wiem” (vide k. 533). Wyjaśnił również, że następnego dnia również spotkał się z (...) – wyszedł po nią do szkoły gdy skończyła zajęcia i wspólnie pojechali do Galerii (...). „…zmieniłem sobie numer na O., ja poszedłem do kantoru wymienić pieniądze i później pojechaliśmy do R. na zakupy i tam przyjechał M. oddałem pieniądze i podwiózł nas na (...). Ja zadzwoniłem do niego z nowej karty abonenckiej, z (...) na inny teraz już nie pamiętam. My spotkaliśmy się wtedy pod R. przed głównym wejściem około godz. 13 do 15:
  1. (…) Jak wysiedliśmy na (...) poszliśmy na bazarek, pograliśmy sobie trochę, po czym zadzwoniłem po taksówkę i pojechaliśmy do domu, było chyba ok. 17:
  2. Jak przyszedłem do domu i się rozebrałem to był telefon z policji, powiedzieli, że mogłem być świadkiem jakiegoś zajścia i żebym się zgłosił. Jak był ten telefon to P. siedziała w pokoju. Ja jej powiedziałem, że Policja może już wiedzieć. My wtedy stwierdziliśmy, że trzeba zadzwonić do M. i powiedzieć mu, że trzeba zrobić coś z tym ciałem, ja dzwoniłem ze swojego telefonu, zastrzegłem numer, on później kontaktował się na P. numer, bo ja nie chciałem ze swojego telefonu dzwonić. Ja do niego kilkukrotnie dzwoniłem, on się rozłączał, P. mu napisała sms-a co się z nim dzieje. On odpisał, że jest w trakcie. Jeszcze jak byliśmy w mieszkaniu z P. to ona powiedziała do niego przez telefon, że to nie są żarty i że ma spalić wszystkie rzeczy, nie jestem pewien czy P. powiedziała także aby spalić ciało, ale tak mogło być, tego nie wykluczam. To wyglądało w ten sposób, że ja do niego zadzwoniłem i mówiłem, że ma przenieść gdzieś ciało i spalić karton, w trakcie tej rozmowy P. wzięła ode mnie telefon i powiedziała, że to nie są żarty i ma wszystko spalić, tzn. nie pamiętam czy chodziło jej też o ciało. Później w nocy on próbował pisać do P., ale ona chyba już spała, ona pojechała do siebie do domu około 22:00, bo rodzice jej kazali wracać do domu. Około 1:00 dodzwoniłem się do M. i powiedział, że wszystko jest ok. i że wszystko posprzątał i że na następny dzień się spotkamy i sobie pogadamy, ale już nie zdążyliśmy się spotkać, bo zatrzymała mnie policja.” (vide k. 533) Z wyjaśnień oskarżonego T. S.
(1)wynika także, że podczas spotkania w dniu 16.02.2010 roku z (...) oddał mu część długu w postaci „gotówki” i równocześnie dostał od niego 10 g kokainy. „Ja tą kokainę wziąłem na własny użytek. Ja po tym telefonie policji poszedłem z P. schować te narkotyki, bo się bałem. Schowałem je w pudełku, duże metalowe, narkotyki były w małym metalowym pudełku, były poporcjowane, je te narkotyki dzieliłem tą wagą, która tam razem z tymi narkotykami była schowana. W torebce było około 1,2 może 1,3 grama, tych torebek było około 7 może 9 amfetaminy i tyle samo było kokainy. Ja te narkotyki zakopałem około 20 metrów może więcej od tych rzeczy listonosza, schowane to było w czarnej siatce adidasa. P. wiedziała co chowamy. Ja w poduszce w mieszkaniu miałem osiem torebek kokainy po gramie i jeden gram amfetaminy. Te narkotyki były moją własnością, to była skórzana poduszka wypchana gąbką.” (vide k. 534) Ponadto oskarżony S. wyjaśnił, że po rozstaniu z G. B. zaraz po dowiezieniu przez niego zwłok J. K.
(1)w miejsce gdzie zostały one porzucone – następnego dnia tj. w dniu 16.02.2010 roku spotkał się z nim na stacji benzynowej i przekazał mu 1800 złotych za przewiezienie ciała. Podczas kolejnego przesłuchania w postępowaniu przygotowawczym w dniu 05.08.2010 roku, kiedy przedstawione zostało mu kolejne postanowienie o uzupełnieniu i zmianie postanowienia o przedstawieniu zarzutów oskarżony T. S.
(1)korzystając z prawa do odmowy składania wyjaśnień stwierdził jedynie, że ogłoszone mu zarzuty zrozumiał i przyznaje się do ich popełnienia, ale nie do wszystkich. „ Przyznaję się do popełnienia czynu z zarzutu I, do czynu z zarzutu II nie przyznaję się, do czynu z zarzutu III przyznaję się częściowo – ale sprzedałem mniejszą ilość narkotyków, do czynu z zarzutu IV nie przyznaję się, do czynu z zarzutu V przyznaję się w całości” (vide k. 1071) Tym samym z tej treści wyjaśnień oskarżonego wynika, że na tym etapie postępowania oskarżony T. S.
(1)nie przyznał się do popełnienia czynu z art. 148§1 kk w zw. z art. 280§2 kk w zw. z art. 11§2 kk oraz czynu z art. 18§2 kk w zw. z art. 280§1 kk, natomiast w zakresie pozostałych stawianych mu zarzutów przyznał się kwestionując jedynie ilość narkotyków wskazanych w zarzucie dotyczącym przestępstwa z art. 59 ust. 1 ustawy z dnia 29 lipca 2005 roku o przeciwdziałaniu narkomanii w zw. z art. 12 kk polegającego na sprzedaży narkotyków J. K.
(1). W trakcie wykonywanych w postępowaniu przygotowawczym czynności dotyczących ustalenia szczegółów związanych okolicznościami dotyczącymi wykrycia dealera narkotykowego od którego były kupowane narkotyki – oskarżony S. podczas okazania mu tablicy poglądowej z wizerunkami mężczyzn (wśród których była podobizna M. R.) złożył wyjaśnienia, w których oświadczył że nie rozpoznaje żadnego z mężczyzn i odmówił dalszego składania wyjaśnień, w tym udzielania odpowiedzi na pytania. (vide k. 1324-1325) Podczas rozprawy sądowej oskarżony T. S.
(1)ostatecznie przyznał się do popełnienia wszystkich czynów zarzuconych mu w akcie oskarżenia i oświadczył, że korzysta z prawa do odmowy składania wyjaśnień w sprawie. (vide k. 1775-1776) Ujawnione oskarżonemu w trybie art. 389§1 kpk kolejne wyjaśnienia złożone przez niego w postępowaniu przygotowawczym generalnie potwierdził, przy czym dodatkowo jedynie oświadczył: „ Z całego szczerego serca chciałem przeprosić rodzinę pokrzywdzonego” (vide k. 1776) Z uwagi na fakt, że oskarżony również skorzystał z prawa odmowy udzielania odpowiedzi na pytania nie było możliwe głębsze wyjaśnienie kwestii związanych z zarzutami mu przedstawionymi oraz kolejno zajmowanych przez niego stanowisk co do przyznania się bądź nie w zakresie winy co do czynów zarzuconych – oskarżony stwierdził jedynie, że podczas zatrzymania doznał obrażeń, ale „nie chcę mówić na ten temat” (vide k. 1776). Oskarżony M. B.
(1)generalnie przyznał się do popełnienia czynów zarzuconych mu w pkt I i II aktu oskarżenia, przy czym na rozprawie sądowej skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień (k. vide k. 444-449, 489-491, 775-777, 1067, 1322-1323, 1773-1775). W postępowaniu przygotowawczym M. B.
(1)przesłuchiwany po raz pierwszy pod zarzutem popełnienia czynu z art. 148§1 kk w zb. z art. 280§2 kk w zw. z art. 11§2 kk podał, że przyznaje się do jego popełnienia i szeroko wyjaśnił relacje łączące go zarówno ze współoskarżonym T. S.
(1), jak i P. B. oraz podłoże i przebieg zdarzenia mu zarzuconego (vide k. 444- 449). Oskarżony wyjaśnił mianowicie, iż najpierw poznał P. B. – miało to miejsce w czasie ferii zimowych w 2009 roku, poznał ją w Galerii (...). Później poznał T. S.
(1)– miało to miejsce w czasie wakacji 2009 roku. Wówczas zaczął „brać” od niego narkotyki w postaci marihuany i kokainy. Później w okresie wrzesień/październik 2009 roku znajomość ta zacieśniła się i oskarżony wyjaśnił także, że wówczas: „zacząłem brać od T. narkotyki za darmo i pół darmo” (vide k. 445). W tym okresie zaczął również pożyczać S. pieniądze, bo ten zaczął mieć problemy finansowe. Z wyjaśnień oskarżonego (...) wynika, że „pomysł zdobycia pieniędzy w wyniku przestępstwa powstał z inicjatywy T., który wisiał pieniądze Bandytom z P. za narkotyki.(…) W 2010 roku powiedział, że ma problemy finansowe i że jest winny 20 tys. za dragi i chciał mnie wplątać na początku roku w napad na punkt z maszynami na ul. (...) róg (...). Chciał mnie namówić żebym ja to zrobił, ale ja odmówiłem. Następnie T. z P. wpadli na pomysł, że oni pójdą do banku i będą obserwowali kto bierze pożyczkę. Ja miałem stać blisko banku i oni mieli mnie wydzwonić i miałem napaść na tą osobę. Powiedziałem T., że się zgadzam, ale jak zobaczyłem ludzi wychodzących z banku powiedziałem, że nie zrobię tego. Wiem, że P. wymyśliła to razem z T., bo oboje mi o tym mówili i razem chodzili do banku – dwukrotnie” (vide k. 445). Oskarżony opisał mężczyznę, o którym wiedział od T. S.
(1), że jest mu winien pieniądze z tytułu długu jaki miał u niego za narkotyki: „ Mężczyzna, któremu T. był winien 16 tys. zł. za narkotyki, mieszka na S., za halą targową, przy starej piekarni, w okolicy ulicy (...), niedaleko pętli autobusowej, przy kościele. Ja go nigdy nie widziałem i nic dokładniej o nim T. nie mówił, ani ksywy, ani imienia, ani rysopisu. Ja nie wiem ile on może mieć lat, nie wiem jakimi samochodami jeździ. P. wypowiadała się, że z niego „niezłe ciacho”. To jest człowiek, który należy do Grupy (...) (mafii), a T. bardzo się go bał, więc pewnie jest niebezpieczny.” (vide k. 448v) Oskarżony M. B.
