WYROK Z DNIA 19 MAJA 2010 R. SNO 19/10 Przewodniczący: sędzia SN Andrzej Siuchniński. Sędziowie SN: Stanisław Dąbrowski, Jan Górowski (sprawozdawca). S ą d N a j w y ż s z y – S ą d D y s c y p l i n a r n y z udziałem sędziego Sądu Okręgowego – Zastępcy Rzecznika Dyscyplinarnego oraz protokolanta po rozpoznaniu w dniu 19 maja 2010 r. sprawy dyscyplinarnej sędziego Sądu Rejonowego w związku z odwołaniem obwinionej od wyroku Sądu Apelacyjnego – Sądu Dyscyplinarnego z dnia 18 stycznia 2010 r., sygn. ASD (...) u t r z y m a ł w m o c y z a s k a r ż o n y w y r o k . U z a s a d n i e n i e Sędzia Sądu Rejonowego w A. została obwiniona o popełnienie przewinienia dyscyplinarnego z art. 107 § 1 ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych (Dz. U. Nr 98, poz. 1070 ze zm.: dalej: „u.s.p.”), polegającego na tym, że w okresie od dnia 2 stycznia 2004 r. do dnia 14 października 2006 r., pełniąc funkcję przewodniczącej Wydziału Ksiąg Wieczystych Sądu Rejonowego rażąco naruszyła obowiązki służbowe poprzez uporczywe i długotrwałe nękanie i zastraszanie pracowników sekretariatu i referendarzy sądowych zatrudnionych w kierowanym przez nią Wydziale, mając na celu ich poniżenie i wywołanie u nich zaniżonej oceny przydatności zawodowej. Wyrokiem z dnia 27 października 2008 r. Sąd Apelacyjny – Sąd Dyscyplinarny uznał obwinioną za winną popełnienia przewinienia służbowego polegającego na tym, że pełniąc funkcję przewodniczącej Wydziału Ksiąg Wieczystych w Sądzie Rejonowym w okresie od dnia 2 stycznia 2004 r. do marca 2006 r. w sposób oczywisty i rażący naruszyła obowiązki służbowe poprzez uporczywe i długotrwałe nękanie oraz zastraszanie pracowników sekretariatu i referendarzy zatrudnionych w tamtejszym Wydziale, a zwłaszcza Tomasza S. i Bożeny P., mając na celu ich poniżenie i wywołanie zaniżonej oceny przydatności zawodowej, dopuszczając się takim postępowaniem mobbingu w rozumieniu art. 943 § 2 k.p., co wyczerpuje znamiona przewinienia służbowego z art. 107 § 1 u.s.p. i za to na podstawie art. 109 § 1 u.s.p. wymierzył jej karę dyscyplinarną upomnienia. Od tego wyroku odwołania złożyli: obwiniona i jej obrońca, Minister Sprawiedliwości oraz Krajowa Rada Sądownictwa. 2 Wyrokiem z dnia 18 lutego 2009 r. Sąd Najwyższy – Sąd Dyscyplinarny uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. Zwrócił uwagę na to, że tylko odwołania obwinionej i jej obrońcy zaskarżały wyrok w całości, a więc także zawarte w nim orzeczenie o popełnieniu przez obwinioną przewinienia służbowego, gdyż odwołania Krajowej Rady Sądownictwa i Ministra Sprawiedliwości, odnosiły się wyłącznie do orzeczonej w zaskarżonym wyroku kary. Rozpoznając zarzuty dotyczące przypisania obwinionej popełnienia przypisanego jej czynu, wobec wszystkich pracowników powierzonego obwinionej Wydziału Ksiąg Wieczystych oraz zarzuty wskazujące na zasadniczą wadliwość dokonanych w tej materii ustaleń, w tym sprzeczność pomiędzy faktami, które Sąd pierwszej instancji uznał za ustalone, a wywnioskowanym z nich mobbingiem, Sąd Najwyższy – Sąd Dyscyplinarny wskazał, że nie mają racji odwołujący się, kwestionując jego kompetencję do rozpoznania czynu określonego w art. 943 § 2 kodeksu pracy, ze względu na to, iż przedmiotem postępowania dyscyplinarnego nie jest rozpoznanie roszczeń pracowników przeciwko pracodawcy przewidzianych przepisami prawa pracy, co istotnie należy do sądu