(1)szczegółowo opisał w wymienionych wyjaśnieniach okoliczności w jakich doszło do zdarzenia mającego miejsce w dniu 01.02.2010 roku. Podał mianowicie: „Przed lutym – w ostatnim tygodniu stycznia zapytał czy ja nie napadłbym na listonosza, a on by mi go wystawił. T. powiedział, że listonosz bierze od niego amfetaminę i dlatego chciał mi go wystawić. Zgodziłem się początkowo. Miało być tak, że mieliśmy podbiec do niego i ja miałem zabrać mu torbę. Prostuję to ja miałem podbiec i zabrać mu torbę. T. miał w tym czasie obserwować okolicę, gdzie listonosz się porusza. Spotkań żebyśmy mieli napaść na listonosza było trzy i na każdym takim spotkaniu wąchałem z T. amfetaminę. Na dwóch z tych spotkań była również P.. Ona razem z nami rozmawiała jak będzie przebiegać napad i mówiła, że jak by była chłopakiem to by wbiła mu kosę i zabrała pieniądze. Po tym jak na tych spotkaniach T. naćpał się ze mną to nosił amfetaminę na (...) dla listonosza. Z początku ja udawałem, że chodzę za listonoszem, bo chcę go napaść i 01 lutego tego roku T. zdesperowany powiedział mi, że ja muszę go napaść i P. przyniosła mi wtedy gaz pieprzowy. Ja miałem podejść do listonosza, zaatakować go od tyłu, spsikać gazem i zabrać torbę. P. zabrała ten gaz od mamy, ona chyba zwinęła go od mamy. T. zadzwonił około 12-13 z telefonu o numerze w którym w zestawie końcowym trzycyfrowym zawarte były dwie takie same cyfry, powiedział że listonosz jest za osiedlem prywatnym naprzeciwko B.. Ja wtedy tam poszedłem i stanąłem pod drugą klatką. Ja wtedy nie chciałem napaść na listonosza, chciałem tylko spsikać listonosza żeby było o tym głośno. Ja wszedłem na pierwszą klatkę i tam spotkałem schodzącego listonosza. Nie chciałem go zaatakować, bo był wózek przy drzwiach i nie chciałem go uszkodzić, poczekałem aż listonosz pójdzie na drugą klatkę, poczekałem aż rozniesie przekazy i w momencie kiedy przechodził koło mnie odwróciłem się do niego twarzą i psiknąłem go gazem, uderzyłem go nogą – chyba w nogi i uciekłem. Nie chciałem go wtedy napaść, nie chciałem mu zabrać tych pieniędzy. Potem ja odbiegłem, spotkałem T. przy światłach na R.. Z T. była P.. T. myślał, że go napadłem i zabrałem pieniądze, ale mu wytłumaczyłem, że nie dałem rady. T. strasznie się wkurzył i poszliśmy na klatkę przy ul. (...) i wziąłem od niego troszeczkę amfetaminy i 10 zł na papierosy. P. też była strasznie roztrzęsiona, że T. ma problemy straszne i że nie napadłem na listonosza.”(vide k. 445-445v) Z wyjaśnień oskarżonego (...) wynika, że do kolejnych spotkań i rozmów na temat napadu na listonosza doszło w okolicach 14.02.2010 roku – by ostatecznie w dniu 15.02.2010 roku zdecydować o napadzie na J. K.
(1). „W poniedziałek ok. 9-ej T. do mnie zadzwonił, abym do niego przyszedł pod klatkę. Był razem z P.. Zeszliśmy do piwnicy. Tam T. rozważał amfetaminę i odsypał troszeczkę dla mnie i dla siebie. Jak zażyłem amfetaminę on też zażywał. P. nie używała amfetaminy, bo ona nie zażywa narkotyków. Jak zażyliśmy amfetaminę to T. powiedział, że ja zaczaję się za ścianą w piwnicy i uderzę listonosza w tył głowy. T. miał mieć jakieś pręty, ale w końcu pożyczył od kolegi kij bejsbolowy. Nie wiem od kogo pożyczył ten kij, ale pamiętam że około godz. 10:00 dzwonił do swojego kolegi w sprawie tego kija. Listonosza do piwnicy miał sprowadzić T.. Miał mu sprzedać amfetaminę. Nie było mowy na temat tego co ma robić P.. Ja miałem tego listonosza tylko uderzyć w głowę a potem T. miał z nim rozmawiać. Miał mu zabrać torbę, ale bez krzywdy, żeby zabrać mu pieniądze. Ja cały czas siedziałem w piwnicy do godziny ok. 10-11. Ja siedziałem z T. i P., jeszcze w międzyczasie poszedłem do T. do domu do toalety. Po powrocie z toalety znowu zażyłem amfetaminę, chwilę porozmawialiśmy, P. poszła do sklepu po Colę. Jak wróciła z Colą to T. zadzwonił do listonosza z pytaniem gdzie jest. Umówił się z listonoszem za około pół godziny. Chcę dodać, że jak byłem w piwnicy to T. wyszedł na chwilę po kij bejsbolowy. Był to pół metrowy kij z rączką owiniętą czarną taśmą izolacyjną (nie była to taśma fabryczna koloru jasnobrązowego), (…) T. miał iść po listonosza. Około godz. 11-ej listonosz przyszedł. T. po niego wyszedł. Ja stałem za ścianką piwnicy tak żeby mnie nikt nie widział, a P. w tym czasie siedziała w pomieszczeniu piwnicznym należącym do T.. Ta piwnica w budynku ma dwa wyjścia. T. przyprowadził listonosza drugą lub trzecią klatką, to jest klatką bezpośrednio sąsiadującą z jego klatką. Zeszli razem, rozmawiali ze sobą. Jak zobaczyłem listonosza to uderzyłem go kijem. Listonosz stał do mnie bokiem. Ja go uderzyłem w tył głowy. Listonosz nie upadł po uderzeniu. Zaczął krzyczeć, ale nie pamiętam co. T. zaczął, chciał go uspokoić, kazał mu się zamknąć i powiedział, że listonosz podkablował go na policji w temacie z dragami. T. chyba wymyślił to z głowy, żeby listonosza uspokoić. Listonosz się uspokoił, usiadł na brązowym krzesełku. Krzesełko było całe brązowe bez obicia materiałowego. P. poszła do domu po ręcznik i po wodę żeby listonosz mógł się umyć. W tym czasie listonosz się tłumaczył T., że nigdy nie podkablował T. w temacie z narkotykami. P. przyniosła ręcznik i wodę, ja przetarłem listonoszowi głowę. Listonosz tłumaczył się T., mówił że przyniósł zaległe pieniądze za amfetaminę i dał chyba T. coś około 80 złotych. Prowadzili jeszcze jakąś rozmowę, T. w końcu wysypał troszeczkę amfetaminy na blat na szafce i wciągnął. Następnie listonosz prosił żebyśmy zwinęli mu rulonik z banknotu i wyjął z kieszeni saszetkę z amfetaminą. Też zażył amfetaminę. Ja również zażyłem amfetaminę. T. rozmawiał na temat podkablowania, mówił że ma jakąś wtykę w policji, który wskaże czy listonosz podkablował T. z narkotykami czy nie. P. w tym czasie krzątała się po piwnicy, polewała ręcznik wodą dla listonosza, ja nie myślałem że listonoszowi stanie się większa krzywda. T. zaproponował listonoszowi, aby upozorować napad i że T. z listonoszem się podzieli pieniędzmi. Listonosz powiedział, że mógłby się na to zgodzić, ale nie potrafiłby potem na policji kłamać. Wtedy ja wyszedłem na chwilę na korytarz piwniczny (rozmowa toczyła się w pomieszczeniu piwnicznym) na papierosa. Nie było mnie z pięć minut, ale za chwilę przyszedł do mnie T. i powiedział, że musi zabić listonosza. Wróciliśmy do piwnicy, gdzie siedziała P. z listonoszem. Zażyliśmy znowu amfetaminę i T. powiedział, że za chwilę przyjdzie wtyka z policji i musi zakneblować mu oczy i usta oraz skrępować mu ręce. Najpierw skrępował mu ręce czarną taśmą izolacyjną, która była u T. w piwnicy, zakleił mu oczy szarą taśmą nieprzeźroczystą. Listonosz nie bronił się, poprosił tylko czy może zapalić papierosa. T. zapalił mu papierosa. Wtedy zapalił chyba (...) mentolowego (takie papierosy palił listonosz). Ja wyszedłem na korytarz piwniczny zapalić i po chwili przyszedł do mnie T. i powiedział, że ja mam go zabić. Ja byłem tak naćpany amfetaminą, że początkowo się zgodziłem. T. miał w piwnicy biurko, w którym miał dużo przedłużaczy. T. wrócił do piwnicy zakleił listonoszowi usta i wyjął biały przedłużacz z szuflady biurka. Nożem sprężynowym odciął końcówki i podał mi kabel. Ja wziąłem kabel i zaszedłem listonosza od tyłu. Oplątałem mu ten kabel wokół szyi i zacząłem go dusić (…) W trakcie gdy dusiłem listonosza on siedział na krzesełku, jak go dusiłem on zaczął się cały trząść. T. go złapał wtedy za nogi, ja popuściłem z jednej strony kabel, ja nie chciałem zabić człowieka(…) Początkowo ja trzymałem za obie końcówki kabla, ale po chwili wypuściłem z dłoni jedną końcówkę i wtedy T. złapał tą wolną końcówkę i zacisnął ją. Listonosz był duszony około 5 minut i wtedy zszedł. Wtedy listonosz oddał mocz, zrobił kupę i poleciała mu krew z ust, nosa. Listonosz spadł z krzesła. P. w tym czasie z nami nie było, ona wyszła przed zaczęciem duszenia listonosza. P. stała w tym czasie na korytarzu piwnicy poza pomieszczeniem piwnicznym. Jak listonosz zmarł P. weszła do pomieszczenia, nic nie mówiła, T. który zachowywał się normalnie kazał jej przynieść z domu czarne worki na śmieci. Ona poszła do mieszkania i przyniosła worki.” (vide k. 445v- 446v) Oskarżony M. B.
(1)wyjaśnił także w jaki sposób wywieziono ciało J. K.
(1)z piwnicy – T. S.
(1)zadzwonił do swojego kolegi (...) czy też (...) i powiedział, że jest mu potrzebna pomoc, poprosił żeby ten przyjechał dużym samochodem, to da mu zarobić. Z wyjaśnień oskarżonego wynika, że w czasie oczekiwania na samochód T. S.
(1)przeźroczystą folią spożywczą skrępował nogi denata. Również owinął twarz listonosza folią spożywczą. W tym czasie na chwilę (...) opuścił piwnicę i gdy wracał z zewnątrz do piwnicy zauważył samochód firmy (...), który podjechał pod blok – od T. S.
(1)dowiedział się, że to podjechał jego kolega. Wówczas wspólnie z S. zapakowali ciało w karton po telewizorze. „Pudło przykryliśmy kartonem i okręciliśmy folią spożywczą. Dodatkowo przykryliśmy pudło workami na śmieci, żeby nie było widać co jest w środku. Pudło położyliśmy na drzwiach od szafy, które znajdowały się w piwnicy u T. i chyba pochodziły z szafy, która też chyba stała u T..(…) Włożyliśmy to pudło na drzwi i wynieśliśmy je z klatki P. szła razem z nami – sekundowała nam żeby to pudło nie spadło. (vide k. 447) Oskarżony wyjaśnił także, że gdy wyszli przed blok z pudłem to zobaczyli, że kolega T. S.
(1)odjechał i nie ma przed blokiem samochodu. „T. do niego zadzwonił żeby on wrócił i że T. da mu 2 tys. zł za ten kurs. Ten kolega powiedział, że za pięć minut wróci i tak też zrobił. P. otworzyła mu bramę na podwórko pilotem od bramy” (vide k 447) Następnie oskarżony M. B.
(1)opisał drogę, którą przebyli do miejsca porzucenia zwłok – tj. że kierowali się w stronę Z., przy czym po drodze tankowali paliwo na stacji S. przy ul. (...). „…T. zadzwonił do P. i pytał się gdzie możemy wywieźć zwłoki, bo P. miała wcześniej chłopaka z Z.. P. powiedziała, że jak będziemy w Z., żebyśmy kierowali się drogowskazem na miejscowość P.. Nie pamiętam czy jeszcze o coś się pytał. Skręciliśmy na ten P., gdzieś na wysokości wsi U. skręciliśmy w prawo, przed przystankiem, z głównej drogi. Jadąc boczną uliczką przejechaliśmy około kilometra. Tam był teren zalesiony, ale też stoi kilka domów. Po prawej stronie T. zauważył szlaban prowadzący do lasu i stwierdził, że tam porzucimy zwłoki.” (vide k. 447-447v) Oskarżony M. B.
(1)opisał przy tym szczegółowo miejsce i sposób ukrycia zwłok: „Przeszliśmy razem ze zwłokami w stronę szlabanu i około 20 metrów od szlabanu po lewej stronie wykopaliśmy w śniegu dół i wyjęliśmy zwłoki listonosza z kartonu. Przysypaliśmy najpierw ciało denata śniegiem, a T. po drugiej stronie ścieżki na tej samej wysokości co ciało, T. włożył w śnieg deskę od drzwi. Karton wzięliśmy ze sobą, ja wziąłem tą mniejszą część którą było zamknięte pudło i folie wyrzuciliśmy vis a vis szlabanu, po drugiej stronie szlabanu.(…) T. złapał główny karton od telewizora, złożyliśmy go i poszliśmy na przystanek (...) w stronę W. z tym pudłem. Około 15:34 lub 37 przyjechał autobus i przyjechaliśmy do W. z tym pudłem.” (vide k. 447v) Oskarżony M. B.
(1)opisał, że po przyjeździe do W. pojechali do T.. „Przyjechaliśmy pod klatkę T., tam zostawiliśmy karton i poszliśmy do domu na górę, podzielić się pieniędzmi.(…) W mieszkaniu była P. i układała koszulki T., czyste, na łóżku. (…) Jak wróciliśmy były już pieniądze w torbie, ja widziałem jak P. wyjmowała ją z szuflady komody w pokoju T.. Podzieliliśmy się pieniędzmi, ja wziąłem 12 tys. zł, (...) tys. zł, a P. sama wzięła ok. 1 tys. zł. T. nie protestował.” (vide k. 447v) Oskarżony wyjaśnił przy tym, że jak zabrali zwłoki z piwnicy, to zostały w niej: torba listonosza, piterek ( przy czym T. S.
(1)wyjął z niego pieniądze i przełożył je do torby papierowej szarobrązowej po pieczywie), listy znajdujące się w torbie listonosza, kurtka, bluza, czapka z daszkiem, rękawiczki, zegarek. Oskarżony opisał także w jaki sposób pozbyli się z piwnicy rzeczy, które tam znalazły się w związku ze zdarzeniem. „Z piwnicy wzięliśmy kartony tekturowe (białe pudło o wym. Ok. 60 cm x 30 cm) i kij bejsbolowy. Jak zeszliśmy do piwnicy to ten kij leżał po prawej stronie od drzwi, między lodówką, a ścianą. Z piwnicy wzięliśmy kij bejsbolowy, dwa kartony. Nie pamiętam czy wzięliśmy ze sobą również klucz do odkręcenia kół od samochodu, czy on już był w kartonie. Chcę dodać, że w pudełkach tych znajdowały się już: przesyłki pocztowe, torba listonosza, ciuchy listonosza, czyli kurtka, bluza i czapka, narzędzie zbrodni czyli kabel i rękawiczki całe we krwi (te rękawiczki były materiałowe z wewnętrzną powierzchnią z zielonej gumy). Więcej rzeczy, które miały być w tych pudłach nie pamiętam. Wyżej wymienione pudła i kij bejsbolowy zanieśliśmy na boczny tor wyścigowy w lasek, który znajduje się za blokiem T.. Razem z nami do tego lasku poszła P. z psem. W lasku zakopaliśmy kartony w śniegu. Pudła były otwarte, a wewnątrz były porobione paczki, jedne paczki były wykonane z toreb na śmieci, z pianki gumowej oraz z folii żywnościowej. Chcę powiedzieć, że miejsc ukrycia przedmiotów było kilka. Osobno ukryliśmy: telefon komórkowy – osobno, kij bejsbolowy – osobno, kabel w czarnym worku – ja nie widziałem tego kabla w tym worku, ale o tym powiedziała mi P., obok worka znajdował się klucz do kół samochodowych – osobno, dwa kartony stojące obok siebie w jednym miejscu. Wszystkie te rzeczy zabraliśmy za jednym razem, to znaczy T., P. i ja i wszyscy razem doszliśmy do lasku. Poszliśmy razem we tróję ukryć kartony. P. powiedział, że tam w czarnej torbie jest kabel i rękawiczki, więc T. je wyjął i odszedł na około 15-20 metrów od kartonów i zakopał w śniegu. Potwierdzam, że w tych rzeczach był klucz do kół, schowany później z czarnym workiem. Ja i P. zaczęliśmy wracać w stronę domu. T. do nas wrócił po zakopaniu worka z rękawiczkami, kablem i kluczem. Następnie w odległości około 100 metrów od czarnego worka T. wyrzucił kij bejsbolowy pomiędzy drzewa, następnie kazał P. połamać kartę sim z telefonu listonosza. P. wyjęła tą kartę sim przy nas i na polecenie T. połamała i wyrzuciła, ale nie pamiętam w którym miejscu. T. wyrzucił telefon w stronę działki, telefon nie „wleciał” w całości na działkę, coś się działo z jego klapką. Wydaje mi się, że raczej klapki nie było. To był telefon marki S. (...). Nie wiem czy była wyjęta z niego bateria. Na torze wyścigowym się rozeszliśmy, P. i T. poszli do jakiegoś kolegi schować wagę do działkowania amfetaminy. Ta była w czasie zdarzenia w piwnicy, to na niej T. dzielił amfetaminę, o czym wcześniej mówiłem, a kiedy zabieraliśmy pudła z piwnicy to ją chyba zabrał i miał ją przy sobie w kieszeni kurtki. Ja widziałem ta wagę u niego w ręku. Po rozstaniu z P. i T. poszedłem w kierunku domu, po drodze zahaczyłem o klatkę i zabrałem spod niej karton wcześniej zostawiony po powrocie z Z.. Wyrzuciłem ten karton na przystanku B. w stronę C..” (vide k. 448) Oskarżony podczas tej czynności rozpoznał przedmioty należące do oskarżonego T. S.
(1): „W tym momencie okazano mi kasetkę koloru piaskowego, ja jej nie rozpoznaję, w kasetce natomiast rozpoznaję wagę w pudełku koloru srebrnego, taką samą miał T., czarne pudełko metalowe z napisem (...), w którym wg mojej wiedzy są narkotyki, prawdopodobnie jakieś białko, poznaję telefon komórkowy marki N. należący do T., w zawiniątku owiniętym folią przeźroczystą znajduje się prawdopodobnie amfetamina, w pudełku tekturowym koloru brązowego znajdują się woreczki. Te wszystkie w/w rzeczy należą do T..” (vide k. 448) Ponadto oskarżony w tych wyjaśnieniach podał: „ Po zabójstwie we wtorek T. do mnie dzwonił, abym pojechał i przewiózł ciało zmarłego żeby nikt go nie znalazł. Powiedział, żebym skombinował sobie transport i to załatwił. Ja dla świętego spokoju powiedziałem T., że ciało spaliłem, napisałem też smsy do niego i do P., żeby się ze mną nie kontaktowali. Te smsy napisałem albo we wtorek, albo w środę i od tamtej pory się nie kontaktowaliśmy, a o zatrzymaniu P. i T. dowiedziałem się wczoraj” (vide k. 448v) M. B.
(1)opisał na co przeznaczył pieniądze uzyskane podczas zdarzenia: „ Za pieniądze, które wziąłem od listonosza w poniedziałek kupiłem dwa telefony komórkowe, czarne buty reeboka, zakupy spożywcze do domu i dla siebie (rodzinie powiedziałem, że pracuję) wydawałem też pieniądze na taksówki, jeździłem do dnia zatrzymania po całej W. i T. pożyczyłem 100 zł na spłatę długu, na maszynach grałem. Resztę pieniędzy, które nie wydałem w kwocie 6700 zł miałem w domu u dziewczyny. Ona nie wiedziała skąd mam pieniądze, nie wydawała ich ze mną, a przy zakupie telefonu dla niej powiedziałem jej, że kupuję go za legalne pieniądze. Mówiąc legalne miałem na myśli, że pieniądze te zarobiłem uczciwie jak jej powiedziałem przy odśnieżaniu i innych pracach dorywczych.” (vide k. 448v-449) Podczas kolejnego przesłuchania w postępowaniu przygotowawczym na posiedzeniu sądu podczas rozpoznania wniosku prokuratora o zastosowanie tymczasowego aresztowania oskarżony M. B.
(1)wyjaśnił, że przyznaje się do popełnienia zarzuconego mu czynu i dodatkowo podał, że chce złożyć wyjaśnienia. (vide k. 489- 491) M. B.