pracy. Przedmiotem bowiem postępowania w sprawie jest rozpoznanie zarzuconego przez uprawnionego oskarżyciela przewinienia dyscyplinarnego, dotyczącego bezprawnego czynu (działań i zachowań mobbingowych), który – jeśli zostałby popełniony – z pewnością podlegałby kwalifikacji jako naruszenie obowiązków powierzonych sędziemu i uchybienie godności urzędu (art. 107 § 1 u.s.p.). Podkreślił, że sprawa dyscyplinarna i związana z nią właściwość sądu dyscyplinarnego jest autonomiczna i nie zależy od tego – jak to zarzucili skarżący – czy sąd pracy rozpoznał sprawę o mobbing. Wyraźnie wskazał, że bezpodstawny i oczywiście sprzeczny z celami postępowania dyscyplinarnego jest pogląd zakładający brak odpowiedzialności za przewinienie służbowe z tego tylko powodu, że pracownicy nie domagali się ochrony wynikającej z przepisów prawa pracy. Sąd Najwyższy podkreślił, że mobbing został zdefiniowany w art. 943 § 2 k.p. jako działania lub zachowania dotyczące pracownika lub przeciwko niemu skierowane, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników i wyraził pogląd, że zakazane działania lub zdarzenia mobbingowe, gdyby zostały popełnione przez sędziego, byłyby aktami bezprawnymi, naruszającymi obowiązki sędziego i stanowiłyby uchybienie godności urzędu w rozumieniu art. 107 § 1 u.s.p. Poza tym, zwrócił uwagę na to, że przypisanie obwinionej uporczywego i długotrwałego nękania i zastraszania pracowników miało na celu, w świetle opisu 3 czynu, poniżenie i wywołanie zaniżonej oceny przydatności zawodowej pokrzywdzonych. Innymi słowy, oznaczało dążenie z premedytacją przez „uporczywe i długotrwałe nękanie i zastraszanie” do spowodowania poniżenia i wywołania zaniżonej oceny przydatności zawodowej pracowników kierowanego przez obwinioną Wydziału. W rezultacie stwierdził, że Sąd Dyscyplinarny pierwszej instancji, chociaż powołał się na mobbing zdefiniowany w art. 943 § 2 k.p., to jednocześnie pominął zawartą w tym przepisie alternatywną postać działań (zachowań), które nie są podejmowane „w celu”, ale tylko „powodujące ... poniżenie”. Sąd Najwyższy podkreślił, że przypisanego obwinionej mobbingu stosowanego z premedytacją i to obejmującego wszystkich pracowników Wydziału, nie da się – jak to zasadnie zarzucili odwołujący się: obwiniona i jej obrońca – logicznie wyprowadzić z ustaleń faktycznych, które zostały przedstawione w uzasadnieniu zaskarżonego wyroku. Odnosząc się do ustaleń stwierdził, że założenie z inicjatywy przewodniczącej dzienniczków dla każdej z pracownic, dla odnotowywania ilości załatwionych spraw, nałożenie w tym zakresie obowiązków kontrolowania pracowników przez kierownika sekretariatu, dowiadywanie się przez przewodniczącą czy „norma” została „wyrobiona”, oraz organizowanie przez przewodniczącą „co pewien czas” spotkań integracyjnych, na które zapraszani byli pracownicy Wydziału, to przedsięwzięcia nie adekwatne do sytuacji mobbingowania wszystkich, „mające na celu ich poniżenie i wywołanie zaniżonej oceny przydatności zawodowej”. Wskazał też, na niejasne co do znaczenia ustalenia, że pracownicy nie otrzymali czasu wolnego „za spędzony czas po godzinach pracy” oraz, że „w grudniu 2005 roku obwiniona zabroniła kierownikowi sekretariatu udzielenia urlopów wypoczynkowych pracownicom, ponieważ priorytetem było wówczas opanowanie wpływu na koniec roku”, oceniając, iż nie wiadomo dlaczego tego rodzaju ustalenia miałyby świadczyć o działaniach i celach mobbingowych obwinionej. Wyraził pogląd, że poważne wątpliwości budzi obciążanie przewodniczącej wydziału odpowiedzialnością za niewywiązywanie się przez pracodawcę z obowiązków wobec pracowników w zakresie wynagradzania za godziny nadliczbowe i w zakresie udzielania należnych urlopów, zwłaszcza, iż nie było wiadomo, czy chodzi tu o jakieś interwencje obwinionej w celu pozbawienia urlopów już zaplanowanych i ukrywanie przed organami pracodawcy wykonywania pracy ponad obowiązującą pracowników normę czasu pracy. Poza tym odniósł się do ustaleń dotyczących „stylu” kierowania Wydziałem przez obwinioną, obejmujących w ocenie Sądu Najwyższego czyny naganne, tj. że „czasami zwracała się ... w sposób nieuprzejmy do zastępcy kierownika sekretariatu, że często przynosząc pracownikom akta nie kładła ich na biurku lecz rzucała je na blat biurka, nazywała pracowników leniami, na których trzeba bata, powiedziała o 4 referendarzu Tomaszu S., że jest głupi oraz, iż „zdarzyło się, że obwiniona przyszła do pokoju referendarza, wyciągnęła z szafy akta i przeglądała je, i rzucała na podłogę, następnie kazała referendarzowi zbierać je”. Podniósł, że trudno wyprowadzić z nich zachowania opisane w przypisanym obwinionej czynie, tj. działań w okresie od dnia 2 stycznia 2004 r. do marca 2006 r., że były uporczywe, długotrwałe, a przede wszystkim, iż odnosiły się do wszystkich pracowników Wydziału i zostały podejmowane „w celu ich poniżania i wywołania zaniżonej oceny”. Sąd Najwyższy zwrócił też uwagę na ustalenia zaskarżonego wyroku nie dotyczące bezpośrednio zachowania i działań przewodniczącej wydziału, ale „atmosfery” i odczuć pracowników Wydziału kierowanego przez obwinioną, tj. przede wszystkim na stwierdzenia, że po objęciu funkcji przez obwinioną popsuła się „atmosfera” i odczuli ją wszyscy pozostali pracownicy, negatywnych odczuć pracowników „chodzących na rozmowy” w sprawie popełnionych przez nich uchybień, ich obaw przed tymi rozmowami i ich skutków w postaci nawet przypadków płaczu, oraz sporządzanych przez przewodniczącą notatek składanych do teczki wydziałowej, traktowanych jako przygotowywane „haki”. Zauważył, że pomimo pewnej enigmatyczności tych ustaleń być może przynajmniej logicznie pozostają one w zgodzie z przypisanym obwinionej czynem w zakresie czasowym i podmiotowym, niemniej stwierdził, iż nie da się z zachowaniem reguł wnioskowania uwzględniającego doświadczenie życiowe – z powyższych faktów co do atmosfery i co do złego samopoczucia pracowników – wyprowadzić wniosków, że ustalone objawy niezadowolenia pracowników muszą koniecznie świadczyć o tym, że byli oni uporczywie i długotrwale nękani oraz zastraszani z premedytacją, tj. w celu poniżenia i wywołania zaniżonej oceny przydatności zawodowej. Podniósł także, że musi budzić poważne zastrzeżenia fakt, że Sąd pierwszej instancji nie starał się wyjaśnić przyczyn niezadowolenia pracowników, przyjmując jako założenie, jakoby podlegali oni wykonywanemu z premedytacją mobbingowi. Podkreślił, że nawet z zawartego w ustaleniach podstawy faktycznej zaskarżonego wyroku opisu zdarzeń dotyczących Tomasza S. i Bożeny P. nie można wyprowadzić wniosku o celowym ich poniżaniu, czy wywoływaniu przez obwinioną zaniżonej ich oceny. Tymczasem w sprawie, tak w opisie przewinienia jak i w czynie obwinionej przypisanym w zaskarżonym wyroku, nie chodzi o jednostkowe naruszenia