(1)stwierdził wówczas, że „ to nie był zaplanowany czyn, to było tuż przed śmiercią listonosza, mieliśmy napaść na niego, nie mieliśmy go zabić, nie znałem listonosza, widziałem go wcześniej. Widziałem go 1 lutego2010 r. Popsikałem go gazem pieprzowym i uciekłem i uderzyłem, nie zamierzałem go napaść. S. chciał żebym go napadł, nie chciałem go napaść, popsikałem go gazem tylko i była już głośna afera, bo czułem respekt przed S.. Nie próbowałem mu wyrwać torby. Byłem ubrany w czarne dresowe spodnie, ciemną czarną kurtkę w ciapki. Miałem kaptur na głowie. O 9 rano tego dnia zadzwonił S. żebym do niego przyszedł, wiedziałem że to S.. Miałem go zapisanego jako T.. Mój numer telefonu to (...). Mieszkamy od siebie z 15 minut z buta, na piechotę znaczy się. Spotkaliśmy się pod klatką, była tam też P. B.. To nie jest moja rodzina, nic mnie nie łączyło z P.. Zeszliśmy do piwnicy, T. chciał żebyśmy zeszli, bo on musi wziąć podzielić amfetaminę. To była piwnica T., miał klucze, on otwierał kłódkę. To było po 9. T. odsypał troszeczkę amfetaminy, wciągnęliśmy troszeczkę, efekt był po 5 minutach. T. powiedział, że przyjdzie listonosz, że go napadniemy, bo T. ma dług u jakiegoś bandziora za narkotyki. Zanim do T. przyjechałem to on powiedział, że musimy napaść na listonosza, bo ma nóż na gardle i musi spłacić dług. Spotkaliśmy się żeby uzgodnić to wszystko i dzień wcześniej ustaliliśmy, że go napadniemy. T. powiedział, że musi mieć pieniądze, bo inaczej go zabiją. P. nie wciągała. Była obecna podczas tej rozmowy dzień wcześniej i podczas spotkania. W poniedziałek T. powiedział, że listonosz przychodzi do niego po narkotyki, a ja miałem go uderzyć kijem bejsbolowym w tył głowy. Ten kij T. przyniósł o d jakiegoś kolegi. Wyszedł po ten kij z piwnicy i nie było go góra 15 minut. Nie mówił do kogo idzie, nie wiem do kogo, zwracał się do niego per ty przez telefon. T. zadzwonił do listonosza. Przy mnie dzwonił raz albo dwa do niego, listonosz chyba też do niego oddzwonił. T. nie mówił, że będzie z kimś. Nie wiedzieliśmy, o której godzinie ma konkretnie przyjść listonosz. (…) Z listonoszem on umówił się na zewnątrz. Jak T. wychodził to ja wiedziałem, że idzie po listonosza. Ja miałem schować się za ścianą i uderzyć go kijem. P. była w piwnicy T.. P. wiedziała, że mamy napaść listonosza. To żeby go nie tylko napaść, temat ten pojawił się przed śmiercią listonosza. Wyszedł od T.. Nie wiem dlaczego T. posądzał listonosza, że na niego donosi, ale to była najprawdopodobniej ściema, bo wcześniej o tym nie mówił. P. przyniosła ręcznik żeby listonosz się obmył. Bo ja myślałem, że on wróci do pracy. Uderzyłem go w tył głowy, zamach był z lewej strony. Nie upadł. Później siedliśmy i wciągnęliśmy. P. poszła po ręcznik do domu T., dostała od niego klucze i poszła do jego domu. I potem wciągnęliśmy znowu z listonoszem, efekt był duży, byłem strasznie nabuzowany. Siedzieliśmy z godzinę z listonoszem, T. rozmawiał z listonoszem, ja poszedłem na papierosa, myślałem, że listonosz pójdzie do pracy. T. sugerował mi, że to będzie upozorowany napad z listonoszem, ale listonosz powiedział, że nie byłby w stanie kłamać i powiedział, że powie on policji, że bierze amfetaminę od T.. Wtedy T. się zdenerwował i powiedział, że trzeba się pozbyć listonosza i trzeba go zabić. P. to słyszała, ale nie odżegnywała go wcale od tego. P. sprzątała po wszystkim, a przed wszystkim przyniosła ręcznik i wodę żeby listonosz się umył. Wyszło na to, że ja go mam zabić. T. mi kazał. 3 razy wąchaliśmy amfetaminę. Listonosz zapalił papierosa, nie wiedział, że zginie, nie wiem czy się domyślał, że coś mu się stanie. P. była w piwnicy cały czas. Z klatki do piwnicy po śmierci listonosza zeszła do klatki jakaś sąsiadka T., ona widziała T. i P.. Byli wtedy na klatce, ja byłem na zewnątrz wysikać się. Gdy listonosz nie żył to T. był razem z nim, ja byłem na zewnętrz. Bałem się, że zabiłem człowieka, nie jestem w stanie opisać co wtedy czułem. Wszystko, dalsze czynności opisałem pani prokurator. Podałem i powiedziałem wszystko co wiem na temat innych przestępstw. Zostałem zatrzymany w (...) przez policję. Byłem z dziewczyną, nie mówiłem jej o zdarzeniu. Ja wziąłem 12 tysięcy a T. resztę. Powiedziałem mojej dziewczynie, że T. z kolegami napadli na jakiegoś bandziora, który chciał mnie dojechać i dał mi te pieniądze w ramach rekompensaty. Kupiłem dwa telefony, nie kupiłem nic o czym bym nie powiedział pani prokurator. 1 lutego spotkaliśmy się rano z T. pod sklepem monopolowym na G.. On wtedy już mówił, że ma długi, chciał mnie wplątać w napad już wcześniej. T. powiedział, że trzeba napaść na listonosza, nie określał go po imieniu. Ja wiedziałem o kogo chodzi, bo T. mi go wcześniej pokazywał. Mówił, że on ma dużo gotówki przy sobie, mówił że ja dużo zarobię. On mi kazał to zrobić, bo ja brałem od niego amfetaminę za darmo, bo nie miałem pieniędzy. On wykorzystał moją podległość. Ja nie chciałem tego zrealizować, podbiegłem do listonosza i popsikałem go gazem i poszedłem do domu. T. powiedziałem, że on się bronił i chciałem żeby było głośno. Czułem respekt przed T.. Nie wiem czy jest możliwe aby T. czuł respekt przede mną. Gdyby powiedział tak Sądowi albo pani prokurator to byłbym w szoku, bo on mną cały czas manipulował.” (vide k. 489- 491) Dodatkowo oskarżony M. B.
(1)wyjaśnił podczas tego przesłuchania: „ P. wzięła około 1000 zł. Ona sama je wzięła, wtedy kiedy się nimi dzieliliśmy po przyjeździe z lasu. Pieniądze były w papierowej torbie i ona sama je wzięła. S. bał się zostawić pudło na miejscu, ponieważ były na nim numery telefonów rodziców S.. Pudło to po tym jak się rozeszliśmy zabrałem i porzuciłem na przystanku, który się nazywa (...) w stronę C..” ( vide k. 491) Podczas kolejnego przesłuchania w postępowaniu przygotowawczym w dniu 24.05.2010 roku oskarżony M. B.
(1)wyjaśnił całkowicie odmiennie w stosunku do wcześniej omówionych wyjaśnień: „…w dniu 21.02.2010 r. będąc przesłuchiwanym przez prokurator R. – P. do końca nie powiedziałem prawdy. W dniu 15.02.2010 roku od momentu gdy uderzyłem listonosza kijem bejsbolowym w głowę w piwnicy to tam ćpaliśmy troszeczkę, tj. parę wciągnięć amfetaminy i wtedy T. S.
(2)dostał telefon, wyszedł na korytarz piwnicy rozmawiali trochę, poczym wrócił i powiedział, że dzwonił jego szef i powiedział, że pod blokiem przyjedzie a. (...) koloru ciemnoniebieskiego, stało pod sklepem (...) przy ul. (...) – tj. naprzeciwko bloku gdzie zamordowano listonosza. Ja poszedłem do tego samochodu, był tam tylko kierowca o imieniu R. ksywą R. czy R., on pochodzi chyba z C.. To był dzień rozliczenia T. S.
(2)za narkotyki. Ten R. przekazywał T. narkotyki, w tym czasie też miałem wejść w ten układ i zostać dealerem. Ja wsiadłem do samochodu i okłamałem tego R. – na prośbę T. – że nie ma go w domu. Ten R. się zdenerwował, bo w rachubę wchodziło zadłużenie na ok. 20.000 zł. Ja oddałem R. 50 g amfetaminy, która dał mi przed wyjściem T. abym oddał R. zamiast pieniędzy. Ten R. spytał czy to ja mam być nowym wspólnikiem T., ja przytaknąłem, ale R. powiedział, że T. to straszna rura, prostytutka, że ma problemy ze zwrotem pieniędzy. Chwilę rozmawialiśmy, nie pamiętam dokładnie o czym, w czasie tego powiedziałem abyśmy wyjarali skręta, tj. marihuanę, którą miałem przy sobie. Wypaliliśmy tą marihuanę. Potem uzgodniliśmy, że ja będę się kontaktował z R., a nie T.. Powiedziałem też, że T. odda pieniądze mu w niedługim czasie. Około 40 minut siedziałem w samochodzie. W tym samym czasie zostali w piwnicy P. B. i T. S.
(1)i listonosz. Po powrocie do piwnicy zwłoki leżały na ziemi, we krwi, podszedłem do ciała podniosłem jego głowę, sprawdziłem puls przy tchawicy, szyi, ale już nie miał. Jak się zorientowałem, że ten człowiek nie żyje to podniosłem się i uderzyłem kilka razy T. z ręki w twarz i powiedziałem, ze mnie nie wkopie w zabójstwo i wybiegłem z piwnicy. Pobiegłem w stronę wyścigów konnych, w połowie drogi na działki zadzwonił do mnie telefon na mój numer (...), to był T., nie pamiętam jego numeru i zaczął płakać i użalać się abym wrócił i mu pomógł. Mówił, że jego kolega B. czy B. już jedzie pomóc wywieźć zwłoki. Gdy wróciłem stał już samochód dostawczy (...), zszedłem do piwnicy i T. powiedział, że jego kolega był już i poszedł zrobić miejsce na pace. Z tym chłopakiem faktycznie minąłem się na schodach do piwnicy. W tym czasie T. z P. myśleli jak wywieźć ciało, aby nikt nie zauważył. W końcu zapakowali je do pudełka po telewizorze. Ja pomagałem pakować to ciało do pudełka, w tym czasie P. przytrzymywała i pomagała. Dalej było już tak jak zeznawałem przed Panią Prokurator na ul. (...). Ja nie brałem udziału w zabójstwie listonosza, wyszedłem z piwnicy jak on żył, jak wróciłem to już nie żył. Nie wiem kto go zabił T. czy P.. Większość opowieści była zmyślona, ja nie widziałem czym zabito listonosza, na K. policjanci czytali mi notatki innych podejrzanych i kazali mi tak mówić, żeby wszystko się zgadzało. Na ul. (...) dostałem wp..dol, miałem założony worek na głowę, byłem bity pałką po stopach, kopany po żebrach. Siniaki jeszcze przez trzy tygodnie się goiły. Obok w pokoju była moja dziewczyna, potem powiedziałem, że powiem jak chcą, aby mnie zaprowadzili do pokoju czy jej nic nie jest. Ten k..wa cwel w mundurze mi pokazał, ze jej nic nie jest. Ja jeszcze w tym tygodniu będę na szpitalnym, sznur sobie zarzucę. Zakończy się śledztwo, bo jeszcze w tym tygodniu mnie nie będzie. Ja nigdy z tym R. się nie kontaktowałem. On ma ok. 180 cm, szczupły, ciemne włosy, nie widziałem tatuaży.” (vide k. 775-776) Z zapisów w/wym. Protokołu wynika, że oskarżony M. B.
(1)nie chciał odnieść się do tego czy rozpozna funkcjonariuszy policji, którzy używali przemocy podejrzany i był bardzo wzburzony. W kolejnym przesłuchaniu w postępowaniu przygotowawczym w dniu 04.08.2010 roku, kiedy przestawiono mu postanowienie o zmianie i uzupełnieniu postanowienia o przedstawieniu zarzutów oskarżony M. B.
(1)wyjaśnił, że nie przyznaje się do zarzutu I, tj. zabójstwa J. K.
(1), również nie przyznał się do zarzutu II, tj. usiłowania rozboju. Równocześnie oskarżony podtrzymał wyjaśnienia złożone w dniu 24.05.2010 r. w Prokuraturze, nie podtrzymał wyjaśnień złożonych na Komendzie i w sądzie w lutym 2010r. Stwierdził: „Wtedy wywierana była na mnie presja” Oskarżony wyjaśnił, że w zakresie dotyczącym zdarzenia z dnia 01.02.2010 roku doszło do szarpaniny z listonoszem, przy czym oskarżony nie pobił pokrzywdzonego, stwierdził, że nie pamięta czy miał gaz „to było dawno, ponad pół roku temu. Coś z tym gazem było, nie pamiętam od kogo go miałem, jakiś gaz był. Odmawiam odpowiedzi na pytanie czy T. S.