zasad uprzejmości i jednostkowe pogwałcenia wymagań co do odpowiedniego do powagi urzędu sędziowskiego traktowania podległych pracowników, ale o uporczywe i długotrwałe mobbingowanie w bardzo niecnym zamiarze. Wyraził pogląd, że z ustalonych incydentów, niezależnie od ich oceny, nie da się wyprowadzić wszystkich cech przypisanego obwinionej mobbingu z premedytacją, zwłaszcza przy dalszym ustaleniu, iż ocena przewodniczącej dotycząca uchybień i 5 poziomu pracy Tomasza S. została potwierdzona wynikami wizytacji i ogólną negatywną oceną kwalifikacyjną. W rezultacie przyjął, że wadliwość zaskarżonego wyroku wynikała przede wszystkim z niewyjaśnienia istotnych, faktycznych aspektów sprawy na skutek błędów w zakresie oceny zebranego w sprawie materiału. W tej sytuacji Sąd Najwyższy – Sąd Dyscyplinarny uznał za przedwczesne rozpoznanie, nie tylko odwołań Krajowej Rady Sądownictwa i Ministra Sprawiedliwości w zakresie kary, ale także pozostałych zarzutów obwinionej i jej obrońcy (art. 436 k.p.k.). Po ponownym rozpoznaniu sprawy Sąd Apelacyjny – Sąd Dyscyplinarny wyrokiem z dnia 18 stycznia 2010 r. uznał obwinioną – sędziego Sądu Okręgowego za winną tego, że w okresie od stycznia 2005 r. do marca 2006 r., pełniąc funkcję przewodniczącej Wydziału Ksiąg Wieczystych rażąco naruszyła obowiązki służbowe przez uporczywe i długotrwałe nękanie oraz zastraszanie referendarza Tomasza S., powodując jego poniżenie i zaniżenie oceny przydatności zawodowej, dopuszczając się takim postępowaniem mobbingu w rozumieniu art. 943 § 2 k.p., to jest przewinienia dyscyplinarnego z art. 107 § 1 u.s.p. i na mocy art. 108 § 2 u.s.p. umorzył postępowanie w zakresie wymierzenia kary dyscyplinarnej. Sąd Apelacyjny – Sąd Dyscyplinarny ustalił, że sędzia Sądu Okręgowego objęła funkcję przewodniczącej Wydziału Ksiąg Wieczystych Sądu Rejonowego w A. w dniu 1 marca 2002 r. W tym czasie Wydział miał znaczne zaległości. Prezes Sądu zalecił jak najszybsze zlikwidowanie zaległości Wydziału. Przewodnicząca wielokrotnie zwracała się do Prezesa Sądu o zwiększenie obsady administracyjnej Wydziału, albowiem w jej odczuciu, dotychczasowa obsada nie rokowała prawidłowego wykonywania bieżącej pracy i likwidowania zaległości. Po objęciu funkcji przewodniczącej Wydziału przez obwinioną pracownicy sekretariatu odczuli pogorszenie atmosfery w pracy, a referendarze z momentem przyjęcia do pracy Tomasza S. Sposób kierowania Wydziałem przez przewodniczącą odbiegał od stylu pracy osoby pracującej dotychczas na tym stanowisku. Pracownikom zostały założone dzienniczki, w których wpisywały sprawy wykonane każdego dnia i nie mogło być ich mniej niż 15, a przewodnicząca kontrolowała ilość i jakość wykonanej pracy. W wypadku dostrzeżenia błędu pracownika, był on wzywany do przewodniczącej na rozmowę, w czasie której obwiniona zwracała mu uwagę na popełnione uchybienie. Po takim wydarzeniu, kierownik sekretariatu Urszula L. na polecenie obwinionej przeprowadzała rozmowę dyscyplinującą z pracownikiem i sporządzała notatkę służbową, umieszczaną w tzw. „teczce wydziałowej”. Pracownicy sekretariatu byli przekonani, że przewodnicząca zbiera notatki służbowe do teczek wydziałowych, aby „mieć na nie haka”. 6 Jeżeli w danym dniu pracownice załatwiały mniej niż 15 spraw, kierownik sekretariatu miała obowiązek poinformować o tym przewodniczącą i podać przyczyny niewykonania „normy”. Celem tego działania obwinionej było opanowanie wpływu. Zdarzało się, że aby wykonać nałożone obowiązki pracownice pozostawały po godzinach, lub częściowo wykonywały je poza miejscem pracy. Przewodnicząca formalnie zabraniała brać pracę do domu, gdyż – jej zdaniem – nałożone obowiązki można było wykonać w godzinach pracy. Do sierpnia 2004 r. zastępcą kierownika sekretariatu była Bożena P. Zdaniem Bożeny P., ze względu na występujące zaległości nie nadążała z realizacją bieżących czynności. „Czasami” obwiniona zwracała się do Bożeny P. w sposób nieuprzejmy np. „Bożena, do mnie”, „bez tłumaczenia, bo mnie drażnisz”. Pewnego dnia w 2004 r. stwierdziła: „Luiza M. (była kierownik sekretariatu Wydziału II Cywilnego) to było dno, a na ciebie nie ma określenia”. W czerwcu 2004 r. obwiniona zmieniła Bożenie P. zakres obowiązków – powierzyła jej dokonywanie projektów wpisów – jednocześnie pozostawiła ją na stanowisku zastępcy kierownika sekretariatu. Przewodnicząca poinformowała wówczas Bożenę P., że nie ma uprawnienia do usunięcia jej z zajmowanego stanowiska, ale jeśli sama nie zrezygnuje z funkcji zastępcy kierownika, to będzie na niej ciążyła podwójna odpowiedzialność wynikająca z pełnionej funkcji jak i w zakresie dokonywanych projektów nowych wpisów. Bożena P. zrezygnowała z zajmowanego stanowiska funkcyjnego. Przedtem obwiniona zapowiedziała Urszuli L., że jeśli Bożena P. pozostanie zastępcą kierownika, to wszystkie jej uchybienia będą obciążały kierownika sekretariatu. Obwiniona często przynosząc pracownikom akta nie kładła ich na biurku, ale rzucała je na blat biurka. Kiedy w ciągu dnia obwiniona zauważała brak którejś pracownicy przy biurku, dzwoniła do kierownika sekretariatu, która miała ustalać, gdzie dana pracownica się znajduje. Przewodnicząca wyrażała się czasem negatywnie o pracownikach sekretariatu, nazywała ich leniami, a nawet stwierdziła co usłyszała Aleksandra K., że „trzeba na nich bata”. O podwładnej Aleksandrze K. wyraziła się do referendarza słowami” „zobacz, co ta idiotka zrobiła”. W dniu 1 czerwca 2004 r. pracę w Wydziale Ksiąg Wieczystych na stanowisku referendarza rozpoczął Tomasz S. Od początku nie radził on sobie z wykonywaniem powierzonych mu czynności. Obwiniona zwracała mu uwagę na uchybienia ustnie i na piśmie. W okresie pomiędzy styczniem 2005 r. a marcem 2006 r. ze strony przewodniczącej dochodziło do zachowań, które poniżały tego referendarza lub zaniżały ocenę jego przydatności zawodowej. W pokoju referendarzy obwiniona publiczne powiedziała o Tomaszu S., „że jest głupi”. Referendarz Ewa C.-K. zwróciła wtedy uwagę przewodniczącej, że nie powinna tak się wypowiadać, tym bardziej w obecności innych pracowników, na co obwiniona odpowiedziała, że o tym i tak wszyscy wiedzą. Zdarzyło się, że obwiniona przyszła do pokoju referendarza, 7 wyciągnęła z szafy akta, przeglądnęła je i rzucała na podłogę. Następnie poleciła referendarzowi je zbierać. Na zarządzenie przewodniczącej, Tomasz S. jako jedyny z referendarzy nie miał obsługi sekretarskiej – sam musiał dekretować swoje sprawy, wypisywał wezwania, dokonywał wpisów, co obwiniona tłumaczyła dużo mniejszym jego obciążeniem. Obwiniona kontrolowała wszystkie jego sprawy, a uchybienia odnotowywała w sporządzanych w tym celu notatkach służbowych, które były składane do teczki wydziałowej. W okresie od września 2004 r. do lutego 2006 r. takich notatek sporządziła 40, z czego 25 