(1)nakłaniał mnie do rozboju. Ja w lutym 2010 r. nie miałem długów, nie potrzebowałem pieniędzy” (vide k. 1067) W pozostałym zakresie oskarżony skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień. W dniu 09.11.2010 roku oskarżonemu M. B.
(1)została okazana tablica poglądowa ze zdjęciami mężczyzn – ze złożonych podczas tej czynności wyjaśnień wynika, że oskarżony nie rozpoznał żadnego z mężczyzn i nie wie kim oni są, ponadto skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień w dalszym zakresie oraz odmowy udzielania odpowiedzi na pytania (vide k. 1322-1323) Podczas rozprawy sądowej oskarżony M. B.
(1)ostatecznie przyznał się do popełnienia czynów zarzuconych mu w pkt I i II aktu oskarżenia. Równocześnie stwierdzając, że na początku „ w ogóle nie mieliśmy zamiaru zabicia J. K.
(1)(…) Ja przyznaję się do tego, że ja uderzyłem go kijem, ja zaciągnąłem mu ten kabel na szyi i nikt mnie do tego nie zmuszał. Ponadto P. nie było przy całym zajściu i ona nie wiedziała o co chodzi. Strasznie żałuję tego co się stało i czasu nie cofniemy niestety. Chcę się odnieść do drugiego mojego zarzutu – przyznaję się do niego i chcę powiedzieć, że nikt mnie do niego nie zmuszał i nikt mnie do niego nie namawiał.” (vide k. 1773) W pozostałym zakresie oskarżony M. B.
(1)skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania. Po ujawnieniu mu w trybie art. 389§1 kpk kolejnych wyjaśnień złożonych w postępowaniu przygotowawczym oskarżony podał, że w odniesieniu do wyjaśnień z k. 444-449 składał tej treści wyjaśnienia. „Chciałem sprostować odnośnie tych wyjaśnień, że ja dużą część winy chciałem zwalić na T. i na P., ponieważ bałem się odpowiedzialności karnej. P. nie była świadoma tego, co się tam działo” (vide k. 1773) Oskarżony również w zakresie wyjaśnień z k. 489-491 stwierdził, że składał tej treści wyjaśnienia, ale równocześnie sprostował, że „w dniu 1 lutego nikt mnie do napadu nie zmuszał, zrobiłem to z własnej chęci. Chyba tak to oznacza, że w pozostałej części moje wyjaśnienia są zgodne z prawdą.” (vide k. 1774) Podobnie w zakresie wyjaśnień z k. 775-777 po ich ujawnieniu oskarżony M. B.
(1)potwierdzając, że składał wyjaśnienia tej treści jak ujawnione sprostował: „ … nie dostałem żadnych narkotyków od T. na rozliczenie. Zmyśliłem tą historię, bo bałem się odpowiedzialności karnej. To wszystko. Zmyśliłem tą historię w takim zakresie, że ja wychodziłem z piwnicy na rozliczenie, to zmyśliłem.” (vide k. 1774) Następnie gdy w trybie art., 389§1 kpk oskarżonemu ujawniono wyjaśnienia z k. 1067 oskarżony potwierdzając, że tej treści wyjaśnienia złożył podał: „ Te wyjaśnienia odpowiadają prawdzie., tzn. ja prostuję: ja przyznaję się do I i II zarzutu, a nie jak podałem w wyjaśnieniach, że do zarzuconych mi czynów nie przyznaję się. Pierwsze wyjaśnienia złożone w postępowaniu z tymi elementami , co sprostowałem są prawdziwe, te z maja są to wyjaśnienia te nieprawdziwe.” (vide k. 1774) W dalszym ciągu oskarżony potwierdził swoje wyjaśnienia z k. 1322-1323. Ponieważ generalnie oskarżony M. B.
(1)na rozprawie sądowej skorzystał z prawa do odmowy udzielania odpowiedzi na pytania nie było możliwe dokonanie bardziej szczegółowych ustaleń co do kolejnych składanych przez niego w sprawie wyjaśnień – w tym co do pojawiających się w nich odmienności. Oskarżony złożył wyjaśnienia jedynie odnośnie szczegółów dotyczących jego zatrzymania i podał: „ Nie pamiętam czy podczas przyjęcia do Aresztu Śledczego byłem badany kardiologicznie i czy uskarżałem się na jakieś dolegliwości. Po zatrzymaniu zatrzymali mnie antyterroryści i w trakcie po zatrzymaniu i prowadzili mnie od (...) przez park za (...) tam stał ich samochód. Nie pamiętam jak to dokładnie przebiegało, ale jak już byłem w samochodzie to leżałem między fotelami. W samochodzie dostałem czymś twardym w tył głowy i pamiętam, że poczułem, jak kłuto mnie jakimiś igłami po kręgosłupie. Następnie po przywiezieniu mnie na komendę przy ul. (...) nie pamiętam na które piętro mnie zaprowadzono, rzucono mnie na podłogę i zarzucono mi coś na głowę. Tam byłem bity. Kopany. Zdjęto mi buty, skarpetki, spodnie, jak dużo szczegółów takich rzeczy nie przytoczę, bo to było dawno. Pamiętam, że mnie przeprowadzono do innego pokoju, założono mi tam worek plastikowy na głowę, byłem nagi, kopano mnie i bito w tym pokoju. Dalej nie pamiętam, co się działo. Nie mam pojęcia czym tłumaczyć takie zachowania funkcjonariuszy.” (vide k1774- (...)) Oskarżona P. B. złożyła w sprawie zmienne wyjaśnienia, w których ostatecznie nie przyznała się do popełnienia żadnego z czynów jej zarzuconych ( vide k. 110-113, 124-125, 131-135, 512-523, 1063, 1290-1291, 1776-1784) Jak wynika z treści pierwszych jej wyjaśnień złożonych w dniu 19.02.2010 roku w postępowaniu przygotowawczym po zatrzymaniu i po przedstawieniu jej zarzutów z przyznając się do stawianego mu zarzutu podała, że T. S.
(1)handluje narkotykami, ona zaś jest z nim jest związana od około roku – przy czym jest to znajomość tego rodzaju, że jedynie spotykają się w miejscu zamieszkania S., nie zamieszkują razem – T. S.
(1)mieszka na ul. (...), a ona razem z rodzicami i bratem w miejscu swojego zameldowania. Według wyjaśnień oskarżonej oskarżony T. S.
(1)nie jest nigdzie zatrudniony, a o tym czym się zajmuje zorientowała się po około 2-3 miesiącach znajomości. „On prosił mnie żebym dostarczyła amfetaminę. To było dużo później, po tym jak się zorientowałam, że on handluje. Na początku on mnie nie prosił, bo ja powiedziałam, że w „jego interes się nie wkręcam”. Najczęściej T. sam załatwiał te sprawy, a jeśli nie mógł to ja robiłam to za niego. Ja nie dostawałam od T. S.
(1)za to pieniędzy.” (vide k 112) Oskarżona wyjaśniła także, że nie wie skąd T. S.
(1)bierze narkotyki – ale 1 gramowa porcja kosztowała u niego 40 zł. Podała przy tym, że T. S.
(1)czasami zażywa narkotyki, ale nie nałogowo, zaś ona mimo, że kiedyś próbowała narkotyków teraz ich nie zażywa. Z tych wyjaśnień oskarżonej wynika także, że T. S.
(1)trzyma w mieszkaniu narkotyki w ukryciu – w poduszce w pokoju, pojedyncze sztuki chowa także na klatce schodowej „ przy rurce, od lewej strony od wejścia” (vide k. 112) Równocześnie podczas tych wyjaśnień P. B. podała, że razem z T. S.
(1)bywała w mieszkaniu u R. S.
(1)ps. (...) na ul. (...) i wówczas T. S.
(1)dostarczał tam amfetaminę. Podała także, że R. S.
(1)również po amfetaminę przychodził na ul. (...) do S. i wówczas ona znosiła S. narkotyki biorąc od niego pieniądze, a następnie przekazując je S.. „R. dostarczałam narkotyki od jakiegoś miesiąca. Mogło to być dwa miesiące.(…) Jak przychodziłam do R. to zawsze była jego mama, tata w drugim pokoju i listonosz, który przychodził do niego na kawę. Listonoszowi nie dostarczałam narkotyków. Ten listonosz nazywa się jakoś na (...). Oprócz R. chodziłam też czasem do innych osób, tzn. schodziłam na parter przed klatkę bloku, gdzie mieszka T.. Nie chodziłam do innych osób oprócz R.. Tego listonosza spotykałam tylko u R., widziałam też go parę razy jak roznosił listy przy ul. (...). Z tego co wiem T. spotykał się z tym listonoszem u (...) i jemu też sprzedawał narkotyki. T. przychodził do (...) też na kawę i pogadać sobie. Z tego co wiem T. nie znał za bardzo tego listonosza, poznał go przez (...). Ostatni raz listonosza widziałam jakieś tydzień, dwa temu. To było dzień lub dwa po tym jak ktoś próbował napaść listonosza. O tym napadzie opowiadał listonosz, mówił, że napadł go jakiś rudy facet i psiknął mu gazem w twarz i że napastnik uciekł” (vide k. 112). Równocześnie oskarżona zaprzeczyła by widziała w dniu 15 lutego R. S.
(1). Podczas kolejnych wyjaśnień złożonych przed sądem na posiedzeniu w przedmiocie rozpoznania wniosku prokuratora o zastosowanie tymczasowego aresztowania oskarżona P. B. wyjaśniła jedynie, że przyznaje się do popełnienia zarzuconego jej czynu i nie chce nic dodać do złożonych wcześniej wyjaśnień. Równocześnie wniosła o niestosowanie wobec niej aresztu (vide k. 124) Dopiero podczas kolejnych wyjaśnień w postępowaniu przygotowawczym złożonych w dniu 20.02.2010 roku P. B. złożyła wyjaśnienia, w których odniosła się do zdarzenia z dnia 15 lutego 2010 roku. (vide k. 132-135) W wyjaśnieniach tych P. B. podała, że w dniu 15 lutego 2010 roku rano stwierdziła, że nie pójdzie do szkoły i postanowiła, bez wcześniejszego umówienia, spotkać się z T. S.
(1). Około godz. 9:30 dotarła do niego do domu. W tym czasie nie było w jego mieszkaniu innych domowników. Oskarżona wyjaśniła, że po przyjściu do S. najpierw wspólnie oglądali telewizję leżąc w łóżku, a potem około godz. 10:30 wyszli z domu, bo S. był umówiony ze swoim znajomym M. B.