dotyczyło okresu po wizytacji przeprowadzonej przez wizytatora w miesiącu sierpniu 2005 r. Najczęściej na notatkę referendarz musiał składać pisemną odpowiedź w wyznaczonym czasie, który wynosił od kilku godzin do pięciu dni. Z uwagi na dużą ilość popełnionych przez referendarza Tomasza S. błędów powierzono mu następnie wykonywanie najprostszych czynności referendarskich. Na prośbę obwinionej praca referendarza została skontrolowana dwukrotnie przez wizytatora – za każdym razem ocena wypadła negatywnie. W związku z tym uzyskał on w dniu 10 marca 2006 r. ocenę negatywną za pracę w Wydziale Ksiąg Wieczystych w okresie od dnia 1 czerwca 2004 r. do 10 marca 2006 r. W piśmie z dnia 8 marca 2006 r. skierowanym do Komisji Kwalifikacyjnej, która miała zająć się oceną pracy referendarza Tomasza S., opisał on sytuację i atmosferę panującą w Wydziale Ksiąg Wieczystych, któremu przewodniczyła skarżąca. Wskazał, że obwiniona w żaden sposób mu nie pomagała, nie udzielała wskazówek w pierwszym okresie jego pracy. Obwiniona swoim zachowaniem ośmieszała go, deprecjonowała jego osobę i wykonywaną pracę. Podkreślał, że cała ta sytuacja budziła w nim poczucie braku wiary we własne umiejętności, niską samoocenę, ponadto żył w ciągłym stresie. W pracy nie chciał wchodzić w polemikę z przewodniczącą, gdyż czuł się zagrożony, obawiając się, że może stracić pracę. W marcu 2006 r. pracownice sekretariatu i referendarze zatrudnieni w Wydziale wystąpili do Prezesa Sądu z pismami, w których opisali sytuację panującą w Wydziale oraz niewłaściwe zachowanie obwinionej w stosunku do nich. Obwiniona sędzia nie przyznała się do popełnienia zarzucanego jej przewinienia. W swoich wyjaśnieniach podkreśliła, że stanowisko przewodniczącej Wydziału Ksiąg Wieczystych w Sądzie Rejonowym w A. objęła w 2002 r. W Wydziale była bardzo duża zaległość w załatwianiu spraw, w związku z czym otrzymała polecenie zlikwidowania tej zaległości. Pomimo, że wpływ spraw do Wydziału zwiększył się w porównaniu z poprzednim okresem, ilość pracowników nie uległa zmianie byli oni więc bardzo obciążeni pracą. Fakt ten obwiniona zgłaszała Prezesowi Sądu, prosząc bezskutecznie o zwiększenie stanu osobowego sekretariatu Wydziału. Obwiniona podkreśliła, że w jej ocenie relacje między nią a pracownikami były dobre – doceniała ich pracę i zachęcała do dokształcania się. Wskazała, że sytuacja pogorszyła się w 8 2005 r., kiedy na wniosek kierownika sekretariatu o wzmocnienie obsady pracowniczej, otrzymała od Prezesa Sądu odpowiedź negatywną. Od tego czasu dało się zauważyć, że pracownice w sekretariacie stały się przygnębione, straciły bowiem perspektywę na zmniejszenie ilości pracy. Jeżeli chodzi o referendarza Tomasza S., to obwiniona wskazała, że wszyscy mieli świadomość, że miał problemy z wykonywaniem powierzonej pracy, gdyż nie był do niej dostatecznie merytorycznie przygotowany. Wyjaśniła, że wydawała mu stosowne zarządzenia na piśmie, ponieważ przeprowadzane wcześniej rozmowy nie dały żadnego rezultatu, ani żadnej poprawy wyników jego pracy. Zaprzeczyła, że kiedykolwiek była w stosunku do niego, jak i do pozostałych pracowników, złośliwa, że ich wyśmiewała, wyzywała, krytykowała publicznie, groziła zwolnieniem z pracy. Nigdy nie widziała, aby pracownik płakał po rozmowie z nią. Przyznała, że razem z kierownikiem sekretariatu poprosiły Bożenę P. o ustąpienie ze stanowiska zastępcy