(1)ps. (...). Gdy wyszli na dole czekał już (...) i wspólnie przeszli do piwnicy należącej do S.. „T. handlował tam narkotykami, wiedziałam o tym i chodziłam tam z nim wcześniej” (vide k. 133) Oskarżona podała także, że w piwnicy S. wziął od niej jej telefon komórkowy marki S. (...) i wyjął z niego kartę SIM i włożył nową sieci O., a następnie z nowego numeru telefonu zadzwonił do listonosza. „…wiem, że to był on, bo T. zwracał się do niego po imieniu J., ja znałam tego listonosza - wiedziałam, że ma na imię J. i dzwonili często do siebie, ponieważ listonosz zaopatrywał się w narkotyki od mojego T.. Słyszałam, że umówili się na spotkanie za około 2 godziny, J.- listonosz powiedział T., że przyjdzie do piwnicy zakupić działkę. T. mi to potwierdził, że listonosz ma do niego przyjść, powiedział mi że przyjdzie po narkotyki” (vide k. 133) Oskarżona wyjaśniła, że w trakcie oczekiwania na przyjście listonosza nie było rozmów na jego temat – natomiast w pewnym momencie zadzwonił listonosz z informacją, że już idzie i zaraz po tym telefonie (...) założył na ręce czarne skórzane rękawiczki, które miał w kieszeni po czym wziął do ręki kij, który leżał wcześniej w piwnicy T. i wyszedł z T. piwnicy, schował się gdzieś – nie widziałam gdzie i czekał na wejście J.. Około godziny 12.00 do piwnicy zszedł J. – listonosz i od razu po wejściu dostał od B. w tylną część głowy tym kijem. Nie widziałam J. jak wchodził, ani jak dostawał od B. ponieważ siedziałam w środku piwnicy T., słyszałam jedynie uderzenie i krzyki listonosza. Nie reagowałam na to, bo się bardzo bałam. Wyjrzałam na chwilę i zauważyłam, że B. szarpie się z listonoszem, T. też dołączył się do szarpaniny. Po krótkiej chwili listonosz został wepchnięty do piwnicy T., zauważyłam, że ma zakrwawioną głowę, a T. z B. mówili do niego, że ich sprzedał na policję i za to dostał. Nie grozili mu podczas tej rozmowy, że go zabiją tylko próbowali wymusić na nim żeby się przyznał do „sprzedania” ich na Policji. Listonosz wszystkiemu zaprzeczał, był oszołomiony po uderzeniu, ja się wszystkiemu przyglądałam, nie wtrącałam się w rozmowę, byłam już wtedy przerażona całą tą sytuacją. W tym czasie widziałam również, że B. z listonoszem wciągali działkę amfetaminy. J. poprosił mnie abym przyniosła mu wodę w butelce do picia i o szmatkę, którą będzie mógł zatamować sobie krwawienie z głowy, martwił się, że nie będzie mógł pokazać się w pracy w takim stanie. Ja pobiegłam na górę, do mieszkania T., wzięłam jakąś suchą szmatkę z kuchni ( była w kolorze biało niebieskim w kratkę), wzięłam również gazę oraz butelkę z wodą z kranu. Zeszłam na dół podałam to wszystko B., który zmoczył tą szmatkę i dał ją listonoszowi. On obmył się z krwi i powiedział, że od tego uderzenia jest mu słabo. Usiadł na krześle, a T. z B. wyszli z piwnicy żeby do kogoś zadzwonić, nie wiem do kogo i o czymś rozmawiali, nie słyszałam o czym – nie było ich około 5 minut. Ja w tym czasie siedziałam i rozmawiałam z J., opowiadał mi o swojej rodzinie, był spokojny. Widziałam również, że J. miał przy sobie jakąś torbę w czarnym kolorze, a z jej boku wystawała korespondencja. Nie wiedziałam, że ma przy sobie jakieś pieniądze. Gdy wrócili B. kazał mi wyjść z piwnicy, nie powiedział dlaczego, a ja spytałam się co będzie z listonoszem a B. powiedział mi, że listonosz już nie wyjdzie z tej piwnicy. Nie wiedziałam, że planują go zabić, myślałam, że będą go więzić w tej piwnicy. Stałam na klatce około 10 minut, nie słyszałam żadnych krzyków ani wołania o pomoc, martwiłam się tym co się dzieje w piwnicy i zeszłam na dół. Gdy otworzyłam drzwi do piwnicy T. (nie były zamknięte na kłódkę) tylko przymknięte, zauważyłam leżącego listonosza na plecach, głowę miał skierowaną przodem do wejścia do piwnicy, miał zaklejone usta i oczy taśmą w srebrnym kolorze, na szyi miał zawinięty kabel w białym kolorze, średniej grubości, którym do dusił B.. Listonosz już wtedy chyba nie żył, nie bronił się, widziałam tylko jak raz się poruszył. Brzoza nie zwalniał uścisku i kazał mi wyjść. Ja wyszłam z piwnicy na klatkę, byłam w szoku, zaczęłam płakać. Nie wezwałam żadnej pomocy, bo bałam się, że T. z B. zrobią mi to samo. Po około 5 minutach słyszałam głos T. i B. jak rozmawiają z kimś przez telefon i mówili, że potrzebują pilnie samochód. Nie wiem z kim wtedy rozmawiali, ja nie wchodziłam do piwnicy, nie wiedziałam co mam robić, czekałam cały czas na klatce. Po około 5 minutach wyszedł do mnie B. i powiedział, że jak nie przestanę panikować i jak komuś coś pisnę to ze mną będzie to samo, następnie wrócił do piwnicy. Po chwili wyszedł do mnie T. i powiedział, że mam patrzeć czy pod klatkę nadjeżdża żółty, duży samochód z czerwonym napisem (...), powiedział mi, że w tym samochodzie będzie jego kolega o pseudonimie (...), ja poznałam kiedyś B., na imprezie na której byłam z T., nie wiem dokładnie gdzie mieszka B. i nie wiem jak się nazywa, wiedziałam jedynie, że pracuje w firmie (...). Po około 20 minutach zauważyłam nadjeżdżający samochód z napisem (...), rozpoznałam B. jako kierowcę, nie widziałam żeby ktoś był z nim w samochodzie, otworzyłam pilotem bramę wjazdową na podwórko, pilot wzięłam z mieszkania T. na jego prośbę, a następnie zeszłam na dół do T. powiedzieć mu, że jest już samochód, nie wchodziłam do piwnicy T., nie widziałam co robią z B., szybko wróciłam przed klatkę. Bury podjechał pod samą klatkę T. i otworzyła tylną część samochodu i tam czekał, nie rozmawiałam z nim. Po chwili zobaczyłam jak T. z B. wynoszą z piwnicy duży karton, nie wiem jakich rozmiarów, był oklejony czarną taśmą, na którym widniało zdjęcie telewizora, chyba plazmowego, nie pamiętam dokładnie. Nie wiem skąd wzięli ten karton, być może z piwnicy T., bo było tam dużo różnych rzeczy. Wnosili go na długiej, jasnej desce, nie wiem gdzie ta deska się wcześniej znajdowała, nie widziałam jej w piwnicy T.. Gdy wyszli z klatki zauważyliśmy, że B. odjeżdża nic nie mówiąc wcześniej, że ma zamiar odjechać. T. z B. się zdenerwowali i kazali mi natychmiast zadzwonić do B., z telefonu T.. W tym czasie T. z B. oparli deskę z kartonem na metalowym ogrodzeniu, które było przy klatce, przytrzymując jednocześnie tą deskę. Ja zadzwoniłem do B. i powiedziałam mu, że ma natychmiast wracać, a on mi odpowiedział, że się bardzo śpieszy. Wtedy na prośbę T. przyłożyłam mu słuchawkę do ucha i T. kazał B. wracać. Nie wiem czy B. wiedział, co jest w kartonie. B. się po chwili wrócił, podjechał ponownie pod klatkę, otworzył bagażnik i T. z B. włożyli do pojazdu deskę z kartonem. Bury im w tym nie pomagał. Brzoza powiedział mi, że jadą wywieźć zwłoki, nie powiedział mi gdzie i kazał mi iść do T. do domu. Ja poszłam do T. mieszkania i po chwili T. zadzwonił do mnie na mój telefon komórkowy i kazał mi posprzątać krew listonosza z piwnicy. Ja zeszłam na dół i posprzątałam krew J. tą ścierką i wodą z butelki, którą zniosłam wcześniej listonoszowi, zamknęłam drzwi od piwnicy na kłódkę i wróciłam na górę do mieszkania T., klucze od piwnicy zostawiłam w mieszkaniu T.. T. kazał mi również zniszczyć wszystkie karty SIM, które miał w domu. Karty te leżały w kieliszku w jego pokoju, były to chyba 3 karty, nie pamiętam jakich sieci. Połamałam je i wyrzuciłam do śmietnika pod blokiem. Następnie ponownie wróciłam do T. i czekałam na niego. T. jeszcze raz zadzwonił do mnie i powiedział, że jadą (chyba w stronę (...)), nie mówił dokładnie gdzie i nie mówił kiedy wróci. Około godziny 17.00 T. wrócił z B. do domu, powiedzieli mi, że zostawili zwłoki listonosza w lesie i przykryli je śniegiem. Nie mówili dokładnie gdzie, nie wiem czy wyjmowali ciało z kartonu a ja nie pytałam o szczegóły. Powiedzieli, że B. zostawił ich na miejscu gdzie pozbyli się ciała i odjechał a oni wrócili do domu (...), a potem chyba w okolicach (...) wsiedli do taksówki, nie wiem jakiej korporacji, i wrócili taksówką do domu. Widziałam jak po powrocie dzielili się pieniędzmi, widziałam gruby plik pieniędzy szerokości około 4 cm, o różnych nominałach. Nie mówili mi ile mają pieniędzy, domyśliłam się, że są to pieniądze należące do listonosza, jednak o nic nie pytałam. Nie dostałam od nich wtedy żadnych pieniędzy. Po tym jak się podzielili, T. z B. zeszli do piwnicy zatrzeć ślady i pozbyć się dowodów ich czynu. Nie wiem gdzie wyrzucili wszystkie rzeczy, ja zostałam w mieszkaniu i o nic nie pytałam. Po pół godziny T. wrócił sam do domu, nie wiem gdzie poszedł B.. Po przyjściu T. zaraz po nim do mieszkania przyszła mama T. i jego brat P.- nie rozmawialiśmy z nimi. Wiem, że B. miał problemy finansowe, mówił mi o tym więc myślę, że te jego problemy mogły być też powodem zabicia listonosza. Około godziny 19:30 zamówiliśmy z T. taksówkę (...) i pojechaliśmy do Galerii (...), wjechaliśmy na samą górę do Centrum (...) i tam spożywaliśmy drink i graliśmy na maszynach za pieniądze, które miał T.. Nie wiem czy to były pieniądze należące do listonosza. Z Galerii wyszliśmy około godziny 22.00 i T. odprowadził mnie do mojego mieszkania. Nie wchodził do środka, nie rozmawialiśmy już więcej na temat tego zdarzenia. Nie widziałam się już więcej z B. i nie ustalaliśmy nic więcej z T. na temat zdarzenia.” (vide k. 133-135) Jeszcze innej treści wyjaśnienia zostały złożone przez P. B. w postępowaniu przygotowawczym przed prokuratorem w dniu 22.02.2010 roku (vide k. 512-523) Mają one bowiem nie tylko charakter uzupełniający w stosunku do wcześniej składanych przez oskarżoną wyjaśnień, ale także w inny sposób opisują zdarzenia dotyczące przestępstw opisanych aktem oskarżenia. Na wstępie stwierdzić należy, że w wyjaśnieniach tych oskarżona szczegółowo opisała proceder handlu narkotykami – w tym podała szczegóły o jakich wcześniej nie wyjaśniała, bądź wyjaśniła odmiennie we wcześniejszych swoich relacjach. Stwierdziła w nich mianowicie oprócz tego, że miała wiedzę na temat tego, że T. S.
(1)jest dealerem narkotykowym także szczegóły tej działalności. Podała oprócz wcześniej już podawanych elementów w postaci m.in. tego jak i gdzie T. S.
(1)przechowywał narkotyki oraz komu dostarczał narkotyki – nowe szczegóły w tym zakresie. W pierwszej kolejności co do miejsca i sposobu przechowywania przez S. narkotyków w niniejszych wyjaśnieniach oskarżona podała: „Trzymał je w poduszce w pokoju na łóżku. Wagi nie widziałam, ale wiem, że ją miał i chował ją w jakieś pudełko, to była metalowa skrzyneczka, tak na klucze i tam była waga i samarki – torebki samozaciskowe z zapięciem strunowym i czasem tam też chował towar. Była to skrzyneczka koloru szarego metalicznego, miała naklejkę koloru złoto czarnego. Ta kasetka miała dziurki, które były zakryte żeby nie było czuć żadnego zapachu. On ją zawsze chował pod łóżko albo do szafy tak żeby mama nie widziała. Nie wiem co się z nią stało. Wiem, że najpierw była w domu, a potem jej już nie było. Mógł ją też wynieść do koleżanki do klatki obok, ona ma na imię K. a wołają na nią (...), wiem że ona mieszka na samej górze klatki wcześniej, nr chyba (...), mieszkanie po prawej stronie. K. nie handluje narkotykami.” – vide k 313. W odniesieniu do osób, którym były dostarczane narkotyki prócz wcześniej już wskazanego R. S.
(1)i listonosza J. K.
(1)oskarżona wyjaśniła: „ Ja S. zanosiłam od T. z domu amfetaminę i dawałam S., on mi dawał pieniądze a ja zanosiłam i oddawałam T.. Pomagałam mu w ten sposób. Jak on nie mógł to mnie prosił i ja schodziłam i dawałam. Oprócz S. dawałam jeszcze koledze o pseudonimie (...), wygląda on jak suchotnik, on mieszka gdzieś na wyścigach, nie wiem jak ma na imię, dawałam też (...), M. ma na imię, on mieszka na ul. (...), on przebywa zawsze z tymi „(...)” pod tym nocnym sklepem. O. są to bracia P. i P. O., są to straszne łobuzy. Dawałam też (...), on mieszka na ul. (...) w tym samym bloku co T., w przedostatniej klatce (...). Listonosz J. kupował od T. narkotyki średnio raz dwa w tygodniu, oni zazwyczaj kupowali to razem z S..” (vide k. 515) Również wbrew wcześniejszemu wyjaśnieniu, że nie wie skąd S. bierze narkotyki podała, że w narkotyki S. zaopatruje się u dealera o imieniu (...) – i opisała w sposób szczegółowy detale z tym związane. W odniesieniu do osoby, u której S. zaopatrywał się w narkotyki w tych wyjaśnieniach P. B. podała: „T. „kupował” te narkotyki od M.. M. był jego szefem, on dawał mu narkotyki na handel, można powiedzieć, że on był pod M.. M. jeździł J. koloru złoto-kremowym. Raz przyjechał F. (...) taki jak ma policja, koloru srebrnego, on wyglądał jakby był odebrany prosto z salonu. Oni się umawiali na telefon, on dzwonił do niego na komórkę. M. jest młody, około 22 lat, miał około 180 cm, był przepakowany tak jakby chodził na siłownię, blondyn, krótkie włosy ścięte na jeża, na bardzo krótko. Był w mojej ocenie przystojny, ja nie widziałam czy miał tatuaże. Zawsze był w kurtce skórzanej czarnej, latem widziałam go w krótkim rękawie, ale nie widziałam u niego tatuaży. Samochody te były na (...) numerach rejestracyjnych. Ja widziałam go w tym T. we wtorek 16.02.2010r. ok. 14-15:00, podjechał pod samo wejście, niedaleko M. przy R. na U.. Ja wsiadłam do tego samochodu. W tym samochodzie siedziało jeszcze dwóch chłopaków, kierowca i pasażer. My wsiedliśmy bocznymi przesuwanymi drzwiami do środka. W samochodzie były trzy rzędy siedzeń. Samochód był przeszklony normalnie. W środku też było widać, że jest to nowe auto. T. mu dał w Euro pieniądze, było to 1700 EURO. Były to tylko Euro. T. dał pieniądze tylko M.. Nie brał od niego wtedy narkotyków oddał mu tylko pieniądze – to był dług. Nie wiem jaki wysoki był to dług.(…) Te pieniądze na dług miał od listonosza, po tym zdarzeniu ” (vide k. 514) Podkreślenia wymaga, że to również w tych wyjaśnieniach po raz pierwszy P. B. stwierdziła, że T. S.
(1)miał długi narkotykowe. Wyjaśniła mianowicie: „T. mówił mi, że ma długi, myślę że było to powyżej 10.000 zł, wydaje mi się, że mogło to być 16.000 zł.” (vide k. 514) „T. długi brały się też stąd, że mu ludzie nie płacili.(…) T. zaczęli naciskać od początku roku. Na pewno gdyby nie oddał pieniędzy to mogliby go gdzieś wywieść i zrobić krzywdę, nikt mu tego nie mówił, ale T. zdawał sobie z tego sprawę. Wiem, że T. co chwila odkładał termin płatności, w końcu M. się wkurzył i powiedział mu, że ma mu oddać pieniądze do 15 lutego 2010r. ” (vide k.515) Równocześnie po raz pierwszy oskarżona P. B. podała szczegóły odnoszące się do charakteru znajomości S. i (...) oraz łączących ich kontaktów: „M. B.
(1)(...) brał narkotyki od T. od czasu do czasu. Oni poznali się pod nocnym na R. około maja czerwca 2009 roku. Oni byli kolegami, nie byli szczególnie blisko. Wiem ,że „B. brał narkotyki.(…) T. sobą nikogo nie miał. Wiem, że B. chciał dla niego biegać, ale T. nie chciał żeby nie było przypału.” (vide k. 514-515). Oskarżona P. B. także w tych wyjaśnieniach po raz pierwszy podała, o planach zdobycia pieniędzy jakie w związku z długami mieli S. i (...), nadto wyjaśniła okoliczności (podając błędną datę zdarzenia) odnośnie usiłowania rozboju w dniu 01.02.2010 roku na osobie J. K.
(1). Oskarżona wyjaśniła: „ Ja byłam przy rozmowach T. z B. M. B.
(1). Oni we dwóch planowali z dnia na dzień, raz poszliśmy do Banku (...) przy R. obok kościoła. To wszystko zaczęło się od początku lutego tego roku. Ten bank był na początku lutego tego roku. Oni zaplanowali, że jak ktoś weźmie więcej z bankomatu albo wypłaci z kasy to oni go napadną i wezmą mu pieniądze. Ja też tam byłam i stałam w banku i obserwowałam ludzi. Jak ktoś wziąłby dużo pieniędzy to miałam wysłać SMS do B., który był na zewnątrz. T. był wewnątrz banku i zakładał sobie konto , stąd przyszedł im do głowy ten pomysł. Wytypowaliśmy jakąś kobietę, ale nic z tego nie wyszło. B. mówił potem, że nie było jak. Potem około 5 lutego 2010 r. we trójkę wymyśliliśmy napad na listonosza. Zaplanowaliśmy, że B. pójdzie za nim, pryśnie mu gazem w oczy, poszamoczą się, listonosz nic nie będzie widział a on wyrwie tą torbę i uciekną. Ten gaz to ja załatwiłam, wzięłam go z domu od mojej mamy, która go sobie kiedyś kupiła. Oni mnie się zapytali czy coś takiego mam, ja powiedziałam, że tak. Tego dnia tj. 5 lutego 2010 r. B. z tym gazem śledził listonosza J. jak chodzi po osiedlu. W końcu wszedł do klatki, psiknął go gazem i złapał za torbę i próbował ją wyrwać, przewrócili się w czasie szamotaniny. J. listonosz zaczął krzyczeć że złodziej, B. nie mogąc wyrwać torby podniósł się i uciekł. Ja wiem jak to wyglądało, bo nam B. opowiadał. Po tym jak się razem zdzwoniliśmy, B. miał buzię popsikana gazem koło ust. Skóra była w tym miejscu pomarańczowa. T. i B. byli źli, że im się nie udało, bo oni obaj potrzebowali pieniędzy, bo mieli długi. Mi to była rybka, bo ja nie potrzebowałam pieniędzy. Oni wtedy znowu zaczęli planować jak zdobyć te pieniądze. Potem rozmawiali ze sobą przez telefon i potem się spotkali. Wiem, bo T. mi mówił. T. mi potem opowiadał, że zaplanowali, że napadną na listonosza J., potraktują go paralizatorem, wsadzą go do jakiegoś dużego samochodu, okradną go i wywiozą w ustronne miejsce i tam zostawią nie robiąc mu krzywdy. B. mówił, że ma kolegów którzy by się na to pisali, oni to zaplanowali po 8.02.2010 r. Ja nie miałam swoich pomysłów, ja mówiłam im tylko, że jak ja bym chciała coś takiego zrobić to strzeliłabym do niego z pistoletu żeby się człowiek nie męczył, albo bym potraktowała nożem. Ja powiedziałam żeby napaść na człowieka trzeba go unieszkodliwić czyli zabić w szybki sposób żeby się nie męczył, nie uciekł i nikogo nie wydał. Oni powiedzieli, że bez sensu, że po dźgnięciu człowieka nożem on może potem biec i ich gonić. Później przez cały tydzień T. i B. kombinowali co zrobić, aż do 15 lutego 2010 roku” (vide k. 515-516) Wyjaśnienia P. B. z dnia 22.02.2010roku zawierają również odmienności w stosunku do wcześniej składanych w zakresie dotyczącym zdarzenia z dnia 15.02.2010 roku. W szczególności dotyczy to udziału w zdarzeniu przede wszystkim T. S.