kierownika. Wyjaśniła też, że nigdy nie rzucała aktami, natomiast zdarzyło się raz, że sterta akt złożona na biurku zsunęła się na podłogę i wtedy poprosiła referendarza Tomasza S., aby je pozbierał. Sąd Apelacyjny dał po części wiarę wyjaśnieniom obwinionej, tj.: że sytuacja w Wydziale po objęciu przez nią funkcji była trudna i nerwowa, zwłaszcza że po przeprowadzonych wcześniej wizytacjach zostały zakreślone terminy do załatwienia tzw. „spraw starych”, że jej zastrzeżenia co do wykonywania obowiązków pracowniczych były przyczyną podjęcia przez Bożenę P. decyzji o rezygnacji z funkcji zastępcy kierownika sekretariatu, że nie było jej wiadome aby pracownice w wyniku przeprowadzonych z nimi rozmów dyscyplinujących płakały, że starała się o dodatkową obsadę kadrową, zwracając uwagę na przemęczenie pracowników, że nie krzyczała na pracowników, że stawiała im wyższe wymagania z uwagi na zastane zaległości i zarządzenia powizytacyjne, że dokumentowała wydawane przez siebie zarządzenia i prowadzone rozmowy dyscyplinujące, spisując notatki i umieszczając je w teczce wydziałowej, że nie rzucała celowo aktami na biurka pracowników sekretariatu oraz, że te jej działania nakierowane były na zlikwidowanie zaległości i opanowanie wpływu. Sąd Apelacyjny nie dał natomiast wiary skarżącej , że nigdy nie zdarzyło się aby używała obraźliwych wyrażeń w stosunku do Tomasza S. i innych pracowników, że nie zrzucała akt z biurka Tomasza S., gdyż te samoistnie zsunęły się na podłogę, że zawsze pomagała w pracy temu referendarzowi, oraz że nie wyznaczyła pracownikom tzw. pensum, podkreślając, że wszystkie incydenty niewłaściwego zachowania się obwinionej zostały wielokrotnie potwierdzone przez składających zeznania pracowników. Zauważył, że fakt istnienia nerwowej i stresującej atmosfery w Wydziale potwierdzili zarówno zeznający pracownicy, jak i obwiniona, choć 9 upatrywali istnienia tego stanu rzeczy oczywiście w różnych przyczynach. Dając wiarę w tej części zeznaniom pracowników odwołał się do zeznań świadka Aleksandry K. (k. 108, 422), która stwierdziła, że czuła strach przed przewodniczącą i było to spowodowane tym, że kiedy się pomyliła z wpisem w księdze wieczystej, to wtedy przewodnicząca powiedziała jej, że za taką pomyłkę może jej grozić dyscyplinarne zwolnienie i która przyczynę zdarzających się błędów upatrywała w „ogromie pracy”. Za tym, że działania obwinionej pozostawały w bezpośrednim związku przyczynowym z występującą stresującą w pracy atmosferą wskazał także zeznania świadków Ewy C.-K. i Aleksandry S., które występujący stan wiązały z pracą w Wydziale Tomasza S. Podkreślił, że obraźliwą wypowiedź wobec Bożeny P. słyszała nie tylko bezpośrednio zainteresowana, ale i kierownik sekretariatu Urszula L. oraz, że słowa uwłaczające godności Tomasza S., „że jest głupi” zostały potwierdzone przez kilku pracowników. Dając wiarę referendarzowi co do zrzucenia przez obwinioną jego akt na podłogę i następnie wydania mu polecenia ich zebrania, odwołał się także do zeznań naocznego świadka Joanny K., która odebrała to wydarzenie jako upokorzenie referendarza, oraz na okoliczność, iż to zdarzenie odbiło się szerokim echem wśród pracowników Wydziału, którzy ten fakt uznali za czyn poniżający referendarza. Oceniając znajdujące się w teczce wydziałowej notatki zwrócił uwagę na to, że sporadyczne dotyczyły innych pracowników (2 Aleksandry K., 2 Bożeny P., 