(1), którego rola we wcześniejszych wyjaśnieniach była przez nią pomniejszana, a także co swojej roli w zajściu. Oskarżona tym razem podała: „Ja siedziałam w mieszkaniu T. razem z nim w poniedziałek 15.02.2010r. i potem zeszliśmy do niego piwnicy. Po drodze wpuściliśmy do klatki B., który czekał na nas i we trójkę poszliśmy do piwnicy. Wydaje mi się, że T. i B. wzięli po ścieżce amfetaminy. T. poprosił mnie o telefon, jak mu dałam wyjął moja kartę SIM, a w jej miejsce wyjął nową kartę z nowo kupionego startera (...), nie wiem jaki to był numer, on zaczynał się na nr (...). Z tej nowej karty z mojego telefonu zadzwonił do J. listonosza. J. wcześniej z S. dzwonili do T. podobno, bo chcieli kupić sztukę- działkę. J. powiedział, że będzie za jakieś 2 godziny. J. przyszedł gdzieś koło 11 lub 12. Nie miałam wtedy telefonu więc nie pamiętam. Przez dwie godziny oni obmyślali cały plan. Oni mówili, że jak on będzie wchodził to dostanie w głowę, on straci przytomność, oni go okradną, wezmą jakiś samochód i go wywiozą w odludne miejsce i go tam zostawią. Jak to wymyślili to stwierdzili, że nie mają samochodu powiedzieli, że coś się później wymyśli. Wydaje mi się, że oni chcieli go zabić tym uderzeniem w tył głowy, ale im nie wyszło. Pałkę T.wziął od swojego kolegi. Jak my byliśmy w tej piwnicy T. wyszedł do któregoś ze swoich kolegów, nie wiem czy nie do (...) co mieszka w tym samym bloku i przyniósł ta pałkę, taką jak od baseball’a tylko krótką. Pałka była koloru jasnego drewna, miała czarną taśmę na rękojeści. Myśmy siedzieli i czekali. Ja siedziałam w środku u T. w komórce piwnicznej, oni wyszli. Plan był taki, że listonosza J. wprowadzą drugim wejściem, listonosz będzie szedł z T., T. będzie szedł pierwszy. Brzoza miał się schować za ścianą wnęki, przy zgaszonym świetle i jak listonosz go mnie to miał dostać w tył głowy. Ja słyszałam ich kroki, potem było słychać takie puste uderzenie jak kość o kość, potem słyszałam szamotaninę, wybiegłam zobaczyć co się dzieje. Zobaczyłam, że oni się szarpią. Listonosz krzyczał, że to boli, zostawcie mnie. Oni go ciągnęli a on się bronił. Ja się cofnęłam do tej komórki piwnicznej a oni wtoczyli się za mną (…) W piwnicy były dwa krzesła z oparciami. Na tym bliżej wyjścia usiadł T., a na tym w środku naprzeciwko T. około 1,5 metra siedział listonosz J., B. stał obok listonosza po jego prawej stronie, po skosie. Ja siedziałam albo na biurku na korytarzyku przy wejściu do piwnicy tak, iż wszystko widziałam albo na zamrażarce w środku. Ja cały czas widziałam i słyszałam całą rozmowę i co się dzieje. Oni go już wtedy nie bili. Widziałam, że leci mu krew z tyłu głowy. Oni go oskarżali, że ich sprzedał z narkotykami, mówili mu że to było to po tym jak mu sprzedali narkotyki, że Policja powiedziała że mają informatora. Widziałam, że T. ze strachu trzęsły się ręce. Byli źli że im nie wyszło. Listonosz powiedział „dajcie, bo muszę sobie pier..nąć ścieżkę, bo jest mi słabo”. Oni wtedy we trójkę zażyli po ścieżce amfetaminy. Cała rozmowa była na ten temat, że J. ich sprzedał. J. poprosił mnie żebym poszła do domu po wodę i jakąś ścierkę żeby mógł sobie przyłożyć do krwawiącej głowy. Ja miałam klucze do domu T. więc poszłam i przyniosłam wodę z kranu w dwulitrowej butelce oraz pół litrową colę oraz jakieś szmaty. Mnie nie było około siedmiu minut. Ja jak wróciłam dałam im się napić wszystkim trzem coli. J. przemył sobie głowę, widziałam że ma rozciętą skórę i pokrwawioną twarz. On zmył sobie tą ścierką krew i wyglądał normalnie. Oni palili tam też papierosy, wszyscy wtedy jak siedzieli oni rozmawiali z J. i chcieli go namówić, że upozorują napad, wezmą od niego pieniądze. On powiedział, że się na to nie zgadza bo nie potrafiłby kłamać na policji, bo po tym wcześniejszym napadzie tak z nim policja rozmawiała, że podejrzewali go, że on ten napad upozorował. Jak rozmawiali to J. był spokojny, wiedział że mogą go podejrzewać, bo był ich ostatnim klientem i że nie ma pretensji, ale on ich nie wydał. J. był takim człowiekiem, że jakby ktoś wyciągnął do niego rękę to on by wyciągnął swoje dwie. J. nie zdawał sobie sprawy, że mogą mu coś zrobić, nie podejrzewał ich kompletnie. Bo T. z J. się lubili. Wtedy T. z B. zaczęli się ze sobą namawiać, wychodzili kilkukrotnie z piwnicy. Wtedy mi kazali siedzieć z nim i tak jakby go pilnować. Ja nie słyszałam o czym oni rozmawiali. Ja rozmawiałam wtedy z J., on opowiadał o swojej rodzinie, o dzieciach, żonie. Oni jak wracali to mówili, że ma przyjechać zaraz jakiś wymyślony przez nich człowiek, o dziwnej ksywce, który potwierdzi czy to J. ich sypnął czy nie. J. był przekonany, że oni mówią prawdę i nie zrobią mu krzywdy. B. z T. cały czas się naradzali. W pewnym momencie oni powiedzieli do J., że muszą mu zakleić usta, oczy i związać ręce, tak żeby nie mógł zobaczyć tamtego mężczyzny. Ja już się domyśliłam, że chcą go zabić, byłam tego pewna, z uwagi na ich zachowanie. Oni najpierw wzięli mu ręce do tyłu i związali mu taśmą izolacyjną czarną o szerokości około 1 cm. Ręce te wiązał T.. Potem razem z B. zakleili mu usta szarą taśmą szeroką, potem na oczy położyli mu folię przeźroczystą do żywności i przykleili na to srebrną taśmę. Taśmy te były w piwnicy. Jak oni zaklejali J. to on mówił im po co to wszystko, że on przecież im nie ucieknie. Oni mu mówili, że to po to żeby nie rozpoznał tamtego faceta. Jak oni go zakleili to zaczęli wychodzić i mówić tak żeby usłyszał, a do mnie że niby mam iść i patrzeć przez okno czy nie nadchodzi. Ja już wiedziałam co oni chcą zrobić i nie chciałam na to patrzeć żeby mi się to w nocy nie śniło. Ja poszłam i usiadłam na rurach ciepłowniczych za tym zaułkiem gdzie zaatakowali listonosza. Ja zaczęłam panikować, B. chodził w tą i z powrotem, podszedł do mnie i powiedział, że J. już stąd nie wyjdzie, bo nas wyda na Policji. Ja zaczęłam panikować, wtedy B. przyszedł do mnie i powiedział, że jak się nie uspokoję to ze mną zrobi to samo co z nim. Potem znowu wrócił się tam po około minucie, wrócił z białym kablem od anteny czy od przedłużacza, on był ucięty z dwóch stron. Miał on wtedy na sobie silikonowe rękawiczki. Brzoza stał z tym kablem wtedy chwilę przy mnie, zgiął go tak jak pasek i ciężko oddychał, jakby był zdenerwowany, że musi coś zrobić. Teraz pamiętam, że on miał silikonowe rękawiczki, białe, od wewnątrz były zielone. W tym miejscu przypomniałam sobie jakie ja wzięłam ścierki, był to jaskrawoniebieski ręcznik, ścierka kuchenna w biało niebieską kratkę, była gaza biała – kawałek. Po tym jak B. stał przy mnie z tym kablem on szybko odszedł i potem usłyszałam takie szuranie o podłogę i stukanie o meble. Ten dźwięk skojarzył mi się wówczas z człowiekiem leżącym na ziemi i próbującym się rzucać i uwolnić. Ja po około 5 minutach po tym szuraniu, ja cały czas płakałam, zawołał mnie T. żebym przyszła. Ja tam podeszłam i zobaczyłam, że jak jest piwnica T. to krzesła były rozsunięte a na środku piwnicy leżał listonosz na plecach, ręce miał skrępowane do tyłu, po jego prawej stronie stał T., nad nim nad głową listonosza stał B., trzymał za końce kabel i ciągnął go do góry i na boki. Kabel by ł złożony co najmniej na dwa, obwiązany był wokół szyi listonosza. B. stał nad nim i ciągnął kabel na boki do góry. Tak że kabel przechodził poniżej grdyki na krtani. Widziałam jak J. listonosz ma całą czerwono siną twarz, nos miał nie zaklejony. Ja słyszałam jak coś bulgocze w krtani u niego. Jak B. go trzymał to zobaczyłam, że całe ciało listonosza zadrgało tak jakby dostał drgnięcia całego ciała i usłyszałam jak mu coś zabulgotało. Krzyknęłam „O B.!” i B. kazał mi wyjść, bo bym jeszcze bardziej spanikowała. Wtedy uciekłam tam, gdzie siedziałam na te rury i zaczęłam płakać. T. mnie cały czas wołał. W końcu poszłam do piwnicy i zobaczyłam, że J. już nie żyje i ma związane taśmą nogi i całą głowę miał owiniętą tą folią spożywczą. Głowa była owinięta kilkanaście razy. Ja chciałam dodać, że jak oni rozmawiali z J. wcześniej to porozumiewali się znakami jak on nie widział, tak jakby pytali się co zrobić z nim. Kiedy J. już nie żył i był związany to oni szukali w piwnicy jakiegoś pudła. Oni przymknęli piwnicę i T. zadzwonił do B., on się nazywa B., chyba G., to przyjaciel z dzieciństwa T.. T. powiedział do B., że jest mu potrzebny duży samochód, bo potrzeba kogoś wywieźć i dostanie za to 2000 zł. Że B. jest jego ostatnią deską ratunku. Po tej rozmowie T. powiedział, że mam iść po pilota do bramy do jego domu i przynieść mu worki na śmieci. Widziałam, że oni wzięli deskę z piwnicy i przełożyli go na tą deskę, postawili na nim karton od telewizora. Ciało porozpychało ten karton, oni w te miejsca gdzie to wypchnęło dziury powpychali worki, żeby nie było tego widać, a żeby wyglądało jak śmieci. Oni mi nie obiecywali za to żadnych pieniędzy i żadnych pieniędzy nie dostałam. T. dał mi tylko 1000 zł i kazał mi je schować w domu, ja schowałam je do takiej małej białej torebki u siebie w domu. Ta torebka jest nad moim biurkiem nad szufladą. Ja widziałam to co oni robili, bo zeszłam powiedzieć, że B. przyjechał. Oni wtedy podnieśli to wszystko i wynieśli z piwnicy na dwór. Oni nie mogli tego w ogóle podnieść. B. wydzwaniał do nich, że nie ma czasu. Jak wyszli na zewnątrz to B. już odjechał. Wtedy T. powiedział, że mam zadzwonić z jego telefonu do B. i mam powiedzieć żeby się wrócił. On nie chciał, wtedy telefon wziął T. i nakrzyczał na niego, żeby mu tego nie robił i wtedy B. wrócił. Oni najpierw stali w wejściu do klatki, oni cały czas trzymali tą deskę z ciałem w powietrzu. Kiedy B. powiedział, że przyjedzie to oni wyszli z tej klatki i oparli tą deskę o murek z metalowych

🔗 Do źródła urzędowego

Wyjaśnienie AI na podstawie urzędowego tekstu ustawy. Orientacyjne, nie zastępuje porady prawnej.