1 kierownika sekretariatu Urszuli L.), zaś pozostałe 40 odnosiło się do referendarza Tomasza S. Zauważył, że o ile w pierwszych notatkach znajdują się informacje o dostrzeżonych błędach z ich opisem i zarządzeniem ich usunięcia, to notatki sporządzone – poczynając od dnia 8 grudnia 2004 zawierają informacje o stwierdzonych uchybieniach z żądaniem oświadczenia się adresata na wskazane braki w terminach od kilku godzin do kilku dni, czy zarządzenia podjęcia bezzwłocznych czynności we wskazanych w notatce aktach. Wskazując, że po negatywnych wynikach wizytacji od dnia 30 sierpnia do marca 2006 r., a więc przez 6 miesięcy przewodnicząca udzieliła referendarzowi 25 wytyków, podkreślił, że w nich zakreślała terminy wykonania wydanych zarządzeń i sporządzenia oświadczeń w ciągu 1 dnia, 2 dni, 3 dni czy też sporządzenie informacji do godz. 1300 (notatka z dnia 29 grudnia 2005 r.). Według oceny Sądu Apelacyjnego omówione notatki nie potwierdzają udzielania referendarzowi merytorycznej pomocy. Podkreślając, że przyjęty do pracy w Wydziale Tomasz S. popełniał błędy, o których sygnalizowali przewodniczącej inni referendarze, wyraźnie jednak odwołał się do okoliczności wynikającej z ich zeznań, tj. do tego, że gdy szedł do przewodniczącej po pomoc, to najczęściej był wypraszany z gabinetu. Stwierdził, że z czasem referendarz zaczął się zmieniać, zamykać w sobie i pozostali referendarze utracili z nim kontakt. 10 Na podstawie dokonanych ustaleń Sąd Apelacyjny – Sąd Dyscyplinarny uznał, że zachowanie obwinionej w stosunku do pracowników Wydziału Ksiąg Wieczystych nie spełnia ustawowych przesłanek mobbingu określonych w art. 943 § 2 k.p., z wyjątkiem jej czynów w stosunku do referendarza Tomasza S. Zauważył, że niewłaściwy sposób traktowania tego pracownika przez obwinioną został dostrzeżony przez innych pracowników Wydziału, wywołał ich sprzeciw i był uznawany za szykanę. Podniósł, że nie ma znaczenia i nie usprawiedliwia niewłaściwego traktowania przez obwinioną tego referendarza, ilość popełnionych przez niego błędów merytorycznych, czy też jego cechy osobiste, w tym skrytość i trudności w komunikowaniu się z innymi. Podkreślając, że referendarz bał się notatek, gdyż uważał, że przewodnicząca czyni to dlatego, aby go zwolnić, stwierdził, że im więcej przewodnicząca sporządzała notatek tym więcej popełniał błędów. Zauważył, że pierwsza „notatka” o uchybieniach pojawiła się po dwóch miesiącach od podjęcia pracy przez referendarza i o ile pierwsze cztery (sporządzone do grudnia 2004 r.) zawierają opis błędów i wskazują sposób ich usunięcia, to już dalsze mają nieco inną treść – żądania złożenia oświadczeń, nawet w tym samym dniu, na następny dzień lub w odstępie kilkudniowym. Według Sądu Apelacyjnego swym zachowaniem wobec referendarza obwiniona w sposób oczywisty i rażący naruszyła swoje obowiązki służbowe. Stwierdził, że wbrew twierdzeniom obwinionej nie sposób ocenić jej działań wobec Tomasza S. w postaci wyrażonej w notatkach jako nie nękających, lecz niosących merytoryczną pomoc. Jako formę mobbingu uznał także naganny sposób kontroli referendarza (bieganie z aktami, zakazanie udzielania mu pomocy, poniżanie). Od tego wyroku Sądu Apelacyjnego – Sądu Dyscyplinarnego z dnia 18 stycznia 2010 r., odwołanie złożyła tylko obwiniona, zarzucając:
Wyjaśnienie AI na podstawie urzędowego tekstu ustawy. Orientacyjne, nie zastępuje porady prawnej.